Materiał Promocyjny
Same media społecznościowe nie są ani dobre, ani złe - to jest tylko narzędzie. Nikt nam nie każe kłamać na Instagramie (fot. Materiały Promocyjne Partnera Weekendu)
Same media społecznościowe nie są ani dobre, ani złe - to jest tylko narzędzie. Nikt nam nie każe kłamać na Instagramie (fot. Materiały Promocyjne Partnera Weekendu)

Filtry w mediach społecznościowych mają wpływ na motywację i samopoczucie?

Owszem, tu wszystko sprowadza się do tego, że korzystanie z narzędzi takich jak filtry w bardzo konkretny sposób, na poziomie neurobiologicznym, oddziałuje na nasz mózg.

Filtry sprawiają, że czujemy się lepiej – nasz ośrodek nagrody w mózgu jest pobudzony, ponieważ filtry pozwalają nam uzyskać dużo więcej dowodów uznania i akceptacji od otoczenia, niżbyśmy ich dostali bez stosowania filtra.

Widzimy w lustrze naszą twarz z sińcami i workami pod oczami, podwójnym podbródkiem i krostą na czole, a dzięki tym nawet podstawowym filtrom cera staje się promienna i nieskazitelna, twarz szczuplejsza. 

Użytkownikom zaś chodzi o zaspokojenie potrzeby akceptacji, bycia częścią społeczności. Młodzi ludzie, którzy dopiero budują własne ja i samoakceptację, mogą odnieść wrażenie, że są inni, niepasujący, bo to, z czym stykają się na Instagramie, jest światem udoskonalonym. W zestawieniu z tym, co widzą w lustrze, ta różnica może powodować duży dysonans.

Filtry sprawiają, że czujemy się lepiej - nasz ośrodek nagrody w mózgu jest pobudzony, ponieważ filtry pozwalają nam uzyskać dużo więcej dowodów uznania i akceptacji od otoczenia, niżbyśmy ich dostali bez stosowania filtra. (fot. shutterstock.com)

Ale przecież nastolatki spotykają się też ze sobą na żywo. Widzą wtedy, że zdjęcie koleżanki po przefiltrowaniu nijak ma się do koleżanki, która przed nimi stoi.

W głowie nastolatka wygląda to inaczej. Oni spędzają bardzo dużo czasu w świecie mediów społecznościowych. Według najświeższego badania Dove "Piękno bez filtra" są to średnio dwie godziny dziennie. To sporo, zwłaszcza jeśli odliczymy czas na szkołę, zajęcia dodatkowe, obowiązki i przyjmiemy, że jest to uśredniony wynik. 

Nastolatki tam budują swoje pojęcie o świecie, nie myślą, że ten obraz to ułuda. Nasz mózg rozwija się jeszcze w trzeciej dekadzie naszego życia, najpóźniej tak zwany mózg społeczny, czyli te części mózgu, które odpowiadają za tworzenie relacji z innymi, za budowanie samoświadomości.

Okres nastoletni nie jest czasem, kiedy mózg jest dojrzały. Nastolatek będzie miał problemy z oddzieleniem rzeczywistości wirtualnej od realnej. I będzie chciał równać do tego, co w internecie wszyscy uważają za piękne.

Ha, no właśnie, a kim są ci "wszyscy"? Kto uznał, że mały nosek, doklejone rzęsy, duże usta są ładne? Przecież te instagramowe piękności z twarzami kotków budzą zainteresowanie równie określonego typu mężczyzn: dopakowanych, wytatuowanych, z drogimi samochodami. Czytałam o dramacie kobiety, która się zoperowała i ostrzyknęła zgodnie z instagramowym wzorcem urody i taka zmieniona zaczęła jak lep na muchy przyciągać mężczyzn, którzy w ogóle jej nie interesowali.

Od zarania dziejów takie wzorce tworzy kultura masowa, która jest najbardziej popularna i w największym stopniu nas otacza. Trzeba dojrzeć do etapu w życiu, w którym rozumiemy, że nasza uroda nie jest z głównego nurtu, ale jest przez to interesująca. I jeszcze dobrze się w niej poczuć.

Nastolatki, podobnie jak dzieci zwierząt, postrzeganie siebie budują poprzez obserwowanie, jak inni na nie reagują. Tak robią wilczki, które patrzą, czy ich zachowanie jest akceptowane przez stado. Nic dziwnego, że młodzież chce wyglądać w sposób akceptowany przez wszystkich.

Możemy odnieść wrażenie, że ci wszyscy uznają jeden typ urody, ponieważ on w największym stopniu nas otacza. Kiedy idziemy ulicą, widzimy reklamy wielkoformatowe, reklamy w sieci i telewizji. Nie ma wielu odważnych kampanii, takich jak Dove, w których zobaczymy różnie wyglądające kobiety. Była Twiggy, Kate Moss, a teraz jest Kim Kardashian z wąską talią, szerokimi biodrami i pupą. 

