Potrzebuję Szwajcarii
Jezioro Sufnersee w Szwajcarii (fot. Switzerland Tourism/Silvan Widmer)
Jezioro Sufnersee w Szwajcarii (fot. Switzerland Tourism/Silvan Widmer)

Dla jednych ważna jest droga, dla innych cel. Tu droga jest celem samym w sobie: Grand Tour of Switzerland omija autostrady, nie omija za to wąskich, malowniczych dróg i wielkich szwajcarskich atrakcji. Co najmniej 45 punktów na trasie zapiera dech w piersiach. Zobaczycie 11 miejsc z listy światowego dziedzictwa UNESCO, 5 spektakularnych alpejskich przełęczy, 22 jeziora i 2 rezerwaty biosfery. Krótsze lub dłuższe postoje możecie robić wszędzie, gdzie tylko zapragniecie (w darmowym przewodniku "Grand Tour of Switzerland" znajdziecie między innymi listę nieziemskich fotospotów). Zwłaszcza że wiele mniejszych miejscowości po drodze to prawdziwe perełki.

Cała Grand Tour of Switzerland liczy 1643 km. Powstała w 2015 roku, by pomóc zmotoryzowanym turystom indywidualnym poznać Szwajcarię od najpiękniejszej strony.

Trasa ma kształt nieregularnej pętli biegnącej blisko szwajcarskiej granicy, ale i przez środek kraju, dzięki czemu obejmuje każdy z czterech regionów językowych. Podzielona jest na 10 odcinków.

Widok na przełęcz La Stretta (fot. Andre Meier)

W wersji klasycznej – przy założeniu, że codziennie spędza się za kółkiem co najmniej pięć godzin – pokonanie Grand Tour zajmie około siedmiu dni.

Przełęcz Grimsel w Guttannen (fot. Ivo Scholz)

Ale podróż można też wydłużać i skracać – przejechać tylko kilka wybranych odcinków lub dotrzeć do najodleglejszych miejsc.

St. Gallen (fot. Mattias Nutt)

Na nowo odkrywamy samochodowe podróże, bo dają poczucie swobody i bezpieczeństwa. A Grand Tour to jedna z najpiękniejszych europejskich tras. Tak piękna, że chwilami może wam się wydać nierealna.

Lucerna (fot. Markus Buehler)

Podążaj za (szwajcarskim) zegarem

Grand Tour można rozpocząć w dowolnym miejscu Szwajcarii i ruszyć na wschód albo na zachód. My polecamy wystartować w Zurychu i jechać zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Odnajdziecie się nawet bez nawigacji – na całej trasie poprowadzą was specjalne drogowskazy Grand Tour.

Widok na ulicę Limmatquai w Zurychu (fot. Jan Geerk)

Pierwszy odcinek – z Zurychu do alpejskiej wioski Maienfeld – liczy około 240 km. Przepiękny, secesyjny Zurych to jedyna szwajcarska metropolia z prawdziwego zdarzenia, ale oprócz 3B – biurowców, banków i biznesu – oferuje mnóstwo atrakcji dla turystów. Leży nad wielkim Jeziorem Zuryskim, fantastycznym terenem rekreacyjnym z licznymi kąpieliskami, plażami i parkami. Przespacerujcie się lub przejedźcie e-bikiem po starym mieście, zajrzyjcie do najmodniejszej dzielnicy Zürich West i wjedźcie kolejką na górę Üetliberg, przedsmak Alp. Lato to także czas, gdy w Zurychu odbywają się wspaniałe festiwale (np. Zürcher Theater Spektakel - na dwa ostatnie tygodnie sierpnia do Zurychu zjeżdżają grupy teatralne z całego świata).

Most nad wodospadem Ren (fot. Nicola Fuerer)

Z Zurychu kierujcie się na przełom Renu. Najpotężniejszy wodospad na Starym Kontynencie ma 150 m szerokości, 23 m wysokości i w każdej sekundzie niesie 600 tys. litrów wody! Odlotową panoramiczną windą przy południowym brzegu można zjechać aż pod sam szalejący żywioł.

