Zdjęcie Mateusza i Macieja z nieśmiertelnika zaręczynowego

Zdjęcie Mateusza i Macieja z nieśmiertelnika zaręczynowego (fot. Archiwum prywatne)

rozmowy Anny Kality

"Heroizm? My walczymy o to, żeby w tym kraju 'se po prostu żyć'"

Dwóch mężczyzn zapozowało nago do kalendarza, którego celem jest walka ze stereotypami. Maciej jest znanym ginekologiem, a Mateusz właśnie skończył studia medyczne. Zdjęcie przyciągnęło uwagę mediów. "To oburzające!" - alarmowali niektórzy koledzy po fachu i domagali się dymisji Macieja z funkcji ordynatora.
Tą rozmową zaczynamy nową serię wywiadów Anny Kality - tym razem będą poświęcone miłości

Maciej W. Socha: Kiedy Mateusz mi przekazał, że chciałabyś z nami porozmawiać, wygooglowałem, jakie wywiady przeprowadzasz i z kim, i - to nie jest fałszywa skromność - pomyślałem: "Przecież my jesteśmy tacy nudni! Tak banalnie zwyczajni!". 

Jestem przeciwnego zdania. Jak się zaczęło wasze wspólne życie? 

Maciej: To było po moim siedmioletnim związku. Facet mnie zostawił, a odchodząc, powiedział, że mnie kocha, ale to nie jest normalne, że jesteśmy gejami. Że ja zapomnę, on zapomni i trudno, musimy się rozstać. Po tygodniu usłyszałem, że znalazł sobie dziewczynę. Do dziś jest w tym związku. 

Postanowił wyrzec się siebie i was, żeby się dostosować do oczekiwań społecznych?

Maciej: Żyjemy w okrutnym świecie, który zmusza ludzi do różnych reakcji. Przez dwa lata nie mogłem się z tym pogodzić. Kiedy rany się zagoiły, zjawił się w moim życiu Mateusz. Ja od zawsze wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia i romantyzm, więc Mati niemal od razu ze mną zamieszkał. A poznaliśmy się w Internecie. Zaczepiłem Mateusza, bo chciałem się z nim umówić na bzyki.

Mateusz Wartęga: Maciej chciał, żebym przyjechał do niego w środę, ale to było przed ważnym kolokwium końcowym z patomorfologii. Naciskał na tę środę, a ja się wzbraniałem. 

Maciej: Ale powiedziałem mu, że się pouczy w pociągu...

Mateusz: I przyjechałem.

Maciej: W domu od razu się na siebie rzuciliśmy, a dopiero później porozmawialiśmy. To był dobry początek związku. 

Mateusz: A dla mnie to  w ogóle jest pierwszy związek w życiu.

Pierwsza w życiu relacja?! 

Mateusz: Tak. Zanim poznałem Macieja, nie akceptowałem tego, że jestem gejem. Liczyłem, że wezmę ślub i będę miał dzieci. Nie dlatego, że to było moje marzenie, ale dlatego, że to by było społecznie akceptowalne. Kiedy zakochałem się w Macieju, zacząłem akceptować siebie takim, jakim jestem, a przestałem myśleć o tym, jakiego mnie życzyłoby sobie polskie społeczeństwo.

Maciej: Od zawsze wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia i romantyzm, więc Mati niemal od razu ze mną zamieszkał (fot. Archiwum prywatne)
Maciej: Od zawsze wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia i romantyzm, więc Mati niemal od razu ze mną zamieszkał (fot. Archiwum prywatne)

Maciej: Pierwsza i druga randka były cudowne. Na trzecią wybraliśmy się do Warszawy. Romantyczny, butikowy hotel, idylla.  Mówię: "Pójdziemy coś zjeść". Ale on się bał z tego hotelu wyjść do restauracji. Gdybyś widziała, jaki wtedy zrobił cyrk! Pomyślałem, że ja z tymi moimi zagojonymi bliznami i tak się lepiej mam, niż Mateusz z otwartymi ranami strachu. 

Mateusz: Czułem ogromny dyskomfort, że ktoś nas zobaczy, zaczepi.

Ktoś obcy czy znajomy?

