Ukraina
30-letnia Olga z synami (Kamil Misiek)
30-letnia Olga z synami (Kamil Misiek)

Jeep straży pożarnej zajeżdża przed budynek, który jeszcze niedawno był szkołą. Teraz przypomina jakiś ważny obiekt rządowy. Tak przynajmniej można by pomyśleć, widząc licznych policjantów i żołnierzy WOT, którzy go pilnują. Mundurowi pomagają wysiąść kobiecie z dziećmi, odbierają od niej bagaże, prowadzą do budynku.

Już jadą następni? No, mamy niezły sajgon - rzuca jeden z żołnierzy.

Nie mija pięć minut, gdy pod drzwi ośrodka zajeżdża następny samochód pełen ludzi zwiezionych z granicy.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Punkt recepcyjny w Łodynie, w pobliżu przejścia granicznego w Krościenku, to jeden z pięciu takich ośrodków na Podkarpaciu. Ochotnicza Straż Pożarna przywozi tu matki z dziećmi, które spędziły kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin w kolejce, żeby dostać się do Polski.

Punkt recepcyjny w Łodynie, w pobliżu przejścia granicznego w Krościenku, to jeden z pięciu takich ośrodków na Podkarpaciu (Kamil Misiek) , (Kamil Misiek)

Punkty powstają z decyzji wojewody, ale zarządzanie nimi zrzucono na samorządy. Budynek szkoły, do którego zwożeni są zziębnięci ludzie z Krościenka, stał pusty, bo w gminie zaczęło brakować dzieci. Pewnego dnia miał zamienić się w obiekt turystyczny. Nikt chyba nie spodziewał się, że zamiast turystów będzie przyjmował uchodźców.

Przy wejściu pan w mundurze WOT prosi o paszporty i dokumenty tożsamości. – Imię, nazwisko, do kiedy pani zostaje? Dwie godziny, dwa dni? Wie pani, gdzie jedziecie dalej? – pyta grzecznie żołnierz.

Na ścianie obok okienka rejestracji na żółtych samoprzylepnych karteczkach żołnierze zapisują propozycje od każdego, kto chce pomóc. "Mam pokój", "mam nocleg", "zawiozę do Wrocławia darmo" – i numery telefonów.

"Wyjechaliśmy z Obołonia, tam teraz trwają walki"

Policjanci i mundurowi kursują w tę i z powrotem, wnoszą paczki z pączkami, pieluchami, papierem toaletowym, wodą mineralną, sokami, daniami BoboVita czy płatkami do mleka. Jedzenie znoszą do kuchni, gdzie uwijają się wolontariuszki. Na korytarzu i w klasach porozkładane polowe łóżka i materace. Nastolatkowie grzebią w komórkach, dzieci biegają z kanapkami w dłoniach, oglądają bajki na netbookach. Śmieją się, jakby nieświadome tego, co się dzieje. Tylko kobiety na kanadyjkach wyglądają, jakby ziemia usunęła im się spod nóg.

Synowie Olgi (Kamil Misiek)

Olga z synami przyjechała parę godzin temu. Ma prawie 30 lat, pracuje w firmie IT, rozmawia ze mną płynnym angielskim. Stara się trzymać mocno, przeszła w tryb zadaniowy, ale w niektórych momentach jej pancerz pęka. Jak wtedy, gdy musi wymówić to słowo: – Jestem z Kijowa, zostawiłam miasto pierwszego dnia...  no... wojny. Przepraszam – zakrywa usta dłonią, nie powstrzymuje już łez.

Szybko dochodzi do siebie. - Chciałam ruszyć od razu, o 5.30 byłam spakowana, ale mój mąż musiał zrobić coś w pracy. Pracuje w banku... pracował, nie wiem sama. Wyjechaliśmy więc o 19.00 w czwartek. Z dzielnicy Obołoń - teraz tam trwają walki. Spakowaliśmy buty i ubrania dla mnie i dla dzieci, sporo toreb, bo wzięliśmy też ubrania na wiosnę.

Nie mogli wyjechać z miasta głównymi drogami, bo te były zakorkowane. Na szczęście objechali zator bocznymi ulicami. Na nieszczęście wpadli na trasę, gdzie toczyły się walki.

- Widzieliśmy światła, słyszeliśmy strzały, wybuchy. Znowu musieliśmy szukać innej drogi - mówi.

Po wielu godzinach dojechali do wsi pod Lwowem. Tam wpadła na koleżankę, która na wyjazd z Kijowa zdecydowała się w ostatniej chwili.

