Rajski krajobraz: zielone pola na wybrzeżu Bizcaii w Kraju Basków

Rajski krajobraz: zielone pola na wybrzeżu Bizcaii w Kraju Basków (Fot. Shutterstock.com)

wywiad gazeta.pl

"Jeśli napiszesz o nas coś dobrego, nikt ci nie uwierzy"

Zawsze byli tym "złym", kozłem ofiarnym. Jak cokolwiek złego się działo, najpierw obwiniano ich. Więc gdy dziś turysta umie powiedzieć po baskijsku choćby "dzień dobry", spotyka się z wielkim zdziwieniem, ale i wdzięcznością Basków - mówi Katarzyna Mirgos, autorka książki "Gure. Historie z Kraju Basków".

Jak to się stało, że mówisz w jednym z najbardziej zagadkowych języków świata? 

Zaczęło się od przypadku. Studiowałam antropologię kulturową w Poznaniu i dowiedziałam się, że na filologii hiszpańskiej jest lektorat baskijskiego. Interesowałam się Hiszpanią i Ameryką Południową, ale o euskarze, czyli języku baskijskim, nawet nie słyszałam. Już pół roku później - w 2001 r. - pojechałam do Kraju Basków autostopem. Potem mi mówiono, że "baskijski jest niepotrzebny, bo mogę się tam przecież dogadać po hiszpańsku", ale jak widać - w życiu nie wszystko musi być po coś. 

Flaga Kraju Basków, tzw. ikurrinia / Fot. Shutterstock.com
Flaga Kraju Basków, tzw. ikurrinia / Fot. Shutterstock.com

Co do pochodzenia baskijskiego, faktycznie to wielka tajemnica. Językoznawcy wciąż się zastanawiają, skąd się wziął, z jakimi językami jest spokrewniony. Uznawany jest za język izolowany. 

"Akerrak adarrak okerrak ditu, okerrak adarrak akerrak ditu". To zdanie o koźle z zakręconymi rogami, baskijski odpowiednik "chrząszcza ze Szczebrzeszyna". Trudne. 

Baskijski ma opinię trudnego języka, ale polski też ją ma. Mnie najbardziej fascynują dialekty. Baskijski ustandaryzowany, nauczany w szkołach - tzw. euskara batua - powstał dopiero w latach 60. XX wieku.

Niesamowite jest to, że Baskowie uchodzą za ludzi nieprzystępnych, zdystansowanych, rzadko okazujących uczucia i emocje. Natomiast mają specjalną formę języka wyrażającą bliskość, poufałość.  

Baskijski ani trochę nie przypomina hiszpańskiego, w związku z tym przez lata był nazywany "językiem diabła". Bo Hiszpanie Basków nie rozumieli? 

XVII-wieczny inkwizytor Pierre de Lancre uważał, że jest to "język wprost stworzony do magii i zdrady". Nawet dziś niektórzy tak uważają - że mówienie po baskijsku to prowokacja, wstęp do agresji. Największe represje spotykały osoby mówiące po baskijsku za czasów Franco. Wtedy powszechnym zawołaniem było: "Mów po chrześcijańsku!" (hiszp. !Habla cristiano!). Językiem "chrześcijańskim", "ludzkim" był kastylijski. 

Z drugiej strony Sabino Arana, baskijski XIX-wieczny nacjonalista i założyciel partii PNV, chciał chronić język baskijski przed obcymi. Widział w nim rodzaj bariery przed negatywnymi wpływami zewnętrznymi. Dlatego też należało go zachować w tajemnicy przed obcymi, mówiący nim obcy stanowił zagrożenie.  

Baskowie zamieszkują siedem prowincji na terenie Hiszpanii i Francji. Na zdjęciu baskijsko-hiszpańskie przejście graniczne na Mt La Rhune, napisy informują o zakazie przejścia po baskijsku i francusku / Fot. Ms Jane Campbell/Shutterstock.com
Baskowie zamieszkują siedem prowincji na terenie Hiszpanii i Francji. Na zdjęciu baskijsko-hiszpańskie przejście graniczne na Mt La Rhune, napisy informują o zakazie przejścia po baskijsku i francusku / Fot. Ms Jane Campbell/Shutterstock.com

Baskijski w czasach Franco był zakazany? 

