Ukraina
Polacy i Ukraińcy rzucili się na pomoc kobietom z dziećmi czekającym po 20 godzin na pieszym przejściu do Polski (Kamil Misiek)
Polacy i Ukraińcy rzucili się na pomoc kobietom z dziećmi czekającym po 20 godzin na pieszym przejściu do Polski (Kamil Misiek)

Korek tworzy się zaraz za Przemyślem, na drodze prowadzącej do przejścia granicznego w Medyce. To policjanci zatrzymują kierowców. - Radziłbym zawrócić. Nie ma sensu jechać, korki straszne - ostrzega uprzejmie mundurowy, ale koniec końców nas puszcza.

Medyka to największe przejście lądowe w Polsce. Już kilka kilometrów od granicy ciągnie się sznur zaparkowanych na poboczu samochodów. Pod samo przejście nie da się dojechać, wszystkie miejsca parkingowe zajęte, policjanci i Straż Graniczna próbują jakoś nawigować tym potokiem pojazdów.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

20 godzin na przejściu

22-letnia Anna pochodzi z Równego, od ponad dwóch lat mieszka w Warszawie, pracuje jako kelnerka. Przyjechała odebrać swojego 13-letniego brata. - Mój wujek zawiózł go pod samą granicę. Po drodze wzięli jeszcze panią w ciąży na stopa. Ta kobieta na granicy poczuła się bardzo źle, zaraz karetka będzie ją zabierać do Polski. Mam nadzieję, że mój brat też jakoś dojedzie. Jechali bardzo długo.

Do granicy zmierza też ciotka Anny z dwójką wnuków. - Strasznie dużo pieniędzy zapłacili za autobus do granicy. Jeszcze nie dotarli, bo korek do przejścia ma 20 km. Kierowca autobusu powiedział, że szybciej sobie dojdą. Wyszli o trzeciej w nocy – wyjaśnia, kiedy rozmawiamy w piątkowe popołudnie.

Granica w Medyce (Kamil Misiek) , (Kamil Misiek)

13-letni brat zamieszka z Anną, ciotka pewnie pojedzie do syna do Szwecji. Inni członkowie rodziny - do znajomych do Niemiec. Ale nie wszyscy wyjechali.

Anna: - Mój tata to stary wojskowy. Po sześćdziesiątce, więc już nie w wieku poborowym. Mógłby wyjechać, ale powiedział, że zostaje. Walczył o Donbas i teraz też będzie walczył. Mama powiedziała, że ojca nie zostawi. A babcia nie zostawi domu, więc zostali we trójkę. Chowają się w piwnicy, bo u nas szły naloty.

Moi znajomi w Kijowie siedzą teraz w schronie, bomby spadają 400 m od nich. Wyjeżdżają tylko ci, którzy się na wojnie i tak nie przydadzą, głównie dzieci. Ukraina wprowadziła stan wojenny, mężczyźni w wieku poborowym nie mogą opuszczać kraju. Na granicy widać głównie kobiety trzymające na rękach małe dzieci, nastolatków owiniętych w koce. Na pieszym przejściu spędzają po 12, 14, 20 godzin.

Straszne to wszystko, ale mam nadzieję, że Europa będzie wspierać Ukrainę, że to szybko się skończy.

Do granicy i co dalej

Naprzeciw zmęczonym kobietom wychodzą mężczyźni. Jak dwóch gości, którzy po prostu wsiedli w auto i przyjechali pomóc. Wpadli na Nadię, która w Iwano-Frankowsku prowadzi własny biznes.

- Wczoraj rano obudziły nas rakiety. Zbombardowali nasze lotnisko. Mąż tutaj przywiózł mnie z nastoletnimi synami. I wrócił do domu. W Iwano-Frankowsku została nasza 20-letnia córka. Powiedziała, że Ukrainy nie zostawi, będzie pomagać jako wolontariuszka – opowiada Nadia. Będzie mieszkać u przyjaciół swojej córki przez najbliższych parę dni. Co dalej? Nie wie. Nie ma planu. Wygląda na koszmarnie zmęczoną. - Jak tylko to się skończy, natychmiast wracamy do Ukrainy – deklaruje.

Nadia, w Iwano-Frankowsku prowadzi własny biznes (Kamil Misiek) , Nadia: Wczoraj rano obudziły nas rakiety. Zbombardowali nasze lotnisko (Kamil Misiek)

35-letnia Oksana, nauczycielka matematyki z Kijowa, opuściła swoje miasto tydzień temu. Jest z nią syn. Jeszcze w czwartek była we Lwowie, ale kiedy usłyszała przeciwlotnicze syreny, wiedziała, że nie ma już sensu czekać. Przyjechała do Polski bez żadnego planu. Pomaga jej młody Ukrainiec, który od lat pracuje w Czechach, a dziś rano wsiadł w samochód i przyjechał pomagać swoim rodakom w Medyce. - Na granicy czekaliśmy 14 godzin. W kolejce zgubiłam siostrę. Jak tylko ją znajdę, pojedziemy stąd do centrum pomocy uchodźcom. A potem zobaczymy – mówi Oksana.

Oksana, nauczycielka matematyki z Kijowa (Kamil Misiek)

Biedronka na przejściu przypomina noclegownię. Zmęczeni ludzie rozkładają się na podłodze, obsługa nie reaguje. Do sklepu wbiega kobieta z imieniem "Oksana" wypisanym na kartce. - Oksana, jesteś tutaj? - woła. Padają sobie w ramiona.