Przez Szafuzę i bajkowe Stein am Rhein, drogą biegnącą brzegiem prześlicznego Jeziora Bodeńskiego docieramy do St. Gallen i pierwszego na trasie miejsca z listy UNESCO: średniowiecznego Opactwa Świętego Galla i najpiękniejszej rokokowej biblioteki w całej Szwajcarii. St. Gallen słynie z koronek, mieści się tu też nowoczesne Muzeum Tekstyliów. Spróbujcie serwowanej tylko tutaj białej kiełbaski OLMA (z cielęciny, wieprzowiny i mleka, musztarda jest zabroniona!) i ruszajcie do kantonu Appenzell.

Najpiękniejsza rokokowa biblioteka w całej Szwajcarii w Opactwie Świętego Galla (fot. Andre Meier)

Appenzell to po prostu szwajcarska idylla: kraina łagodnych, pofałdowanych wzgórz, na które wiosną wyprowadza się udekorowane zdobnymi pasami i dzwonkami krowy. Z ich mleka powstaje słynny ser appenzeller. Mając nieco więcej czasu, warto wybrać się na trekking do przyklejonego do skał przy górskiej ścieżce schroniska Aescher Wildkirchli, które pojawia się na wielu pocztówkach. Przez Werdenberg – najmniejsze miasto w Europie (liczy 90 mieszkańców) – i Liechtenstein – tak, przez 20 km jesteśmy w innym państwie! – docieramy do Maienfeld. Stąd pochodzi najsłynniejsza sierotka świata, czyli Heidi. W wiosce Heididorf stoi jej dom.

Przełęcz Furka łącząca szwajcarskie kantony Uri i Wallis (fot. Silvan Widmer)

Odcinek 2. to niezapomniana podróż przez oszałamiającą Gryzonię (Graubünden), jedyny kanton z trzema językami urzędowymi (niemieckim, włoskim i retoromańskim).

Matossabach nad Flums w kantonie St. Gallen (fot. Roland Gerth)

Widoki dosłownie rzucają na kolana – od winnych, obsadzonych zamkami pagórków Heidilandu, przez szeroką dolinę rzeki Inn z engadyńskimi wioskami (gdzie budynki ozdabia się techniką sgraffito), po światowej sławy alpejskie kurorty: Davos i St. Moritz.

Wąwóz Renu w pobliżu Versamu (fot. Jan Geerk)

Na trasie czeka aż kilka atrakcji z listy UNESCO, między innymi Arena Tektoniczna Sardona (tu wyraźnie widać, jak formowały się kontynenty), konwent świętego Jana w Müstair (wspaniałe freski) oraz Koleje Retyckie Albula/Bernina wraz z otaczającymi je krajobrazami.

Przełęcz Maloja (fot. Martin Maegli)

W Gryzonii spróbujcie capuns, czyli gołąbków w liściach botwiny zapiekanych w śmietanowym sosie. W Davos funikularem dojedźcie do historycznego hotelu, w którym toczy się akcja "Czarodziejskiej góry" Tomasza Manna. W Engadynie odwiedźcie fenomenalne muzeum sztuki współczesnej w Susch założone przez Grażynę Kulczyk, a w St. Moritz skorzystajcie z wód termalnych, którymi zachwycali się już starożytni Rzymianie (niesamowite termy mineralne znajdują się też w Samedan).

Przełęcz San Bernardino (fot. Mattias Nutt)

A może przerywnik w podróży autem? Niezapomnianym przeżyciem będzie przejazd dwoma najsłynniejszymi szwajcarskimi pociągami panoramicznymi: Ekspresem Lodowcowym i Ekspresem Bernina.

Koleje Retyckie i wiadukt Landwasser (fot. Schweiz Tourismus/Renato Bagattini)

Odcinki Albula, z szeregiem okrężnych tuneli, i Bernina, z najwyższą przełęczą w Europie, przez którą pociągi przejeżdżają bez zębatek, znajdują się na liście UNESCO. Kończymy w St. Moritz.

Widok z portu na zimową Gridone, w tle Ascona (fot. Jan Geerk)

Odcinek 3. to zjazd z Alp aż do najniżej położonych miast kantonu Ticino. Za plecami zostawiamy szampańskie St. Moritz i kierujemy się na przełęcz Julier.