Mateusz: Znajomy. Obcy nie mieliby powodu, żeby nas zaczepić, bo nie trzymaliśmy się za ręce na przykład. 

Bo jakbyście się trzymali, to droga wolna - każdemu wolno by było was zwyzywać. To, co mówisz, mnie po prostu boli. Smutne, wręcz żenujące, że muszę pytać was, czy wy się trzymacie za ręce na ulicy. 

Maciej: Anna, to jest pewnie strasznie smutne, ale my już z tym wszystkim tak mocno okrzepliśmy. Kiedy byliśmy w San Francisco i szliśmy za rękę, złapaliśmy się na tym, że bez przerwy się rozglądamy. To my się dziwiliśmy, że nasz widok nikogo tam nie dziwił! A później to już było tak pięknie, naturalnie. Jak oddychanie. 

Mateusz: W Gdańsku czasem nam się zdarzało trzymać za ręce, idąc promenadą, ale wzbudzaliśmy sensację.

Maciej: I przez cały czas byliśmy czujni, bo a nuż będzie przechodził jakiś "dres" i przypieprzy któremuś z nas w ryj? Ja się najbardziej bałem, żeby Mateuszowi nikt nie zrobił krzywdy przez to nasze "bohaterstwo". Tak że widzisz: jesteśmy teraz superwyautowani i superotwarci i... można powiedzieć, że żyjemy w... otwartej szafie. Ale to nadal jest szafa, taka polska szafa.

Chciałam tego uniknąć, ale nieuchronnie to będzie rozmowa o miłości heroicznej.

Mateusz: Czy ja wiem? Nasz związek jest bardzo zwyczajny! Nic się u nas nie dzieje takiego, co by się nie działo w innych związkach.

Maciej: Mati ma rację. Myślę, że największą wartością jest to, że my nie odpie*dalamy nic, tylko "se po prostu żyjemy". Zaraz się rozpłaczę. Wiesz, spotykamy się ze znajomymi, jedziemy do mojej siostry, bawimy się z dzieciakami i one wiedzą, że ja kocham Mateusza, a on mnie i jesteśmy razem. I teraz rzeczywiście sobie myślę, że może ty masz rację? Że to jest heroizm? To jest coś koszmarnego, że my walczymy o to, żeby w tym kraju "se po prostu żyć".

Opowiedzcie mi o tym, jak "se żyjecie". Kiedy się wprowadziłeś, Mateusz, do Macieja, to poczułeś się od razu jak w domu?

Mateusz: Tak. I się śmiałem, że mieszkam na trzy domy, bo jeden miałem rodzinny w Legionowie, drugi w Poznaniu, gdzie studiowałem, i trzeci dom to ten, który stworzyliśmy razem z Maciejem. 

Maciej: Mateusz superszybko w ten nasz wspólny dom wsiąknął. A ja jeszcze szybciej, ale to dlatego, że ja w stereotypowym myśleniu przejąłem seksistowską rolę męża.

Myślę, że największą wartością jest to, że my nie odpierdalamy nic, tylko 'se po prostu żyjemy' (fot. Archiwum prywatne)
Myślę, że największą wartością jest to, że my nie odpierdalamy nic, tylko 'se po prostu żyjemy' (fot. Archiwum prywatne)

Nigdy nie zadałabym pytania, kto jest mężem, a kto żoną w tej relacji!

Maciej: Bardzo się cieszę, ale ja nie mówię teraz o tym, kto jest na górze, a kto na dole.

A czy to w ogóle jest pytanie, kto jest na górze? Czy tak naprawdę o to, kto w tym domu jest służącym?

Maciej: Właśnie! Wiesz, na początku to było tak, że ja wychodziłem do pracy zarabiać dla nas pieniądze, a Mateusz miał więcej wolnego czasu, więc dla mnie to było naturalne, że jak wracałem do domu, to Mati już ugotował obiad i posprzątał. Ale bardzo szybko się zrobiło tak - bo to było superwygodne! - że ja zobaczyłem, że nie tylko oczekuję, że on ugotuje obiad, ale też, że sprzątnie potem ze stołu. Wtedy się otrząsnąłem.

A jak było z waszymi rodzinami? Kiedy Jerzy Waldorff przyprowadził do domu rodzinnego swojego partnera Mieczysława Jankowskiego.