Tak. Używanie go w przestrzeni publicznej spotykało się z negatywnymi reakcjami. Nie można było w nim nauczać czy nadawać dzieciom baskijskich imion - było to uznawane za przejaw separatyzmu, postawy antypaństwowej. Dziś te piękne imiona, powiązane z siłami natury, wracają: Lur (Ziemia), Hodei (Chmura), Ibai (Rzeka), Itxaso (Morze), Arkaitz (Skała) albo Amets (Marzenie).  

Piękne. Ale piszesz, że Baskowie wciąż mają kompleks mówienia po baskijsku.  

Tak, właśnie ze względu na opinie, które na temat swojego języka słyszeli: że "nadaje się tylko do rozmów z dziećmi i psami", że to język wsi, nie nauki czy kultury. Wreszcie, że rozmowa z kimś po baskijsku to przejaw braku szacunku i dobrego wychowania. Zdarzało się, że rodzice przestawali z dzieckiem mówić po baskijsku, bo słyszeli od nauczycieli, że przez brak znajomości hiszpańskiego dziecko ma kłopoty w nauce. 

W Baskijskiej Wspólnocie Autonomicznej oficjalne są baskijski i hiszpański. Ale ludzie wciąż czasem rezygnują z mówienia po baskijsku, bo boją się negatywnej reakcji.  

Według danych z 2016 roku aż 55 proc. Basków nie zna swojego języka. 28 proc. jest dwujęzycznych - mówi po baskijsku i hiszpańsku, a 16 proc. rozumie euskarę, ale w niej nie mówi.  

Na osłabienie baskijskiego wpłynęło wiele czynników, przede wszystkim represje Franco. Baskijski już wcześniej był językiem mniejszości, narażonym na dominację z dwóch stron - Francji i Hiszpanii. Poza tym bardzo długo nie miał tradycji pisemnej, tylko ustną. Baskijskiemu wieszczono, że nie przetrwa. Humboldt pisał, że trzeba go dokumentować, bo zniknie. 

Tymczasem nie tylko nie zginął, ale wręcz jego obecna sytuacja jest coraz lepsza. Batua jest obowiązkowa w szkołach. Piramida znajomości języka się odwraca - coraz częściej to młodsze pokolenie zna baskijski. Spotkałam się z przypadkiem, gdy ojcu, który uczył się euskary, pomagał w nauce jego nastoletni syn. 

Aż 55 proc. Basków nie zna swojego języka. Euskara jest nauczana w szkołach, więc dziś to dzieci często uczą baskijskiego rodziców / Fot. Shutterstock.com
Aż 55 proc. Basków nie zna swojego języka. Euskara jest nauczana w szkołach, więc dziś to dzieci często uczą baskijskiego rodziców / Fot. Shutterstock.com

Inna sprawa to mówienie, bo znajomość nie musi się równać użyciu. Obecnie wyzwaniem jest nie tyle przekonać ludzi do nauki, lecz do tego, by mówili po baskijsku i to lubili. Bo np. niektórym małym Baskom hiszpańskojęzycznym euskara kojarzy się ze szkołą, obowiązkiem. Dla innych to hiszpański jest fajny, młodzieżowy. Stąd ważne, żeby baskijski wchodził też do popkultury. Poprzednie pokolenie czuło, że musi mówić po baskijsku, bo inaczej język wyginie, a jest ważny dla kultury, tożsamości. Dzisiaj młodzi już tak nie myślą. 

Można czuć się Baskiem i nie mówić po baskijsku? 

Można. Kraj Basków jest bardzo złożony. Nie mówi się o jednej kulturze baskijskiej, tylko kulturach baskijskich - jest kultura baskijska i baskijskojęzyczna, i to nie musi być to samo. Sabino Arana twierdził, że jak się nie zna baskijskiego, a chce się być Baskiem, to należy się baskijskiego nauczyć. Dziś niektórzy nadal tak sądzą, ale nie wszyscy. 

Kto zatem jest Baskiem? 