Przełęcz Julier (fot. Martin Maegli)

Warto w Thusis nieco zboczyć z trasy, podjechać blisko wiaduktu Landwasser i zrobić niezapomniane zdjęcie. Dalej zaczyna się Via Mala, wąwóz, którego ściany mają po 500 m wysokości. Dawni kupcy bali się nim chodzić – Via Mala po retoromańsku oznacza "zła droga".

Droga prowadząca przez przełęcz Julier (fot. Andre Meier)

Droga jest jednak bez wątpienia dobra i prowadzi do kolejnego niezapomnianego wąwozu: Roffla. To już rzut kamieniem od przełęczy San Bernardino, za którą język mieszkańców zmienia się na włoski. Meandrującą drogą opuszczamy Gryzonię i wjeżdżamy do Bellinzony, stolicy kantonu Ticino. Buongiorno! Trzy tutejsze doskonale zachowane średniowieczne zamki robią wielkie wrażenie. Wraz z fragmentami murata, czyli podwójnego muru dzielącego dolinę, w 2000 roku trafiły na listę UNESCO.

Zamek Sasso Corbaro, Bellinzona (fot. Nicola Fuerer)

Na pewno nie pożałujecie, jeśli zostaniecie nieco dłużej w Lugano i Locarno. Lugano ma wszystko: powalającą lokalizację nad wielkim jeziorem Lago di Lugano otoczonym przez imponujące góry, wspaniałą promenadę, piaszczyste plaże, liczne rejsy, na przykład do instagramowej wioski Gandria (wróćcie pieszo Szlakiem Oliwnym wzdłuż brzegu jeziora). Efekt wow uzupełniają wjazd kolejką na szczyt San Salvatore (912 m n.p.m.) oraz panoramiczne widoki z platformy obserwacyjnej Cardada (1671 m n.p.m.).

Platforma obserwacyjna Cardada (fot. Ivo Scholz)

Z kolei Locarno... czy to jeszcze Szwajcaria? Tak! Nie dajcie się zmylić leniwej atmosferze la dolce vita nad cudownym Lago Maggiore. To po prostu Szwajcaria w wydaniu śródziemnomorskim. "Ale przecież rano byliśmy jeszcze w Gryzonii!", powiecie. No właśnie. Tak jest na Grand Tour.

Widok na jezioro Lago Maggiore (fot. Ivo Scholz)

Odcinek 4. to istny rollercoaster – od najniżej do najwyżej położonych miejsc w Szwajcarii! Czyli zaczynamy w Locarno, a kończymy w Zermatt u stóp Matterhornu. Niby to tylko 300 km i siedem godzin w trasie, ale nagromadzenie widoków (i zakrętów!) może zakręcić w głowie. Zostawiamy palmy i kamienne śródziemnomorskie miasteczka, a wjeżdżamy na jedną z najsłynniejszych alpejskich przełęczy – tunel Świętego Gotarda. To serce Grand Tour i naturalna granica między południem i północą Europy.

Jedna z najsłynniejszych alpejskich przełęczy - tunel Świętego Gotarda. To serce Grand Tour i naturalna granica między południem i północą Europy (fot. Andre Meier)

Wybieramy brukowaną drogę Tremola, gdzie na odcinku 15 km jest 37 wąskich zakrętów. Alternatywą (na przykład dla cierpiących na chorobę lokomocyjną) jest 17-kilometrowy tunel Świętego Gotarda. W letnie weekendy tunelem przejeżdża do 35 tys. pojazdów, co powoduje niezłe korki przed wjazdem (ale już zaczęła się budowa drugiej nitki).

Brukowana droga Tremola (fot. Andre Meier)

Na krótki postój międy przełęczami idealnie nadaje się wioska Andermatt. Przejeżdża przez nią Ekspres Lodowcowy, a w centrum zachowało się wiele historycznych domów. Ciekawostka: tuż za Andermatt leży wąwóz, a w nim wykuty w skale pomnik generała Suworowa, który należy do Rosji (tylko pomnik, nie cały wąwóz).

