Tekst jest częścią akcji "Zaopiekowani" Gazeta.pl i Fundacji PCPM, która działa na rzecz libańskich rodzin już ponad 10 lat.
Myślę o Rabii, która uciekła z Syrii do Libanu.
Ma wielkie brązowe oczy i długie włosy, które opadają na plecy. Spokojnie opowiada o swoim życiu, ale jest to spokój kogoś, kto pogodził się ze swoim losem i nie płacze, kiedy powraca do czasów wojny. Być może nie ma już w sobie łez. Pozuje na tle rozwalonych drzwi i resztek pozbawionej kontekstu codzienności. Wałek do ciasta utytłany nie w mące, ale w gruzie. Kosz na śmieci, z którego wystają resztki mebli. Szmaty, resztki, wszystko się przyda. Na pytanie, jak się jej żyje wśród ruin, kobieta delikatnie się uśmiecha. Najważniejsze, że jest bezpieczna. Mieszka z córką w maleńkim pomieszczeniu na dachu. Jej mąż i ośmioletni syn żyją oddzielnie. To dla niej wielka tragedia, że nie ma przy sobie drugiego dziecka. Ale przynajmniej nie lecą na nich bomby, jak to było w Syrii. Dźwięki eksplozji słyszy w głowie do tej pory.
Równie dzielna jesteś ty, Amal.
Wdowa z córką rozwiedzioną w kraju, który nie chroni praw kobiet. Pokój, w którym siedzi i opowiada o swoim życiu, właściwie nie ma niczego. Panuje w nim niepokojący porządek. Stołek w narożniku, szafa z kilkoma ubraniami. Artefakty ustawione tak, aby wyglądały jak w zwykłym mieszkaniu. Ale to makieta.
Kolejne pomieszczenie przypomina składzik. Nad kuchenką sterczy wybita szyba. Obok stoją przypadkowe słoiki. Panuje klimat opuszczonego mieszkania. Ozdabia go zbieranina tego, co można było chwycić i przysposobić.
Kobieta siedzi w chuście, ma bose stopy. Na kolanach trzyma zniszczone dłonie. Amal ciężko pracowała w fabryce firan, aby utrzymać sporą rodzinę. Zaciągnęła długi, nie ma już sił pracować fizycznie. Koronawirus i krach gospodarczy praktycznie uniemożliwiają znalezienie nowego źródła utrzymania. Amal płacze. Nigdy nie myślała, że znajdzie się w takiej sytuacji.
Przecież tak bardzo się starała: wyedukowała córkę na pielęgniarkę, utrzymywała wnuki. Tak ciężko pracowała.
Ghassanie, ty też już nie masz siły.
Jest chory, ma między innymi rzadką chorobę serca. Wokół niego leży mnóstwo leków. Pochłaniają wszystkie oszczędności. Dom, w którym mieszka z rodziną, wygląda, jakby ktoś się z niego zbyt szybko wyprowadził. Z zewnątrz pustostan, w środku niewiele lepiej. Jest zimno, w budynku nie ma szyb, niewielkie okno nie zapewnia wystarczającej dawki słońca. Żona Ghassana śpi na podłodze, żeby przynajmniej dzieci mogły się wyspać na łóżku. On sam jest coraz słabszy. "Jeśli jutro umrę, kto zaopiekuje się moimi dziećmi? Kto je nakarmi?" Między ścianami hula wiatr, trzęsie nimi, jakby miał zaraz porwać cały dom.
Mohammad patrzy, jakby nie wierzył w nic. Chciałabym, aby mógł oprzeć głowę na moim ramieniu.
On również nie może pracować ze względu na niedawną operację serca. Z żoną Dżamilą ma piątkę dzieci. Ona też potrzebuje leków, cała sytuacja, w której się znaleźli, źle wpływa na jej psychikę. Żyje w wiecznym stresie, że nie będą mieli co jeść. Wszyscy wierzą, że kiedyś ich sytuacja się poprawi i będą mogli zapłacić za prąd. A wtedy, kto wie, może nawet będą oglądać telewizję? Na razie mieszkają w ruinie. Do zdjęcia pozują z wdzięczności, że ktokolwiek zainteresował się ich losem. Jednak na tych twarzach nie widać ekscytacji i radości. Wszyscy są zmęczeni. I głodni.
Jeszcze do niedawna dzieci chodziły do szkoły i miały wiele planów: edukacja, praca, wyprowadzka. Ale i to się skończyło. Pandemia i brak funduszy sprawiły, że siedzą w domu. Nie mają nawet zabawek, więc próbują znaleźć sobie jakieś zajęcie. Pewnie najstarszy syn, piętnastoletni, pójdzie niebawem zarabiać. Leki ojca są coraz droższe.
Kryzys ekonomiczny i problemy społeczne to nie tylko bliżej nieokreślona polityka. To przede wszystkim cierpienie żywych ludzi. Niepokój, czy uda się przetrwać, trwa w głowach, niesie poważne konsekwencje, które trudno cofnąć. Rozbija rodziny, wpędza w ubóstwo i zdrowotną zapaść. Skutków takiego stanu, podobnie jak skutków wojny, nie można naprawić jednym paragrafem, przeprowadzką czy generalnym remontem. Ubóstwo płynie pod skórą, rozbija spokój i mąci umysł.
My, urodzeni i mieszkający w czasach pokoju i względnego dobrobytu, nie możemy wiedzieć, jak to jest żyć podczas konfliktu i głębokiego kryzysu. Możemy za to uruchomić empatię i po prostu pomóc tym, którzy tego potrzebują.
Gazeta.pl i Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej łączą siły, by wesprzeć najbardziej potrzebujące rodziny Libańczyków i uchodźców z Syrii. Dzięki wspólnej inicjatywie z naszymi czytelnikami pomożemy przetrwać zimę rodzinom Hidy, Sany, Odeya i innym. Sprawmy, aby byli... "Zaopiekowani".
Czytaj nasze relacje z Libanu:
- Liban tonie w długach i ciemności. Kryzys wpędził miliony w skrajne ubóstwo
- Mandarynki zwiastują zimę, ale nie ma powodów do radości. To będzie wyjątkowo trudny czas w Libanie
- Globalne ocieplenie nie jest pierwszym ze zmartwień w Libanie. Ale pogłębia trwający kryzys
- Odey nie chodzi już do szkoły. 13-letni uchodźca pracuje na dwie zmiany i utrzymuje rodzinę
Poznaj historie rodzin, którym pomagamy:
- Sana walczy o poród w szpitalu. Ma do kogo wracać
- Ghassan każdego dnia staje przed wyborem: kupić opał, jedzenie czy leki?
- Rabia, uchodźczyni z Syrii, mieszka z córką w pokoju na dachu. Myśli przede wszystkim o niej
- Codzienność Amal jest trudniejsza niż podczas wojny domowej. Kobieta żyje w "Mieście ubogich"