Native Story
Fake newsy mogą służyć także wyłudzaniu pieniędzy. (fot. Shutterstock)
Fake newsy mogą służyć także wyłudzaniu pieniędzy. (fot. Shutterstock)

Blokada na granicy, braki gotówki w bankomatach i paliwa na stacjach – tak zatytułowane zdjęcia, filmy i krótkie teksty informacyjne krążą od kilku dni w internecie. Próbują zwrócić uwagę osób, które uznają takie wydarzenia za prawdopodobne i nabiorą się na dezinformację, której celem jest wywołanie chaosu, spotęgowanie lęku u wybranych grup czy czerpanie wymiernych korzyści z  zasięgów postów.

Większość tego typu informacji jest odkłamywana przez odpowiednie służby w ciągu kilku godzin, ale opóźnienie czasowe często wystarcza, by fake news rozprzestrzenił się w sieci i wywołał niczym nieuzasadnioną panikę.

Konsekwencje takich działań? Kilka zorganizowanych grup szerzących dezinformację spowodowało pojawienie się kolejek na stacjach paliw w całej Polsce i wykupywanie benzyny, pospolite ruszenie na bankomaty sprawiło, że te później przez kilka godzin faktycznie stały puste. Krótkotrwały chaos został osiągnięty.

"Nieprawdziwe informacje o wzroście przestępczości w Przemyślu i na terenach przy granicy mogą wywoływać niepotrzebne niepokoje i negatywne reakcje wobec cudzoziemców, którzy przyjechali z Ukrainy" – informowała 2 marca 2022 roku podkarpacka policja.

W innym komunikacie zdementowano fake news sugerujący, że w okolicach granicy zwiększyła się liczba poważnych przestępstw kryminalnych. Była to kolejna próba walki z doniesieniami, które uderzają bezpośrednio w poczucie bezpieczeństwa osób przyjeżdżających do Polski. Fałszywa informacja miała zniechęcić uchodźców, wśród których większość stanowią bezbronne kobiety i dzieci, do przekraczania polskiej granicy. Została w całości zdementowana przez policję. 

Czym dokładnie jest fake news? To wiadomość, która jest w całości lub w części nieprawdziwa. Może opierać się na opisie autentycznych wydarzeń, ale jej część składa się z fałszywego przekazu, który zmienia ich obraz – jak ten o niebezpieczeństwie grożącym kobietom. Nie musi być to wiadomość pisana, może być to "relacja" z miejsca zdarzenia, zdjęcie, filmik, grafika czy artykuł.

Dlaczego wierzymy w fake newsy?

2 marca Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych ogłosił, że przez poprzednie 24 godziny odnotowano ponad 120 tys. prób dezinformacji na polskich kontach w mediach społecznościowych. Fałszywe informacje związane były z tematem wojny w Ukrainie. Podkreślona została widoczna drastyczna radykalizacja grup antyuchodźczych działających w kanałach anty-COVID.

Jednym z fake newsów, który odbił się szerokim echem, była informacja, że polskie służby graniczne odmawiają wjazdu na teren Polski uchodźcom o innej narodowości niż ukraińska. Był on na tyle przekonujący, że wiele osób postanowiło podzielić się nim w mediach społecznościowych – bez wcześniejszego upewnienia się, czy jest to informacja prawdziwa.

Popularnością cieszyły się zarówno filmy, jak i zdjęcia, które choć nie miały nic wspólnego z rzeczywistą sytuacją, skutecznie przekonywały odbiorców, że takie potwierdzenie wydarzeń im wystarczy. Ten konkretny fake news był wielokrotnie dementowany przez Straż Graniczną, jak również przez samych uchodźców trafiających na polską stronę. Mimo to dalej krąży po sieci.

Fake newsy mogą być bardzo niezwykle wiarygodne. (Shutterstock)

Jak to się stało, że te fake newsy tak szybko zdobyły popularność?