Instagram sprawił, że kobiety zaczynają wyglądać tak samo. Zresztą chirurdzy plastyczni mówią, że klientki przychodzą do nich z ich własnym zdjęciem z Instagrama przepuszczonym przez filtry i mówią, że chcą tak właśnie wyglądać: mieć wąski nosek, wystające kości policzkowe, duże usta.

Wchodzenie w dyskusję z takim przekazem jest przejawem dojrzewania społeczeństwa.

Nie trzeba szukać daleko, żeby podać przykłady takich spektakularnych metamorfoz. Przeszły je uczestniczki programów typu "Królowe życia" czy "Warsaw Shore".

Mamy współcześnie do czynienia z tworem zwanym "instagramowym typem urody", prezentowanym przez celebrytki określonego typu programów. Ba, można nawet zauważyć ewolucję tego wyglądu idącą w kierunku lalki z Instagrama. 

Nie chciałabym jednak wylewać dziecka z kąpielą. Same media społecznościowe nie są ani dobre, ani złe – to jest tylko narzędzie. Nikt nam nie każe kłamać na Instagramie.

Nie maluję się dużo, rzadko używam filtrów, lubię wstawiać swoje portrety sauté w zgodzie z zasadą, że jesteśmy piękni na swój sposób. Jestem matką córki, wiem doskonale, jak trudno jest dziewczynce w okresie dojrzewania upewnić się w przekonaniu, że jej wygląd jest w porządku, że jest akceptowalny. A jeszcze trudniej jest wtłoczyć jej do głowy, że piękno to różnorodność, że to jest stan umysłu. To dla nastolatki abstrakcja. Mamo, jaki stan umysłu?! Mam szczupłe uda czy nie mam? – pyta 13-latka.

Jak z tym sobie radzić jako rodzic?

Małymi krokami, rozmową, uświadamianiem, własnym przykładem. Jeśli dziecko widzi mamę, która sztucznie kreuje rzeczywistość, to trudno, żeby córka miała inne niż ona podejście do swojej urody i pokazywania się bez makijażu i bez filtrów.

W głowie nastolatka wszystko wygląda inaczej. Oni spędzają bardzo dużo czasu w świecie mediów społecznościowych. Według najświeższego badania Dove 'Piękno bez filtra' są to średnio dwie godziny dziennie. (fot. shutterstock.com)

Czy filtry zaczynają być postrzegane jako problem?

Nie prowadziliśmy w Fundacji takich badań. Natomiast badanie Dove "Piękno bez filtra", o którym rozmawiamy, skupia się na pytaniu, na ile nastolatki wykorzystują filtry i jak się z tym czują. Okazało się, że nie dość, że stosują filtry, to jeszcze przygotowują się wcześniej do robienia zdjęć: robią makijaż, układają włosy. 73 proc. polskich nastolatek mówi, że chciałyby, żeby ludzie patrzyli na to, kim są, a nie jak wyglądają. 

W kulturze obrazkowej, w której żyjemy, jesteśmy postrzegani przez pryzmat wyglądu. Zabrzmi to dziadersko, ale wcześniej, kiedy należeliśmy do harcerstwa albo spędzaliśmy czas na aktywnościach, w których byliśmy oceniani za dokonania i talenty, nasz mózg społeczny dorastał w przekonaniu, że o nas świadczą nasze umiejętności i co ciało potrafi, a nie to, jak to ciało wygląda. 

Z badania jasno wynika, że dziewczynki czują presję. Co więcej, przejmują się nią – 66 proc. nastolatek chciałoby się mniej martwić tym, co o nich myślą inni.

To jest ich rzeczywistość. Na dodatek dla nastolatek większa staje się potrzeba akceptacji rówieśników, rodzic ma więc małe pole manewru.

Dlatego 85 proc. nastolatek chciałoby edukacji na poziomie szkolnym. Współczesna edukacja cyfrowego obywatela to nie jest tablica multimedialna w szkole i nauka robienia prezentacji. Najważniejszym zadaniem jest pomoc w odnalezieniu się we współczesnym świecie. To świat zmienny, oceniający, na który dzieci reagują stresem. Powinniśmy wyposażyć je w narzędzia, które pomogłyby im się od niego odciąć, pozwolić zrozumieć, że to jest świat wykreowany, który nie powinien ich deprymować. O tym chciałyby usłyszeć w szkole.

Głęboko wierzę, że wzorce, które przekazuje matka, zostają w dziewczynce na zawsze, a to, co wpojono nam w domu, wraca. To, że odbiegająca urodą od lansowanego wzorca mama czuła się piękna w swoim ciele, a tata ją adorował, że nastolatka nie słyszała w domu z ust mamy: "Mam gruby tyłek", "Nie znoszę moich włosów".

Jako rodzice możemy też zrobić bardzo konkretne rzeczy, by wesprzeć samoakceptację naszych dzieci, między innymi wprowadzić zasady cyfrowej higieny w korzystaniu z mediów społecznościowych. Na zaproszenie Dove przygotowaliśmy w Fundacji "Dbam o Mój Z@sięg" zestaw takich porad, których można posłuchać w trzech treściwych podcastach na stronie dove.com.