- Mężowie zabrali nas na przejście w miejscowości Szeginie, to jest przy Medyce. Tam była jakaś panika. Ludzie mówili, że stoją po 14 godzin, chcieli zawracać. Zmieniliśmy plan i pojechaliśmy do przejścia w Krościenku. Mąż wsadził mnie do autobusu i zawrócił. Nie wie, co robić. Chyba pojedzie do Kijowa, chociaż do domu przecież nie wróci, bo tam trwa ostrzał.

Na korytarzu i w klasach porozkładane polowe łóżka i materace (Kamil Misiek) , Prowiant dla przybywających do ośrodka uchodźców z Ukrainy (Kamil Misiek)

Co dalej? Jej firma zaoferowała pomoc. Przeniosła ją na stanowisko we wrocławskim oddziale, pomaga zorganizować mieszkanie i transport. Kilka najbliższych miesięcy Olga z synami spędzi więc we Wrocławiu. Ale co potem - nie ma pojęcia.

- Kiedy przekraczałam granicę, zobaczyłam Polskę, pomyślałam: czy to jest moja przyszłość? Mój nowy kraj? Czy będę mogła kiedykolwiek wrócić? – znowu zakrywa usta dłonią, powstrzymuje płacz. – Nie wiem, co będzie jutro.

Na kolację będzie gulasz

W sobotę koło 14.00 w punkcie recepcyjnym w Łodynie przebywały 73 osoby. Od początku wojny przewinęło się przez niego 300. W Krościenku co godzinę odprawianych jest 25 osób.

Gmina zarządza jeszcze drugim punktem, w którym do tej pory schronienie znalazło 90 osób. Rodziny dostaną tu posiłek, miejsce do spania, mogą wziąć prysznic. Punkty recepcyjne z definicji są miejscami tymczasowymi – na dobę, dwie. Baza docelowych noclegów dopiero się tworzy.

Większość rodzin faktycznie zostaje w punkcie jedynie na 24 godziny. Odpocznie, po czym zwykle odbierają ich bliscy z Polski albo innych krajów – z Niemiec, Włoch, Czech, Słowacji. Ale rośnie liczba osób, które nie wiedzą, co robić dalej. Dla nich przygotowany jest obiekt w Żywcu, gdzie będą mogły zostać dłużej.

Burmistrz Ustrzyk Dolnych Bartosz Romowicz (Kamil Misiek)

Burmistrz Ustrzyk Dolnych Bartosz Romowicz ledwie zdąży odebrać telefon, a już za rękaw ciągnie go dowódca oddziału WOT. – Panie burmistrzu, jest sprawa, ale tak na cito, bo to jest problem duży.

Romowicz ma 33 lata. Został burmistrzem w wieku 25 lat. Należy do Polski 2050. Organizacja pomocy uchodźcom to chyba największe wyzwanie w jego samorządowej karierze. "Tematów jest milion" – mówi.

Ledwie Romowicz zdąży naradzić się z żołnierzem, już dopada go kucharka, wolontariuszka.

- Panie burmistrzu, mogę przerwać? My potrzebujemy jeszcze jednej lodówki.

- Dwie przyjechały, będziemy szukać następnej – rzuca burmistrz.

- Przydałoby się coś małego, żeby tu z przodu postawić na tę wędlinę, bo zacznie zielenieć. Mamy na tackach, co chwilę jest ktoś nowy i oni cały czas jedzą. To musi być na wierzchu, no ale z drugiej strony to jest wędlina. Nie daj Boże ktoś się zatruje zaraz i będzie tragedia.

- A nie możecie postawić na zewnątrz, na parapecie? - proponuje burmistrz, ale jego plan napotyka problemy logistyczne.

- A to nie zjedzie z parapetu?

- Nie wiem, sprawdźcie. Warunki są bojowe.

- A skąd ta wędlina? – dopytujemy.

- Ludzie przywożą. Mam profil na Instagramie i na Facebooku, publikuję każdego dnia rano i wieczorem film z informacją, czego potrzebujemy. Zasięgi mam potężne, ludzie zwożą wszystko co potrzeba.

Gmina organizuje śniadania i obiadokolacje. Dziś w menu gulasz. Posiłki gotuje lokalna restauracja.

