Ukraina
Demonstracja antywojenna w Niemczech (Fot. Shutterstock.com)
Demonstracja antywojenna w Niemczech (Fot. Shutterstock.com)

Gdyby przed 24 lutego w którymkolwiek z ukraińskich miast ktoś zabił dziecko, toby go szukało kilkunastu policjantów. Jakby zabił czworo dzieci – cały kraj by go szukał, a w mediach rozmawiano by o tym, co to musi być za psychopata. Dziś każdego dnia zabijane są dzieci, kobiety, mężczyźni, osoby starsze i chore. Czy ich mordercy poniosą za to odpowiedzialność? 

Na pewno nie wszyscy. W przypadku żadnego konfliktu zbrojnego nie udało się pociągnąć do odpowiedzialności wszystkich, którzy strzelali do cywili. To jest fizycznie niemożliwe.  

Zacznijmy od absolutnych podstaw: co wolno, a czego nie wolno na wojnie?  

Mówi o tym międzynarodowe prawo humanitarne. Jest zespołem regulacji międzynarodowych, z których najważniejsze są konwencje haskie, dotyczące sposobu prowadzenia konfliktu zbrojnego, oraz konwencje genewskie, które dotyczą ochrony ludności cywilnej. Prócz tego są również zwyczaje - utrwalone i akceptowane praktyki - dotyczące sposobu prowadzenia wojny. To, że na wojnie żołnierze strzelają do siebie, jest normalne. To, że wśród żołnierzy są ofiary, też jest normalne. Natomiast chodzi o to, żeby wojna była prowadzona w sposób humanitarny. Żeby konieczność militarna była proporcjonalna do celu, który ma zostać osiągnięty.  

Więcej informacji z wojny w Ukrainie na stronie głównej Gazeta.pl

Kijów. Marzec 2022 roku (Fot. Shutterstock.com)

W kontekście tego, co obserwujemy na toczącej się obok nas wojnie, hasło "humanitarna wojna" brzmi wyjątkowo absurdalnie. 

Doktryna konieczności wojskowej oznacza, że prowadzone powinny być jedynie takie działania, które pozwalają na osiągnięcie celów wojny. Wojny, która powinna się toczyć przede wszystkim z poszanowaniem ludności cywilnej i nie powinna wyrządzać nadmiernych szkód. Mówię teraz o idealnej wersji wydarzeń.

Wkraczając do stolicy, nie wrzeszczymy "hura!", zabijając mieszkańców oraz równając z ziemią wszystkie budynki, tylko kierujemy się na urząd rady ministrów czy inne ośrodki sprawowania władzy, tocząc po drodze walki tylko z broniącymi ich oddziałami? 

Dokładnie tak. Proporcjonalność zakłada atakowanie budynków, które mają znaczenie militarne: lotnisko, most, siedzibę sztabu generalnego. 

Anna Streżyńska, z którą rozmawiałam niedługo po wybuchu wojny, zwróciła uwagę, że Ukraińcy, nieświadomi tego, jaką moc mają na wojnie media społecznościowe, opublikowali zdjęcia z browarów pod Kijowem, gdzie produkowali koktajle Mołotowa. Rosjanie je zbombardowali, ale rozumiem, że w takim przypadku to było zgodne z prawem? 

Nie można tego wykluczyć, ponieważ ten obiekt przestał być stricte cywilny. Ale na pewno nieuzasadnione w żaden sposób jest atakowanie budynków mieszkalnych oraz ludności cywilnej. 

W Czernihowie zabito ludzi stojących w kolejce po chleb. Ostrzeliwane są przedszkola, szkoły, szpitale, teatr w Mariupolu, na którym był wielki napis "dzieci". To, co robią Rosjanie, to są zbrodnie wojenne czy ludobójstwo? 

To samo działanie może być zakwalifikowane do obu tych kategorii. Zbrodnią wojenną jest naruszenie zasad, według których powinno się prowadzić wojnę. Ludobójstwo jest specyficzną zbrodnią. 

