Lekcje bezpiecznego Internetu i ekologii w szkołach, pomoc uchodźcom z Ukrainy, akcje mikołajkowe i świąteczne w szpitalach i ośrodkach pomocy, jasełka w domach dziecka, wsparcie seniorek i seniorów, sadzenie drzewek czy asystowanie osobom z niepełnosprawnościami na Orange Warszaw Festival. Nie ma chyba wyzwania, którego wolontariusze Fundacji Orange by się nie podjęli. Kreatywni, wrażliwi i pracowici. Tylko w tym roku zrealizowali 299 najróżniejszych projektów.
- Uważam, że większość z nas ma naturalną potrzebę zrobienia czegoś dobrego dla innych. Pracownicy Orange Polska najpierw włączają się w któryś z projektów, a potem często sami organizują kolejne. Wolontariat wciąga. Są tacy, którzy w ciągu roku wzięli udział w kilkunastu akcjach pomocowych – opowiada Paulina Kamyk, koordynatorka programu wolontariatu w Fundacji Orange i wolontariuszka z wieloletnim doświadczeniem.
Agnieszka Sachnowska twierdzi wręcz, że pomaganie jest łatwe. – Wystarczy chociażby pojechać na dworzec z kanapkami dla osób dotkniętych kryzysem bezdomności. Czasem naprawdę nie potrzeba wiele – mówi.
- W tym nie ma żadnego trudu, to sama przyjemność. Zwłaszcza, że Fundacja Orange bierze na siebie mnóstwo spraw logistycznych, organizacyjnych i finansowych – uważa z kolei Katarzyna Barys. – Dostajemy granty, po które trzeba tylko zgłosić się w odpowiednim terminie, a potem zorganizować grupę wolontariacką. W jednej musi być dziesięcioro pracowników Orange. Zdarza się, że tworzą ją osoby z różnych działów, co owocuje lepszym poznaniem się i wzajemną współpracą – dodaje.
Ciocie i wujkowie do porozmawiania
W każdym roku, pracownicy Orange Polska angażują się w inicjatywy pomocowe średnio 3 tysiące razy. Na co dzień pracują w Orange w różnych częściach kraju, ale łączy ich to, że są empatyczni i działają na rzecz innych. Marta Sas-Witko mieszka w Jeleniej Górze. Jeszcze zanim zaczęła pracę w Orange, miała dobry kontakt z wychowankami Domu Dziecka w Szklarskiej Porębie.
- W 2017 roku, po wielu odwiedzinach, wreszcie zdaliśmy sobie sprawę, że te dzieciaki, bardziej niż zabawek czy ubrań, potrzebują naszych rąk i kolan, czyli takiej zwykłej atencji – wspomina Sas-Witko. - Napisałam więc scenariusz na bożonarodzeniowe jasełka, uszyliśmy stroje i ćwiczyliśmy. Wstawiliśmy te jasełka w domu dziecka, a zamiast prezentów pojawiły kolejne ciocie i wujkowie, czyli osoby do wysłuchania, porozmawiania, pójścia na spacer i pogrania w gry. I tak robimy co roku – opowiada wolontariuszka.
Marta Sas-Witko i inni wolontariusze nie zapominają oczywiście o pragmatycznej stronie życia i pozyskują darczyńców, którzy dostarczają wielu potrzebnych dzieciom rzeczy. Jednym z nich jest Fundacja Orange, w której Sas-Witko pozyskała w zeszłym roku duży grant w na wsparcie uchodźców z Ukrainy. – Dzięki temu mogliśmy wspierać Ukraińców w poszukiwaniu pracy, uczyć ich języka polskiego i zaoferować pomoc prawną. Pomagaliśmy też znajdować miejsca noclegowe dla 180 wychowanków domu dziecka w Ukrainie, którzy przejechali do Polski. Wyposażyliśmy je w łóżka polowe i kołdry. To było duże przedsięwzięcie. I bardzo mocne doświadczenie – wspomina.
„Każdy wrócił z czymś do domu"
Gdy Marta Sas-Witko organizowała pomoc dla Ukraińców na Dolnym Śląsku, Katarzyna Barys pomagała w integracji rodzin z Ukrainy na Mazowszu. A konkretnie w Brwinowie, do którego przyjechali Ukraińcy, i gdzie sama mieszka. - Zorganizowaliśmy grę miejską, której drużyny polsko-ukraińskie miały do wykonania wspólne zadania. Pozwoliło im to lepiej się poznać, zintegrować. Po pierwszym zrywie pomocowym, kiedy większość bieżących potrzeb była zaadresowana bardzo ważne było, by i Polacy i Ukraińcy rozumieli siebie nawzajem – tłumaczy Katarzyna Barys.