Dzieci na łóżkach polowych (Kamil Misiek) , Prowiant dla uchodźców z Ukrainy (Kamil Misiek)

- Dali nam rabat, gotują po kosztach produktów. Lokalny przedsiębiorca przyjechał i zamontował router, żeby ukraińskie rodziny miały wi-fi. To wszystko, co tu widzicie – burmistrz ruchem ręki pokazuje na paczki - to wszystko dali ludzie. Nawet teraz do mnie piszą nauczycielki ze żłobka i przedszkola, że w poniedziałek przyjadą pobawić się z dziećmi. Jestem też w grupie  samorządowców z całej Polski, co chwilę mam informację. O, pan patrzy, ktoś informuje, że ma miejsca noclegowe. Ja mogę ot tak załatwić jeszcze 200 miejsc. Odezwał się do mnie hotel okoliczny, oddają pokoje, mamy sobie to przejąć i zarządzać. Czekam na zgodę od wojewody, czy możemy uruchamiać. Powiem tak – samorządy i mieszkańcy stanęli na wysokości zadania.

- A od rządu co dostaliście?

Burmistrz wzdycha głęboko. – Wie pan, co dostaliśmy? To i to – pokazuje na łóżka polowe i materace – i tych panów przy wejściu.

Czego najbardziej potrzeba? Transportu indywidualnego. Gmina go nie zapewnia, rząd też nie. Część uchodźców chce dostać się do Krakowa, część do Wrocławia, część jeszcze dalej. Rodziny muszą albo czekać na wolontariuszy, albo dostać się do najbliższego dworca i dalej ruszyć w podróż pociągami.

Zobacz wideo Ukraińcy uciekają do Polski. "Tam już nie ma nic, wody, gazu, prądu" [Gazeta.pl na granicy]

Też byśmy tak wyglądali

Burmistrz Romowicz poszedł spać po drugiej, pierwsze telefony obudziły go o szóstej.

- Byłem tutaj, jak wczoraj o pierwszej w nocy przyjechały pierwsze rodziny. Matki z dziećmi rok–dwa lata. Stał tutaj taki chłopiec, płakał, łzy mu ciekły. Wie pan, jak dziecko płacze, jak się denerwuje, krzyczy? A ten chłopiec nie tak płakał, on stał z taką bezczynnością, po prostu łzy mu ciekły. On przecież nie ma pojęcia, co się dzieje. Te kobiety stoją 48 godzin w kolejce, z małymi dziećmi, bez mężczyzn. Jak to nakarmić, przewinąć? Ja mam małą córkę w domu – Romowicz wyciera łzy. – Jakby moja żona miała uciekać, tak samo by wyglądała.

Przy wejściu Mirosław Bielec z 3. Podkarpackiej Brygady WOT zapisuje nazwisko kolejnej matki z dzieckiem.

Ostatnie miesiące były dla niego i jego żołnierzy intensywne. Najpierw działania na granicy z Białorusią, teraz to.

- Tylko tam chyba wasze zadanie było trochę inne – zauważamy. - Ma pan odpowiedź, czemu nasz stosunek do pomocy Ukraińcom jest tak diametralnie różny niż do uchodźców na białoruskiej granicy?

Mirosław Bielec z 3. Podkarpackiej Brygady WOT (Kamil Misiek)

Porucznik Bielec tłumaczy różnicę: to Białoruś celowo ściągała ludzi do swojego kraju, wypychała ich na siłę na polską stronę. Sytuacja była zupełnie inna niż tutaj, gdzie ludzie uciekają przed wojną.

Gdy wychodzimy ze szkoły, do budynku cały czas przyjeżdżają nowe osoby.

W niedzielę 27 lutego Straż Graniczna poinformowała, że od rozpoczęcia działań zbrojnych granicę ukraińsko-polską przekroczyło 156 tys. osób. Strumienie ludzi nieprzerwanie płyną przez przejścia na granicy z Ukrainą.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Bartosz Józefiak. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z "Dużym Formatem" "Gazety Wyborczej", "Tygodnikiem Powszechnym", portalem Weekend.Gazeta.pl.

Kamil Misiek. Fotoreportażem zajmuje się zawodowo od 12 lat. Robił zdjęcia dla "Nowego Życia Pabianic", "Mojego Miasta Pabianice", Agencji PressFocus. Jego fotografie publikowały "Duży Format" "Gazety Wyborczej", portal Gazeta.pl, "Fakt" i "Super Express". Współtworzy youtubowy kanał „Aspekty", który w 2018 r. otrzymał nagrodę specjalną Grand Video Awards. Specjalizuje się w tematach pokazujących społeczne problemy Polski mniejszych miast. Jego zdjęcia można oglądać na Instagramie.

Pomoc dla Ukrainy

Rosja dokonała inwazji na Ukrainę. Sytuacja jest bardzo trudna do przewidzenia i zmienia się szybko. Jedno jest jasne - mieszkańcy Ukrainy jak nigdy potrzebują pomocy w różnych formach. Dlatego Gazeta.pl wspólnie z Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej pracuje nad zapewnieniem pomocy humanitarnej.

Sprawdź, jak możesz pomóc