Mariupol. Dzieci, wraz z ich zwierzątkiem domowym, ukrywają się w piwnicy (Fot. Shutterstock.com)

Kiedy słyszę to słowo, natychmiast stają mi przed oczami obrazy z obozów koncentracyjnych i myślę o Holocauście, czyli zaplanowanej eksterminacji grupy ludzi. 

Pojęcie ludobójstwa zostało stworzone przez polskiego prawnika pochodzenia żydowskiego Rafała Lemkina właśnie po to, by określić eksterminację narodu żydowskiego. Ludobójstwo jest zbrodnią przeciwko ludzkości, która polega na celowym wyniszczeniu całego lub części narodu. Niekoniecznie przy użyciu broni. Ludobójstwem była rzeź Ormian w imperium osmańskim podczas I wojny światowej, ale były nim również wielki głód w Ukrainie wywołany przez ZSRR na początku lat 30. XX wieku oraz masowe gwałty w Rwandzie na początku lat 90. dokonywane na kobietach Tutsi. Gwałty zostały tak zakwalifikowane, bo miały na celu wyeliminowanie możliwości posiadania dzieci w ramach określonej grupy narodowościowej czy etnicznej.

W przypadku toczącej się teraz wojny w Ukrainie początkowo mówiono o zbrodniach wojennych, zbrodniach przeciwko ludzkości, ale teraz coraz częściej mówi się, że dochodzi tam do ludobójstwa.  

Pani podziela tę opinię? 

Tak. Nie wykluczam tego, że w Ukrainie może dochodzić do ludobójstwa. Zwłaszcza jeśli chodzi o Mariupol, który jest odcięty od świata. Tam jest ostrzeliwana ludność cywilna, bombardowane są budynki mieszkalne i nie można uruchomić korytarzy humanitarnych. Mieszkańcy tego miasta umierają z głodu, braku wody, wycieńczenia. Nie wiemy, ilu ludzi zginęło, ale chcę podkreślić, że aby stwierdzić, iż mamy do czynienia z ludobójstwem, nie musi dojść do śmierci milionów istnień ludzkich. Zamordowanie ośmiu tysięcy bośniackich chłopców i mężczyzn w Srebrenicy zostało uznane za ludobójstwo. Slobodan Milošević zmarł przed wydaniem wyroku, ale zostali skazani generał, który dowodził oblężeniem, Ratko Mladić, i Radovan Karadžić, który był przywódcą politycznym bośniackich Serbów.  

Odkąd obserwuję toczącą się wojnę w Ukrainie, nie opuszcza mnie uczucie odrealnienia i totalnej bezsilności. 

Mnie też. Szczególnie że przeżywam ją osobiście. Przez trzy i pół roku pracowałam w Ukrainie, między innymi szkoląc sędziów. Jako ekspertka Unii Europejskiej pomagałam przeprowadzać reformę sądownictwa, tak by spełniało standardy niezawisłości i niezależności. Te prozachodnie zmiany zostały wytknięte przez Putina jako jedna z przyczyn agresji. Odczuwam ogromną bezsilność, ponieważ moi współpracownicy są teraz we Lwowie albo się ukrywają w Sumach. Mam nadzieję, że ludzie, którzy ponoszą największą odpowiedzialność za to, co się dzieje, zostaną ukarani. A dzieje się w Ukrainie – zwłaszcza w Mariupolu, Charkowie – rzeź. 

'Pojęcie ludobójstwa zostało stworzone przez Rafała Lemkina po to, by określić eksterminację narodu żydowskiego' (Fot. Shutterstock.com) , 'Zamordowanie ośmiu tysięcy bośniackich chłopców i mężczyzn w Srebrenicy zostało uznane za ludobójstwo' (Fot. Shutterstock.com)

Joe Biden nazwał Władimira Putina właśnie rzeźnikiem. Ukraiński wywiad opublikował imienną listę "856 rosyjskich zbrodniarzy wojennych", a Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że Rosjanie zapłacą "za wszystkie zbrodnie przeciwko Ukrainie", "za każdy akt terroru".  

