Sztuka i design 
Temat pejzażu pojawił się w sztuce Hockneya już w czasach kalifornijskich, ale pierwsze skrzypce zaczął grać dopiero w drugiej połowie lat 90. (David Hockney, May Blossom on the Roman Road, 2009, copyright David Hockney; Autor zdjęcia: Richard Schmidt)
Temat pejzażu pojawił się w sztuce Hockneya już w czasach kalifornijskich, ale pierwsze skrzypce zaczął grać dopiero w drugiej połowie lat 90. (David Hockney, May Blossom on the Roman Road, 2009, copyright David Hockney; Autor zdjęcia: Richard Schmidt)

Jest w nim nawet materiał na wielkiego klasyka sztuki współczesnej. Na takim piedestale – chyba trochę wbrew woli samego malarza – ustawiły go wystawy i praktyki sztuki ostatnich kilku dekad, a trwająca właśnie wystawa "David Hockney 25" w Fundacji Louis Vuitton w Paryżu tę pozycję w kanonie wielkich tylko umacnia.

Artysta za 90 mln dolarów

Zielone pagórki naciągnięte są na lazur nieba trochę tak jak kurtyna na scenę teatralną. Ich płaszczyzny wypełnia soczysta południowa roślinność – krzaki, krzewy, gałęzie odmalowane zostały płasko, małym pędzlem. Prawdziwy wizualny cymes zaczyna się jednak poniżej linii horyzontu, umownie pokrywającej się z krawędzią przedstawionego na obrazie basenu. W samym basenie migoczą plamy błękitu i rysunek białych linii markujących refleksy słońca w wodnej głębi. Pośrodku odmalowana została figura płynącego pod wodą mężczyzny przedstawiona w perspektywicznym skrócie. Na brzegu basenu – niemal jego przeciwieństwo, męska postać w pełnym ubraniu, w różowej marynarce. Całość ma świetną kompozycję, wpadającą w oko kolorystykę, modowy pazur, przypomina trochę powabne fotograficzne kadry Slima Aaronsa. To "Portret artysty", płótno stworzone przez Davida Hockneya w 1972 roku.

Ta niby prosta malarska migawka ma rozmiary 2 x 3 m i w 2018 sprzedała się w nowojorskim Christie’s za 90 mln dolarów, jako najdroższa praca żyjącego artysty. Na rok przed transakcją pokazana została na głośnej wystawie w Tate Britain (kto powiedział, że publiczne instytucje nie pracują na finansowy sukces prywatnych kolekcjonerów), została też sparodiowana w serialu Netfliksa "Bojack Horseman", gdzie męskie figury zastąpiły rysunkowe postaci koni.

David Hockney, 'Portret artysty'
David Hockney, 'Portret artysty' David Hockney, Portrait of an Artist (Pool with Two Figures), 1972; copyright David Hockney. Źródło zdjęcia: Art Gallery of New South Wales / Jenni Carter

Słowem, obraz przebojem wdarł się do zbiorowej wyobraźni, cementując przekonanie: sztuka ładna i dla oka przyjemna może być droga i może być muzealnym fajerwerkiem. I odwrotnie – hit rynku sztuki może dać się zrozumieć i objąć umysłem osoby niekoniecznie zaczytującej się przy porannej kawie żywotami malarzy autorstwa Giorgia Vasariego.

David Hockney jest ucieleśnieniem brytyjskości, ale wpisuje się w tradycje francuskiego impresjonizmu
David Hockney jest ucieleśnieniem brytyjskości, ale wpisuje się w tradycje francuskiego impresjonizmu David Hockney, 28 sierpnia 2023, copyright David Hockney; Autor zdjęcia: Jean-Pierre Gonçalves de Lima

Gdy jednak przyjrzeć się historii "Portretu artysty" bliżej, łatwo zobaczyć moment, kiedy umowna kurtyna ze śródziemnomorskich pagórków rozsuwa się, ukazując dużo bardziej złożony obrazek – już nie malarski, ale historyczny i dotyczący samej sztuki. Postać płynącego, ujęcie basenu i niektóre drobne elementy przedstawienia pożyczone zostały z fotografii wykonanej przez Hockneya w Kalifornii w 1966 roku.

