Kiedy wpisałam w wyszukiwarkę popularnego serwisu hasło "wzmacnianie dziewczynek", jako pierwsze wyświetliło mi się nagranie zatytułowane "Jak za pomocą manifestacji znalazłam wymarzonego męża w dwa tygodnie". Czy naprawdę znalezienie idealnego męża ma być największą mocą kobiety?
Cyfrowy świat wiele mówi o seksistowskiej kulturze, w której żyjemy. Proszę wpisać w wyszukiwarkę słowo "uczennica" i wybrać grafikę. Większość wyników to seksualizacja w najbardziej prymitywnej formie i, co więcej, sygnalizator pedofilnej kultury, w której dorosłe kobiety przebrane za dziewczynki, uczennice, w białych bluzeczkach, krótkich spódniczkach i podkolanówkach, prezentowane są jako obiekty pożądania seksualnego. A teraz proszę wpisać hasło "uczeń". Co widzimy?
Wyświetlają mi się uśmiechnięci mali chłopcy w otoczeniu symboli mądrości i wiedzy: globusa, żarówki, czapki studenckiej, książek.
Czyli podkreślone są intelektualne i poznawcze aspekty funkcjonowania dziecka. To mali bohaterowie opowieści o pięknym umyśle. W takiej właśnie kulturze dorastają dziewczynki i chłopcy. Mężczyźni to świat racjonalny, umysł, nauka, kultura, sfera publiczna, a kobiety to natura, emocje, ciało, bliskie relacje, dom i sfera prywatna. To bardzo stara, tradycyjna i konserwatywna wizja porządku społecznego i ról płciowych – jak widać, wciąż żywa, tylko głębiej zaszyta. I to nie jest tak, że tylko niektóre obszary naszego życia bazują na takich stereotypowych wyobrażeniach i komunikatach. Cały świat na każdym kroku mówi dziewczynkom, że najlepiej jest, gdy są miłe, grzeczne i piękne.
Jak to na nie wpływa?
Blokuje ich rozwój i sprawia, że bardzo szybko przestają w siebie wierzyć, zaczynają o sobie myśleć kategoriami, którymi są oceniane przez otoczenie. Już w okolicy piątego roku życia dziewczynki tracą przekonanie, że są równie zdolne i mocne jak chłopcy. Poczucie wartości, które przecież budują każdego dnia, zaczyna się kurczyć.
Do piątego roku życia dzieci wychowują się zwykle w środowisku rodzinnym. Czy to więc rodzina ma największy wpływ na poczucie wartości u kobiet?
Ma w tym bardzo duży udział. Świadomość i oczekiwania bliskich, stereotypy, uprzedzenia, przekonania na temat roli płci, kobiecości i męskości, słowa, podział zadań w domu – to wszystko na wiele sposobów buduje pierwotny świat dziecka: przez to, co do niego mówimy, jakie ono obserwuje u nas zachowania, za co jest nagradzane i karane. I nie chodzi tu tylko o dosłowną nagrodę, ale też o nagrodę społeczną, czyli np. uśmiech, pochwałę, pozytywne reakcje otoczenia na coś, co robi. Wyobraźmy sobie dziewczynkę, która nie lubi ubierać się w sukienki i woli niebieski lub czarny zamiast różowego. Na jakąś uroczystość rodzinną zostaje namówiona na tiule i lakierki, a potem słyszy od kolejnych członków rodziny, którzy dłużej niż zwykle na nią patrzą i poświęcają jej czas, że wygląda zjawiskowo i pięknie – to jest ta "marchewka". Z drugiej strony, jeśli się ubrudzi, będzie się głośno zachowywać, będzie uparta i będzie mieć własne zdanie, to kolejni członkowie rodziny będą marszczyć czoła i kręcić głowami z dezaprobatą – to będzie dla niej kara. Wychowanie i socjalizacja to bardzo złożone i często subtelne procesy.