Już teraz w Ukrainie jest wymierzana sprawiedliwość. 

Rozumiem, że ma pani na myśli wojenną sprawiedliwość: śmierć za śmierć? Systematycznie się dowiadujemy, że kolejny rosyjski generał został "zlikwidowany". 

Ukraińcy eliminują generałów, ponieważ armia, która traci dowódców, staje się bezradna. Ma to więc strategiczne, wojskowe znaczenie i jest uzasadnione w myśl prawa międzynarodowego. Natomiast ja mówię o toczących się procesach. W ukraińskich prokuraturach od 2014 roku działają specjalne zespoły, które zajmują się gromadzeniem dowodów zbrodni wojennych popełnionych przez Rosję na terenach okupowanych oraz na Krymie. Teraz to jeszcze przyspieszyło. Ukraińcy prowadzą postępowania w stosunku do jeńców wojennych. To nie są akty zemsty. To są sprawy sądowe prowadzone zgodnie z kodeksem karnym Ukrainy, który nie przewiduje kary śmierci. Nie słyszałam, by zostały już wydane wyroki, ale na pewno toczą się śledztwa. 

O bestialstwach, jakich dopuszczają się rosyjscy żołnierze, dowiadujemy się każdego dnia. Na początku marca weszli do szkoły w obwodzie mikołajowskim i wykonali egzekucję na jej dyrektorze. Taka sytuacja, że zamordowano cywila, który przyszedł do pracy, mogłaby się wydarzyć w Warszawie w ’39. 

Żołnierz, który to zrobił, powinien ponieść odpowiedzialność. Czy tak się stanie, tego nie wiem, ale to jest zbrodnia wojenna. 

Powiedzmy, że egzekutor trafiłby przed ukraiński sąd i został skazany. Gdzie odbywałby karę? 

Jeśli rosyjscy żołnierze zostaną skazani – a pewnie tak się stanie – to otrzymają kary pozbawienia wolności, które będą odsiadywać w ukraińskich więzieniach lub specjalnie dla nich utworzonych obozach.

A kto powinien być sądzony w Hadze? 

Do Hagi czy międzynarodowego trybunału, który być może zostanie powołany, powinny trafić osoby kluczowe, czyli oprócz Władimira Putina minister obrony Siergiej Szojgu, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, rzeczniczka MSZ Marija Zacharowa oraz dowodzący poszczególnymi operacjami wojennymi, w których mogło dojść do zbrodni wojennych czy ludobójstwa. 

Antywojenne protesty (Fot. Shutterstock.com) , Los Angeles. 2022 rok (Fot. Shutterstock.com)

Także Michaił Mizincew – to on wydał rozkaz bombardowania celów cywilnych w Mariupolu – powinien być sądzony w Hadze? 

Tak. To jest osoba, która absolutnie powinna ponieść odpowiedzialność za wydanie rozkazu. 

Rosyjska propaganda każdego dnia przekracza granicę absurdu. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Marija Zacharowa również może być sądzona w Hadze? 

Tak uważam. W przypadku zbrodni wojennych często mamy do czynienia z tzw. joint criminal enterprise, czyli wspólnym przedsięwzięciem kryminalnym. Za zbrodnią wojenną nie stoi jedna osoba, ale cała machina, której elementem jest propaganda, w związku z czym można by pani rzeczniczce przypisać udział w tym wspólnym przedsięwzięciu kryminalnym.

Proszę pamiętać, że w Hadze mamy do czynienia z procesami karnymi. O ile dowiedzenie żołnierzowi, że strzelił w przedszkole, jest stosunkowo proste – mamy żołnierza, mamy broń, z której strzelał – o tyle wykazanie, że ktoś wydał konkretny rozkaz, jest trudniejsze. A w Hadze konieczne jest właśnie udowodnienie, że to ten konkretny generał wydał ten konkretny rozkaz strzelania do cywili. Chociaż teraz to i tak będzie o wiele łatwiejsze niż kiedyś, ponieważ rosyjska komunikacja jest przechwytywana – zwłaszcza przez służby wywiadowcze Stanów Zjednoczonych. 

