Jedenastoletnia Wiktoria z Sosnowca wychodzi wyrzucić śmieci. Jest sobotni, sierpniowy wieczór, nie ma jeszcze 19 - ciemno zrobi się dopiero za kilka godzin. Dziewczynka miała wrócić za chwilę, ale mijają kolejne minuty. Gdy zaniepokojeni rodzice zaczynają jej szukać, znajdują tylko porzucony worek. Wiktorię policjanci namierzają w poniedziałek rano - kilkaset kilometrów od domu, w towarzystwie 39-latka, który był w przeszłości karany za przestępstwa na tle seksualnym.
Ewelina z Krakowa niedawno skończyła 18 lat. Spotyka się ze znajomymi w centrum handlowym, potem wraca do siebie autobusem. O godz. 22 ktoś widzi ją jeszcze na Bulwarach Wiślanych. Potem cisza - aż do chwili, gdy kilka dni później policjanci wyłowią z Wisły zauważone przez przechodnia ciało.
Nadziei nie tracą za to bliscy małej Basi Majchrzak - choć jeśli żyje, jest już dawno panią Barbarą. Pewnie znasz jej twarz, tak jak twarze Ani Jałowiczor, Sylwii Iszczyłowicz czy Fabiana Zydora. Widziałeś je na plakatach, w "Magazynie Kryminalnym 997", słuchałeś o nich podcastów. O tysiącach podobnych spraw nie usłyszysz nigdy.
Zdążyć przed osiemnastką
Wraz z nadejściem wiosny (dzień wagarowicza!), a potem letnich miesięcy, niczym bumerang powraca temat zaginięć dzieci i nastolatków - a dokładniej wakacyjnych ucieczek, bo o to najczęściej pytają dziennikarze. We wrześniu wątek ten schodzi na dalszy plan; czasem zrobi się głośno o jakiejś sprawie, której okoliczności wyjątkowo poruszają opinię publiczną, jednak większość przypadków zaginięć młodych ludzi takich emocji już nie wzbudza. Wystarczy zerknąć na komentarze: nie zabraknie w nich ani dobrych rad dla rodziców (które sprowadzają się do tego, że kiedyś było lepiej, bo można było "dać w dupę" i dziecko od razu chodziło jak w zegarku), ani stwierdzeń, jakoby za zniknięciem młodego człowieka stała najczęściej chęć przeżycia jakiejś przygody czy internetowy challenge.
Najnowsze statystyki za 2023 rok nie pozostawiają jednak wątpliwości: problem nie znika i dotyczy potężnej grupy osób poniżej 18. roku życia. Ponad 2 tys. zarejestrowanych zaginięć i niemal 17 tys. poszukiwań opiekuńczych (tak formalnie klasyfikuje się poszukiwania małoletnich, którzy oddalili się z domu czy placówki opiekuńczo-wychowawczej) - te liczby powinny robić wrażenie i skłaniać nie tylko do refleksji, ale też opracowywania rozwiązań systemowych. Tyle że poza miesiącami letnimi na ten temat mówi się - i pisze - niewiele.
- Zwiększone zainteresowanie tematyką ucieczek obserwujemy w okolicach wakacji i końca roku szkolnego. To też niestety pokłosie tego, że cały czas pokutuje stereotyp "giganta" i chęci przeżycia wakacyjnej przygody - potwierdza Elżbieta Kowalska, starsza specjalistka ds. komunikacji Fundacji Itaka - Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych i współautorka e-booka "Ucieczki nastolatków: perspektywa psychologiczna i aspekty poszukiwawcze". Jak dodaje, na początku rozmów z dziennikarzami pada zazwyczaj to samo pytanie: dlaczego w wakacje ucieka tak wiele dzieci?