- Bo wywołują w nas emocje – mówi Robert Grabowski, szef  CERT Orange Polska,  zespołu wykrywającego i reagującego na zagrożenia w sieci Orange Polska. - Media społecznościowe dostarczają informacje sprofilowane pod nasze "bańki" poznawcze. Trzeba mieć świadomość, że zwykle dostajemy wiadomości wybrane przez algorytmy na podstawie danych z naszej wcześniejszej działalności w sieci. Tu nie ma przypadku. Historia wyszukiwań nie kłamie, natomiast w konsekwencji może doprowadzić do zamknięcia nas na istotne tematy czy też nowe pomysły. Bo dobrze spreparowany fake news tylko delikatnie różni się od prawdy. Zwykle też przekazuje nam treści, których, jak wynika z naszych internetowych poszukiwań, właśnie oczekujemy – wyjaśnia ekspert.

Zwraca także uwagę na wykorzystywanie mechanizmów socjotechniki w dezinformacji.

-  Zwykle przy okazji ekstremalnych wydarzeń jesteśmy karmieni emocjonalnym przekazem, granie na tej strunie nie wymaga wiele trudu – tłumaczy. - Poza tym często idziemy na łatwiznę i z góry zakładamy pewne prawdy, nie zadając sobie trudu na ich sprawdzenie. Warto chwilę pomyśleć zanim klikniemy w link. To tylko chwila, która może ochronić nas przed poważnymi konsekwencjami – dodaje Robert Grabowski.

embed



Jak rozpoznać fake newsa?

Fake newsem może być każda informacja, która nie ma jasno określonego źródła. Film bez konkretnego autora, z miejscem, którego nie da się zidentyfikować (np.: środek lasu), bez daty i z emocjonalnym przekazem. Zdjęcie bez informacji, z którego roku pochodzi i gdzie ani przez kogo zostało zrobione. Tekst naładowany negatywnymi skojarzeniami, które nie mają uzasadnienia ani określonego pochodzenia.

Fake newsy często potrafią być sensacyjne, szokujące, wywołujące bardzo emocjonalne reakcje. Są pisane często dużymi literami a zakończone wykrzyknikami. Ważne w tym wypadku, by nie działać pod wpływem impulsu i spokojne weryfikować posty.

Źródło informacji jest w tym kontekście kluczowe. Jeśli dana treść w internecie – i poza nim – zwróci naszą uwagę i będziemy chcieli ją udostępnić, warto wcześniej zajrzeć na profile w mediach społecznościowych odpowiednich służb: policji, Straży Granicznej, na strony ministerstw, prezydenta bądź burmistrza miasta. Dobrze jest także regularnie śledzić konta, które zajmują się demaskowaniem fałszywych komunikatów każdego dnia, jak Włącz Weryfikację – profil administrowany przez Państwowy Instytut Badawczy NASK, Demagog – należący do International Fact-Checking Network, czy Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych.

Do codziennego śledzenia wiadomości warto wykorzystywać duże media, które mają wystarczająco wiele osób na pokładzie, by móc na bieżąco weryfikować docierające do nich informacje, i mogą sobie pozwolić na korzystanie z przekazów korespondentów w terenie, którzy relacjonują zdarzenia bezpośrednio u źródła. Oficjalne profile w przypadku treści dotyczących sytuacji w Ukrainie to na przykład strona prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego czy polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Zastanów się, czy wszystko koniecznie trzeba udostępniac i przekazywać dalej. (Shutterstock)

Trzeba jednak zaznaczyć, że nawet na najbardziej wiarygodnych stronach można trafić na udostępnienie wyjątkowo wyszukanego fake newsa. Przy tak ogromnym zalewie informacji potknięcia się zdarzają, dlatego ważne jest, by każdy sprawdzał uważnie te, które ma zamiar podać dalej. Jeśli widzimy, że w mediach społecznościowych znanej nam osoby pojawiają się prawdopodobne fake newsy, warto o tym napisać bezpośrednio – być może ten znajomy nie wie, że właśnie padł ofiarą dezinformacji i naraża na nią innych.

Podobnie jak przy phishingu, czyli próbach wyłudzenia poufnych informacji, powinna zapalić się nam czerwona lampka, że jeśli coś wywołuje moje wysokie emocje, z założenia traktuję to jako podejrzane – mówi Robert Grabowski. – Warto zastanowić się, czy naprawdę muszę przesyłać dalej/retweetować każdą wiadomość? Uważajmy na ekstremalnie emocjonalne treści, bądźmy wyczuleni na to, że internet uwielbia wszystko, co napisane boldem, opatrzone smutnymi emotikonami, z masą wykrzykników.