Cyfrowy świat sprzyja napadniętym? 

Tak. Tego rodzaju materiały będą mogły być wykorzystywane podczas procesu karnego.  

Który kiedy ruszy? 

Bardzo trudno przewidzieć. Przypuszczam, że za kilka lat, ale to tylko moje spekulacje. Dziś wiemy na pewno, że prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze wszczął postępowanie, które pozwala na gromadzenie dowodów w sprawie zbrodni wojennych popełnionych w Ukrainie. Już teraz do świadków docierają organizacje pozarządowe i prokuratorzy, którzy ich przesłuchują oraz dokumentują rozmiar popełnionych zbrodni. To jest jedna grupa dowodów.

Z kolei dla sprawy karnej przeciwko głównodowodzącym rosyjskiej armii czy przeciwko Władimirowi Putinowi najistotniejsze będą te, które dotyczą struktury dowodzenia i wydawania rozkazów. Putin nie jest dowódcą wojskowym i to nie on wydaje rozkazy, ale odpowiada za politykę państwa i stojącą za tym wszystkim ideologię. Jest całe mnóstwo obciążających go wypowiedzi. Jak ta poprzedzająca atak na Ukrainę, kiedy mówił, że ona nie ma prawa istnieć jako niezależne państwo.

'Jest całe mnóstwo obciążających Putina wypowiedzi. Jak ta poprzedzająca atak na Ukrainę, kiedy mówił, że ona nie ma prawa istnieć jako niezależne państwo' (Fot. Shutterstock.com)

Putin cały czas zaprzecza, jakoby w Ukrainie toczyła się wojna. A jeśli przed trybunałem haskim będzie się zaklinał, że święcie w to wierzył, a dowódcy postępowali wbrew jego intencjom i go okłamywali? 

W dzisiejszym świecie coś takiego nie wchodzi w rachubę. Władimir Putin w żadnym razie nie będzie mógł się bronić, że nie wiedział, co się działo na wojnie. Są zdjęcia satelitarne, jest internet. Poziom udokumentowania tego, co się wydarza, jest ogromny. W Hadze nie będzie też trzeba przesłuchiwać tysięcy świadków. Spodziewam się kilkudziesięciu, może stu osób. Największą rolę dowodową będą odgrywały raporty organizacji wywiadowczych, potwierdzenie struktury dowodzenia czy dane satelitarne. 

Wspomniała pani, że do osądzenia Rosjan mógłby zostać powołany specjalny międzynarodowy trybunał. Dlaczego? 

Dlatego że Rosja nie jest stroną Międzynarodowego Trybunału Karnego. Wystąpiła z niego w 2016 roku. Ukraina również nie jest jego stroną. Nie oznacza to jednak, że postępowanie w Hadze nie może się toczyć. Może. A to dlatego, że Ukraina złożyła oświadczenie, że się poddaje jurysdykcji tego trybunału. Jest jeszcze kilkadziesiąt państw, które złożyły wniosek o ściganie zbrodni na terenie Ukrainy. W związku z tym postępowanie w Hadze o zbrodnie wojenne, o zbrodnie przeciwko ludzkości oraz o zbrodnie ludobójstwa może się toczyć. Natomiast nie może się toczyć postępowanie o zbrodnię agresji, choć jest najbardziej oczywista do udowodnienia, bo sam Putin otwarcie ogłosił, że zamierza zorganizować "operację militarną" przeciwko Ukrainie, a zatem jego udział w tej zbrodni jest bezsporny. 

Co więc stoi na przeszkodzie?  