Liczba zaginięć i ucieczek zależy od tego, jak te zjawiska zostaną zdefiniowane pod względem prawnym. Większość zgłoszeń rejestrowanych przez policję jako tzw. poszukiwania opiekuńcze dotyczy nastolatków uciekających z placówek opiekuńczo-wychowawczych bądź z domu rodzinnego (jeśli dziecko ma ukończone 14 lat). Z kolei o zaginięciu mówimy wtedy, gdy daną osobę trzeba odnaleźć w celu zapewnienia ochrony życia, zdrowia lub wolności. Zmiana przepisów sprzed kilku lat sprawiła, że już od jakiegoś czasu obserwujemy spadającą liczbę zdarzeń klasyfikowanych jako zaginięcie w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Sęk w tym, że takiej prawidłowości nie obserwuje się w policyjnych statystykach - przypadki poszukiwań opiekuńczych rozkładają się mniej więcej po równo na przestrzeni całego roku. I choć oczywiście może się zdarzyć, że jakieś dziecko zniknie akurat w wakacje, bo np. rodzice zabronili mu pojechać na koncert do innego miasta, to za przytłaczającą większością takich historii kryją się dramaty, które dużo trudniej "sprzedać" w klikalnym tytule o fali ucieczek i letniej przygodzie.
Zdarza się, że do Itaki dzwonią rodzice nastolatków, które za kilka miesięcy skończą 18 lat; chcą wiedzieć, czy mogą umieścić dziecko w jakiejś placówce, oddać je gdzieś "na wychowanie", póki mają jeszcze nad nim władzę rodzicielską. Co działo się w tych domach wcześniej? Często scenariusz jest podobny: rozstanie rodziców, młodsze rodzeństwo, na którym skupia się uwaga opiekunów, później nowe związki, w które ci rodzice wchodzą. Nierzadko problemy dziecka przysłaniają też kłopoty finansowe, choroba jednego z członków rodziny czy po prostu praca, której jest zawsze za dużo. Trudności te narastają latami, aż w pewnym momencie okazuje się, że młody człowiek wychodzi i wraca, kiedy chce, obraca się w "złym" towarzystwie, bierze używki. - Czy można coś jeszcze zrobić? - w głosie rodzica słychać bezradność.
Ale są i inne historie. Takie, w których wprost wybrzmiewa wątek przemocy - zarówno tej ze strony rodziców, jak i rówieśników, uzależnień, groomingu, zaburzeń psychicznych. Nie zawsze dziecku udaje się pomóc; czasem z ucieczki, której celem jest próba samobójcza, nie ma już powrotu. Czasami też można się tylko domyślać, co wydarzyło się w danej sprawie - na przykład wtedy, gdy na pytanie, o co zaginiony chłopiec pokłócił się z kolegą i czy to była dla niego ważna relacja, matka z oburzeniem odpowiada, że on jest "normalny".
- To nie jest tak, że młody człowiek siedzi w domu i czeka, aż nadarzy się okazja na ucieczkę i przeżycie fantastycznej przygody. Właśnie dlatego kładziemy tak duży nacisk na to, by o tym zjawisku mówić w sposób kompleksowy - podkreśla Elżbieta Kowalska z Itaki. - Nasza fundacja jest operatorem numeru 116 000, czyli ogólnoeuropejskiego Telefonu w Sprawie Zaginionego Dziecka i Nastolatka, od 2009 roku prowadzimy też kampanie profilaktyczne w tym zakresie. Mimo to widzimy, że cały czas jest ogromna potrzeba edukowania społeczeństwa i różnych jego grup: rodziców, nauczycieli, pedagogów, profesjonalistów pracujących z dziećmi, pracowników Ośrodków Pomocy Społecznej czy Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych. Ważne jest także to, by docierać do młodych ludzi, tak aby wiedzieli, gdzie mogą otrzymać pomoc. Żeby nie bali się mówić o swoich problemach i wybierali rozmowę, a nie ucieczkę - dodaje ekspertka.