Trudno to zdefiniować. Można trzymać się etnonimu - euskaldun: "ten, kto posiada euskarę". Ten termin wskazuje na osobę, która mówi po baskijsku. Ale są też vascos albo euskalherritakoak - ci, którzy mieszkają w Kraju Basków. Zdaniem niektórych tożsamość baskijska jest związana raczej z miejscem - wybieram Kraj Basków, żeby w nim żyć. Nawet niekoniecznie się tu urodziłam. Można być "Baskiem z wyboru". Także wśród członków ETA były osoby, które nie urodziły się w Kraju Basków.   

Uliczka w historycznej części miasta Vitoria-Gasteiz, stolicy Kraju Basków / Fot. Shutterstock.com
Uliczka w historycznej części miasta Vitoria-Gasteiz, stolicy Kraju Basków / Fot. Shutterstock.com

Można przyjechać do Kraju Basków i nie usłyszeć baskijskiego? 

To jest trudne pytanie. W pierwszym odruchu powiedziałabym, że tak - jeśli pojedziemy do dużego miasta, np. San Sebastian, Bilbao czy Vitoria-Gasteiz. I pewnie jeszcze kilka lat temu tak było. Ale dziś już nawet tam baskijski słychać.  

Na pewno usłyszysz go w małych miejscowościach. Wszechobecny jest na wybrzeżu Bizcaii czy w wielu małych miasteczkach w Gipuzkoa. Oczywiście do turystów mieszkańcy w pierwszej kolejności będą zwracali się po hiszpańsku, ale po baskijsku rozmawiają tam ludzie w kolejce na targu i dzieci na ulicy. 

Dzieci powracają co jakiś czas w naszej rozmowie. Są też ważnym wątkiem w twojej książce. Wskazujesz na co najmniej trzy momenty historyczne, gdy całe pokolenia dzieci z Kraju Basków straciły tożsamość, dzieciństwo. Pierwszy: w 1938 roku, gdy po zbombardowaniu Guerniki ponad 32 tys. dzieci zostało odesłanych za granicę. 

Były to masowe akcje w odpowiedzi na odezwę rządu baskijskiego, ale ludzie robili to już wcześniej. Chciano ochronić dzieci przed koszmarem wojny domowej, ale czasem czekał je tragiczny los. Czytałam o przypadku, gdy dziecko trafiło do rodziny żydowskiej i wraz z nią zginęło w obozie koncentracyjnym.  

Sporo historii tych dzieci wiąże się z utratą tożsamości, ale są też te z pozytywnym zakończeniem: ktoś jednak wrócił do swojego domu, ale utrzymał kontakt z rodziną z Belgii czy Francji i ma dziś dwie rodziny.  

Najtragiczniejsze według mnie jest to, że rodzice decydowali się na rozłąkę w trosce o dzieci, nie wiedząc, że być może wysyłają je do jeszcze większego piekła. 

Baskijskie dzieci ubrane w tradycyjne stroje / Fot. Shutterstock.com
Baskijskie dzieci ubrane w tradycyjne stroje / Fot. Shutterstock.com

Później były kradzione dzieci. Wątek absolutnie wstrząsający, bo noworodki kradziono matkom zaraz po urodzeniu. W zorganizowany proceder zaangażowani byli urzędnicy, lekarze, Kościół. Cała machina. Matce mówiono, że dziecko zmarło. W rzeczywistości było sprzedawane innej rodzinie.  

Dla mnie to też było niesłychanie wstrząsające, najtrudniejsze z całej książki, i nawet teraz głos mi się łamie, gdy o tym mówię. Zaczęło się około lat 40. XX wieku, w czasach Franco, i trwało aż do lat 90. Było kilka etapów. Najpierw chodziło o kwestie ideologiczne - polityczne i moralne. Dzieci zabierano przeciwnikom frankizmu i samotnym matkom. Potem proceder stał się dobrze prosperującym biznesem. Dzieci kradziono w całej Hiszpanii, liczbę ofiar szacuje się na mniej więcej 300 tysięcy. Kraj Basków był jednym z regionów szczególnie dotkniętych - tu zgłoszeń o podejrzeniu kradzieży dziecka jest bardzo dużo.  

Dlaczego? 

Być może dlatego, że za czasów Franco Baskowie byli wrogami reżimu, a część z nich pochodziła ze wsi i nie znała dobrze hiszpańskiego. Nie rozumieli, co się dzieje, nie mogli zawalczyć o swoje prawa. Tu znajdowało się też kilka takich "ośrodków" handlu dziećmi.  