Ściganie zbrodni agresji wymaga zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ, co z oczywistych względów będzie niemożliwe – Rosja jest jej stałym członkiem.

Gdyby został utworzony specjalny międzynarodowy trybunał do osądzenia zbrodni przeciwko Ukrainie, można by tam było ścigać wszystkie zbrodnie – to jest element prawny, który za tym przemawia. Element polityczny jest taki, że Stany Zjednoczone również nie są stroną Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, dlatego nie ma w nim tamtejszych prokuratorów i sędziów. A już teraz Amerykanie włączyli się w gromadzenie dowodów zbrodni w Ukrainie. Mogą być więc zainteresowani utworzeniem specjalnego trybunału do osądzenia rosyjskich zbrodni w Ukrainie. I jeszcze praktyczny: Trybunał w Hadze nie powiem, że jest strasznie przeciążony, ale zajmuje się różnymi sprawami. Ścigane są tam głównie zbrodnie wojenne popełniane na terenie Afryki. Sprawa Ukrainy niekoniecznie byłaby priorytetowa, co oznaczałoby długie czekanie na proces. A wszyscy chcielibyśmy, żeby sprawiedliwości szybko stało się zadość. 

Bezapelacyjnie. Na ile pragnienie zobaczenia Władimira Putina na ławie oskarżonych ma szansę się ziścić? Byłaby przecież konieczność ekstradycji, prawda? 

Tak. I oczywiście można by powiedzieć, że Putin się okopie w jakimś bunkrze na Uralu i Rosjanie nie będą go chcieli wydać. Ale ja przypominam, jak to było ze Slobodanem Miloševiciem. Serbowie również nie chcieli go wydać, jednak dzięki międzynarodowej presji, sankcjom oraz zmianie władzy w tym kraju udało się go postawić przed sądem.  

Anna Adamska - Gallant (Fot. Shutterstock.com) , Transparent na manifestacji antywojennej w Amsterdamie (Fot. Shutterstock.com) , Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze (fot. Shutterstock.com)

Powiedzmy, że stałoby się to, co byłoby zgodne z poczuciem elementarnej sprawiedliwości wielu ludzi na świecie, i Władimir Putin zostałby skazany na karę wieloletniego więzienia. Gdzie by ją odsiadywał? 

Nie wyobrażam sobie, żeby Putin siedział w Rosji. Tam traktowano by go nadal jak cara. Nie wyobrażam sobie też, żeby siedział w Ukrainie, ponieważ to rodziłoby ryzyko… 

Że zostałby zamordowany. 

Oraz nie sądzę, by osadzono go w Stanach Zjednoczonych. Dlatego myślę, że wchodziłby w grę jakiś kraj zachodnioeuropejski. Odbywa się to na takiej zasadzie, że Trybunał w Hadze zawiera umowę z określonym państwem, że skazana osoba odbędzie tam karę pozbawienia wolności. Serbscy zbrodniarze trafili do więzień do krajów skandynawskich, Wielkiej Brytanii, a kilkoro do Polski. 

Więcej informacji z wojny w Ukrainie na stronie głównej Gazeta.pl 

Anna Adamska-Gallant. Specjalizuje się w prawie karnym, w tym międzynarodowym, oraz prawach człowieka. Przez niemal 11 lat pełniła służbę sędziego w Polsce, orzekając w sprawach karnych. W latach 2013–2018 pracowała jako sędzia międzynarodowy na Bałkanach, gdzie sądziła sprawy o zbrodnie wojenne i przeciwko ludzkości popełnione w czasie konfliktów na terenie byłej Jugosławii. Obroniła pracę doktorską poświęconą świadkom zbrodni wojennych występujących przed sądami międzynarodowymi i hybrydowymi. Ukończyła również studia podyplomowe z prawa własności intelektualnej i przemysłowej. 

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Dziennikarka. W 2016 r. nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za wyemitowany w programie TVN „UWAGA!" materiał „Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL, które ukazały się w Weekend.gazeta.pl. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.