Małych dzieci szuka się do skutku. Dużych? To zależy
O tym, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w tej kwestii, przekonała się Marta Glanc - analityczka ze Stowarzyszenia Demagog, która przyglądała się temu, jak internauci komentują informacje o zaginięciach dzieci i nastolatków. - Pod komunikatami ze zdjęciem pojawia się zazwyczaj bardzo dużo komentarzy odnoszących się do wyglądu poszukiwanej osoby. Najczęściej "dostaje się" dziewczynkom: ludzie analizują ich makijaż, to, czy wyglądają na swój wiek, a nawet wielkość źrenic, bo pewnie brała narkotyki. Nawet jeżeli są to komentarze pisane z anonimowych kont, to dla zaginionego, który je przeczyta czy jego bliskich nie ma to znaczenia - uderza ich z tą samą mocą - mówi.
Druga grupa najbardziej aktywnych komentatorów to tzw. kanapowi detektywi. - Popularność true crime (treści, które poruszają tematykę prawdziwych zbrodni czy ich sprawców - red.) stale rośnie, ludzie interesują się podcastami z tego gatunku, a w dokumenty o sprawach kryminalnych z Polski inwestuje coraz bardziej Netflix. Wielu użytkownikom mediów społecznościowych w pewnym momencie zapomina, że te sprawy dotyczą prawdziwych ludzi; zachowują się, jakby to był jakiś film czy serial, a oni sami mieli zagadkę do rozwiązania. Komentujący zaczynają nawet wchodzić w rolę detektywów, np. na podstawie zdjęcia starają się wywnioskować coś na temat osoby zaginionej, pytają, czy sprawdzono monitoringi, a nawet wydają polecenia, które należą do kompetencji policji - dodaje Marta Glanc. Według jej obserwacji sprawy, które stają się medialne, jeszcze bardziej nakręcają kanapowych ekspertów, przez co pojawiają się wciąż nowe hipotezy dotyczące tego, co mogło się wydarzyć.
Podobne obserwacje ma moja rozmówczyni z Fundacji Itaka. - Dużym zagrożeniem są komentarze powielające mity czy miejskie legendy, stąd kampania dotycząca fake newsów, którą prowadziliśmy w ubiegłym roku wspólnie ze Stowarzyszeniem Demagog. Edukujemy też odbiorców nie tylko poprzez weryfikację nieprawdziwych informacji, ale również tłumaczymy, że po drugiej stronie tej historii są ludzie, którzy przeżywają ogromny lęk i żyją w niepewności, co stało się z ich dzieckiem. Dla nich to nie jest historia kryminalna, przy której mogą się dobrze bawić, tylko dramat - zaznacza Elżbieta Kowalska.
I dramat ten rodziny przeżywają bez względu na to, jak długo trwają poszukiwania zaginionego dziecka. Bo choć ponad 90 proc. zaginionych odnajduje się w ciągu pierwszych 30 dni (za policja.pl), to nie wszystkie historie kończą się happy endem i odnalezieniem żywej osoby. Warto też zaznaczyć, że wśród nierozwiązanych spraw z ostatnich lat nie ma zaginięć małych dzieci; ich szuka się zawsze do skutku, czasem także z wykorzystaniem procedury Child Alert. Nieco inaczej wygląda to w przypadku nastolatków - bo choć także w tej grupie wiekowej wyjaśnia się przeważająca większość spraw, niektóre na długo pozostają zagadką. Od miesięcy nie wiadomo chociażby, co dzieje się z Krzysztofem Dymińskim; to jedno z najbardziej medialnych zaginięć nastolatków w ostatnich latach. Inne nie są tak głośne, ale za to potrafią mieć zaskakujące zakończenie: zdarza się, że do Fundacji Itaka poszukiwany nastolatek dzwoni tuż po swoich 18. urodzinach i już jako pełnoletnia osoba prosi o zakończenie poszukiwań. To jednak pojedyncze przypadki - mało które dziecko jest w stanie ukrywać się miesiącami, jeżeli nie ma wsparcia jakiejś osoby dorosłej.
