Ukraina
Plac Czerwony w Moskwie (shutterstock)
Plac Czerwony w Moskwie (shutterstock)

Od kilku lat mieszkasz w Moskwie. Ale teraz zdecydowałaś się wyjechać.

Trudno mi znaleźć słowa, żeby opisać to, co czuję. Ale spróbuję.

Mam podwójne obywatelstwo: amerykańskie i rosyjskie. Do czasu, gdy urodziłam dziecko, pracowałam w Moskwie jako dziennikarka. Teraz zajmuję się 3-letnim synkiem.

Moja mama i jej rodzina pochodzą ze Stanów Zjednoczonych. Zresztą moi rodzice nadal tam mieszkają i mieliśmy do nich lecieć 25 lutego. Nie polecieliśmy, ponieważ loty zostały odwołane, ale nie zrezygnowaliśmy.

Mój mąż również ma podwójne obywatelstwo i unijny paszport. Staramy się opuścić Rosję jak najszybciej. Ja w przyszłym tygodniu wyjadę z synem, a mój mąż zabierze psa. On pojedzie do Niemiec przez Turcję, a ja do Stanów Zjednoczonych lub Turcji. A potem, miejmy nadzieję, w końcu się połączymy.

Więcej informacji z wojny w Ukrainie na stronie głównej Gazeta.pl

Nie macie wątpliwości?

Zaraz po wybuchu wojny w Ukrainie mąż powiedział, że musimy wyjechać, bo z rosyjską gospodarką będzie naprawdę źle. Oczywiście mamy wątpliwości: z jednej strony czujemy, że może powinniśmy zostać w Rosji i przeczekać, żeby nie wyglądało na to, że uciekamy. Z drugiej strony chcemy być częścią społeczności międzynarodowej. Zawsze nią byliśmy - ja dorastałam w Stanach Zjednoczonych, a mąż przez całe życie podróżował. Mamy też wielu przyjaciół za granicą.

Poza tym przyszłość maluje się tutaj dość przerażająco. Kwestie ekonomiczne to jedno, ale drugie to etyczne. Atakowani są ludzie, którzy protestują przeciwko wojnie, ci, którzy wychodzą na demonstracje, a także artyści i ludzie kultury.

St. Petersburg, 2 marca. Protest przeciwko inwazji Rosji w Ukrainie (Dmitri Lovetsky / AP Photo)

Czy w sklepach wszystko drożeje?

Ogólnie ceny rosną powoli, ale systematycznie. Jednak dobra luksusowe natychmiast poszły w górę, podobnie jak jedzenie w mniejszych sklepach - o około 30 proc. Duże sieci supermarketów starają się utrzymać ceny na mniej więcej stałym poziomie. Ale ludzie i tak robią zapasy. Dziś w porannych wiadomościach [rozmawiamy w środę, 2 marca – przyp. aut.] były informacje, że mieszkańcy Moskwy omijają restauracje, by pójść do centrów handlowych i zrobić zapasy, póki jeszcze mogą. Ludzie kupują, co tylko mogą, jeśli tylko są w stanie wziąć pieniądze z bankomatu.

Ceny profesjonalnych usług w salonach fryzjerskich czy kosmetycznych, a także wizyt lekarskich na razie nie poszły w górę. Wygląda więc na to, że niektórzy starają się nie korzystać z tej trudnej sytuacji. Ale nie wszyscy. Podróżujemy z psem, więc musimy kupić dla niego wymagane szczepienia i dostać zaświadczenie, że może podróżować. Wszystkie te formalności załatwiamy w trybie pilnym, a weterynarze, każą sobie słono płacić.

Ile?

Około 15-20 tys. rubli. Podczas gdy wcześniej płaciliśmy 5 tys.

A z drugiej strony kiedy wczoraj poszliśmy z mężem do supermarketu, zaskoczyło nas, że wiele towarów z wyższej półki było na wyprzedaży. Ludzie chyba ich nie kupują. Mięso i ryby były przecenione o 40, a nawet 70 pro. Skorzystaliśmy z tej oferty i kupiliśmy sporo produktów spożywczych. Teraz jednak będziemy się starali robić jak najmniejsze zakupy, ponieważ wyjeżdżamy.

Czy zwykli mieszkańcy Moskwy łączą to, co zaczyna się dziać z cenami, z nałożonymi na Rosję sankcjami?

Na razie wydaje mi się, że niespecjalnie. Choć podejrzewam, że prędzej czy później sankcje poczujemy. I to bardzo boleśnie.

Wiesz, kiedy je dostrzeżemy? Jako komentarz do tego, że koncern Apple zawiesił sprzedaż w Rosji, usłyszałam coś takiego: dotąd mówiono, że najnowszy iPhone, który jest teraz na rynku, to jest ten, który trzymasz w ręku. Gdy w życie wejdą sankcje, będzie to ostatni smartfon, jaki będziesz miał. I prawdopodobnie wtedy nic już nie będziemy tu mieli.