Brukowana droga Tremola (fot. Andre Meier)

Teraz przed nami najwyższy punkt na trasie całej Grand Tour: przełęcz Furka (2429 m n.p.m.). Z wioski Realp wąska droga ostrymi zakrętami wspina się coraz wyżej. Właśnie po tej drodze ścigał się w 1964 roku w "Goldfinger" Sean Connery jako James Bond. Kierowcy o słabszych nerwach mogą pokonać Furkę dołem, autem na platformie wagonu kolejowego.

Najwyższy punkt na trasie całej Grand Tour: przełęcz Furka (2429 m n.p.m.) (fot. Robert Boesch)

Przez Oberwald, Goms i Brig dojeżdżamy do Zermatt, wioski-kurortu w cieniu Matterhornu. Ta charakterystycznie zakrzywiona skalna piramida to najczęściej fotografowany szczyt na świecie (choć wokół niego jest jeszcze 38 innych i często wyższych czterotysięczników). Jeśli macie czas tylko na jedną wycieczkę, kolejką zębatą wjedźcie na Gornergrat, skąd panorama szczytów, w tym Matterhornu, nie ma sobie równych.

Z wioski Realp wąska droga ostrymi zakrętami wspina się coraz wyżej (fot. Ivo Scholz)

Odcinek 5. kieruje nas z Zermatt do szerokiej doliny Rodanu. W prawo i w lewo odchodzą od niej drogi do czterotysięczników i lodowców. Na koniec ten odcinek doprowadzi nas nad Jezioro Genewskie. Do tego niepowtarzalne miasta i miasteczka oraz winnice Lavaux z listy UNESCO. Finał w Genewie, czyli najbardziej kosmopolitycznym mieście w kraju.

Szeroka dolina Rodanu (fot. Giglio Pasqua)

Skok w bok i na początku doliny Val d’Hérémence przejeżdżamy pod charakterystycznymi skałami Pyramide d’Euseigne. Potężna Barrage de la Grande Dixence to najwyższa grawitacyjna zapora wodna na świecie: ma 285 m wysokości i waży 15 mln ton, czyli więcej niż piramida Cheopsa. Zbiera wodę z 35 lodowców i można ją zwiedzać.

Skały Pyramide d’Euseigne (fot. Roland Gerth)

Dalej już na każdym kroku czekają kuszące degustacjami winnice. W tle – Matterhorn i Mont Blanc. Mimo letniej pogody do wina można zamówić zimowe danie Szwajcarów – raclette à discrétion ("ile tylko wejdzie"). Albo... cholerę z Goms: zapiekankę w cieście z nadzieniem z ziemniaków, pora, jabłka i sera. Inne atrakcje na trasie to winne zamki, sztolnie soli oraz... walki krów. Czarne, potężne krowy rasy Hérens (Eringer) z Wallis z natury walczą o przywództwo w stadzie, spierając się rogami. Najbardziej waleczna krowa otrzymuje ozdobny dzwon, a właściciel zyskuje prestiż i świadomość, że jego zawodniczka warta jest kilkanaście tysięcy franków. Walki odbywają się w różnych miejscach, ostatnia - na początku października - w Martigny. Towarzyszą im festyny i degustacje wina.

Warto zostać dłużej na Riwierze nad Jeziorem Genewskim. Między Montreux, Vevey, Lavaux i Lozanną panuje najłagodniejszy klimat w całej Szwajcarii i wyjątkowo śródziemnomorska atmosfera. Zróbcie zdjęcie-widokówkę zamku Chillon, odwiedźcie świstaki i pijcie wina z winnic, których tarasy wpisano na listę UNESCO.

Zamek Chillon (fot. Ivo Scholz)

To jeden z najbardziej niesamowitych krajobrazów w Szwajcarii, w dodatku stworzony przez człowieka. Ten odcinek Grand Tour kończymy w Genewie.

Start w Genewie, koniec w Neuchâtel – to w skrócie odcinek nr 6. Jesteśmy w kompletnie innej krainie – Romandii, blisko francuskiej granicy.