W ten sposób dziewczynki szybko uczą się, że nie opłaca im się być asertywnymi, mieć swoje zdanie, wyróżniać się. Zaczynają ćwiczyć się w odczytywaniu oczekiwań innych, tracą zaufanie do swoich myśli i potrzeb i stają się bardzo sterowne z zewnątrz. Obniża się ich poczucie wartości, bo jest ono uzależnione głównie od zewnętrznych oczekiwań, akceptacji lub jej braku.
Kobiety, z którymi rozmawiałam, zwracają uwagę, że na ich poczucie własnej wartości bardzo duży wpływ miała relacja z ojcem. Czy to w tym kontekście ważniejsza relacja niż z matką?
Ojciec, podobnie jak matka, jest ważnym modelem roli dorosłego człowieka, a dodatkowo genderowym modelem mężczyzny w roli partnera i taty. Myślę, że ważniejsze niż to, jak ojciec traktuje córkę, jest to, jakie relacje buduje z matką dziewczynki, z innymi członkami rodziny i jak realizuje rolę rodzica: czy jest emocjonalnie dostępny, czy słucha bliskich, jak się komunikuje, jak okazuje bliskim uczucia, jak spędza czas z rodziną, jakie obowiązki domowe bierze na siebie, jak zachowuje się w stresie, jak rozwiązuje problemy, jak traktuje swoją partnerkę. Oczywiście wspaniale jest, gdy ojcowie świadomie budują i utrzymują pozytywne, wspierające relacje z córką, ale to dotyczy generalnie dzieci, niezależnie od płci. Najlepszym kapitałem dla dziewczynki jest ojciec, który generalnie jest dojrzałym, życzliwym, szanującym kobiety na równi z mężczyznami facetem.
Co się dzieje, kiedy dziewczynka wchodzi w grupę rówieśniczą?
Rówieśnicy to ważne środowisko, i to przez całe nasze życie. I też może mieć bardzo pozytywny lub destrukcyjny wpływ na poczucie własnej wartości. Jeśli nawet dziewczynka wywodzi się z akceptującego i wspierającego domu, to w grupie rówieśniczej może usłyszeć pierwszy raz, że jest za mała, za gruba, za ruda, za brzydka... Że nie jest wystarczająca, żeby należeć do jakiejś grupy, np. "superlasek" albo "równych dziewczyn". Dziewczynki, które nie chcą lub po prostu nie pasują do stereotypowych wyobrażeń, dostają etykietę "dziwadła", "outsiderki" i albo wchodzą w taką rolę, i włączają strategię przetrwania na marginesie, albo – płacąc ogromną cenę – dostosowują się. Obie sytuacje są bardzo obciążające.
Większość wybiera dostosowanie się. Bardzo łatwo dostrzec ten konformizm na poziomie wyglądu. Czasem wchodzę na salę wykładową, na której siedzi 150 młodych kobiet, i nie jestem w stanie ich odróżnić, bo wszystkie wyglądają tak podobnie: te same fryzury, ten sam styl ubierania, sposób zachowania. Taką siłę mają wzorce kulturowe, które są po prostu mechanizmem kontroli społecznej nad dziewczynami. Jeśli już w dzieciństwie nauczy się nas, że dla kobiety ważne jest to, żeby podobać się innym, to inwestowanie czasu, pieniędzy, energii w dbanie o atrakcyjny wygląd będzie postrzegane jako przepis na sukces. Jeśli nawet dziewczynka nie otrzyma takiego przekonania w domu, to dostanie taki komunikat od rówieśników lub z mediów społecznościowych.
Te ostatnie narzucają ogromną presję, dając możliwość nieustannego porównywania się z innymi. To na pewno mocno wpływa na to, jak dziewczynki, nastolatki i kobiety myślą o swojej wartości.