Maciej: To jego matka powiedziała: "Witam mojego nowego syna". 

Tak! I potem byli razem 60 lat. Piękna historia. Jak to było u was? Mateusz, Maciej był pierwszym mężczyzną, którego przedstawiłeś rodzinie.

Mateusz: I przebiegało to etapami. Najpierw powiedziałem siostrze, a potem poprosiłem ją, żeby to ona porozmawiała z moim bratem. 

Maciej: Mateusz się strasznie obawiał jego reakcji. A propos stereotypów znowu, to Norbert jest typem, którego się wszyscy boją: jeździ beemkami, szaleje, słucha disco i chodzi na imprezki. Bardzo w swoim stylu przysłał wtedy SMS-a: "Ty, Mati słuchaj, bo Martyna mi mówi, że ty jesteś gejem czy coś tam, to ja chciałem ci powiedzieć, że spoko i niezależnie od tego, to będziesz moim bratem i luz". W tym ziomalskim, cwaniackim SMS-ie było tyle miłości!

Ale ja sobie wyobrażam, Mateusz, jak ty musiałeś mocno przeżywać oczekiwanie na tę reakcję brata!

Mateusz: Ja nawet nie wiedziałem, kiedy on się dowie! A z tatą to było tak.

Maciej: Mati, ty jak tylko zaczynasz o tym opowiadać, to już się czerwienisz.

Mateusz: Mama nie żyje, ale podejrzewam, że wiedziała, że nie jestem heteronormatywny, natomiast tata jest bardzo religijny. Wiedziałem, że będzie miał z tym problem. Przez miesiąc czekałem na dobry moment, żeby mu powiedzieć. Może po zajęciach albo jak będę na spacerze w parku? A tamtego dnia czekałem na autobus na uczelnię, który nie przyjechał. Do następnego było 10 minut. Stwierdziłem: "Tu i teraz". Zadzwoniłem. Powiedziałem, że mam chłopaka. Najpierw była cisza, a później tata spytał, czy jest za mało dziewczyn i to dlatego muszę żyć z chłopakiem. I poprosił, żebym się zastanowił.

Później, kiedy widział, że między mną i Maciejem jest coś bardzo poważnego i kiedy zrozumiał, że to nie jest tak, że ja sobie wybieram, czy chcę żyć z kobietą, czy z mężczyzną, to tylko powiedział, żebym na siebie uważał, bo żyjemy w takim, a nie innym społeczeństwie. Trwało ponad rok, zanim tata w ten sposób to wszystko sobie poukładał. 

Maciej: Kiedy pojechaliśmy na wesele do przyjaciółki Mateusza, gdzie miał być Mateusza ojciec, ja myślałem, że dostanę zawału.

To było wasze pierwsze spotkanie we trójkę? 

Maciej: Tak. Widziałem, że chłop zestresowany, ja też, więc zachowałem się najlepiej, jak potrafiłem w tej sytuacji, i zaproponowałem: "Panie Janku, może wypijemy?". Po trzech kieliszkach wódki rozmowa zaczęła się kleić, a tydzień później przyjechaliśmy z Mateuszem do Legionowa, normalnie razem spaliśmy, po czym wszyscy razem zjedliśmy na śniadanie jajecznicę.

Zmierzam do tego, że wszystkim nam żyłoby się tysiąc razy lepiej, gdyby na przykład Jan, będąc osobą wierzącą, nie słyszał w kościele, że jesteśmy tęczową zarazą.

Wszystkim nam żyłoby się tysiąc razy lepiej, gdyby na przykład Jan, będąc osobą wierzącą, nie słyszał w kościele, że jesteśmy tęczową zarazą (fot. Archiwum prywatne)
Wszystkim nam żyłoby się tysiąc razy lepiej, gdyby na przykład Jan, będąc osobą wierzącą, nie słyszał w kościele, że jesteśmy tęczową zarazą (fot. Archiwum prywatne)

Maciej, a czy kiedy ty przyprowadziłeś do domu rodzinnego Mateusza, to twoja mama powiedziała: "Witaj synu"?