Do gry zachęciła syna, który też jest wolontariuszem. W sumie w projekt zaangażowało się 30 wolontariuszek i wolontariuszy. - Na koniec usiedliśmy przy wspólnym ognisku. Trzy ekipy dostały wyprawki szkolne dla dzieci. Reszta nagrody pocieszenia. Każdy wrócił z czymś do domu – mówi Katarzyna. Nie chwali się, ale początkowo tym domem był dla jednej z ukraińskich rodzin, jej własny dom. Wśród projektów wolontariackich są takie, które wcale nie wymagają tyle emocji i odporności. Można przeprowadzić na przykład lekcje o bezpiecznym Internecie, higienie cyfrowej i ekologii. Sama zamierzam je przygotować i przeprowadzić.
Nauka bezpiecznego korzystania z Internetu, radzenia sobie z hejtem w sieci czy stawiania pierwszych kroków w programowaniu, to także aktywności wolontariuszek i wolontariuszy Fundacji Orange. Wolontariusze Orange pracują w grupach i indywidualnie. Poza działaniami na rzecz osób z Ukrainy wspierają oni dzieci w przedszkolach, szkołach, szpitalach, domach dziecka, fundacjach i stowarzyszeniach. Pomagają seniorkom i seniorom oraz działają na rzecz lokalnych społeczności – od prac remontowych po opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami.
Pomaganie przestawia w głowie priorytety
- Kontakt i praca z osobami z niepełnosprawnościami przestawia w głowie priorytety – przyznaje Grzegorz Wejkuć. Na początku zderzył się z trudnymi emocjami, ale szybko uświadomił sobie, co jest w życiu ważne. - Staram się nie narzekać tylko doceniać to, co mam. I pomagać tym, którym nie powiodło się w życiu – mówi. Grzegorz Wejkuć pochodzi z Mrągowa. Jego przygoda z pomaganiem zaczęła się właśnie na Mazurach, skąd pochodzi. To była Gwiazdka z Fundacją Orange, którą pomógł zorganizować dla dzieci na szpitalnym oddziale oraz w Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej. Przygotowywał też bajkowe kąciki w szpitalach, malował sale w domach dziecka, uczył, jak bezpiecznie korzystać z Internetu.
- Jestem wzruszony, gdy osoby, którym pomagam, przytulają się do mnie. Myślę, że każdy by się w takiej sytuacji wzruszył – opowiada Grzegorz Wejkuć.
Siedmiolatka pisze do świętego Mikołaja
Marta Sas-Witko przyznaje, że szczera radość dzieci, które doceniają każdą pomoc, jest dla niej bezcenna. Już trzeci raz włączyła się w akcję, podczas której dzieci piszą listy do świętego Mikołaja i dostają to, o co proszą. Do dziś pamiętam list siedmioletniej dziewczynki, która marzyła o elektrycznej szczoteczce do zębów. Gdy Mikołaj jej ją przyniósł, nastąpiła prawdziwa eksplozja radości. Obserwowanie tego było fascynujące – opowiada.
Katarzyna Barys też pomaga dzieciom, często również z niepełnosprawnością. Niedawno z grupą wolontariuszy dekorowali wspólnie pierniki z dziećmi w centrum rehabilitacji, a także rozdawali drobne prezenty i słodycze. - To była akcja niespodzianka dla tych dzieciaków, w trakcie ich turnusów rehabilitacyjnych – mówi. - Gdy dostaliśmy od fizjoterapeutów sygnał, że możemy wejść na salę ćwiczeń, dzieci były bardzo zaskoczone i szczęśliwe. Z kolei w szkole integracyjnej w Milanówku przygotowaliśmy salę wyciszeń dla dzieci z autyzmem. To ważne miejsce w szkole dla osób z nadwrażliwością np. słuchową. W salce można się wyciszyć, odpocząć. W każdej szkole taka powinna być. Udało nam się to zrobić w trzy dni – opowiada.
Ma troje dzieci, z których jedno wymaga dodatkowego wsparcia. Skąd czerpie na to wszystko siłę i energię? - Zaangażowałam się w wolontariat, żeby spłacić dług wdzięczności, jaki zaciągnęłam wobec innych. Jako mama dziecka z niepełnosprawnością dostaję mnóstwo pomocy, chociażby przy rozliczeniu jednego procenta. Oczywiście nie jestem w stanie podziękować tym samym osobom, ale pomagam, jak tylko mogę, tym którzy tej pomocy potrzebują. Po prostu tak już mam – mówi.
„Karmię się pomaganiem"
Agnieszka Sachnowska nie ukrywa, że pomaganie to w jej przypadku już uzależnienie. - Mój mąż mawia, że mam ADHD pomagania – śmieje się. Jedna akcja nakręca u niej drugą. Gdy słyszy, że gdzieś jest potrzebna pomoc, angażuje się bez zastanowienia. Teraz zbiera kawę i herbatę dla seniorów i seniorek na zimowe wieczory, a także plastikowe nakrętki na wsparcie dla chorej dziewczynki. – Czasem, gdy nie robię żadnej akcji, to idę do szkoły i czytam dzieciom książki. Uśmiech dzieci czy łzy szczęścia u osób dorosłych, którym zawozimy szlachetne paczki sprawiają mi radość. Karmię się pomaganiem - podsumowuje.