Tym bardziej że dziś w mediach są nie tylko ludzie od dystrybuowania wiadomości i marketingu, ale też jest mama, tata, ciotka, sąsiad i wszyscy rówieśnicy. To przedłużenie różnych środowisk, w których funkcjonujemy na co dzień, czyli kolejna przestrzeń, w której podlegamy kontroli i ocenie. Dopóki ciało, seksualność i wygląd dziewczynki i kobiety będzie sprawą publiczną, a nie prywatną, i każdy może je bezkarnie komentować czy obrazić, dopóki wartość kobiet opiera się na ocenie ich urody i atrakcyjności, dopóty będą one miały poczucie braku wolności i wewnętrzny przymus dyscyplinowania własnego ciała. To się zaczyna, kiedy mamy pięć lat i każdy przy stole może skomentować, czy nam się przytyło, czy jesteśmy ładne, czy mamy już chłopaka. W rzeczywistości wszystkie tego typu komunikaty to naruszanie granic naszej intymności i granic psychologicznych, zwłaszcza w kulturze, w której "dzieci i ryby głosu nie mają", więc nie mają jak się obronić.
A media, również społecznościowe, zbudowane na tradycyjnych schematach kobiecości i męskości, z turbodopalaniem skomercjalizowanej wizji seksualności, bardzo to karmią i wzmacniają. Ludzie dostają potwierdzenie, że kobiety jeżdżą małymi kolorowymi autkami, że jak w święta pachnie kawą, to przygotowuje ją kobieta, a jak pojawiają się na horyzoncie ciężkie maszyny i komputery, to za ich sterami siedzą mężczyźni. Oczywiście są firmy, które zaczynają widzieć potencjał w różnorodności i emancypacji. To jednak wciąż za mało, żeby mówić o dominującym trendzie i trwałej równościowej zmianie społecznej.
Jaki wkład w budowanie poczucia wartości u dziewczynek mają przedszkola czy szkoły?
Wszelkie instytucje przygotowują nas do odgrywania ról społecznych – począwszy od żłobków i przedszkoli, poprzez szkołę, Kościół, aż po politykę. Już na tym najwcześniejszym etapie wpajany jest nam obraz świata podzielony na to, co "męskie" i "kobiece" – już o tym wspominałyśmy. Wyobraźmy sobie teraz dziewczynkę, która siada z rodzicami do kolacji i ogląda z nimi program informacyjny. Ona słyszy, że Sejm, w którym widzi głównie mężczyzn [w obecnym parlamencie kobiety stanowią 30 proc. – przyp. red.], zadecyduje o jej ciele w kontekście praw reprodukcyjnych. W internecie obserwuje, że ważne sprawy załatwiają ważni mężczyźni w garniturach. I że w świecie wielkich pieniędzy, prestiżu i ważnych decyzji też są przede wszystkim mężczyźni. Pamięta, że w przedszkolu chłopcy dostawali do zabawy klocki, a dziewczynki lalki, że w podręcznikach od historii głównie czyta o mężczyznach i że Bóg jest ojcem i synem. Szybko się orientuje, że pewne role zawodowe czy społeczne, które uznawane są stereotypowo za męskie, znaczą więcej niż kobiece.
I wspiera to męskocentryczny język – mamy szefa, redaktora naczelnego, prezesa, prezydenta, premiera. Formy "premierka", "prezydentka" czy "prezeska" wydają się ludziom "dziwne" czy "nienaturalne", a kobiety często używają nazw męskoosobowych, mówiąc że są inżynierami czy dyrektorami. Co ciekawe, nikomu "nie brzmią dziwnie" takie feminatywy jak: kucharka, gospodyni domowa, opiekunka, nauczycielka, wychowawczyni, kosmetyczka, krawcowa, sprzedawczyni, fryzjerka, kelnerka. Dlaczego? W subiektywnym odbiorze "sztucznie" brzmią i opór budzą te żeńskie formy, które utworzone są od ról, nazw zawodów lub stanowisk cieszących się dużym prestiżem i/lub związanych ze sferą publiczną, władzą i pieniędzmi – to kulturowo miejsce mężczyzn, więc kobiecość tam "nie pasuje".
I w konsekwencji dziewczynkom, a potem kobietom wydaje się, że nie są w stanie osiągnąć tego, co ich koledzy, choć dysponują takim samym potencjałem.
