Ile jest wróbli w Warszawie?
Akademiki przy Kickiego (Fot. Maciek Jaźwiecki dla Gazeta.pl)
Akademiki przy Kickiego (Fot. Maciek Jaźwiecki dla Gazeta.pl)

Tekst został opublikowany w ramach projektu "Ile jest wróbli w Warszawie" finansowanego przez m.st. Warszawę.

***

W ramach projektu przypominamy pięć reportaży dotyczących Warszawy opublikowanych w ostatnim stuleciu. Przygotowaliśmy także pięć nowych tekstów nawiązujących do miejsc i problemów poruszonych w reportażach historycznych.

***

Dansing Kic 

Prolog 

Jest rok 1953. Być może budowniczowie bliźniaczych budynków przy ulicy Kickiego na warszawskim Grochowie podśpiewują przy pracy refreny popularnych pieśni okresu socrealizmu, takich jak "Do roboty", "Pieśń przodowników pracy", "Piosenka o planie sześcioletnim" czy "Naprzód, ludu roboczy". Może nawet tańczą w przerwach albo uczą się kroków jeden od drugiego.  

Kicki Straße*

Jak podają autorzy publikacji "GRO. Ilustrowany atlas architektury Grochowa"2, domy akademickie przy ulicy Kickiego 9 oraz 12 powstały w latach 1953–1955. To "wersja oszczędnościowa" łódzkiego Lumumbowa zrealizowana przez Przedsiębiorstwo Projektowania Budownictwa Miejskiego, oddział w Łodzi. Autorzy atlasu precyzują jednak, iż "nie wykonano tu ani planowanej socrealistycznej dekoracji, ani 'łódzkich' słupów w parterze"3. Trudno wnioskować dlaczego. Być może architekt za słabo "płakał, jak projektował", a może któryś z decydentów uznał, że "jezioro damy tutaj".  

Wydana w 2016 roku potężna publikacja "Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego po 1945"4 obala mit nad mitami powielany przez niemal wszystkie media, jakoby akademiki miały powstać specjalnie na V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów, który odbył się w Warszawie latem 1955 roku. Z publikacji wynika, iż "w 1954 r. oddano wreszcie do użytku nowe obiekty – dwa akademiki przy ul. Kickiego na Grochowie". Tym samym "męska społeczność studencka UW odczuwała pewną ulgę"5.  

W książce znajduje się też wspomnienie jednego z pierwszych mieszkańców Kica – studenta geologii Krzysztofa Wrocławskiego: "ściany budynku były jeszcze wilgotne, a w pierwszym tygodniu po zasiedleniu toalety nie były czynne i korzystaliśmy z latryn ekipy budowlanej. […] Dzielnica Grochów, część Pragi, nie była do studentów nastawiona nadto życzliwie, co także odczuliśmy na własnej skórze, kiedy głęboką nocą obudził nas krzyk jednego ze współmieszkańców bitego pod oknami przez chłopaków z Grochowa. Wylegliśmy przed domy i odbyła się wtedy regularna wojna na kamienie, zakończona oblężeniem pobliskiej świetlicy, do której schronili się grochowiacy"6.  

W tej samej publikacji czytam, że "w roku następnym warunki się poprawiły: zainstalowano gaz, otwarto kiosk i sklepik, inaugurowano radiowęzeł i tzw. pokoje cichej nauki. Jeden z akademików przeznaczono wówczas dla studentek przeniesionych z Dziekanki".  

Akademiki przy Kickiego (Fot. Maciek Jaźwiecki dla Gazeta.pl) , Akademiki przy Kickiego (Fot. Maciek Jaźwiecki dla Gazeta.pl)

Ika tańczy dla mnie  

Dla mieszkającej w Darłowie Iki Imbirskiej lato 1955 roku jest bardzo długie i trudne. Pod wpływem ojca rezygnuje z marzeń o szkole aktorskiej.  