Jezioro des Brenets, otoczone skałami, w Neuchâtel (fot. Christof Sonderegger)

Ta część Szwajcarii jest rzadziej odwiedzana przez turystów. Niesłusznie, bo na trasie znajdują się nie tylko Nyon, gdzie swoją siedzibę ma UEFA, wioska Le Sentier, gdzie samodzielnie rozłożycie i złożycie szwajcarski zegarek, emocjonujący wąwóz Creux du Van i urocze Yverdon-les-Bains, gdzie wymoczycie się w świetnych termach, ale i Neuchâtel, miasto z największym jeziorem w całości należącym do Szwajcarii.

Wąwóz Creux du Van (fot. Martin Maegli)

Okolica to raj dla wielbicieli gór, wąwozów i... absyntu. Ojczyzną wysokoprocentowej "zielonej wróżki" jest Val-de-Travers.

Vallon de Noirveaux, idealne miejsce do wędrówek w Neuchâtel (fot. Andreas Gerth)

To już 7. odcinek Grand Tour i wcale nie zwalniamy tempa. Z Neuchâtel ruszamy w kierunku Bazylei, przez La Chaux-de-Fonds i Saint Ursanne, skąd wrócimy do Neuchâtel. Robimy "skok w bok", by zapoznać się z sielskimi, mniej turystycznymi regionami Szwajcarii. Nasz cel to Bazylea. Leży na trójstyku Szwajcarii, Francji i Niemiec, słynie ze sztuki i hucznie obchodzonego karnawału. Tu także popływacie w rzece – to letnia atrakcja większości szwajcarskich miast. 

Olsberg niedaleko Arisdorfu (fot. Jan Geerk)

Mijane po drodze zbudowane na wzór szachownicy La Chaux-de-Fonds i sąsiednie Le Locle są szwajcarskimi stolicami zegarków wpisanymi na listę UNESCO. Zrobiliśmy kółko i wracamy do Neuchâtel, skąd jedziemy dalej główną trasą Grand Tour.

Muzeum zegarków Château des Monts w Le Locle (fot. Andre Meier)

Odcinek 8, czyli 252 km, a po drodze: Murten, Fryburg, Gruyères, Simmental, Interlaken, Jezioro Thun i w końcu Berno. Wokół Murten, nad jeziorem o tej samej nazwie usadowili się winiarze. Trzeba przyznać, że mają ładny widok: na jeziora, Jurę i Alpy.

Murten (fot. Ivo Scholz)

Murten jest dwujęzyczne, podobnie jak kolejny przystanek – przeuroczy stary Fryburg. Autorem fresków w tutejszej gotyckiej katedrze Świętego Mikołaja jest Polak, Józef Mehoffer. 13 wspaniałych okien przedstawiających dzieje miasta i sceny biblijne to jeden z najwspanialszych przykładów secesji na świecie, szczególnie poruszający, gdy prześwituje przez nie słońce.

Fryburg (fot. Markus Buehler-Rasom)

W Gruyères czekają na nas bodaj najsłynniejszy szwajcarski ser i... kosmici. Średniowieczne miasteczko jest szalenie fotogeniczne, jakby z przeszłości, więc nieco zaskakuje mijany po drodze bar wypełniony gigantycznymi kręgosłupami. To HR Ginger Bar, jego wyposażenie zaprojektował twórca "Obcego". Nie można go pominąć. Okolica słynie z fabryki czekolady Cailler i idealnych warunków do lotów balonem.

Zamek w Gruyeres (fot. Silvano Zeiter)

Zielona dolina rzeki Simme, którą ruszamy w dalszą trasę, z porozrzucanymi wioskami z drewnianą zabudową, zadaszonymi mostami i biało-brązowymi krowami rasy Simmental to kolejna szwajcarska idylla. Warto zostać dłużej pod dachem Europy, na przykład w Interlaken.

Gueggisgrat między Niederalphorn i Gemmenalphorn nad Interlaken o zmierzchu (fot. Lorenz Andreas Fischer)

Jego nazwa oznacza "między jeziorami" – dokładnie między jeziorami Thun i Brienz. Na prawdziwy dach Europy, Top of Europe – Jungfraujoch (3454 m n.p.m.) – wjedziecie kolejką z Interlaken Ost (210,80 franków za podróż tam i z powrotem, tanio nie jest, ale warto) lub nowiutką i supernowoczesną kolejką Eiger Express z uroczej wioski Grindelwald.