Nowy Świat basenów

Artysta od dwóch lat mieszkał wtedy na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych, gdzie czerpał garściami z – jak sam to określał – "połączenia glamouru, południowego światła i wolności". Stara Europa i rodzinne brytyjskie Bradford zostały daleko. Nowe wizualne uniwersum wyznaczył mu styl życia amerykańskiego Południa: celebracja czasu wolnego, niemal nielimitowane w porównaniu z Europą metraże lokalnych posiadłości, baseny właśnie – wszystko to przepływa jako malarskie motywy na płótna, z którymi pracuje Hockney.

Gigantyczna praca Davida Hockneya przedstawiająca Wielki Kanion
Gigantyczna praca Davida Hockneya przedstawiająca Wielki Kanion David Hockney, A Bigger Grand Canyon, 1998; copyright David Hockney. Źródło zdjęcia: National Gallery of Australia

Podobnie zmienia się sam język i techniki artysty, który odebrał przecież w Londynie klasyczne artystyczne wykształcenie, kończąc m.in. z wyróżnieniem studia w Royal College of Art.

W Nowym Świecie maluje farbami akrylowymi, relatywnie nowym wynalazkiem, który umożliwia szybszy, bardziej spontaniczny proces twórczy. Swoje kadry najpierw rozpracowuje za pomocą aparatu fotograficznego, pstrykając setki zdjęć dokumentujących amerykańskie mansions i ich baseny, dopiero później wybiera odpowiedni kąt, skrót, perspektywę.

A więc lewa strona "Portretu artysty" to obrazek pożyczony z amerykańskiego Południa i z techniki fotograficznej. Prawa strona obrazu ma inne źródło – w czasie jednej z podróży na południe Francji artysta szuka formalnych rozwiązań, które zagospodarowałyby pozostałą część porzuconego wcześniej płótna. Jeździ od willi do willi w Saint-Tropez, ogląda baseny, studiuje roślinność. Jego asystent proszony jest w nieskończoność o nurkowanie i odtwarzanie ruchu płynącej pod wodą figury.

Nieoczekiwanie brakujący element przedstawienia okazuje się historią z życia Hockneya – w czasie tej podróży kończy się jego wieloletni związek z Peterem Schlesingerem, fotografem. To jego postać Hockney odmalowuje po prawej stronie płótna, sięgając po wcześniejsze zdjęcia kochanka. Tym samym obraz zmienia się w trochę renesansowe, alegoryczne przedstawienie – mamy więc młodzieńca obmywającego się ze swoich win, mamy nowy świat płynący na wprost do bohatera, grę nagości i kolorowych szat zamkniętą w formule portretu podwójnego. Kiedy Hockney znajduje już klucz do obrazu, pracuje bez wytchnienia, kilkanaście godzin dziennie, werniksując go zaledwie chwilę przed wystawą w André Emmerich Gallery w Nowym Jorku.

O Hockneyu mówi się czasem, że to 'ten malarz od basenów' (David Hockney, A Bigger Splash, 1967, copyright David Hockney) , 87-latek jest ikoną malarstwa, a jednak niemal porzucił pędzel dla iPada (David Hockney, Blossom on a Tree, 2023, copyright David Hockney; Autor zdjęcia: Jonathan Wilkinson)

Wizualne sudoku

Nawiązania do historii sztuki to nie łatka przyklejona Hockneyowi przez obsesyjnych interpretatorów, ale materia, którą malarz żyje na co dzień. Traktuje ją, po pierwsze, jako składzik z dobrze opracowanymi i rozpoznawanymi motywami: przy pracy nad scenografią do "Czarodziejskiego fletu" Mozarta artysta pożyczył sobie figurę smoka od Paola Uccellego, niespecjalnie przy tym kryjąc się z inspiracją.