Nie znały się wcześniej.

- Pochodzę z Piotrkowa Trybunalskiego. Zgłosiłam się na Facebooku, że przyjmę do siebie ludzi z Ukrainy. Normalny odruch. Nie mówię po ukraińsku, ale jakoś się z Oksaną dogadamy, moja babcia była Ukrainką, damy radę – opowiada. - Jeszcze bym mogła jakąś mamę z dzieckiem zabrać, nie wiecie, czy ktoś nie chce jechać? Dobra, nie mogę gadać, sorry, jadę! - woła kobieta, po czym chwyta torby Oksany pod pachę i porywa ją do samochodu.

'Zgłosiłam się na Facebooku, że przyjmę do siebie ludzi z Ukrainy. Normalny odruch' (Kamil Misiek)

Ci, po których nikt nie przyjechał, nie są pozostawieni sami sobie. Obok pieszego przejścia biegają strażacy, zapraszają Ukraińców do autobusu.

- Zawozimy ich do miejsc z pomocą dla uchodźców, są dwa takie w Przemyślu. Mamy tam jedzenie, miejsca do spania. Kursujemy w tę i z powrotem, co chwila – tłumaczy dowódca zmiany.

Ci, po których nikt nie przyjechał, nie są pozostawieni sami sobie (Kamil Misiek) , (Kamil Misiek)

Autobus po chwili odjeżdża, eskortowany na sygnałach przez radiowozy.

Herbata przyjeżdża z Krakowa

A oprócz herbaty i kawy są też kanapki. Rozdaje je Władysław. Osoby wychodzące z przejścia ustawiają się do jego punktu.

Władysław opowiada: - Pochodzę z Ukrainy, studiuję w Krakowie. Rano z kumplami zrobiliśmy zakupy, wsiedliśmy w auto i przyjechaliśmy tutaj pomagać – opowiada. - Pomagamy, jak możemy. Moja mama została w naszej rodzinnej wiosce, tam jest spokojnie. A tata w woju. Staram się nie zamartwiać, ale wiadomo, że stres jest.

Władysław rozdaje kanapki (Kamil Misiek) , (Kamil Misiek)

Wolontariuszy jest więcej. Ochotnicy z Domu Ukraińskiego w Przemyślu rozdają kanapki, a Maria z firmy pośrednictwa pracy werbuje ludzi. - Mamy tu podstawione busy. Transport i noclegi oferujemy za darmo, do tego pracę w Katowicach. Mamy 30 różnych ofert, większość od ręki – dodaje.

Przed samym pieszym przejściem kobieta po czterdziestce zaczepia policjanta, wypytuje go o coś w nerwach. - Droga pani, 200, 300 osób przechodzi na godzinę. Szybciej nie dają rady. Dwa kilometry gęsiego to niby nie jest dużo, no ale jednak trochę schodzi.

Zobacz wideo Przejście graniczne w Medyce. Ukraińcy uciekają do Polski

Kobieta ma na imię Maria i z nerwów nie śpi od dwóch dni. Wyjechała rano z Gdańska odebrać z Medyki swoją mamę i 15-letnią córkę. A one na pieszym przejściu czekają już 13 godzin i nie widać, by szybko miały przekroczyć granicę. - Tam są tysiące ludzi, dzieci małe płaczą. Nie mogliby jakichś autobusów podstawić, chociaż te dzieci pozabierać? Strasznie mało ludzi puszczają – mówi kobieta.

Rzecznik Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej Piotr Zakielarz informuje mnie, że tylko w ciągu siedmiu godzin – od 7 rano do 14 – pogranicznicy odprawili 5900 osób na wszystkich przejściach na Podkarpaciu. Szybciej nie da rady. W Medyce wszystkie okienka odpraw są otwarte. Straż stosuje najbardziej uproszczone procedury, jakie są prawnie dopuszczalne. Do Polski wpuszczane są na przykład dzieci bez paszportu. Wystarczy dowód osobisty, choć odprawa takiej osoby trwa nieco dłużej – kilkanaście minut, nawet pół godziny.

Do Polski wpuszczane są na przykład dzieci bez paszportu. Wystarczy dowód osobisty (Kamil Misiek) , (Kamil Misiek)

Nie jesteśmy w stanie na przejście zawieźć wody czy jedzenia, bo przecież nie wjedziemy na ukraińską stronę. A to tam tworzy się kolejka. Na naszej części przejścia Ukraińcy otrzymują informacje, gdzie znajdują się punkty pomocy uchodźcom. Tam dostaną ciepłe posiłki i wszelką pomoc – wyjaśnia rzecznik.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Na Podkarpaciu rząd utworzył pięć punktów recepcyjnych udzielających pierwszej pomocy uchodźcom z Ukrainy. Powstały przy czterech przejściach: w Korczowej, Medyce, Budomierzu oraz Krościenku, a także przy dworcu PKP w Przemyślu.

Bartosz Józefiak. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z Dużym Formatem Gazety Wyborczej, Tygodnikiem Powszechnym, portalem Weekend.Gazeta.pl.

Pomoc dla Ukrainy

Rosja dokonała inwazji na Ukrainę. Sytuacja jest bardzo trudna do przewidzenia i zmienia się szybko. Jedno jest jasne - mieszkańcy Ukrainy jak nigdy potrzebują pomocy w różnych formach. Dlatego Gazeta.pl wspólnie z Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej pracuje nad zapewnieniem pomocy humanitarnej.

Sprawdź, jak możesz pomóc