Maciej: Moja mama, niestety, też nie żyje, ale historię Waldorffa oczywiście znała i kiedy mojemu tacie zdarzało się opowiadać czasem dowcipy na temat gejów - to było takie nasze, polskie nabijanie się, ale nie mówił tego z nienawiścią czy obrzydzeniem - zawsze go strofowała.

Wiesz, pamiętam, że mając 12 czy 13 lat, oglądałem w TVP utrzymane w tonie sensacji programy o narkomanii.

Doskonale je pamiętam! Przekaz zlewał się w papkę: narkotyki, geje, AIDS.

Maciej: Tak jest. Kiedyś zapytałem mamy: "Wolałabyś, żebym był narkomanem czy gejem?". Jak ona wspaniale się wtedy zachowała! Wyraziła oburzenie: "Co to w ogóle za pytanie?! Synku, jakbyś był gejem, to jest to coś normalnego, a bycie narkomanem jest chorobą i należy takiemu człowiekowi pomóc. Gdybym miała wybierać, to oczywiście, że wolałabym, żebyś był gejem". Przez całe późniejsze życie pielęgnowałem w sobie między innymi to wspomnienie o mamie.

I to wy powiedzieliście, że wasze życie jest nudne i banalne?! Ja myślę, że ta rozmowa wymaga od was może nawet większej odwagi niż tamto nagie zdjęcie w kalendarzu Repliki. 

Maciej: No pewnie, że wymaga!

Do udziału w sesji "Afiszujemy się", która miała na celu pokazać piękno nagich ciał nieheteronormatywnych mężczyzn, zaproszono ciebie, Maciej. Jak to się stało, że ostatecznie znaleźliście się na tym zdjęciu razem? 

Maciej: Moi rodzice zawsze chodzili za rękę. Babcia i dziadek też tak robili. Tak symbolicznie. I my kiedy coś robimy, to jesteśmy w tym razem. Na sesję pojechaliśmy razem, i to było coś niezaplanowanego, ale dla nas absolutnie naturalnego, że Mateusz do mnie dołączył i stanęliśmy przed obiektywem aparatu wspólnie.

W kalendarzu znalazło się zdjęcie całującej się pary. Wy erotycznego zdjęcia nie chcieliście. 

Maciej: To nie była kwestia cenzurowania się! Po prostu wiedzieliśmy, że i bez tego to zdjęcie wywoła awanturę. 

I wywołało? 

Maciej: Oczywiście. Siermiężną! Największy hejt spotkał mnie ze strony środowiska lekarskiego. Nikt się nie przyczepił, że ja na tym zdjęciu jestem ze swoim narzeczonym.

Mateusz: Teoretycznie hejt w Internecie również podyktowany był nie tym, że jesteśmy gejami, ale że na zdjęciu jesteśmy nadzy.

Maciej: Niemniej lawina ruszyła. Jeden z profesorów wystosował do zarządu szpitala pismo, w którym napisał, że to, co zrobiłem, jest obsceniczne, że to ekshibicjonizm. Również doktorantka z pediatrii zażądała "zdecydowanej i natychmiastowej reakcji, której konsekwencją będzie zwolnienie mnie z funkcji ordynatora". 

Zdjęcie Mateusza i Maciej w kalendarzu 'Repliki' (fot. Fotoman)
Zdjęcie Mateusza i Maciej w kalendarzu ''Repliki' (fot. Fotoman)

Tak się nie stało. 

Maciej: Zupełnie nie! A już to, jak się zachowały władze Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie pracuję, było tak piękne, że mało się nie popłakałem. Jeden z hejterów, lekarz, wysłał nasze zdjęcie do rektora i pochwalił się pani dziekan tym, że to zrobił. Usłyszał od niej: "Stary! My z rektorem już Maciejowi gratulowaliśmy!". Ja osobiście usłyszałem od pani dziekan: "To, co zrobiliście, jest piękne. Cudownie wyglądacie na tym zdjęciu". To jest najlepszy obraz akademickiego nauczyciela. Człowieka światłego, walczącego ze stereotypami i pobudzającego do myślenia i dyskusji.

Dodajmy, że dochód ze sprzedaży kalendarza zostanie przeznaczony na dalszy rozwój Repliki, dwumiesięcznika społeczno-kulturalnego społeczności LGBT, walczącego o jej prawa.