Do wolontariatu potrafiła zachęcić znajomych, rodzinę i koleżanki z pracy, a także własne dzieci. Gdy zapuszczała włosy, żeby oddać je na peruki dla pacjentek onkologicznych w akcji „Daj włos", syn zapytał, czy może zrobić tak samo. – I tak już kolejny raz zapuszcza włosy. Teraz jest mu łatwiej, bo skończył się basen, więc nie musi ich suszyć – mówi Agnieszka Sachnowska.
Dwie córki Marty Sas-Witko też są wolontariuszkami. - Brały udział w naszych jasełkach – przyznaje dumna mama. – Za sprawą pomagania potrafią spojrzeć na świat z innej perspektywy. Dostrzegają, jakie wartości są w życiu ważne – dodaje Sas-Witko.
Przez długi czas rodzina Katarzyny Barys prowadziła dom tymczasowy dla psów czekających na adopcję. Jej synowie dobrze się wtedy sprawdzili jako wolontariusze. - Uczę dzieci wrażliwości i pomagania, bo wierzę, że świat stanie się lepszy, kiedy wzajemnie będziemy się wspierać – mówi.
Paulina Kamyk przed laty też pomagała zwierzętom. – Myślę, że szczególnie trudny jest pierwszy wolontariat, zwłaszcza w hospicjum czy w szpitalu. Pamiętam pierwszą wizytę w schronisku na Paluchu. Kiedy pozamykane w boksach psy patrzyły smutnymi oczami, albo popiskiwały, rozdzierało mi to serce. Pierwsze dwie-trzy wizyty odchorowałam emocjonalne. Potem przestawiłam się na tryb działania, by dać psiakom możliwie najwięcej swojej obecności przez te kilka godzin raz w tygodniu – wspomina.
Agnieszka Sachnowska nie ukrywa, że i jej zdarzały się trudne momenty. Chociażby wtedy, gdy widzi, w jak ciężkich warunkach mieszka rodzina, której przywozi Szlachetną Paczkę.
- Po latach mam wrażenie, że staję się coraz wrażliwsza – przyznaje. - Nie potrafię na przykład wciąż wziąć udziału w akcji, podczas której wolontariusze pomagają dzieciom na oddziałach onkologicznych. Dokładam się do paczek, ale sama mam trójkę dzieci, więc do takiego szpitala nie pojadę.
Marta Sas-Witko Sas uważa, że trzeba umieć postawić grubą kreskę między wolontariatem a prywatnym życiem. - Ale jeśli ktoś wolontariat poczuje, to później nawet już nie trzeba go zachęcać – mówi.
Gwiazdka z Fundacją Orange
W zeszłym roku wolontariusze i wolontariuszki Fundacji Orange przepracowali w projektach społecznych ponad 23 tysiące godzin, a w ciągu ostatnich 19 lat - 237 tysięcy godzin. Pomagali także osobom z niepełnosprawnościami podczas Wielkiej Gali Integracji i Orange Warsaw Festival.
- Nie bez powodu jest on nazywany najbardziej dostępnym festiwalem muzycznym. W tym roku pracowało przy nim na dwie zmiany 50 wolontariuszy i wolontariuszek. Dzięki temu, każdego roku na ten festiwal przybywa więcej osób z niepełnosprawnościami – mówi Paulina Kamyk.
Gdy studiowała marzyła, żeby pojechać na misję humanitarną. Dziś myśli, że dużo spełnienia da jej np. pomoc w zorganizowaniu kolacji wigilijnej dla samotnych i starszych. Z kolei Marcie Sas-Witko Sas marzy się projekt, który zapewni solidną opiekę psychologiczną i terapeutyczną dla dzieci z domu dziecka. Obecnie pochłaniają ją przygotowania do Gwiazdki z Fundacją Orange 2023. Wolontariuszki i wolontariusze przeprowadzą w sumie 115 akcji mikołajkowych w całej Polsce. Zaangażuje się w nie 1,2 tys. wolontariuszy, na rzecz ponad 5 tys. beneficjentów.
Również i w tym roku pracownicy Orange jako wolontariusze i wolontariuszki, zaangażują się prawie 3 tysiące razy, wspierając ponad 20 tysięcy beneficjentów. W 2023 roku Akademia Rozwoju Filantropii w Polsce przyznała firmie Orange Polska tytuł „Dobroczyńca Roku" w kategorii wolontariat pracowniczy.
Materiał promocyjny ORANGE Polska