Będziesz studiować prawo! – decyduje głowa rodziny. A więc życie ma już zaplanowane. W międzyczasie tylko kwestie formalne. W czerwcu przychodzi list z informacją, że egzaminy wstępne na prawo z uwagi na trwający w Warszawie festiwal młodzieży zostają przełożone na wrzesień. Później dochodzą szczegółowe instrukcje oraz informacja o noclegu w akademiku przy ulicy Kickiego. W czasie wakacji Ika pracuje w Darłówku jako wychowawczyni na koloniach, a wieczorami zaczytuje się w artykułach o roztańczonym kolorowym festiwalu. Ach, jak chciałaby tam teraz być! Tańczyć obok Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, na Stadionie Dziesięciolecia i na MDM-ie. Na razie czyta relacje w prenumerowanym przez ojca "Expressie Wieczornym" i chłonie atmosferę wielokulturowej stolicy. Jeszcze nie wie, że dzięki temu dostanie się na wymarzony przez ojca kierunek. 

W tym czasie dzieciarnia z warszawskiego Grochowa ogląda kolorowe, roztańczone pochody młodzieży świata, które w pierwszym tygodniu sierpnia 1955 roku przemierzają ulicę Kickiego, by dotrzeć do akademika. Co odważniejsi podchodzą do uśmiechniętych cudzoziemców, by poprosić o pamiątkową przypinkę z flagą. Wśród nich są m.in. Wiesław Władyka, późniejszy profesor i publicysta, oraz Jacek Borkowski, przyszły selekcjoner w studenckim klubie Ubab7.  

Ika do Warszawy przyjeżdża we wrześniu. Z pociągu wysiada na Dworcu Wschodnim. Zaniedbane praskie kamienice z czerwonej cegły w porównaniu z architekturą rodzimego Darłowa nie napawają przyszłej pani adwokat optymizmem. Jednak ważny jest plan. Zgodnie z decyzją ojca dziewczyna jedzie tramwajem do rodziny na Pradze. Ulica Stalowa urzeka ją bogactwem sklepów, kolorowych szyldów i zapachem z pobliskiej Fabryki Mydła i Kosmetyków "Uroda". – Pawełku, wtedy dla mnie to było jak Nowy Jork, który zobaczyłam na własne oczy dopiero w latach 80.  

Akademiki przy Kickiego
Akademiki przy Kickiego Fot. Maciek Jaźwiecki dla Gazeta.pl

Następnego dnia Ika wraz z wujem przechodzi przez słynny prześwit w kamienicy przy ulicy Grochowskiej8 (wzrusza się, gdy o tym wspomina) i melduje się w pokoju rekrutacyjnym żeńskiego akademika. Jej bystre oko wychwytuje ślady po dopiero co zakończonym festiwalu: kolorowe flagi, hasła propagandowe, a nad tym jakaś tajemnicza energia skumulowana w każdym centymetrze budynku. Inteligencja, spryt i artystyczny potencjał podpowiadają Ice, by na egzaminie pisemnym na prawo wybrała temat bieżący – niedawny festiwal. Przypadek sprawia, że w sali egzaminacyjnej tego dnia pojawiają się dziennikarze "Expressu Wieczornego" i robią zdjęcia zdającym egzaminy, m.in. siedzącej w jednej z pierwszych ławek przyszłej studentce z Darłowa. Na pierwszą stronę gazety trafia fotografia drobniutkiej dziewczyny z warkoczami ubranej w granatową sukieneczkę z białymi kropkami i białym kołnierzykiem baby.

Na Kickiego wraca już jako studentka. Z dworca dźwiga drewnianą walizkę oraz teczkę na dokumenty – prezent od ojca. W pokoju rozpakowuje walizkę i chowa ją pod łóżko. Ze wzruszeniem spogląda na elegancki szlafrok, który kupiła jej mama. Jednak na sentymenty nie ma czasu, plan zajęć jest bardzo napięty, materiału do opanowania niezwykle dużo, a dzień zbyt krótki. By ze wszystkim nadążyć, trzeba zarywać noce. Wścibscy mieszkańcy Grochowa nie pomagają. Wieczorami gwiżdżą i wołają w stronę studentek siedzących na parapetach nad skryptami i notatkami. Najodważniejsi opuszczają portki. Chwalą się przyrodzeniem, co wywołuje skrajne reakcje wśród mieszkanek akademika. Niektóre zachęcają "zboczeńców" do większej śmiałości. Inne – w tym Ika – chowają się przerażone niechcianym spektaklem ekshibicjonistów. Na uczelnię dla bezpieczeństwa wyruszają grupami. Wracają asekurowane przez kolegów z Warszawy, którym wcale nie spieszy się do domów.  