Tym właśnie jest dream gap. Wiemy z badań, że to nie jest tak, że dziewczynkom i kobietom ze względu na budowę mózgu czy gospodarkę hormonalną brakuje pewności siebie czy determinacji. Tym, co obniża po piątym roku życia poczucie wartości u dziewczynek, jest otaczający je świat. Jednym z dowodów na to są badania PISA dotyczące osiągnięć dziewczynek i chłopców w różnych krajach OECD w poszczególnych przedmiotach szkolnych. Wynika z nich, że tam, gdzie systemy edukacji wspierają równość płci, dziewczyny osiągają w przedmiotach ścisłych równie dobre wyniki w nauce jak chłopcy. W Polsce dziewczynki w przedmiotach przyrodniczych i matematyczno-fizycznych mają wyniki niemal identyczne z wynikami ich kolegów, ale wciąż żywe są przekonania o zawodach odpowiednich lub nie dla kobiet i mężczyzn, co skutkuje segregacją na poziomie szkolnictwa wyższego i rynku pracy.
Z badań Hewlett Packard Company wynika, że kobiety aplikują o pracę dopiero wtedy, gdy spełniają 100 proc. wymagań potencjalnego pracodawcy, a mężczyźni, gdy spełniają ich 60 proc.
Trening do bycia miłą i grzeczną to trening uległości, również wobec autorytetów. Bardzo trudno być kreatywną liderką, jeśli ciągle jesteśmy nastawione na to, żeby zaspokajać potrzeby innych, a nie mieć swoje. To podcina dziewczynkom skrzydła. Ale brak wiary w siebie to też efekt wpajanego nam perfekcjonizmu i stereotypu grzecznej, pilnej, wzorowej uczennicy, która pięknie prowadzi zeszyt. Perfekcjonizm to zabójca poczucia własnej wartości.
Mam wrażenie, że także sposób mówienia o osiągnięciach dziewczynek i kobiet jest takim zabójcą. "Udało ci się coś zrobić" – to zupełnie odbiera poczucie sprawczości.
I ma destrukcyjny wpływ na poczucie własnej wartości, osłabia uznanie dla pracy kobiet, powoduje brak dostrzegania ich talentu i wysiłku, supermocy, których świadomość jest jednym z filarów pewności siebie. Takie sformułowanie sugeruje, że kobieta ma niewielką kontrolę nad sobą samą. Ile razy potem zdarza się, że dostajemy późnym wieczorem telefon z pracy i w nocy poprawiamy dla szefa raport, żeby się przekonać, że następnego dnia nie ma tam wymienionego naszego nazwiska? To informacja: twoja praca nie była istotna. Ponieważ jesteśmy wychowane do uległości i od dziecka słyszymy komunikaty: "siedź cicho, nie wychylaj się, nie rządź się", to większość z nas by to pewnie przemilczała. A przecież nie siedzenie z tyłu, ale bycie liderką, pewną siebie jest przepisem na sukces.
Czy z niskiego poczucia własnej wartości można wyrosnąć?
Z tego się nie wyrasta. Wyrwanie się z tego schematu jest bardzo trudne, ale można to oczywiście starać się przepracować.
Czego pozbawiamy się jako społeczeństwo, wychowując dziewczynki na kobiety o niskim poczuciu własnej wartości?
Każda kobieta "dobrze wytrenowana" w niskim poczuciu własnej wartości to osoba, która całe życie jest niepewna i funkcjonuje poniżej swojego potencjału. Wykorzystuje mniej ze swoich zasobów, talentów, umiejętności, niż mogłaby, gdyby miała na to przestrzeń i więcej pewności siebie. Co to znaczy dla społeczeństwa, firm, które zatrudniają takie kobiety? Marnowanie talentów i potencjału rozwojowego w każdym aspekcie życia.
