Pomocnik
Jak rozmawiać z dziećmi i nastolatkami o wojnie w Ukrainie? ((fot. shutterstock.om))
Jak rozmawiać z dziećmi i nastolatkami o wojnie w Ukrainie? ((fot. shutterstock.om))

Weekend.gazeta.pl wspólnie z Polską Akcją Humanitarną uruchomiły akcję "Pomocnik". W jej ramach przygotowaliśmy darmowy e-book dla rodziców i opiekunów dzieci i nastolatków, które przechodzą trudny czas, zmagają się z kryzysem psychicznym.

*Poniżej publikujemy fragment rozmowy z Mirosławą Kątną. Całość można przeczytać w "Pomocniku" (kliknij w banner poniżej)

Mówimy o nastolatkach, czyli grupie ludzi między 11. a 19. rokiem życia. Jak dobierać komunikat o wojnie do wieku dziecka? 

Myślę, że z dziećmi zupełnie małymi, do 6.–7. roku życia, w ogóle niespecjalnie należy o wojnie rozmawiać, chyba że dziecko zapyta, co to jest ta wojna. Wtedy można mu wytłumaczyć, że to jest ogromna awantura. Awantura może być w rodzinie, przedszkolu, szkole, na podwórku, ale też między krajami. Nie trzeba unikać słowa „wojna", ale należy zapewnić dziecko, że nam nic nie grozi. Natomiast jeżeli dziecko nie pyta, to nie róbmy rodzinnej pogadanki o wojnie, Putinie i Rosji.  

Z dzieckiem w wieku szkolnym jak najbardziej należy porozmawiać. Ponieważ siedmiolatek może usłyszeć różne rzeczy w szkole lub w telewizji i zadawać bardzo konkretne pytania. Możemy pomóc dziecku uporządkować to, co wie, opowiedzieć historię rozpadu ZSRR, rozłożyć na stole mapę i pokazać, jak było kiedyś, a jak jest dzisiaj. I tu także zapewnić, że my jesteśmy bezpieczni.  

Co do nastolatków, to ja bym się nie odważyła powiedzieć, że w rozmowie z 11-latkiem jeszcze trochę infantylizujmy, a z 17-latkiem usiądźmy i pogadajmy otwarcie jak z dorosłym. Każdy rodzic zna – a przynajmniej powinien znać – swoje dziecko: jego wrażliwość, dojrzałość, zainteresowania, wiedzieć, czy na przykład dziecko lubi historię, czy interesują je militaria. Z takim nastolatkiem na pewno można rozmawiać już z innego poziomu. Ale bez względu na to, ile dziecko ma lat, to my, dorośli, jesteśmy odpowiedzialni za jego poczucie bezpieczeństwa. To jest kluczowa teza.  

Mirosława Kątna: Bez względu na to, ile dziecko ma lat, to my, dorośli, jesteśmy odpowiedzialni za jego poczucie bezpieczeństwa. To jest kluczowa teza (Fot. Shutterstock.com)

Czego nie należy dziecku mówić? 

Na pewno nie wolno panikować, epatować strachem, podsycać go. Nie idźmy w narrację: jutro jedziemy na zakupy, zawalamy piwnicę jedzeniem, benzyną, wypłacamy pieniądze z banku, a z tatą robimy zdjęcia na pamiątkę, bo może zginąć na wojnie. Trywializuję, przepraszam. Ale tego nie róbmy! 

Nie wciskajmy też dzieciom informacji o wojnie na siłę. Spotkałam już nastolatków, rozumnych, przytomnych, którzy kompletnie się wojną nie interesują. Nie dlatego, że to są dzieci nieempatyczne, niewrażliwe, tylko istnieje coś takiego jak mechanizm wyparcia. Niektóre dzieci w ten nie do końca świadomy sposób próbują chronić swoje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli widzimy to u swojego nastolatka, nie załamujmy rąk, że jest nieczuły i nic go nie obchodzi, tylko uszanujmy, że nasze dziecko nie jest w tej chwili wojną zainteresowane.

I jeśli dziecko nie cierpi w tym czasie na bezsenność, obniżony nastrój, ma apetyt, nie widać, żeby w środku przeżywało coś emocjonalnie trudnego – krótko mówiąc: dajmy mu spokój. Póki samo nie wyrazi gotowości, by porozmawiać, nie wyrywajmy się: siadaj, teraz porozmawiamy o wojnie. 

***Macie pytania do Mirosławy Kątnej? Przesyłajcie je na adres: redakcjaweekend@agora.pl. Psycholożka odpowie na nie w programie Q&A Gazeta.pl. Jeśli jest cokolwiek, co budzi Wasze obawy, zachęcamy do kontaktu. Program na żywo można obejrzeć w czwartek o godzinie 12:00 na Gazeta.pl***

[...]