Po ciężkim tygodniu nauki przychodzi czas na zabawę. Ika zaopatrzona w zakamuflowaną w torebce pomarańczówkę razem z koleżankami udaje się do dużej sali z kolumnami w męskim akademiku. Do tańca przygrywa już zespół jazzowy z Henrykiem Kuźniakiem na czele. Koleżanki Imbirskiej nie wiedzą, że przez całe liceum chodziła do kina na filmy z Lubow Orłową i co jak co, ale tańczyć to ona potrafi! Pomarańczówka wyzwala odpowiednią energię. Wkrótce parkiet jest Iki. Taneczny talent studentki zauważa przyszły kompozytor muzyki filmowej. On gra ze swoją orkiestrą, ona, wywoływana z tłumu studentek, na jego prośbę tańczy solówki na środku sali. Wszyscy pozostali klaszczą w rytm muzyki. I tak co tydzień. Wiele lat później Henryk Kuźniak w trakcie spotkania towarzyskiego powie do Iki:  

– Byłaś dla nas tanecznym objawieniem!  

Po kilku miesiącach mieszkania na Kicu Ika przenosi się na słynne Osiedle Przyjaźń. Tam nadal w tygodniu zarywa noce przez naukę, w weekendy tańczy jak szalona.  

Akademiki przy Kickiego
Akademiki przy Kickiego Fot. Maciek Jaźwiecki dla Gazeta.pl

W 2010 roku, kiedy już od wielu lat prowadzi kancelarię adwokacką w centrum Warszawy, Hanna Świda-Ziemba wydaje książkę "Młodzież PRL. Portrety pokoleń w kontekście historii". Ika znajduje tę publikację przypadkiem w czasie wakacji spędzanych w Egipcie z grupą przyjaciół. Zaczyna czytać i nagle zamiera, nie wierząc w to, co widzi: "Ika z całego osiedla najlepiej tańczy rocka. Nikt jej nie może dorównać"9. Płacze ze wzruszenia.

Wieść o tym, że na Kickiego są najlepsze potańcówki w mieście, musi roznosić się po całym uniwersytecie pocztą pantoflową. Kolejne roczniki studentów w pełni świadomie korzystają z dansingowych dobrodziejstw. Wielu z nich w trakcie wspólnych zabaw poznaje przyszłych małżonków. Jednak nawet po ślubie nie mogą mieszkać w jednym pokoju. Ten luksusowy zwyczaj dotrze na Kickiego wiele lat później.  

Na razie, jak to wspomina poeta Andrzej Tchórzewski, na Kicu mieszka dużo oryginałów. W roku 1958 w akademiku pojawia się tajemniczy Klan Ausran. Ten ruch religijno-lingwistyczny posługuje się zrekonstruowanym językiem indoeuropejskim i ku zdumieniu zdezorientowanych mieszkańców najzwyczajniej w świecie o wschodzie słońca czci Ausrę (jutrzenkę). Sekta powstała w 1954 roku w Łodzi za sprawą Ryszarda Danki.

Kulisy jego kontrowersyjnej kariery religijnej i naukowej opisał Marek Darkacz na blogu Fundacji Science Watch Polska ("Profesor, który zamiast nauką zajmować się, sekcie przewodził..."): "Rysiek, jako najwyższy kapłan (którym sam obwołał się), swoich kolegów z katedry ponaznaczał kapłanami od różnych bogów. Tym, których mniej lubił, przydzielał kapłaństwo mniejszych bogów, innym nadawał kapłaństwo bardziej znaczących bogów. Modły wyglądały tak, że najpierw Rysiek, a później po kolei według hierarchii pozostali kapłani (począwszy od kapłana słońca, skończywszy na kapłanie byka) zalewali kielichy winem i odmawiali modlitewne formuły po praindoeuropejsku, niewielką część wina w ofierze wylewali za okno swoim bogom, a resztę do gardeł, a za kapłanami to samo czyniła cała reszta pospólstwa. […] Chętnych do udziału w 'modlitwach' nigdy nie brakowało, była to oczywiście świetna okazja do upicia się za darmo"10. Złośliwi twierdzili, że w czasie porannych modłów na korytarzach Kica Ausranie szukają dziewicy, by ją złożyć w ofierze. Jednak inni dodają, że to niemożliwe, gdyż dziewic na Kicu nigdy nie spotkano.  

Akademiki przy Kickiego
Akademiki przy Kickiego Fot. Maciek Jaźwiecki  dla Gazeta.pl

Jednym z kapłanów sekty był Klemens Stępniak, ówczesny student polonistyki i współlokator poety Andrzeja Zaniewskiego. Dzięki zażyłości poety z kapłanem ten pierwszy bywał na spotkaniach grupy religijnej i poznawał jej obyczaje z pierwszej ręki. Wszystko to opowiedział wujowi Kazimierzowi Brandysowi, który obrzędy Ausran opisał w felietonie wydanym w zbiorze "Listy do Pani Z."11 w 1960 roku. Zaniewski miał z tego tytułu problemy, bo środowisko Ausran się na niego obraziło. Jednak trwało to zaledwie chwilę.  

Widać religia religią, a życie życiem, bo Zaniewski, gdy wchodzę do jego mieszkania, na dzień dobry pokazuje mi wydany w Londynie w 1993 roku opasły "Słownik tajemnych gwar przestępczych", który otrzymał od autora, czyli Klemensa Stępniaka, dawnego kolegi z Kica. Pewnego dnia Stępniak wybrał się na piwo do pobliskiej Osiedlanki. Po drodze zwrócił uwagę na "doliniarski" język kilku lokalsów. Zainteresowało go to do tego stopnia, że badania do pracy doktorskiej postanowił prowadzić "pod celą" – w Siedlcach, Płocku, Wronkach, Rawiczu i na warszawskim Mokotowie, jako jeden "z nich", przestępców zatrzymanych za chuligaństwo.

Stępniak opowiada o swoich badaniach w dokumencie Ryszarda Kłosowskiego z 2011 roku "Doktorat pisany grypserą". Naukowiec z niepokojem wspomina w filmie, że za ujawnienie tajemnicy języka i obyczajów więziennego podziemia ciąży na nim dintojra12.

Kulturyści 

Są bożyszczami. Zwłaszcza ich wyrzeźbione ciała, kaloryfery mięśni, gdy przechadzają się bez koszulek po korytarzach Kica. Wśród nich prym wiedzie student historii Józef Radziwiłko. Znają go wszyscy studenci, mieszkańcy Grochowa i ekspedientki z okolicznych sklepów. Mistrz Polski w kulturystyce z 1961 roku. Jego zdjęcie pojawia się na okładce pisma "Sport dla Wszystkich", to prawdziwy pionier polskiej kulturystyki. Pochodzi z Radziwiłek pod Grodnem. Uwielbia poezję Siergieja Jesienina. Ze strony Jana Włodarka dowiaduję się, że Józef Radziwiłko "ćwiczył w akademiku w pokoju, w którym mieszkał z kolegami, oraz w łaźni, posługując się topornym żelastwem, jak np. kołowymi zestawami wąskotorówki, a podciąganie na drążku wykonywał na rurze zamontowanej między piętrowymi łóżkami"13. Kiedy to czytam, zastanawiam się, gdzie mogło znajdować się złomowisko, z którego kulturysta wydobywał "kołowe zestawy wąskotorówki". Najprawdopodobniej ze świeżo zlikwidowanej kolejki jabłonowskiej, która dosłownie chwilę wcześniej jeździła ulicą Grochowską.    

Poker face 

Nikt nie pamięta, skąd na Kickiego wziął się zapał do gry w pokera. Albo nikt nie chce pamiętać ani powiedzieć. Jedno jest pewne: gra się. I to jak! Naczelnym pokerzystą jest poeta Edward Stachura, który do Warszawy przyjeżdża z Lublina w roku 1960. Zna graczy i pokerowe meliny nie tylko w Warszawie, ale i w całej Polsce. W czasie rozdania jest zimny i profesjonalny. O jego wygranych krążą legendy. W książce "Teraz oto jestem. Edward Stachura we wspomnieniach" jedną z pokerowych scen ze Stachurą w roli głównej przywołuje Bohdan Dzitko: "Pewnej nocy, po wygraniu nieprawdopodobnej ilości pieniędzy, a były to banknoty i było ich naprawdę dużo – Sted wszedł na trzecie piętro w akademiku, wyjął te pieniądze zza bluzy i zaczął je kopać. Leciały w dół przez dziurę między schodami. Studenci zaczęli to zbierać, a Sted pokazał, że wygrał dla sportu i pieniądze tak naprawdę go nie interesują"14.  

Akademiki przy Kickiego
Akademiki przy Kickiego Fot. Maciek Jaźwiecki dla Gazeta.pl

Poker ma jednak to do siebie, że pomimo największych blefów i szczerych chęci karta nie zawsze sprzyja. Tak dzieje się pewnej nocy w pokoju 102 w akademiku. Jerzy Jachowicz ogrywa Steda dokumentnie. Gdy kończą mu się pieniądze, do banku trafia słynna dżinsowa kurtka. Tym razem szczęście sprzyja Jachowiczowi. Stachura musi potem odkupić od niego ubranie15. W maju 1963 roku Stachura wraz z żoną Zytą Oryszyn zamieszkuje w kawalerce przy ulicy Rębkowskiej, tuż obok akademika. Na Kickiego jest częstym gościem.   

Epilog 

Jest jesień 2024 roku. Dokładnie 70 lat temu do akademików przy ulicy Kickiego wprowadzili się pierwsi mieszkańcy. Zjawisko pod nazwą Kic aż prosi się o – jak to nazywa Andrzej Zaniewski – dużą monografię. Tutaj zamykam raptem pierwszą dekadę.

Paweł Łęczuk. Poeta, animator kultury, autor książek biograficznych, geograf i dziennikarz. Jest autorem kilkunastu książek, w tym tomów poetyckich i albumów fotograficzno-poetyckich, publikacji biograficznych oraz przewodnika literackiego. Trzykrotny stypendysta Stowarzyszenia Autorów ZAiKS oraz stypendysta Prezydenta Miasta Gorzowa Wielkopolskiego i Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy. Uczestnik Międzynarodowego Programu Pisarskiego w Chinach w 2014 roku. Twórca oryginalnych spacerów literackich po Warszawie i literackich wycieczek rowerowych. Finalista Konkursu Perełki Warszawy 2024.

Przypisy:

  1. * Andrzej Zaniewski wspomina, że w ten sposób w latach 50. studenci nazywają ulicę Kickiego. Szczególnie ten jej fragment, który rozdziela dwa bliźniacze budynki akademika.
  2. Cezary Polak, Anna Wrońska, "GRO. Ilustrowany atlas architektury Grochowa", Warszawa 2023. 
  3. Tamże, s. 39. 
  4. "Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego po 1945", red. Piotr M. Majewski, Warszawa 2016.
  5. Tamże, s. 143.
  6. Tamże, s. 144.
  7. Dawny klub studencki funkcjonujący w akademiku żeńskim.
  8. Charakterystyczna brama w budynku przy Grochowskiej 248, która łączy ulicę Kickiego z Grochowską.
  9. Hanna Świda-Ziemba, "Młodzież PRL. Portrety pokoleń w kontekście historii", Kraków 2010, s. 200.
  10. Witryna sciencetatch.pl, https://sciencewatch.pl/habilitacja/index.php/profesor-ktory-zamiast-nauka-zajmowac-sie-sekcie-przewodzil, (dostęp 26.09.2024).
  11. Kazimierz Brandys, "Listy do Pani Z. Wspomnienia z teraźniejszości 1959–60", Warszawa 1960.
  12. Honorowa zemsta w języku więziennym.
  13. Witryna jwip.pl, http://www.jwip.pl/readarticle.php?article_id=1262, (dostęp: 26.09.2024).
  14. Jakub Beczek, "Teraz oto jestem. Edward Stachura we wspomnieniach", Warszawa, s. 155–156.
  15. Jerzy Jachowicz wspomina o tym wydarzeniu w trakcie spotkania z okazji 80. urodzin Edwarda Stachury w nieistniejącej już klubokawiarni Cała Jaskrawość na warszawskim Grochowie. Link do relacji z wydarzenia na fb (dostęp: 25.09.2024).
Ile jest wróbli w Warszawie? Wspólny projekt Instytutu Reportażu i Weekend.Gazeta.pl w ramach grantu m.st. Warszawy 'Dziedzictwo Warszawy'.
Ile jest wróbli w Warszawie? Wspólny projekt Instytutu Reportażu i Weekend.Gazeta.pl w ramach grantu m.st. Warszawy 'Dziedzictwo Warszawy'. Oprac. Marta Kondrusik