Sprawa wyszła na jaw dopiero kilka lat temu, media zaczęły opisywać konkretne przypadki. I matki, oglądając telewizję, orientowały się, że przydarzyło im się coś podobnego. Dziś tym kobietom się wierzy, ale w przeszłości albo im nie wierzono, albo mówiono, że powinny zostawić ten temat. To musiało być niesamowicie dojmujące, taka wielka samotność i bezradność.  

Kradzione dzieci: w całej Hiszpanii ofiar jest ok. 300 tysięcy. W Kraju Basków zgłoszeń jest wyjątkowo dużo / Fot. Shutterstock.com
Kradzione dzieci: w całej Hiszpanii ofiar jest ok. 300 tysięcy. W Kraju Basków zgłoszeń jest wyjątkowo dużo / Fot. Shutterstock.com

Tego się chyba nie da zostawić. 

Trauma nigdy nie minęła, do tego przeszła na kolejne pokolenie - dziś ukradzionych dzieci często szuka ich rodzeństwo. A znalezienie jest prawie niemożliwe. Ślady oszustwa zbyt dobrze zacierano. Zbyt wiele czasu minęło. Świadkowie i sprawcy nie żyją albo nie istnieją - zdarzało się, że podawali fałszywe dane, niektórych klinik też już nie ma.  

Jedna z bohaterek powiedziała mi, że nie chce, żeby w książce pojawiło się imię jej czy rodziców, ale chciałaby, żeby padło imię tej dziewczynki, która została ukradziona - imię, które rodzice chcieli jej nadać. Inna odpowiedziała swoim dzieciom, które cieszyły się, że są wszyscy razem przy świątecznym stole: "Nie wszyscy. Brakuje jeszcze jednej osoby". Ona zawsze miała w pamięci to dziecko, którego nie było, a które powinno tu być. I nie wiadomo, czy jest szczęśliwe, czy żyje, jak jego życie się potoczyło. Stała obecność nieobecności. 

Bohaterowie twojej książki mówili, że najbardziej chcą tego, by ich dzieci wiedziały, że były chciane i kochane, że nikt ich nie oddał dobrowolnie. 

Ta myśl jest dla nich bardzo trudna. Ich żałoba nie ma szansy się zakończyć. Ci ludzie i w Kraju Basków, i w pozostałych regionach cały czas podkreślają, że nie mają dostępu do różnych archiwów, że trudno im uzyskać pewne informacje, że państwo nie do końca im pomaga. I stąd protesty, które się co jakiś czas pojawiają.  

Proceder zawsze wyglądał podobnie: kobietę usypiano, potem dziecko zabierano - rzekomo - do inkubatora, a jakiś czas później mówiono, że zmarło. Jeśli rodzic upierał się, by dziecko zobaczyć, przynoszono "dyżurnego" martwego noworodka. W papierach nie zgadza się nic, bo nawet nie zachowywano pozorów. 

Wszystko jest tym bardziej wstrząsające, że trwało tak wiele lat. Straszne było też to, że do skrzywdzenia ludzi wykorzystano autorytet Kościoła i państwa. Mroczne historie rzucają zupełnie nowe światło na to, jak się żyje w Kraju Basków i w Hiszpanii.  

Najnowszy wątek w dziejach Kraju Basków to tzw. dzieci z plecakami. 

Chodzi o dzieci członków ETA, którzy odsiadują wieloletnie wyroki - po 20, 30 lat i więcej - w więzieniach bardzo oddalonych od domu. Rozproszenie skazanych, przynajmniej oficjalnie, miało na celu rozbicie grup terrorystycznych. Ale przeciwnicy takiego traktowania więźniów wskazują, że cierpią na tym również ich rodziny, ponosząc dodatkową karę.  