Koleżanka napisała: „Moje dzieci są poza tematem wojny, nie wyrażają obaw. Mają tylko godzinę dziennie na komórce – córka w tym czasie urządza wioskę w grze, a syn aktualizuje informacje o meczach. Za to u znajomych TVN24 leci na okrągło i o niczym innym się nie mówi. Będąc u nich, sama poczułam nastrój grozy".  

Myślę sobie, że dzieci pani koleżanki są psychicznie i emocjonalnie bezpieczne. Natomiast w tej drugiej rodzinie wspomniana „atmosfera grozy" powoduje ogromne osłabienie kondycji emocjonalnej dzieci. Na pewno w domu przy dzieciach telewizory powinny być wyłączone. Lepiej, żeby dzieci słuchały informacji płynących z radia, a nie patrzyły na bardzo dramatyczne obrazki. Mamy mechanizm empatii i jeśli widzimy, że ktoś płacze, sami zaczynamy płakać. To nie jest na pewno potrzebne, a dzieci traumatyzuje. Apelowałabym więc, żeby nie oglądać z dziećmi telewizji, nie dyskutować przy dzieciach w dramatyczny czasem sposób: a co będzie, jak on naciśnie ten przycisk, bo jest szaleńcem? Na to bardzo uważajmy. 

Odporność psychiczna jest nam potrzebna, bo może nastąpić trudniejszy czas albo przyjść zmęczenie sytuacją. A zmęczenie jest czynnikiem destrukcyjnym. Trzeba swoje siły oszczędzać. Jeśli w rodzinie panuje atmosfera grozy i wszyscy się jej poddali, to bardzo trudno będzie dzieci potem z tego wyprowadzić. Pojęcie stresu pourazowego (PTSD) to nie jest problem tylko żołnierzy wracających z wojny. Taka spanikowana rodzina też będzie doświadczać przez długi czas stresu pourazowego.  

Mirosława Kątna: 'Atmosfera grozy' powoduje ogromne osłabienie kondycji emocjonalnej dzieci. Na pewno w domu przy dzieciach telewizory powinny być wyłączone. Lepiej, żeby dzieci słuchały informacji płynących z radia, a nie patrzyły na bardzo dramatyczne obrazki (Fot. Shutterstock.com) , Mirosława Kątna: Dzieci epatowane zagrożeniami, krzywdami, nieszczęściem, lękiem staną się pacjentami w wyniku stresu pourazowego, prawie jakby były bezpośrednimi uczestnikami wojny (Fot. Shutterstock.com)

Przypomina mi się powódź z 1997 roku. Też kompletnie nie byliśmy na nią przygotowani. Trwało lato, więc dzieci ewakuowane z zalanych domów zawieziono na różne trwające już kolonie i obozy. Często tak, jak stały, bez szczoteczek do zębów, majtek na zmianę. Wizytowałam te miejsca. Pamiętam dziewczynkę, która wpadała w drgawki, kiedy zaczynał padać deszcz. Inna dziewczynka nie pozwoliła sobie umyć głowy – miska z wodą powodowała u niej paniczny lęk. Inna siedziała i kiwała się, powtarzając: „To przez moją babcię". Czuła się koszmarnie winna, bo jej babcia była w grupie osób, które nie zgodziły się na zalanie swojej wsi, by powstrzymać falę powodziową. To są niewyobrażalne historie, jak stres pourazowy potrafi dalej niszczyć dziecko, gdy fizycznie jest ono już bezpieczne.  

Wracając do obecnej sytuacji, naprawdę dzieci epatowane zagrożeniami, krzywdami, nieszczęściem, lękiem staną się pacjentami w wyniku stresu pourazowego, prawie jakby były bezpośrednimi uczestnikami wojny. Już nie wspomnę o dzieciach, które były świadkami wybuchów, siedziały w schronach czy stały i ciągle stoją w kolejkach przed granicą.  

Przy tej okazji powiedzmy otwarcie, że nie każdy wie, jak sobie radzić, ludzie w różnym stopniu mają napięte emocje i już trzeba myśleć o wsparciu psychologicznym i dzieci, i dorosłych. Jeśli chodzi o dzieci, to jest zadanie dla rodziny i szkoły, żeby dostawały wsparcie, były pod obserwacją, żeby w szkole pod ręką był psycholog do pomocy, zwłaszcza jeśli dziecko już mówi, że się bardzo boi. Żebyśmy nie przegapili tego momentu.  

Młodzi ludzie martwią się bardzo różnymi rzeczami – czy u nas też będzie wojna, czy uciekając, zabierzemy psa, chłopcy martwią się powołaniem do wojska. Znajoma 17-latka zobaczyła w telewizji, jak ukraiński tata żegna się z córką, i przepłakała całą noc. 