Maciej: Ja jestem tym kalendarzem zachwycony! On ma superduży walor edukacyjny. Jest w nim między innymi zdjęcie faceta, który nie ma prącia i jąder, tylko pochwę. Będąc w trakcie specjalizacji z seksuologii, jestem szczególnie wyczulony na występujące w naszym społeczeństwie niezrozumienie tego, czym jest seksualność, tożsamość, identyfikacja płciowa. Kiedy Polska usłyszała, że mężczyzna chce, by się do niego zwracać Margot, to od razu uznano, że powinien mieć blond włosy, tak jak ty, Ania.

Chodzić w szpilkach. 

Maciej: Odciąć sobie penisa i zrobić cycki.

Ja edukuję. Z premedytacją! Kiedy słyszę, że "ktoś się przyznał do tego, że jest gejem", to głośno i wyraźnie mówię, że co to, ku*wa, ma znaczyć, że "ktoś się przyznał".

Przyznać to się można do morderstwa, a w Polsce wciąż można usłyszeć, że ktoś się przyznał do bycia Żydem.

Maciej: O właśnie! Kiedy kumpel z pracy - starszy lekarz - mi powiedział: "Ja was akceptuję", to mu powiedziałem: "Kim pan, ku*wa, jest, panie doktorze, żeby mnie akceptować?". 

Skoro to sporo starszy od ciebie lekarz, to mógł się kształcić w czasach, kiedy WHO uznawała homoseksualizm za chorobę i ta akceptacja jest według niego aktem wielkiej łaski! 

Maciej: Jasne! Chcąc mu to uświadomić, powiedziałem: "Co pana obchodzi, doktorze, kto z kim sypia? Wie pan, jak ja bym się zastanowił, co pan może wyprawiać ze swoją żoną, to mnie to, szczerze mówiąc, obrzydza, ale kim ja jestem, żeby się zastanawiać, co pan w łóżku robi? Darujmy sobie". 

Idźmy już w stronę słońca, proszę! Kiedy poprosiłam was o wywiad, wzruszyło mnie ogromnie, gdy Mateusz odpisał: "Zapytam narzeczonego". 

Mateusz: To ja się oświadczyłem! Rok temu, czyli po trzech latach naszego bycia razem.

Maciej: Nie było klęczenia, kwiatów, nie wiadomo jakich bajerów. Wróciliśmy do domu z wesela przyjaciół, ja stoję narąbany w kuchni, a Mati się pojawia z pudełeczkiem, w którym jest wisiorek z naszym zdjęciem. "I co teraz?" - pytam. A Mati: "Wyjdziesz za mnie"? Zaraz będę ryczał... takie to było piękne i prawdziwe. Zwykłe, ale też romantyczne.

Mateusz: Miałem wtedy łzy w oczach.

Maciej: Powiedziałem "tak". Obudziłem się następnego dnia, a Miś mówi: "Jesteśmy zaręczeni".

W jednym z wywiadów deklarowaliście, że nie macie zamiaru wyjeżdżać z Polski i zaczekacie, aż pełnię praw obywatelskich otrzymacie tutaj. 

Maciej: Tak było, ale wiesz. Potem uznaliśmy, że szkoda nam życia, dlatego 14 lutego lecimy do Edynburga i bierzemy tam ślub. Urzędnik jest umówiony. 

Kiedy kumpel z pracy - starszy lekarz - mi powiedział: 'Ja was akceptuję', to mu powiedziałem: 'Kim pan, ku*wa, jest, panie doktorze, żeby mnie akceptować?' (fot. Archiwum prywatne)
Kiedy kumpel z pracy - starszy lekarz - mi powiedział: 'Ja was akceptuję', to mu powiedziałem: 'Kim pan, ku*wa, jest, panie doktorze, żeby mnie akceptować?' (fot. Archiwum prywatne)

Nie wiedziałam! Cudownie! Gratuluję wam z całego serca!

Maciej: Mamy znajomych, którzy wzięli ślub w Holandii, a następnie w Polsce jeszcze humanistyczny, i do tego zorganizowali weselicho. Zamierzamy zrobić dokładnie to samo. 