Po drugie, sztuka dawna jest dla niego jak wizualne sudoku, zbiór z zadaniami kompozycyjnymi do rozwiązania lub demontażu – w jednym z płócien przestudiował to samo wyplatane krzesło, które dzięki Van Goghowi stało się ikoną sztuki, tyle że na potrzeby swojej pracy obrócił je o 90 stopni.

Po trzecie, klasykę malarstwa traktuje jako symbole statusu i kulturowych kompetencji: w płótnie "My parents" (1977) w małym stojącym lusterku obok pary skromnie ubranych postaci odbija się "Chrzest Chrystusa" Piera della Francesca, płótno pokazywane w – jak mówił – cywilizacyjnie dalekiej od Bradford londyńskiej National Gallery. "Podziwiam malarzy włoskiego Quattrocento, oni naprawdę rozpracowali już wszystko" – mówił w jednym z wywiadów. Ta fascynacja tym, co już w sztuce zamknięte, skrystalizowane, osiadłe w zbiorowej wyobraźni, a jednocześnie wciąż żywe, pokazana została w zeszłym roku na brawurowej wystawie "Hockney and Piero: a Longer Look" w National Gallery, która zestawiła prace Hockneya i arcydzieła ze zbiorów galerii.

Hockney jest ucieleśnieniem brytyjskości, ale wpisuje się w tradycje francuskiego impresjonizmu (David Hockney, Play Within a Play Within a Play and Me with a Cigarette, 2025, copyright David Hockney; Autor zdjęcia: Jonathan Wilkinson) , Romans z nowymi technologiami to jeden z wątków rozbuchanej i nieustającej krytyki Hockneya (David Hockney, Christopher Isherwood and Don Bachardy, 1968, copyright David Hockney; Autor zdjęcia: Fabrice Gibert)

Przemijanie i jamniki

Na warsztat artysta bierze też "młodszą" historię sztuki, w tym fotografię. W sposób dosłowny, tworząc fotograficzne kolaże przypominające zniekształcony przez lunetę obraz. Tak przedstawia a to teatralną widownię, a to mężczyznę siedzącego w nowojorskim metrze, a to wreszcie stół w brytyjskiej ambasadzie. Te prace Hockneya, złożone z wielu pojedynczych kadrów, są próbą przełamania statyczności fotografii i pokazania, że nawet w tym zamkniętym medium da się poeksperymentować z perspektywą, liniami zbiegu, pokazać równocześnie i przód, i tył fotografowanego obiektu. Prawdziwa jazda bez trzymanki zaczyna się jednak, kiedy Hockney pożycza "fotograficzną zasadę" i zaczyna stosować ją w malarstwie.

Romans z nowymi technologiami to jeden z wątków rozbuchanej i nieustającej krytyki Hockneya
Romans z nowymi technologiami to jeden z wątków rozbuchanej i nieustającej krytyki Hockneya David Hockney, 27 lutego 2024, copyright David Hockney; Autor zdjęcia: Jean-Pierre Gonçalves de Lima

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych portretów samego Hockneya to fotograficzny kadr przedstawiający artystę siedzącego głęboko w zapadającym się tapicerowanym fotelu. Ubrany jest trochę elegancko, w beżową marynarkę i błękitną koszulę, a trochę jak osoba, która nie wytrzymuje konieczności pomieszczenia się tylko w jednej konwencji – formalny strój przełamany został grubymi białymi skarpetami i mocno odsłoniętą łydką. Rozparty w fotelu artysta trzyma w ramionach dwa jamniki – Stanleya i Boodgie. Za jego plecami widać ścianę pracowni, a na niej kilkadziesiąt malarskich studiów tej samej psiej pary. Namalowane na płótnach w kilku podobnych formatach, na tych samych posłaniach, tym samym tle, za to w kompletnie różnych pozach i w różnych skrótach perspektywicznych.