Jeden z kantorów w Moskwie, 28 lutego (Pavel Golovkin / AP Photo)

Widziałam w relacjach zagranicznych serwisów, że do bankomatów ustawiają się długie kolejki, bo ludzie masowo próbują wypłacać pieniądze.

Nie wiem, czy to efekt nałożonych na Rosję sankcji, czy po prostu skutek tego, że ludzie desperacko próbują wyjąć pieniądze z bankomatów. A przyznaję, że tak jest. Sami też wybraliśmy gotówkę z bankomatu, choć nie jestem przekonana, czy powinniśmy tak robić, czy nie. 

Problemy z pieniędzmi mieli już moi przyjaciele. Jedni właśnie teraz przeprowadzają przebudowę w swoim mieszkaniu - pilnie potrzebowali wziąć gotówkę na materiały i prace, które miały być wykonane. Poszli do bankomatu, ale ten był pusty. Z kolei  przyjaciółka mająca konto w jednym z większych banków państwowych usłyszała w banku, że musi zamówić pieniądze. Jeśli chce wypłacić na przykład równowartość 1000 dolarów w rublach, musi pójść do banku i taką kwotę zgłosić. Pracownik banku powiadomi ją, kiedy pieniądze będą dostępne. Ale uprzedzono ją, że może to potrwać tydzień lub dłużej.

Jak wyglądają ulice Moskwy? Jest pusto czy życie toczy się niezmienionym trybem?

W sklepach ludzi jest sporo, nie zauważyłam, żeby było ich mniej niż zwykle. Na ulicach jednak przechodniów nie ma za wielu. Oczywiście pewnie też dlatego, że Rosjanie nadal chodzą do pracy.

Mieszkam w centrum Moskwy, ale staram się nie zbliżać do Kremla. Wiem, że jest tam dużo policji, więc jestem bardzo ostrożna. Ale w mojej okolicy, która jest oddalona od placu Czerwonego jakieś 15 minut jazdy autobusem, ludzi spaceruje mniej niż zwykle. Po drugiej stronie ulicy, przy której mieszkam, znajduje się jedna z centralnych stacji metra i zauważyłam ruch tam znacznie mniejszy niż zwykle. Nawet rano, w godzinach szczytu, i wieczorem, gdy ludzie wracają z pracy. Mniejszy ruch panuje też na ulicach, które zazwyczaj były zakorkowane.

Myślisz, że ludzie się boją?

Tak. Członkowie mojej rodziny, przyjaciele, wielu kolegów, z którymi pracowałam, a także dziennikarze współpracujący z państwowymi mediami i pracujący dla innych agencji informacyjnych, takich jak Reuters, są zszokowani tym, co się dzieje.

Ludzie, przynajmniej tu, w Moskwie, są poważnie przerażeni. Nawet ci, którzy zawsze popierali politykę Putina. Rosjanie się boją, nie wiedzą, co robić. Wielu moskwian żegna się ze swoimi przyjaciółmi, z tymi, którzy mają możliwość wyjazdu z kraju. Bez pewności, że jeszcze kiedykolwiek się zobaczą. Wszystko to jest bardzo smutne.

Ale zauważyłam też, że starsze pokolenie, które nadal ogląda telewizję państwową, na swój sposób popiera działania Putina. Mogą nie popierać wojny, ale prezydenta - owszem. Wiem, że niedobrze to brzmi, ale tak jest.

Hamburg, 3 marca. Demonstracja przeciwko wojnie w Ukrainie (Daniel Reinhardt)

A młodzi?

Na przykład wczoraj próbowałam rozmawiać z kilkoma przypadkowo spotkanymi osobami. To byli młodzi ludzie, którzy pracują w przemyśle naftowym i gazowym. Pytałam ich, czy pójdą protestować przeciwko wojnie w Ukrainie, potem zapytałam, co myślą o obecnej sytuacji. Odpowiadali mi wymijająco, że mają takie samo zdanie jak ich rodzice. Trudno mi było prowadzić dalej tę rozmowę, bo widziałam, że są bardzo zachowawczy, nie chcą nic powiedzieć. Ludzie tutaj naprawdę się martwią i są bardzo ostrożni. Nie chcą się wplątać w kłopoty, nie chcą też narażać swoich bliskich.

Wiesz, to wygląda zupełnie inaczej, niż jeszcze parę lat temu.

Opowiedz, jak to wtedy wyglądało.

Jeśli cofniemy się na przykład do 2014 roku, kiedy to wszystko tak naprawdę się zaczęło - wiesz, że ludzie piali z radości, dyskutowali, spierali się, rozmawiali ze swoimi rodzicami i krewnymi? Zastanawiano się, co będzie z tymi regionami Ukrainy, do których weszli Rosjanie. Myślę, że w tym momencie ludzie są bardzo ostrożni i po prostu tak bardzo boją się wojny, że starają się chronić swoich bliskich. I wolą milczeć, niż im zaszkodzić czy ich straszyć.

Z kolei ci, którzy nawet wiedzą, że ich dziadkowie lub rodzice popierają wojnę, w ogóle się w to nie mieszają. Inaczej, niż to było wcześniej, podczas aneksji Krymu, kiedy Rosjanie byli gotowi pójść walczyć czy chociażby w dyskusji udowadniać swoje racje.