Balkon z esteladą, nieoficjalną flagą wywieszaną przez katalońskich zwolenników niepodległości i transparent z prośbą o umieszczenie baskijskich więźniów bliżej domów / Fot. javitrapero.com/Shutterstock.com
Balkon z esteladą, nieoficjalną flagą wywieszaną przez katalońskich zwolenników niepodległości i transparent z prośbą o umieszczenie baskijskich więźniów bliżej domów / Fot. javitrapero.com/Shutterstock.com

Zdarza się, że dziecko jedzie autobusem czy samochodem kilka godzin w jedną stronę, by widzieć się z rodzicem przez 20 minut. Jedno z takich dzieci już po śmierci ojca policzyło, że przez 18 lat dało to kilkanaście dni bycia razem. A przecież córki i synowie członków ETA stają przed zwykłymi dziecięcymi dylematami: chcą zobaczyć się z tatą, ale chciałyby też zagrać w meczu albo iść na urodziny koleżanki. Bywa, że mają dwoje rodziców w więzieniach, w dwóch odległych częściach Hiszpanii. 

Niektórzy zwracają uwagę na to, że te dzieci czują frustrację praktycznie od urodzenia - ponoszą karę za coś, czemu same nie są winne. Nikt się raczej nie spodziewa, że na tej bazie może wyrosnąć kolejna ETA, ale jednak pozytywnego stosunku do państwa to nie buduje. 

Zdarza się przenoszenie więźniów bliżej rodzin? 

Czasem tak, ale to z kolei budzi emocje w rodzinach ofiar ETA. Jedni mówią, że jest im obojętne, w jakim więzieniu są mordercy ich bliskich - ważne, że są w więzieniu. Inni uważają, że oddalenie to sprawiedliwa kara. Mówią: rodzice tych dzieci nie są tam za nic.  

Przeniesienie bywa nagrodą za wyrażenie skruchy przez więźnia, co z kolei różnie może być odbierane przez jego otoczenie.  

Konflikt w Kraju Basków. 2017 rok: operacja Ertzaintza przeciwko Kale borroka, partyzantce miejskiej baskijskiej nacjonalistycznej młodzieży / Fot. Megapixeles.es/Shutterstock.com
Konflikt w Kraju Basków. 2017 rok: operacja Ertzaintza przeciwko Kale borroka, partyzantce miejskiej baskijskiej nacjonalistycznej młodzieży / Fot. Megapixeles.es/Shutterstock.com

To również często powraca w twojej książce: ETA nie istnieje od 2018 roku, ale wciąż żyje w zbiorowej świadomości, wpływa na codzienne życie w Kraju Basków. 

Przede wszystkim ofiarom trudno wyrzucić z pamięci, że zabito im bliską osobę - członka rodziny czy kolegę. Że kogoś porwano, torturowano. Są tacy, którzy mówią, że musi minąć ileś pokoleń, by ludzie zdołali o tym wszystkim zapomnieć, móc rozmawiać, zacząć od nowa. Oczywiście historycznie rozwiązanie ETA jest niesłychanie ważne, natomiast ci ludzie w dalszym ciągu są głęboko podzieleni, bardzo poranieni i każdy ma swoją perspektywę. Jedni mówią: "Oni zabijali", inni: "Oni walczyli za nas".  

Przez lata większość doniesień na temat Kraju Basków dotyczyła wyłącznie ETA. Można było dojść do wniosku, że wszyscy Baskowie mają żądania separatystyczne. Tak nie jest? 

Myślę, że dzisiaj w społeczeństwie dominuje zmęczenie przemocą. Własne państwo to dla wielu Basków marzenie, ale nierealne. Przede wszystkim nie ma na osiągnięcie tego celu pomysłu, planu. Można by się spodziewać, że kataloński zryw bardziej Basków poruszy, zmobilizuje do podobnego działania. Tak się nie stało, choć poparcie dla Katalończyków było bardzo duże. 

Dziś Baskowie zwracają uwagę na lokalność, solidarność, równość, feminizm, prawa kobiet, przyjmowanie uchodźców. Te postulaty są żywe i wokół nich organizuje się wiele akcji.  

Bilbao: demonstracja Basków przeciwko terroryzmowi 26 czerwca 2009 roku / Fot. Shutterstock.com
Bilbao: demonstracja Basków przeciwko terroryzmowi 26 czerwca 2009 roku / Fot. Shutterstock.com

Dla większości ludzi z zewnątrz Kraj Basków to po prostu Hiszpania. Czy dlatego Baskowie stawiają u siebie tabliczki: "Turysto, pamiętaj, to nie Hiszpania ani Francja, jesteś w Kraju Basków" albo "Tutaj żyjemy po baskijsku"?  