Jakie będziecie nosić nazwisko?

Maciej: Ze względów naukowych ja zostanę przy swoim, a Mati dołączy do swojego nazwiska moje.

Będziecie dążyć do tego, żeby zalegalizować małżeństwo w Polsce?

Mateusz: Tak. Złożę w urzędzie stanu cywilnego wniosek o zmianę nazwiska. Wiadomo, że nie da się tego zrobić przy okazji ślubu, ale spróbuję zrobić to formalnie, prosząc sąd o zmianę.

Czy planujecie dzieci?

Mateusz: Chcielibyśmy i zastanawialiśmy się nad tym wielokrotnie, nawet zaczęliśmy pewne starania, ale... póki co, jeszcze nie. Na pewno znasz historię, kiedy Rafał Trzaskowski nie przyznał obywatelstwa chłopcu, który ma dwie matki?

Znam.

Mateusz: To są nasze znajome. 

Maciej: Będąc rodzicem homoseksualnym w Polsce, trzeba mieć w sobie mnóstwo sił, żeby codziennie się napie*dalać z głupimi tekstami, dodatkowo dziecko edukować i chronić, by nie dopadł je stres mniejszościowy, albo wręcz być gotowym na wyprowadzkę z tego kraju. Ja mam 42 lata i nie wiem, czy taką siłę w sobie jeszcze mam. 

Bliskie PiS-owi ideologicznie Węgry wpisały do konstytucji zakaz adopcji przez pary homoseksualne, a jednocześnie ty, Maciej, jeździsz na kongresy medyczne do USA, gdzie kolega lekarz cieszy się, że on i jego partner będą rodzicami. Czułeś wtedy zazdrość?

Maciej: Na początku nie. Ja doskonale pamiętam moment, o który pytasz. Na pytanie: "Co słychać?", Hassan odpowiedział: "Właśnie z mężem spodziewamy się bliźniaków", a mnie się zrobiło jakoś niedobrze.

Coś ty?!

Maciej: To było przedziwne, ale ja miałem odruch wymiotny! Tak jakoś fizycznie zareagowałem. Chcesz wiedzieć, skąd się bierze homofobia u gejów i dlaczego węgierski polityk - homofob -okazał się kryptogejem, który bierze udział w orgiach? To schorzenie nazywa się zespołem Hoovera, a jego podłożem jest występująca w świecie nienawiść. Będąc w mniejszości, odczuwasz stres mniejszościowy i jednym z trzech elementów tego stresu jest tzw. internalizacja. Ona powoduje, że zaczynasz wierzyć w to, co o sobie słyszysz. Wierzyć, że normalne życie jest nienormalnym i czasem widząc je... reagujesz mdłościami.

Uznajesz, że "oni" tak naprawdę mają rację i ty, jako gej, rzeczywiście jesteś chory i obrzydliwy? 

Maciej: Tak. I albo nienawidzisz siebie, albo wypierasz to, kim jesteś i zaczynasz walczyć ramię w ramię z homofobami. Oczywiście, ja nie twierdzę, że mam zespół Hoovera, ale widzisz - taka reakcja mi się jednak przytrafiła wtedy w Stanach.

Za niespełna miesiąc będziecie mężem i mężem. Życzę wam, żebyście się pięknie razem starzeli i z roku na rok coraz atrakcyjniej się prezentowali na wspólnych nagich zdjęciach.

Mateusz: Tak, tego nam życz. A propos drugich połówek - to Maciej zawsze marzył o partnerze, który nie będzie zbyt gadatliwy, więc - jak widzisz - udało mu się, bo ja ewidentnie jestem z tych małomównych (śmiech).  

Maciej: Mateusz zamierza zostać chirurgiem plastycznym, więc my się będziemy wspólnie starzeli z godnością. Z godnością i bez zmarszczek (śmiech)

Maciej W. Socha. Kierownik Katedry Perinatologii, Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej UMK Collegium Medicum w Bydgoszczy; ordynator Oddziału Położniczo-Ginekologicznego w Szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku; dyrektor wielospecjalistycznej kliniki LEKARZE Mostowa4 w Bydgoszczy.

Mateusz Wartęga. Lekarz w trakcie stażu podyplomowego.

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku