Materiał Promocyjny
Chmaroszski wiadukt (Fot. Miroslav Volek, flickr.com/photos/mvolek)
Chmaroszski wiadukt (Fot. Miroslav Volek, flickr.com/photos/mvolek)

Mały kraj z wielką zimową tradycją – oto Słowacja, jaką znają i kochają fani nart i snowboardu. W Słowacji czeka więcej niż 80 ośrodków narciarskich, w tym ośrodki, w który organizowane są zawody Pucharu Świata FIS w narciarstwie alpejskim, 500 km tras zjazdowych i setki tras biegowych oraz 1000 wyciągów i kolejek linowych, często ultranowoczesnych. Tutejsze ośrodki zdecydowanie nadążają za światowymi trendami, a to oznacza, że z roku na rok coraz szerszą ofertę kierują zarówno do osób jeżdżących, jak i niejeżdżących na nartach. Jeśli więc myślicie o wypadzie do Słowacji w mieszanym, narciarsko-nienarciarskim towarzystwie – śmiało! Oto kilka pomysłów, co robić na miejscu.

Zimowa adrenalina

Zima w Słowacji to idealny czas i miejsce, by spróbować czegoś nowego i ekscytującego, np. snowkitingu – względnie młodej, lecz cieszącej się coraz większą popularnością zimowej dyscypliny ekstremalnej. Kipiąca adrenaliną jazda po zaśnieżonych polanach z przymocowanym na biodrach latawcem to zimowa odmiana kitesurfingu, którą można podsumować krótkim: "szybciej, dalej, wyżej!", ale bez konieczności wynajmowania helikoptera. Bardziej wprawni narciarze, snowboardziści, ale też kitesurferzy opanują snowkiting w kilka godzin, a do jazdy wystarczy nawet niewielki wiatr. Najlepszy słowacki adres? Rejon Marcińskie hole, gdzie sztuki panowania nad latawcem uczą doświadczeni instruktorzy ośrodka Winter Park Martinky.

Podobnych emocji, co snowkiting, dostarczy kitewing – sport adrenalinowy, w którym na nartach, snowboardzie lub łyżwach jeździ się z ultralekkim żaglem. Skrzydło trzyma się po prostu rękami, bez lin czy uchwytów. Z pomocą wiatru można manewrować, a na najbliższej nierówności terenu wybić się i pofrunąć – aktualny rekord lotu wynosi 505 metrów, a najodważniejsi potrafią osiągać prędkość 100 km/h (warto pamiętać, że lądowanie na lodzie zawsze jest twardsze niż na wodzie). Kitewing można uprawiać np. w ośrodku Jasná.

Snowkiting (Fot. Materiały promocyjne/ Cppzone)

Polatać w Słowacji można też bez nart. Sporą popularnością nie tylko latem, ale i zimą cieszy się tu bowiem paragliding, czyli paralotniarstwo. Do jego uprawiania oprócz wyposażenia potrzebne są dobra pogoda i wzgórza, które zapewnią fantastyczne widoki. To wszystko oferują Chopok oraz Nová hola w Donovalach – najczęściej odwiedzane szybowisko Słowacji. Do obu łatwo dostać się kolejką linową, a różnice wysokości są imponujące! W obydwu miejscach dostępne są również loty w tandemie z instruktorem, które nawet osobom bez doświadczenia pozwolą przeżyć niezapomnianą przygodę.

W Słowacji każdy, bez względu na wiek i umiejętności, może nacieszyć się też jazdą na sankach. W niektórych słowackich ośrodkach istnieją już specjalnie przygotowane dla saneczkarzy stoki – hitem jest tor na Hrebienku, gdzie można wygodnie dojechać znaną szynową kolejką liniową. Inne trasy saneczkowe są nieoficjalne, co od zjeżdżających wymaga po prostu nieco więcej ostrożności. 

Zimą po ferracie albo lodospadzie

Coraz więcej zwolenników zyskuje w Słowacji skialpinizm – połączenie turystyki narciarskiej, narciarstwa alpejskiego i wspinaczki wysokogórskiej. Rekreacyjna forma to nic innego jak wysokogórska wycieczka na nartach, przejście graniami górskich masywów. W przypadku formy ekstremalnej zjazdy mają długość ponad 5 km, a nachylenie stoków przekracza 45 stopni. W całych Tatrach na chcących sprawdzić się w trudnym terenie i zimowych warunkach skialpinistów czekają dziesiątki oznakowanych szlaków.

Šiklavá skala (Fot. Materiały promocyjne / SLOVAKIA TRAVEL) , Najwyższy punkt rowerowy w Europie Środkowej l Ebiky pod Královou holou (Fot. Materiały promocyjne/ Filip Majercik Photography) , Ferrata Marcińskie hole (Fot. Michaela Krausová @michalka.krausik)

Duży zastrzyk adrenaliny zapewni też wspinaczka po okutej stalowymi linami ferracie Górskiego Pogotowia Ratunkowego, oddalonej kilka minut od ośrodka Winter Park Martinky. W zależności od skali trudności danej ścieżki na trasie czekają drewniane mostki, drabiny, resztki sztolni i zamarznięte kaskady.

Słowacja ma jeszcze coś, co swoim pięknem potrafi zamrozić krew w żyłach każdego – ponad 200 lodospadów, czyli wodospadów lodowych, wysokich nawet na 80 m. Sześć zamarzniętych kaskad i urwisk do wspinaczki lodowej znajduje się na terenie Parku Narodowego Słowacki Raj. W asyście instruktora po lodospadach mogą tam chodzić nawet osoby bez doświadczenia, wyposażone w raczki na buty, kijki i czekany. Z kolei w Tatrach Wysokich czekają 20-metrowe ściany lodowe oraz prawdziwy olbrzym: Zahradky. Ale najwyższym słowackim wodospadem jest Wodospad Kmeta w lasach Tatr Zachodnich – mierzy tyle, co 30-piętrowy budynek. W stronę wodospadów lodowych w Tatrach Wysokich można ruszyć np. ze Schroniska Zamkovskiego w Dolinie Zimnej Wody. Pierwszy z nich znajduje się już 10 minut od schroniska.

Ach, jak cudownie!

Wcale nie trzeba bić rekordów na śniegu i lodzie, by zasłużyć na błogi relaks w termach. A w tej kategorii Słowacja to – nie przesadzając – potęga. Jedne z najbardziej godnych polecenia term znajdują się w miejscowości Liptowski Jan niedaleko ośrodka Malino Brdo w Wielkiej Fatrze i Jasnej. To brama wejściowa do Doliny Jańskiej, jednej z najpiękniejszych dolin w Tatrach Niskich, z której wybijają lecznicze źródła. Jedno z jezior, nazywane „Kadzią", stanowi naturalne jacuzzi, z wodą o temperaturze wynoszącej nawet zimą co najmniej 20 °C. Kąpiel w „Kadzi" przynosi ulgę mięśniom i stawom, i poprawia wygląd skóry.

Kadź w Liptowskim Janie (Fot. Slovkia Travel/Jaroslav Moravcik)

Aż czternaście źródeł mineralnych wypływa w Drużbakach Wyżnych, niedaleko miejscowości Zdiar w Tatrach Beliskich. Znajduje się tu także jeden ze słowackich cudów natury – niepowtarzalne jezioro trawertynowe z wodą termalną osiągającą temperaturę do 25 °C. Jezioro w Drużbakach ma kształt krateru i jest uważane za największe jezioro trawertynowe na Słowacji. Od 1967 roku ma status słowackiego rezerwatu przyrody.

Po zdrowie i przygodę pod ziemię

Udokumentowane właściwości lecznicze ma również krystalicznie czyste powietrze zawierające specyficzny aerozol w głębinach Bielańskiej jaskini niedaleko Kotliny Tatrzańskiej. Odwiedzających przyciąga prawie 1,5-kilometrowa trasa turystyczna. W sezonie zimowym otwarta dla zwiedzających jest również Jaskinia Staniszowska w Tatrach Niskich, gdzie można spróbować speleotrekkingu w stroju jaskiniowca z kaskiem i latarką na czole.

 

Co na obiad?

Bez porządnej dawki ruchu na świeżym powietrzu ze Słowacji łatwo wrócić z nadprogramowymi kilogramami, bo tutejsza kuchnia jest sycąca i pyszna. W większości restauracji przy stokach można liczyć na lokalne wersje langosza – smażonego drożdżowego placka z serem i dodatkami, od keczupu po gulasz z dziczyzny; jeden taki placek syci na cały dzień. Popularnym fast foodem jest też cigán – wypełniona szarpaną wieprzowiną bułka, z cebulką, korniszonami i musztardą.

Na mniejszy głód (albo zaostrzenie apetytu) nada się bryndzowa pomazánka, czyli serowa pasta do chleba lub któraś z popularnych na Słowacji zup – od czosnkowej po solidną kapustnicę. Przynajmniej raz trzeba zamówić haluszki – kluski ziemniaczane podawane zwykle z bryndzą i skwarkami, które Słowacy uważają za swoje danie narodowe, smażony ser i lokšę – cienki naleśnik z ziemniaczanego ciasta, w dobrych restauracjach serwowany z pieczoną kaczką lub gęsią i modrą kapustą. Lokša świetnie sprawdza się też jako deser – w słodkiej wersji naleśnik polewa się roztopionym masłem, posypuje szczyptą cukru i maku. Obowiązkową słodkością Słowacji jest też trdelnik – nawijane na kijek, grillowane i pachnące ciepłym cynamonem i orzeszkami chrupiące ciasto-rurka. Słowacy mają też swoją wersję pączków – šišky. Zwykle wypełnia się je dżemem lub waniliowym albo czekoladowym kremem.

Zaczerpnij inspiracji zimową przygodą w Słowacji z nowej publikacji on-line „ZIMA mroźna i przytulna" na www.slovakia.travel

Materiał promocyjny SLOVAKIA TRAVEL