Manifestacja pod ambasadą Rosji w Warszawie, 1 marca (Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl)

Czego najbardziej boją się dziś moskwianie?

Ludzie najbardziej się martwią, że po prostu będą biedni. Że będzie tylko gorzej. Nie będą mieli nic, bo zaczną obowiązywać sankcje, że nie będą mieli co jeść. Co najwyżej makaron instant, tani chleb i wodę. Słyszałam, że wiele osób robi też zapasy leków. Wiem, że tak się dzieje, choć podobno - z tego, co zrozumiałam - import środków medycznych i leków nie został zablokowany. Jednak ludzie hurtowo się w nie zaopatrują. Są zwyczajnie zaniepokojeni.

Najbardziej niepokoją się ci, którzy są poważnie chorzy i muszą zażywać bardzo drogie leki. Czują naprawdę ogromny strach, mówią, że są w poważnych tarapatach, że prawdopodobnie nie będą mieli dostępu do europejskich leków dla chorych na raka.

A jak jest z dostępem do informacji? Pewnie na bieżąco śledzisz aktualne wydarzenia?

Wyobraź sobie, że wczoraj w ciągu godziny zamknięto wszystkie media, które śledzimy. Nie dano im nawet ostrzeżenia. Robiono to już wcześniej, ale wówczas redakcje były uprzedzane. Zamknięto na przykład Radio Echo Moskwy. Słuchamy więc innej stacji radiowej. Nazywa się Silver Rain i ma naszym zdaniem bardzo wyważone poglądy. Ale ostatnio po prostu przestali komentować aktualne wiadomości. Przekazują tylko fakty i to wszystko. Są bardzo, bardzo ostrożni w omawianiu najświeższych doniesień.

Naprawdę czujemy się źle. Niebezpiecznie, niestabilnie. Ostatnio Miedwiediew powiedział: "Sankcje? Cóż, to nieważne, nie ma sprawy. W gruncie rzeczy musimy ponownie rozważyć więzi z tymi wszystkimi krajami. Może to dobrze, że z nimi zrywamy. Potem sami możemy wprowadzić karę dla nich". A rząd zapowiedział ściganie wszystkich, którzy przeciwko niemu występują. Zatrzymywani są ludzie protestujący przeciwko wojnie w Ukrainie. Niektórzy porównują to do Związku Radzieckiego i czasów stalinowskich.

Plac Czerwony w Moskwie (Wojciech Olkuśnik / Agencja Wyborcza.pl)

Słyszę, że jesteś bardzo przybita.

Serce mi pęka. Miałam w Moskwie wspaniałą grupę interesujących, inteligentnych ludzi o podobnych poglądach jak moje. Stanowiliśmy część międzynarodowej społeczności i szczerze mówiąc, dobrze się tu bawiliśmy. A teraz wszystko rozpada się na naszych oczach. I to jest potwornie przerażające.

Mamy wielu ukraińskich przyjaciół. Zarówno w Ukrainie, jak i tu tutaj, w Moskwie. Wiesz, mój dziadek był Ukraińcem, i również dlatego targają mną bardzo sprzeczne uczucia.

Nie potrafię opisać moich uczuć w chwili, kiedy pakuję walizki, przeglądam swoje rzeczy, patrzę na zdjęcia rodzinne moich dziadków. Boli mnie świadomość, że muszę wszystko zostawić i w dodatku nie wiem, na jak długo. Jest mi bardzo smutno, że muszę wyjechać.

Więcej informacji z wojny w Ukrainie na stronie głównej Gazeta.pl

Zastanawiasz się, co będzie z Rosją?

Nie wiem, jak się to wszystko skończy. Rosja może stać się nową Koreą Północną lub Iranem.

Wyjeżdżam także dlatego, że moi rodzice bardzo się o mnie martwią. Długo się wahałam. Z mężem, przyjaciółmi, długo rozmawialiśmy, zanim podjęliśmy decyzję o wyjeździe. Początkowo mówiłam: zachowajmy spokój. Poczekajmy, nie podejmujmy teraz żadnych pochopnych decyzji. Ale wygląda na to, że nie mamy na co czekać. Nasi przyjaciele mówią wprost: jeśli macie okazję wyjechać, to jedźcie.

Inna sprawa, że bilety lotnicze mocno zdrożały. Za mój i mojego syna zapłaciłam około 2 tys. dolarów. Ale doszliśmy do wniosku, i to samo mówią nasi znajomi, że lepiej wydać pieniądze teraz i wyjechać, niż zostać i potem żałować. Jeśli będzie lepiej, to zawsze możemy wrócić do Rosji. I ja mam nadzieję, że kiedyś tak się stanie.

Zobacz wideo Czy Rosjanie będą tęsknić za McDonald's?

Anastasia. Dziennikarka, artystka. Mieszka w Moskwie.

*Zdecydowaliśmy się nie publikować nazwiska naszej rozmówczyni ani nie pokazywać jej twarzy dla bezpieczeństwa jej i jej rodziny