Kanał Aare i port żeglugowy w Interlaken (fot. Ivo Scholz)

W cenie widoki na słynną północną ścianę Eigeru. Na górze czekają prawie już nierealne widoki na górskie szczyty i największy lodowiec w Alpach – Aletsch (UNESCO).

Jungfraujoch upodobali sobie turyści z Azji i twórcy filmów Bollywood. W Indiach rozsławił je między innymi reżyser i producent Yash Chopra. Większość jego hitów była kręcona w Szwajcarii.

Poranna panorama na Grosse Scheidegg (fot. Martin Maegli)

Ze spokojnego i dostojnego Berna do gwarnej i turystycznej Lucerny – oto odcinek 9. Zaledwie 180 km, ale po drodze zmieściła się Szwajcaria w pigułce. Berno jest siedzibą rządu Szwajcarii i ma niedźwiedzia w herbie (niem. "Bär" to niedźwiedź). Przez miasto przepływa rzeka Aare, która pozwala zwiedzać je wpław. Koniecznie spróbujcie.

Berno jest siedzibą rządu Szwajcarii i ma niedźwiedzia w herbie (fot. Jan Geerk)

Dalej jedziemy w kierunku "serowej" doliny Emmental. W Affoltern im Emmental, w pokazowej serowarni emmentalera można się dowiedzieć, jak powstają słynne dziury.

Łąka z krokusami przed zachodem słońca w Eggiwil, Emmental (fot. Jan Geerk)

Droga nr 10 prowadzi przez wpisany na listę UNESCO Rezerwat Biosfery Entlebuch, z przymrużeniem oka nazywany też "Dzikim Zachodem Lucerny", gdzie torfowiska sąsiadują z krasowymi formacjami.

'Serowa' dolina Emmental (fot. Jan Geerk)

Tutejsze baseny Kneipp Schwandalpweiher w Flühli-Sörenberg uważane są za najpiękniejsze w całej Szwajcarii. Jeśli do tej pory widoki były fantastyczne, to ten z góry – ze szmaragdowym jeziorem Brienz na tle wysokich Alp i czerwoną kolejką parową z Brienz – przebija je z nawiązką.

Czerwona kolejka parowa z Brienz (fot. Christof Sonderegger)

Jeszcze tylko bajeczny zamek na wodzie Hallwyl i zaczynamy ostatni etap.

Szmaragdowe jezioro Brienz na tle wysokich Alp (fot. Ivo Scholz)

Ostatni etap Grand Tour of Switzerland ma swój początek w ukochanej przez turystów Lucernie, a finał w Zurychu.

Lucerna leży nad wijącym się między górami Jeziorem Czterech Kantonów, chyba najładniejszym w kraju, i to tu zaczęła się Szwajcaria (a dokładniej to trzy kantony złożyły przysięgę założycielską konfederacji).

Panorama Lucerny (fot. Ricardo Perret)

Lucerna jest jednym z najśliczniejszych miast Europy – z najstarszym europejskim drewnianym mostem (łatwo zapamiętać: 1333 rok), którego barierki toną w pelargoniach. 18 sierpnia 1993 roku most Kapliczny niemal w całości spłonął, prawdopodobnie od niedopałka papierosa.

Parowiec Schiller z kołem łopatkowym, który kursuje od 1906 roku po Jeziorze Czterech Kantonów, tutaj przed Vitznau (fot. Marcus Gyger)

Dzięki zachowanej dokumentacji został odbudowany i ponownie otwarty już rok później. Lucerna obfituje w atrakcje dla dzieci i dorosłych. Jednym i drugim na pewno spodoba się w uwielbianym przez turystów Muzeum Transportu.

Widok z promu samochodowego na Jeziorze Czterech Kantonów, który kursuje z Beckenried do Gersau (fot. Ivo Scholz)

W Lucernie koniecznie popłyńcie w rejs po Jeziorze Czterech Kantonów, wjedźcie na szczyty Pilatus, Rigi i Titlis, podjedźcie też do Engelbergu, gdzie mieści się mała przyklasztorna serowarnia.

