obejrzyj
Adam Małysz - to dzięki niemu skoki narciarskie stały się narodowym zimowym sportem Polaków. (Damian Kramski /Agencja Wyborcza.pl)
Adam Małysz - to dzięki niemu skoki narciarskie stały się narodowym zimowym sportem Polaków. (Damian Kramski /Agencja Wyborcza.pl)

Dwadzieścia lat temu wszyscy Polacy, od Tatr po Bałtyk, niemal z dnia na dzień stali się zagorzałymi fanami jednej dyscypliny sportowej. Skoki narciarskie zyskały nieprawdopodobną popularność, podobnie jak wyjątkowy człowiek, który stał się symbolem tego, że Polak potrafi.

Był nim Adam Małysz. Niepozorny, mało znany skoczek narciarski, który seniorską karierę rozpoczął w roku 1993. Trzy lata później wygrał pierwszy Puchar Świata. To był dopiero początek. Szybko okazało się, że nieśmiały, małomówny chłopak z Wisły wygrywa w cuglach niemal wszystkie zawody.

Pierwsze wielkie emocje Polacy przeżywali w styczniu 2001 roku. Małysz zdeklasował wówczas rywali w austriackim Bischofshofen.

Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że skoki narciarskie staną się – przynajmniej na moment – nową piłką nożną. A tradycyjne 'jak podajesz!' zmieni się w 'leć, Adam, leć!'.

Dziś o tym, jak rodziła się legenda, możemy się dowiedzieć z pasjonującego dokumentu CANAL+.

Orzeł z Wisły pojawił się znikąd

Adam latał, a kolejne stacje telewizyjne prześcigały się w transmitowaniu jego zmagań. Gdy Małysz usiadł na belce podczas olimpiady w Salt Lake City, przed telewizorami usiadło 17 mln Polaków. Polacy kibicowali swojemu idolowi tak jak Biało-Czerwonym – w domach, pubach, barach, podczas rodzinnych zgromadzeń przed telewizorami.

Mistrz Polski Adam Małysz w Szczyrku w 2007 roku. (Paweł Sowa/Agencja Wyborcza.pl) , Charakterystyczny wąs i kask. Adam Małysz nawet po latach jest rozpoznawalny. (Paweł Sowa/Agencja Wyborcza.pl)

Polacy zaczęli "pielgrzymować" za skoczkami. Skoki zrobiły się modne, a kibicom nie wystarczyło już machanie szalikiem na kanapie. Na Turniej Czterech Skoczni do czeskiego Harrachova zjechało kilkanaście tysięcy osób. W 2002 roku wokół skoczni zgromadziło się ich 100 tys.

Adam Małysz sprawił, że skoki narciarskie stały się naszym zimowym sportem narodowym. (Andrey Yurlov/Shutterstock)

Nikt nie miał już wątpliwości, że narodziła się w Polsce nowa tradycja. Małyszomania. Tytuły prasowe krzyczały: "Król Adam I" i "Orzeł z Wisły". Społeczny fenomen masowego zainteresowania skokami po latach wspominał Maciej Kot, skoczek narciarski z pokolenia zapatrzonego w swego idola.

Znikąd pojawił się Adam, skromny, niepozorny chłopak, który nie do końca odnajdował się w blasku kamer, wywiadów i mikrofonów. Ludzie pokochali jego skromność, naturalność – mówił w jednym z wywiadów. – Byłem zafascynowany Adamem – skromny, chudy Polak z Wisły wdarł się do czołówki i spokojnie wygrywał zawody. Na tamte czasy to było nieprawdopodobne. Będąc już w miarę świadomym człowiekiem, widząc możliwości Adama i rywali, doceniałem jego osiągnięcia, bo dysproporcja była gigantyczna. Wygrane Adama były mocnym paliwem i motywacją dla młodych zawodników – że można dokonać czegoś ważnego i wyjątkowego. Od tamtego czasu Adam stał się autorytetem – dodawał.

Fani Małysza podczas zawodów w Zakopanem w 2001 roku. (Bartłomiej Kuraś/Agencja Wyborcza.pl)

Małyszowi pomagało to, że pochodził z małego miasta, że na początku nie był wielkim sportowcem, ale skromnym dekarzem.

Cała Polska nosi wąsy

Fascynacja Małyszem, a także jego świetna forma, trwały dobrą dekadę. Po drodze "Orzeł" zdobył dwukrotnie Puchar KOP, dwa razy wygrał Turniej Czterech Skoczni, Turniej Nordycki, Turniej Czterech Narodów. Zdobywał złoto w Polsce, wyrównał rekord świata w długości skoku narciarskiego. Kronikarze siedem razy musieli wykreślić z ksiąg rekord Polski w skokach i przypisywać go Małyszowi. Po raz ostatni dotknął nartą śniegu w rekordowej odległości od belki w roku 2011. Małysz jest nawet ojcem sukcesu bułki z bananem. Takie śniadanie w dniu konkursu miało zapewnić jego mięśniom dość energii, by dawać dodatkowego kopa podczas wybicia.

W tym samym roku Adam doczekał się benefisu i akcji "Cała Polska nosi wąsy".

Nie da się ukryć, że charakterystyczny, skromny jak sam właściciel wąsik Małysza stał się równie rozpoznawalny jak lwia grzywa Zbigniewa Wodeckiego.
Po zakończeniu kariery narciarskiej Małysz z nart przesiadł się za kierownicę samochodów rajdowych. (Maciej Gillert/Shutterstock)

Dziś, po 20 latach od początków małyszomanii, skoki wciąż zajmują ważne miejsce w programie zimowych weekendów, a następcy Małysza: Stoch, Kubacki, Kot, Hula, Murańka, Żyła, mają status gwiazd (których życiem osobistym interesują się tabloidy). Niemal każdy Polak wie, co to znaczy za późno wyjść z progu, jak ważne jest lądowanie telemarkiem i jak wielkie emocje budzą narciarskie skoki, które często zmieniają się w loty.

Adam Małysz stał się inspiracją dla nowych pokoleń, które rozpalają emocje u kolejnych. Małysz jest wzorem, tak jak dla niego idolem był Jens Weißflog, niemiecki skoczek narciarski. To w niego wcielał się podczas zawodów, które rozgrywał jeszcze ze szkolnymi kolegami. Kulisy fenomenu "naszego Adama" poznać można jeszcze lepiej dzięki najnowszemu dokumentowi, który obejrzeć można w CANAL+.

Trener Apoloniusz Tajner to także doskonale znana Polakom postać. (Materiały prasowe CANAL+) , Belka startowa, najazd, wiatr w plecy - takie określenia są nam wszystkim doskonale znane. (Materiały prasowe CANAL+)

Dokument "Małyszomania. Kochaj i rzuć" Michała Bielawskiego można oglądać w serwisie CANAL+ online.

Więcej treści znajdziesz na JA+ rozrywka.