Fałszywe zbiórki

Fake newsy mogą także służyć rozpowszechnianiu niezweryfikowanych zbiórek, których głównym celem jest wyłudzanie danych i pieniędzy. Regularnie ostrzega przed nimi między innymi CERT Orange Polska, na przykład na Twitterze.

Obecnie mogą to być fałszywe zbiórki pieniędzy na pomoc Ukrainie, prośby o wpłaty na portfele kryptowalutowe bądź informacje o rzekomych atakach na nasze granice prowadzące do fałszywych formularzy logowania. Krzykliwe nagłówki zachęcają do kliknięcia w link, a stąd już tylko krok do utraconych wrażliwych danych – dodaje Grabowski.

Fake newsy służą konkretnym celom i tworzone są intencjonalnie. (Shutterstock)

Dlatego tak ważne jest, by przekazywać pieniądze i dary materialne tylko tym organizacjom, które mają udokumentowane podobne działania, a ich zbiórki zostały zweryfikowane. Do takich organizacji należy między innymi Polska Akcja Humanitarna czy Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Najbardziej narażeni

Szczególnie ważne w edukacji na temat fake newsów i szeroko pojętej dezinformacji są rozmowy z dziećmi i osobami starszymi, których kompetencje cyfrowe mogą nie być tak rozwinięte jak u osób na co dzień korzystających z serwisów społecznościowych. 

"Brak kompetencji związanych z bezpieczeństwem, ochroną danych czy filtrowaniem informacji może wręcz sprawić, że internet zamiast narzędziem włączania społecznego stanie się źródłem zagrożeń i problemów behawioralnych i społecznych" – informują autorzy raportu "Wykluczenie społeczno-cyfrowe w Polsce", który powstał z inspiracji Orange Polska i Fundacji Orange. 

W edukacji warto zacząć od podstaw, czyli uświadomienia, że informacje, na które natrafiamy w internecie, mogą być zarówno prawdziwe, jak i fałszywe. Inne osoby, także poza internetem, mogą później te informacje powtarzać, co nie znaczy, że zaczną one być prawdziwe.

Do tego reklamy, które widzimy w internecie, a które mają określony cel, nie zawsze wyglądają jak reklamy. Czasem mogą być stylizowane na zwykłe artykuły, co sprawia, że wyglądają obiektywnie i wiarygodnie.

W przypadku dzieci warto poświęcić czas na edukację, czym się różni fakt od subiektywnej opinii, i uczyć je umiejętności sprawdzania wiarygodności źródła poprzez korzystanie z wymienionych wyżej technik czy konsultowanie informacji z dorosłymi lub innym źródłem wiedzy.

Przygotowaniem świadomych internautów zajmuje się na co dzień Fundacja Orange w darmowym programie edukacji cyfrowej "MegaMisja" przeznaczonym dla klas wczesnoszkolnych. Każdego roku do inicjatywy przystępują szkoły, które w ramach podstawy programowej realizują 10-miesięczny cykl zajęć nastawionych na to, aby nauczyć dzieci odpowiedzialnego korzystania z cyfrowych urządzeń i internetu.

Pamiętaj o podstawowych zasadach bezpieczeństwa w sieci

1. Mocne hasło - ważny początek. Znane tylko tobie, unikalne, powyżej 12-15 znaków. Wszędzie, gdzie to możliwe, używaj uwierzytelniania dwuelementowego. Unikaj w hasłach imion bliskich, dat urodzin, ciągów liter/cyfr - łatwo je złamać. Najważniejsza jest unikalność. 2. Dokładnie czytaj e-maile i SMS-y, zwłaszcza te dotyczące wyjątkowych promocji czy nadanych paczek. 3. Jeśli robisz zakupy w sieci, upewnij się, czy w pasku adresu przeglądarki pojawia się adres prawdziwej strony sklepu. 4. Nie klikaj w skrócone adresy stron ani w takie, które wydają się podejrzane lub jedna litera się w nich nie zgadza. 5. Jeśli korzystasz z płatności online, sprawdzaj dokładnie adres w przeglądarce; jeśli podejrzewasz, że jest nieprawdziwy, nie wpisuj żadnych danych, zgłoś adres firmie, pod którą podszywają się przestępcy, a najlepiej również do cert.orange.pl.