Panorama Jeziora Czterech Kantonów (fot. Freddy Enguix)

I choć zostało jeszcze kilka miasteczek na szlaku do Zurychu, to niestety już koniec. Za nami ponad 1600 km. Jedyna taka podróż w życiu.

Widok na Lauerzersee podczas Grand Tour (fot. Andre Meier)

Co warto wiedzieć przed podróżą?

Na Grand Tour najlepiej wybrać się latem, a dokładniej między kwietniem a październikiem.

Szwajcaria to kraj świetnych dróg i... bardzo wysokich mandatów. Już przy przekroczeniu dopuszczalnej prędkości o 5 km/godz. trzeba wysupłać 40 franków szwajcarskich, 20 km/godz. za dużo – 240 franków i sprawa może zostać skierowana do sądu.

Szwajcaria to kraj świetnych dróg i... bardzo wysokich mandatów (fot. Andre Meier)

W terenie zabudowanym już przy 11–15 km/godz. za dużo na liczniku mandat wynosi 250 franków. Rzadko spotkacie patrol drogówki, ale za to jest sporo radarów (często ukrytych), a mandaty naprawdę trafiają do Polski.

Na Grand Tour najlepiej wybrać się latem (fot. Mattias Nutt)

Na trasie jest dużo miejsc kempingowych, mają świetną infrastrukturę i zazwyczaj są przepięknie położone, więc bez obaw ruszajcie kamperem.

Jeden ze znaków Grand Tour of Switzerland koło Affoltern w Emmental (fot. Martin Maegli)

Tylko osoby cierpiące na silny lęk wysokości powinny rozważyć, czy nie pominąć odcinków przez najwyższe Alpy.

Grand Tour jest przystosowana dla posiadaczy samochodów elektrycznych. Więcej informacji znajdziecie TUTAJ

Grand Tour jest przystosowana dla posiadaczy samochodów elektrycznych (fot. Nicola Fuerer)

Nie macie samochodu, a chcecie przejechać Grand Tour? Możecie wypożyczyć auto na miejscu albo pokonać podobną trasę pociągiem. Więcej informacji TUTAJ.

Zbiornik Marmorera przy drodze Julier Pass (fot. Nico Schaerer)

Najlepszy, bogato ilustrowany i w pełni darmowy przewodnik po Grand Tour of Switzerland pobierzecie STĄD. Jego twórcy to wieloletni znawcy Szwajcarii, którzy własnym samochodem przejechali całą trasę, odkrywając po drodze wiele ukrytych perełek. W przewodniku znajdziecie między innymi mapę i dokładny opis wszystkich odcinków GToS, mnóstwo propozycji miejsc do odwiedzenia (z sugestią, gdzie warto zostać dłużej), listę noclegów w atrakcyjnych cenach oraz zestaw informacji praktycznych przydatnych podczas samodzielnego podróżowania po Szwajcarii. Przewodnika nie musicie drukować, bardzo wygodnie korzysta się z niego na telefonie czy tablecie.

Fragment darmowego przewodnika po Grand Tour of Switzerland (fot. Materiały prasowe)

Przy pisaniu tekstu korzystano z przewodnika "Grand Tour of Switzerland" autorstwa Adriany Czupryn i Mirka Kaupata.

Grand Tour

Słowo "turysta" (ang. tourist) pochodzi od Grand Tour, pojęcia, które w latach 70. XVII stulecia wymyślił Anglik Richard Lassel. W XVII i XVIII wieku wielka podróż po Europie była zwieńczeniem edukacji młodego arystokraty. Odwiedzając kilka europejskich krajów, nabierał ogłady, szlifował języki obce i wyrabiał sobie dobry gust. Słowem: stawał się światowcem. Taką podróż odbywało się tylko raz w życiu, a po powrocie wkraczało się w dorosłość. Nic dziwnego, że niektórzy przeciągali Grand Tour nawet do czterech lat (17-letni Jan III Sobieski, późniejszy król Polski, ograniczył się do 2,5 roku).

Sprawdź