Ale niskie poczucie własnej wartości ma też konsekwencje bardziej indywidualne. Niepewna siebie, uległa partnerka jest dużo bardziej podatna na przemoc i naruszanie granic swoich i dzieci. Istnieje duże ryzyko, że taka mama i żona będzie reprodukowała przemoc, wychowując dziewczynki do uległości, a chłopców, zgodnie ze stereotypem, do gotowości na agresję i naruszenie granic. A gdyby kobieta w takiej sytuacji zdecydowała się na rozwód, musi się liczyć ze znacznym obniżeniem stopy życiowej dla niej i dzieci, bo luka płacowa w Polsce jest wciąż jedną z największych w Europie. Jako społeczeństwo więc w sensie mikro i makro płacimy dużą cenę za to, że nie tworzymy przyjaznych do rozwoju środowisk dla dziewczynek, tylko powielamy stereotypy i uprzedzenia.
Czego w takim razie potrzebują dziewczynki, żeby wyrosły na pewne siebie kobiety?
Ryzyka. Tak ćwiczą się chłopcy w pewności siebie – wychodzą poza strefę komfortu i sprawdzają, czy dadzą radę. Czasem dadzą, czasem nie. Ale żeby podejmować ryzyko, trzeba mieć poczucie sprawczości i wiarę, że możemy coś zrobić, zmienić. Musimy uwolnić dziewczynki od pułapki perfekcjonizmu i uległości, schematu: pilna, grzeczna i miła, do których są szczególnie intensywnie wychowywane, a które sprawiają, że boją się podejmować ryzyko, popełniać błędy i bardzo słabo znoszą krytykę. Ważne, aby pokazywać, że to, co nowe i trudne, jest ekscytujące, nawet jeśli się nie udaje. I w końcu musimy dawać im bezpieczną przestrzeń do testowania swoich sił.
Kolejnym sposobem wspierania wartości i dziewcząt, i kobiet jest dostarczanie atrakcyjnych modeli ról, bo obserwacja jest jedną z metod uczenia się oraz zrozumienia, kim chce się być. Pokazujmy dziewczynkom, kim mogą być przez realne postacie, które są sprawcze, robią coś konkretnego i ambitnego: prezydentki miast, rektorki, wynalazczynie, właścicielki biznesów, inżynierki, architektki, sportowczynie i polityczki itd. Kluczowa jest różnorodność modeli i wskazanie konkretnych postaci, które osiągają sukces. To równie dobrze mogą być kobiety wokół nas. Trzeba po prostu zadbać o to, żeby dziewczynki wiedziały, czym zajmują się kobiety w ich rodzinie albo kim jest ich sąsiadka. Chodzi o wyjście z ciasnych trajektorii myślenia o kobiecej roli i zawodach. Im więcej i bardziej różnorodnie – tym lepiej.
I chyba najważniejsze – jeśli mamy wpływ na rozwój dziewczynki – bądźmy uważni na wszystko, co w otoczeniu kształtuje jej "wewnętrzny głos". Mówmy jej, że warto poznać siebie, swoje mocne strony, uczmy rozpoznawania zewnętrznych presji, chwalmy otwarcie za sukcesy, wspierajmy przy porażkach, dodawajmy odwagi i stwarzajmy przestrzenie, w których może się testować i używać swoich supermocy. Takich, w których może wykazać się odpornością i pięknym umysłem, a nie tylko pięknym ciałem.
Prof. UAM dr hab. Iwona Chmura-Rutkowska. Naukowczyni, pedagożka, socjolożka, edukatorka równościowa, profesorka na Wydziale Studiów Edukacyjnych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współpracowniczka instytucji państwowych, samorządowych oraz organizacji pozarządowych działających na rzecz równego traktowania. Przewodnicząca rady Fundacji Ja, Nauczyciel’ka oraz fundatorka i członkini Fundacji Muzeum Historii Kobiet.
Lena Gontarek. Dziennikarka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Pisze o tym, co ją porusza: dyskryminacji, wykluczeniu, a odkąd została mamą - o macierzyństwie i rodzicielstwie. Usłyszane historie najchętniej opowiada w formie reportaży i wywiadów.