To pokazuje, że wrażliwość i dojrzałość emocjonalna dzieci jest bardzo różna. Jedno dziecko popatrzy na tę wstrząsającą scenę pożegnania z tatą – za którą kryje się ogrom treści – i natychmiast przeniesie to na swoją sytuację. Innego to nie wzruszy. Ale jeżeli wiemy, że właśnie ta scena wywołała w dziecku wstrząs, musimy się do niej konkretnie odnieść: „Tamten tata musi iść walczyć, bo tam jest wojna. Twój tata nie musi, bo u nas wojny nie ma i nie będzie. Nie będziesz musiała żegnać się z tatą". Czy to jest zapewnienie na wyrost? Może jest. Ale jest bezpieczniejsze dla dziecka niż powiedzenie: „No popatrz, niedługo, może za miesiąc, my też będziemy się tak z naszym tatą żegnać". Nie mówmy też: „E tam, jakaś obca dziewczynka płacze, daj spokój, nie myśl o tym". Mówmy: „To jest bardzo smutna historia, współczuję tej dziewczynce. Ale tam są bardzo waleczni ludzie, wiele osób z innych krajów pomaga temu tacie, a my jesteśmy bezpieczni i też możemy im pomóc".  

Mirosława Kątna: Nie ma co zaprzeczać emocjom, smutkowi. Dziecko chce się wypłakać? Pozwólmy emocjom się wylać. Płacze całą noc? Trudno. Oczywiście jesteśmy przy dziecku (Fot. Shutterstock.com)

Nie ma co zaprzeczać emocjom, smutkowi. Dziecko chce się wypłakać? Pozwólmy emocjom się wylać. Płacze całą noc? Trudno. Oczywiście jesteśmy przy dziecku, ale nie bagatelizujemy: „Ależ nie płacz, nie mazgaj się, masz być dzielna, odważna". To nie są żadne argumenty.

Samo powiedzenie: „Będzie dobrze", też jest pustosłowiem. Wszystko trzeba podeprzeć racjonalnymi argumentami: „W Ukrainie toczy się wojna. W naszym kraju jej nie będzie, bo my jesteśmy w innej sytuacji. I tyle".  

[...]

Wszystko, co dziecko mówi, proponuje, to świetna okazja, by zapytać, co ono właściwie wie o sytuacji. 

Tylko pytanie sformułowane „Co ty wiesz o wojnie?" nie jest najlepsze. Zapytajmy raczej: „Słuchaj, czy ty wszystko rozumiesz z tego, co się dzieje? Może chcesz o tym pogadać? Tyle, ile ja rozumiem, tym się z tobą podzielę, bo na kwestiach bardzo specjalistycznych czy strategicznych się nie znam, ale ufam specjalistom. Przypuszczam, że masz wiele wątpliwości. A może ty posiadasz jakieś informacje, których ja nie mam?". To jest potraktowanie dziecka w poważny sposób.  

Nastolatkowie mogą mieć na temat wojny w Ukrainie skrajnie inne poglądy niż rodzice. I to może być nowym źródłem domowych konfliktów. 

Tu się kłania wiedza, czym się różni fakt od opinii. Z faktami się nie dyskutuje, jeśli mamy na nie dowody, ale opinie czy oceny faktów możemy mieć różne. Szanujmy poglądy dziecka, natomiast odwołujmy się do faktów. Kolejna kwestia: czy aby na pewno umiemy odróżnić fakt od fake newsa? Myślę, że z tym jest potężny problem, bo wszyscy jesteśmy teraz fake newsami zalewani. Więc może warto by było przynajmniej w pigułce powiedzieć, jakie zadanie ma spełnić fake news, a jakie prawdziwa informacja. 

A jeśli dziecko ma inne poglądy niż nasze? Trzeba je wysłuchać, niech się wypowie. Zapytać: co jest źródłem takiego twojego poglądu, na czym się opierasz? Przecież my już nie jesteśmy dla nastolatków jedynym autorytetem, ba, nasz autorytet często zbliża się do parteru. Inne osoby, inne źródła stają się znacznie ważniejsze. Ale nie lekceważmy tego i nie mówmy: „Ty gówniarzu, nigdy nie masz racji, co ty tam wiesz o życiu!". Tylko dopytajmy, okażmy zainteresowanie: „A dlaczego tak uważasz? Spróbuj mnie przekonać". Dyskutujmy na argumenty. Na 10 podanych dwa albo osiem może okazać się całkiem sensownych.  

***Macie pytania do Mirosławy Kątnej? Przesyłajcie je na adres: redakcjaweekend@agora.pl. Psycholożka odpowie na nie w programie Q&A Gazeta.pl. Jeśli jest cokolwiek, co budzi Wasze obawy, zachęcamy do kontaktu. Program na żywo można obejrzeć w czwartek o godzinie 12:00 na Gazeta.pl***

Może nie znajdziemy kompromisu. 

