Społeczeństwo
Choć od premiery '40-latka' minęło prawie 50 lat, wciąż uznawany jest on za jedną z najlepszych polskich produkcji telewizyjnych. Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl)
Choć od premiery '40-latka' minęło prawie 50 lat, wciąż uznawany jest on za jedną z najlepszych polskich produkcji telewizyjnych. Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl)

„Ja mogę nie wiedzieć, gdzie buduję, ja mogę nie wiedzieć, co buduję, ale ja jako dyrektor muszę wiedzieć, z kim buduję". (dyrektor Wardowski)*

Trafnie skompletowana obsada to warunek powodzenia każdego serialu. Nie inaczej jest w przypadku "40- latka". Jerzy Gruza zebrał na planie cenionych aktorów, którzy stworzyli pod jego okiem kreacje zaliczane do najprzedniejszych w ich dorobkach. Wszyscy wykonawcy ról pierwszoplanowych w oczach widzów na wiele lat utożsamili się z granymi w 40-latku postaciami.

Rolę tytułowego bohatera, inżyniera Stefana Karwowskiego zagrał urodzony 15 kwietnia 1934 roku (a więc, podobnie jak Gruza i Toeplitz, w czasie realizacji serialu mający około czterdziestu lat, w momencie rozpoczęcia zdjęć – równo czterdzieści) w Międzyrzecu Podlaskim, Andrzej Kopiczyński.

Aktor studiował w łódzkiej PWST i ukończył ją w 1958 roku. Rozmawiając ze mną w 2008 roku na potrzeby strony internetowej o Mariuszu Gorczyńskim, wspominał, że na studiach nie należał do grona studentów uznawanych za szczególnie uzdolnionych, a przy okazji zdradził jedną ze studenckich tajemnic ówczesnej szkoły: "Mnie z pierwszego roku chciano wylać trzykrotnie. Wiem o tym dobrze, gdyż w naszej szkolnej sali tanecznej był taki składzik na broń szermierczą, ten składzik przylegał bezpośrednio do pomieszczenia, w którym odbywały się narady pedagogów. Podsłuchiwaliśmy po prostu naszych wykładowców i stąd wiedzieliśmy, kto ma jaką opinię, kogo chcą wylać itp.".

Andrzej Kopiczyński, rok 2011. (Krolpiotr / CC BY-SA 3.0 Wikimedia Commons)

Andrzej Kopiczyński w 40-latku

Kopiczyński nie dopowiedział w tej rozmowie, że o ile na pierwszym roku rzeczywiście pedagodzy mocno zastanawiali się nad jego przydatnością do zawodu, to na trzecim roku otrzymał stypendium artystyczne jako student wyróżniający się talentem. Z kolei w rozmowie z Bogdanem Kuncewiczem w 1996 roku opowiadał, dlaczego zdecydował się na zawód aktora: "Dawno temu moja rodzina była w dość trudnej sytuacji bytowej. Uczęszczałem wtedy do szkoły, która znajdowała się w pobliżu kawiarni teatralnej we Wrocławiu. Zawsze obserwowałem bywających tam aktorów, którzy – świetnie ubrani – przesiadywali przy kawce czy koniaku. Przechodziłem tamtędy dwa razy dziennie i widziałem ich często. Zacząłem im zazdrościć. Pomyślałem, że jest to zawód, który daje duże możliwości, pieniądze, a mało się pracuje (…)".

Niestety rzeczywistość w tym zawodzie okazała się zupełnie inna niż dziecięce wyobrażenia. Przede wszystkim było mnóstwo pracy i minimum zarobków. I tak jest do dzisiaj.

Przez dwanaście lat po dyplomie Andrzej Kopiczyński występował na scenach usytuowanych poza głównymi ośrodkami teatralnymi. Grał w Olsztynie i Elblągu, Bydgoszczy, Szczecinie i Koszalinie. Bardzo szybko zaczął dostawać tak odpowiedzialne role jak Romeo w "Romeo i Julii" (1959, reż. Tadeusz Żuchniewski, Teatr im. Jaracza Olsztyn-Elbląg) czy tytułowy Figaro w "Weselu Figara" Pierre’a de Beaumarchais (1960, reż. Irena Górska, Teatr Polski w Bydgoszczy). W Szczecinie stworzył serię ról w największych dziełach dramaturgii – był Malcolmem w "Makbecie" (1964, reż. Maryna Broniewska), Zbyszkiem w "Moralności pani Dulskiej" (1965, reż. Aleksander Rodziewicz), Gustawem-Konradem w "Dziadach" (1966, reż. Jan Maciejowski), tytułowym Otellem (1966, reż. Jan Maciejowski) i Don Juanem (1968, reż. Tadeusz Byrski), a także Konradem w "Wyzwoleniu" (1969, reż. Jan Maciejowski). Po tych wielkich rolach cieszył się pozycją prawdziwego gwiazdora i z tym bagażem w 1970 roku zaangażował się do Teatru Narodowego w Warszawie, którym kierował wówczas Adam Hanuszkiewicz (1924–2011).