Nadciąga powoli fala "body positivity", akceptowania siebie, dostrzegania piękna w różnorodności. Czy ona coś zmieni?

Badań, które pozwoliłyby się oprzeć na danych, nie widziałam, ale daje się zauważyć trend w masowej komunikacji. Na odmienność zwracają uwagę ruchy i działania LGBTQ+, jak i kampanie reklamowe mówiące: Jesteś wystarczająca. Takich słów nie potrafią wypowiedzieć nawet dorosłe kobiety, a co dopiero nastolatki. Potrafimy za to robić coraz więcej, bo mamy poczucie, że jesteśmy niewystarczające.

Chłopcy też słyszą, że są niewystarczający - bo źle grają, za mało grają, przez nich drużyna osiąga gorsze wyniki (fot. shutterstock.com)

Czy chłopcy także ulegają presji filtrów?

Badanie dotyczyło wyłącznie dziewcząt, ale nie jest tak, że chłopcy są impregnowani na działanie mediów społecznościowych czy internetu w ogóle. Oni w inny sposób poszukują swojego ja, w większym stopniu przebywają w świecie gier internetowych, który także potrafi być destrukcyjny dla dziecka. Jak wynika z badania "Granie na ekranie" naszej Fundacji "Dbam o Mój Z@sięg", w grach jest dużo nękania. Chłopcy też słyszą, że są niewystarczający – bo źle grają, za mało grają, przez nich drużyna osiąga gorsze wyniki. 

Kulturowo kobiety mają wyglądać, ale mężczyźni też mają swoje jarzmo, pola, na których muszą się wykazać.

W regulaminach mediów społecznościowych jest granica wieku pozwalająca – w teorii – na założenie konta. To 13 lat. Czy ma to związek z gotowością emocjonalną dzieci na zderzenie z tą rzeczywistością?

Taka granica nie ma nic wspólnego z dobrem dziecka, a podyktowana jest zapisami prawnymi, które mają chronić małoletnich pod kątem przekazu reklamowego.

Jestem absolutną przeciwniczką pozwalania dziewczynkom poniżej tego wieku na zabawy z filtrami, które sprawiają, że ich uroda jest oceniana. W tym czasie powinniśmy wyposażać je w poczucie, że świetnie biegają, są dobre z matematyki. Przekonania, które później pozwolą im obronić się w świecie, w którym nieraz usłyszą, że mają być piękne, miłe i grzeczne.

Najgorsze, co możemy zrobić, to wsadzić dziesięciolatkę w media społecznościowe, w których będzie sprawdzała, ile osób dało jej serduszko i pozytywny komentarz za jakie zdjęcie. Żadne wytłumaczenie przyzwalające na takie zachowanie nie ma racji bytu.

Magdalena Bigaj (fot. Sylwester Ciszek/shutterstock.com)

Ile lat powinny więc mieć?

Z punktu widzenia neurobiologii? Najlepiej 25 lat, wtedy płat czołowy będzie w miarę ukształtowany. To jednak nierealne. Bo media społecznościowe to dzisiaj naturalne środowisko wzrostu dzieci i młodzieży. Izolowanie ich od tego środowiska też nie będzie dla dzieci dobre, ponieważ nastolatki poczują się wykluczone z kodu kulturowego swojego pokolenia, wspólnoty doświadczeń.

Proponuję cezurę powyżej 13. roku życia, ale wcześniej zalecam dziecko porządnie na to spotkanie przygotować. Poprzez wspólne wyłapywanie reklam w przekazie czy omawianie zdjęć celebrytów przepuszczonych przez filtry i tych prawdziwych. 

Dobrze jest sięgnąć po lektury o dorastaniu, grę edukacyjną "Moonka", które skupiają się na ciałopozytywności. Warto budzić podziw dla kobiet, które nie wyglądają idealnie. Żeby dziewczynka już na starcie dowiedziała się, że kobiety mają różne ciała, niesymetryczne piersi, różne sylwetki, że można wyglądać inaczej niż lansowany wzór.

Wzorce urody przemijają. Co może zastąpić kobiety o twarzach kotków?

To bardzo trudne pytanie. Duże marki zaczęły sięgać po twarze niepoddanych medycynie estetycznej, ciekawie wyglądających normalnych ludzi, a nie modelek. Wierzę, że to ten kierunek. Ale za chwilę może też wyskoczyć jakaś nowa postać, która przekieruje wzorzec w zupełnie nieprzewidywalnym kierunku.

Piękno Bez Filtra - więcej o akcji dowiesz się TU.

Magdalena Bigaj. Wiceprezeska Fundacji „Dbam o Mój Z@sięg". Działaczka społeczna i ekspertka komunikacji społecznej. Członkini Komitetu Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej. Prowadzi szkolenia dzieci i dorosłych z zakresu profilaktyki fonoholizmu, cyberprzemocy oraz higieny cyfrowej. W pracy badawczej zajmuje się związkami pomiędzy korzystaniem z nowych technologii przez pracowników a ich dobrostanem, poziomem technostresu i samokontrolą. Mama trójki dzieci.