Tu dochodzimy do sedna problemu: wielu osobom dużo łatwiej jest uwierzyć w miejską legendę o białym vanie, który porywa dzieci na organy, niż przyjąć, że ucieczka z domu to bardzo poważny sygnał alarmowy, a nie kaprys. Dzieci naprawdę nie marzą o tym, by być głodne, zmarznięte, narażać się na niebezpieczeństwa. Nie chcą doświadczyć przemocy czy gwałtu, a w razie kłopotów z prawem mieć przydzielonego kuratora. Nawet jeśli sama decyzja o ucieczce bywa podejmowana pod wpływem impulsu - np. informacji o niezdaniu do następnej klasy - to taki sposób radzenia sobie z trudnościami nie wziął się u dziecka znikąd. Wiele ucieczek to także samowolne oddalenia się z ośrodków opiekuńczo-wychowawczych - a to, jak żyje się w takich miejscach, to temat na osobny tekst. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich placówek, ale np. reportaż Anny Śmigulec z Wirtualnej Polski, który doprowadził do zamknięcia ośrodka w Renicach, obnażył słabe punkty tego systemu.
Ucieczka to nie kaprys dziecka. Musimy odczarować ten mit
- Opisując problem ucieczek, powinniśmy łączyć ten temat z tematem zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Zamiast straszyć statystykami i wypatrywać kolejnych rekordów, media powinny kłaść nacisk na wyjaśnienie, co stoi za takimi decyzjami i odczarowywać mit, że ucieczka to kaprys dziecka - radzi Marta Glanc z Demagoga. Na inny aspekt publikacji o zaginięciach dzieci i nastolatków zwraca uwagę ekspertka Fundacji Itaka. - W naszych komunikatach podajemy zawsze numer linii 22 654 70 70 lub Telefon w Sprawie Zaginionego Dziecka i Nastolatka 116 000. Na liniach dyżurują pracownicy, którzy mają odpowiednie wykształcenie i przeszkolenie, wiedzą, jak rozmawiać z różnego rodzaju informatorami, którzy się z nami kontaktują. Czasem jednak rodzice decydują się na to, by np. w poście na Facebooku podać swój prywatny numer. Warto to przemyśleć, bo w ten sposób bliscy zaginionego narażają się na sytuacje, na które nie będą gotowi: okrutne kawały, telefony z fałszywymi, ale dającymi nadzieję informacjami - ostrzega. To niestety nie są odosobnione przykłady, w wielu relacjach rodzin pojawiają się opowieści np. o telefonach z wołaniem o pomoc, które później okazują się być "żartem". Zdarzają się też próby wyłudzenia okupu, żądania pieniędzy za niesprawdzone informacje.
Elżbieta Kowalska radzi też, by nie przekazywać wrażliwych informacji na temat zaginionych - np. dotyczących stanu zdrowia psychicznego czy chorób, na które cierpią. Można je zastąpić formułką o tym, że dana osoba może potrzebować pilnej pomocy bądź że jej życie może być zagrożone - w ten sposób nie naruszamy prywatności zaginionego. To ważne, bo w sieci nic nie ginie; odnaleziony nastolatek jeszcze długo może znajdować artykuły na swój temat i uderzające w jego osobę komentarze.
Najważniejsze jest jednak to, by takich poszukiwań było jak najmniej. Ale by tak się stało, my, dorośli, musimy zacząć od siebie.
E-booka Fundacji Itaka "Ucieczki nastolatków: perspektywa psychologiczna i aspekty poszukiwawcze" można pobrać tutaj. Współautorem publikacji jest Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych Komendy Głównej Policji. Więcej informacji o zaginięciach dzieci i nastolatków - np. gdzie szukać pomocy psychologicznej - można też znaleźć w serwisie nieuciekaj.pl.
Aneta Bańkowska. Dziennikarka Gazeta.pl, wcześniej publikowała autorskie teksty na łamach Wirtualnej Polski. Psycholożka, seksuolożka. Od 2017 roku związana z Fundacją ITAKA - Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych, gdzie pracuje z rodzinami osób zaginionych i osobami doświadczającymi kryzysu psychicznego. Współautorka e-booka "Ucieczki nastolatków: perspektywa psychologiczna i aspekty poszukiwawcze". Kontakt do autorki: aneta.bankowska@agora.pl