O tym cyklu Hockney mówił, że to po prostu "studium miłości" – jego do ukochanych pupili – ale słów wielkiego brytyjskiego prowokatora nie warto brać dosłownie. W tak zaprezentowanych malarskich szkicach widać prostą analogię do jednej z najbardziej znanych w historii fotograficznych serii – encyklopedycznego rejestru industrialnych budowli tworzonego przez Bernda i Hillę Becherów. Prace Becherów to również były kadry "bardzo podobne, ale inne", zestawione w monumentalne ścienne kompozycje. U Becherów przedmiotem analizy była technologia, natura przemijania i osuwania się materii w mroki historii, u Hockneya – żywa emocja, zmienność, codzienność. Albo po prostu – co tu się czarować – jamniki. W końcu zgrabne lawirowanie między wzniosłością, wielkimi tematami sztuki a codziennym życiem to domena Brytyjczyka.

David Hockney, JP and Little Tess
David Hockney, JP and Little Tess David Hockney, JP and Little Tess, 15 listopada 2023, copyright David Hockney; Autor zdjęcia: Jonathan Wilkinson

Romans z nową technologią

Warto jeszcze wspomnieć o niezwykłej czułości, z jaką artysta traktuje przyrodę i jej odmienianie w praktyce malarza pejzażysty. Temat pejzażu pojawia się w sztuce Hockneya już w czasach kalifornijskich, ale pierwsze skrzypce zaczyna grać dopiero w drugiej połowie lat 90. Wtedy powstaje gigantyczna praca przedstawiająca Wielki Kanion, chwilę później idylliczne studia pór roku w brytyjskim hrabstwie York, w ostatnich latach – również pejzażowe miniatury, które tworzy w swojej normandzkiej posiadłości. Na niebagatelną skalę, bo tylko w trakcie pandemicznej wiosny namalował ich 116. Ta szybkość pewnie nie byłaby możliwa, gdyby nie nowy obiekt fascynacji artysty – zwykła iPadowa aplikacja do malowania palcem i rysikiem, po którą Hockney sięga przede wszystkim przy malarskich notatkach z natury.

Romans z nowymi technologiami to jeden z wątków rozbuchanej i nieustającej krytyki Hockneya, któremu współcześni krytycy często zarzucają zbyt dużą łatwość i przyjemność z tworzenia, wskazując jeszcze jedno: wiele z prac brytyjskiego klasyka, a zwłaszcza jego pejzaże, wygląda dużo lepiej na reprodukcjach, w tym cyfrowych, niż w oryginałach. Malowane przez niego płótna często wyglądają na żywo płasko, banalnie i gubią w sobie świetlistość i polor prac z lat 70. Czy to jednak znaczy, że malarz jest już zmęczony? Ani trochę – i wystawa w Fundacji Louis Vuitton jest tego dowodem.

Prezentacja obejmuje ponad 400 prac: oleje na płótnie, szkice węglem, instalacje wideo, fotograficzne kolaże. Największą obietnicą fajerwerków jest jednak prezentacja płócien z ostatnich dwóch lat, inspirowanych twórczością Edwarda Muncha i Williama Blake’a. Kuratorzy mówią o nich: to enigmatyczne połączenie astronomii, duchowości, historii. Bardzo dobrze, w końcu wielki eksperymentator kończy w tym roku 87 lat, o jamnikach, basenach, a przy okazji o samym malarstwie, fotografii i rynku sztuki powiedział już niemal wszystko, teraz ma mandat na komentarze o naturze świata i ludzkiej duszy. I cóż z tego, że zapewne znów, wsadzając patyk w szprychy historii sztuki i palec w oko krytycznych kolegów po pędzlu.

David Hockney 25

Wystawę "Do remember they can't cancel the Spring" organizowaną przez Fundację Louis Vuitton można oglądać w Paryżu w dniach 9 kwietnia -31 sierpnia 2025 r.

Czytaj więcej