Niektórzy na pewno tak. Inni chcą podkreślić, że język baskijski jest w ich miejscowościach obecny i ważny. Dziś tych napisów, tabliczek czy billboardów jest dużo mniej niż kiedyś. No i w stosunku do turystów jest bardzo duża tolerancja, nie poucza się ich, nie nawraca, nie oczekuje, że będą mówić po baskijsku.

Baskowie zawsze słyszeli o sobie głównie złe rzeczy. I chyba nie oczekują dziś, że ktoś im przyzna rację w czymkolwiek. Z turystą chętnie porozmawiają po hiszpańsku. Ale jeśli ten turysta powie coś po baskijsku - wtedy wszystko się zmienia. Już Victor Hugo mówił, że jeśli do Baska zwrócimy się po baskijsku, to staniemy się jego bratem. Wystarczy "dzień dobry" czy "dziękuję", a spotyka się to z wielkim zdziwieniem i wręcz onieśmielającą wdzięcznością Basków. Możemy usłyszeć: "Dziękuję, że mówisz po baskijsku, nie wiesz, ile to dla mnie znaczy".  

San Sebastián - stolica hiszpańskiej prowincji Gipuzkoa w Kraju Basków / Fot. Shutterstock.com
San Sebastián - stolica hiszpańskiej prowincji Gipuzkoa w Kraju Basków / Fot. Shutterstock.com

"Jeśli napiszesz coś pozytywnego o Baskach, nikt ci nie uwierzy". To chyba najsmutniejsze zdanie w całej książce. 

Może właśnie ono pokazuje, co Baskowie o sobie wiedzą i myślą. Niby mówią to żartem, ale w gruncie rzeczy jest to bardzo gorzkie. Kolega mi opowiadał, że ilekroć gdzieś wyjeżdżał i mówił, że jest z Kraju Basków, pytano go, gdzie ma broń. Czyli terroryzm i wszystkie rzeczy z tym związane: język jakiś dziwny, wymyślony, afiszowanie się nim... 

W postrzeganiu Basków przez mieszkańców innych regionów Hiszpanii zaczynają się pojawiać pozytywne rzeczy. Ale długo Baskowie byli kozłami ofiarnymi. Jak cokolwiek złego się działo, najpierw obwiniano ich. Bask - synonim terrorysty. Po zamachu w Madrycie pierwszym skojarzeniem było, że to na pewno ETA.  

Katarzyna Mirgos: Baskowie zawsze słyszeli o sobie głównie złe rzeczy. I chyba nie oczekują dziś, że ktoś im przyzna rację w czymkolwiek / Fot. Shutterstock.com
Katarzyna Mirgos: Baskowie zawsze słyszeli o sobie głównie złe rzeczy. I chyba nie oczekują dziś, że ktoś im przyzna rację w czymkolwiek / Fot. Shutterstock.com

Widać, że kochasz Kraj Basków i masz dla niego dużo czułości. 

Moja miłość do Kraju Basków zaczęła się od języka, ale potem urzekli mnie ludzie. No i oczywiście krajobraz. Pod względem pejzażu Kraj Basków jest zachwycający.  

KSIĄŻKA DO KUPIENIA W PUBLIO >>>

Katarzyna Mirgos. Antropolożka kultury, pracuje w Instytucie Archeologii i Etnologii Uniwersytetu Gdańskiego. Bada zagadnienia związane z migracją, antropologią rodziny, kulturami i językami mniejszościowymi. Główny teren jej zainteresowań stanowi Kraj Basków. Jest autorką i redaktorką prac poświęconych kulturze baskijskiej, tłumaczeń z języka baskijskiego na polski, organizatorką warsztatów, wystaw, konferencji i pokazów filmowych związanych z kulturami Hiszpanii.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do nagrody Grand Press.

Katarzyna Mirgos, autorka książki 'Gure. Historie z Kraju Basków' / fot. materiały prasowe wydawnictwa Czarne
Katarzyna Mirgos, autorka książki 'Gure. Historie z Kraju Basków' / fot. materiały prasowe wydawnictwa Czarne