Może nie. Nie chodzi o to, żeby się za wszelką cenę przekonać, ale chociaż dajmy sobie pole i szansę do dyskusji. Nie do awantury, uciszania i „zjechania" nastolatka za jego pogląd.

Nauczmy się szacunku dla cudzych poglądów i pamiętajmy, że żaden pogląd nie może krzywdzić innych. Trzeba zobaczyć, co leży u podstaw argumentacji dziecka, które mówi: „Ja bym wziął karabin i strzelał do Ruskich". O tym koniecznie trzeba dyskutować. Czasem to są dyskusje z pogranicza filozofii, ale nie bójmy się traktować nastolatków jak osoby, które mają już swój system wartości.  

A pytanie, dlaczego ten system jest całkiem inny niż wyznawany przez rodzica. To zawsze jest ciekawe. Może zamiast rozmawiać z szacunkiem z dzieckiem, gdy miało 5, 6, 10 lat, odesłaliśmy je do pokoju z komórką? A może nie zauważyliśmy, że dziecko obraca się w kręgach młodzieży faszyzującej? Nie ma dymu bez ognia. Mamy pod wspólnym dachem to nasze ukochane dziecko i ono może nas zaskoczyć. 

Mirosława Kątna (Fot. materiały prasowe Komitetu Ochrony Praw Dziecka)

Rodzice mogą się teraz wiele dowiedzieć o swoich dzieciach? 

Tak! Myślę, że los w tej chwili dał nam możliwość, żebyśmy się lepiej poznali i spróbowali nadrobić odrobinę to, czegośmy może do tej pory nie zrobili. Czyli żebyśmy zaczęli patrzeć na dziecko jak na człowieka, który ma swoje emocje, przemyślenia, potencjał i gotowość do działania.  

*Całą rozmowę z Mirosławą Kątną można przeczytać w "Pomocniku" (kliknij w banner poniżej)

Zobacz wideo Dr Aneta Górska-Kot: "Na oddziały pediatryczne codziennie przyjmujemy dziecko po próbie samobójczej"

Mirosława Kątna. Przewodnicząca Zarządu Krajowego Komitetu Ochrony Praw Dziecka (ogólnopolskiej organizacji pożytku publicznego), psycholożka, terapeutka, mediatorka, działaczka społeczna. Autorka wielu publikacji, poradników, projektów i materiałów szkoleniowych upowszechniających prawa dziecka i ujawniających ich naruszenia w życiu rodzinnym i społecznym. Pełni rolę konsultantki i ekspertki w projektach i akcjach edukacyjnych dotyczących dzieci, młodzieży i rodzin. Była pierwszym i jedynym „ministrem od dzieci" (Pełnomocniczką Rządu ds. Dzieci). Laureatka Orderu Uśmiechu – jedynego odznaczenia przyznawanego dorosłym przez dzieci. Zawsze powtarza, że nie ma trudnych dzieci, są trudni dorośli. 

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.

Bezpłatna pomoc psychologiczna dla rodziców i dzieci z Ukrainy, osób goszczących uchodźców oraz wolontariuszy

KOPD zwiększył liczbę konsultacji psychologicznych i prawnych dla rodziców i dzieci z Ukrainy, osób  goszczących uchodźców oraz wolontariuszy. Komitet od dawna współpracuje z wolontariuszami z Ukrainy, którym teraz potrzebne jest wsparcie. Pomoc jest bezpłatna. Można z niej skorzystać także w formie online. Zadzwoń: 22 626 94 19 lub wyślij e-mail na adres: kopd@kopd.pl lub prawnik@kopd.pl 

Więcej informacji na temat bezpłatnej pomocy >>

Działania Komitetu Ochrony Praw Dziecka można wesprzeć przekazując 1 procent lub wpłacając darowiznę tutaj >>

"Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami

Gazeta.pl wspólnie z Polską Akcją Humanitarną uruchamiają akcję "Pomocnik". W jej ramach przygotowaliśmy ebook dla rodziców i opiekunów dzieci i nastolatków, które przechodzą trudny czas, zmagają się z kryzysem psychicznym. "Pomocnik" jest dostępny do ściągnięcia za darmo. Na stronie "Pomocnika" czekają też materiały wideo stworzone we współpracy z dr Anetą Górską-Kot oraz liczne artykuły, reportaże i wywiady z ekspertami i ekspertkami. I będzie ich stale przybywać. Bo kryzys polskiej psychiatrii dziecięcej i oficjalne statystyki samobójstw to jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie chodzi tylko o próby i śmierci samobójcze, depresje i inne poważne rozpoznania. Pod nimi są setki tysięcy codziennych, samotnych dramatów dzieci i nastolatków, a pandemia tylko te cierpienia spotęgowała. Ich rodzice i opiekunowie też cierpią. "Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami.

POBIERZ