W tym samym czasie Kopiczyński rozwijał karierę filmową, rozpoczętą studenckim statystowaniem w Prawdziwym końcu wielkiej wojny Jerzego Kawalerowicza (1957) i epizodem w polsko-czechosłowackiej komedii "Zadzwońcie do mojej żony" w reżyserii Jaroslava Macha (1958). Kopiczyński jeszcze jako aktor szczeciński był obsadzany w głównych rolach, niestety przeważnie w filmach, które dziś popadły w zapomnienie – jak "Obok prawdy" Janusza Weycherta (1964), "Czekam w Monte Carlo" Juliana Dziedziny (1969) czy "Pułapka" Andrzeja Jerzego Piotrowskiego (1970).

Wyjątkiem była wojenna "Jarzębina czerwona" Ewy i Czesława Petelskich (1969), do dziś ceniona za dobrą ekranową batalistykę. Wydawało się, że Kopiczyński urasta do roli jednego z czołowych amantów polskiego kina. Niektórzy porównywali go nawet do Davida Nivena. Niedługo po "Jarzębinie czerwonej" Petelscy złożyli Kopiczyńskiemu, wtedy już aktorowi Teatru Narodowego, propozycję roli tytułowej w "Koperniku", realizowanym w 1972 roku jednocześnie jako serial telewizyjny i film kinowy.

Rondo Czterdziestolatka w Warszawie (Fot. Emptywords / CC BY-SA 4.0 Wikimedia Commons)

Było to jedno z największych przedsięwzięć ówczesnej kinematografii. Film, zrealizowany na zamówienie władz z okazji pięćsetlecia urodzin astronoma, nakręcony w koprodukcji polsko-wschodnioniemieckiej, otrzymał kilka nagród, a także był polskim kandydatem do Oscara (nominacji – jak wiadomo – nie uzyskał). Reżyserskie małżeństwo otrzymało za niego Nagrodę I Stopnia Ministra Kultury i Sztuki, film nagrodzono Srebrnym Medalem na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Moskwie oraz Nagrodą Specjalną Jury na Lubuskim Lecie Filmowym w Łagowie za "realizację filmu stanowiącego istotny akcent rocznicy kopernikowskiej". Być może najbardziej symptomatyczną nagrodę dzieło Petelskich zdobyło w 1975 roku, gdy wyróżnione zostało Złotą Ucztą na… Międzynarodowym Festiwalu Filmów dla Dzieci i Młodzieży w Avellino. Trzeba bowiem przyznać, iż film już wtedy nieco raził (a dziś razi jeszcze bardziej) swoim doraźnym i "plakatowym" charakterem, rzeczywiście zbliżającym go do kina dziecięcego. Nie przeszkodziło mu to w chwili, gdy pojawił się na ekranach, w zdobyciu ponad dwóch i pół milionów widzów (wyprzedził nawet komedię "Poszukiwany, poszukiwana" Stanisława Barei) i kilku niezłych recenzji.

Sam Kopiczyński wspominał go jednak źle: "Mam wobec tego filmu bardzo niechętne uczucia. To była zmarnowana szansa… Do dzisiaj mam wielki żal do realizatorów, że mi w niczym nie pomogli. Gdy nawet instynktownie czułem, że powinienem grać nieco inaczej, może intensywniej – byłem hamowany (…). Zagrać człowieka dobrego, niemalże świętego, jest strasznie trudno. W Koperniku trzeba było mieć ułożone rączki, oczy szeroko otwarte i grać strasznie dobrego człowieka. Mam wrażenie, że mi się to nie udało, że pokazałem zbyt mało. Żal mi tej szansy. (…). W Koperniku nie stworzyłem żadnej postaci. To reżyser usiłował coś stworzyć za moim pośrednictwem, a wszystko skończyło się jedynie na kolorowych obrazkach".

Propozycja zagrania Stefana Karwowskiego spłynęła na Kopiczyńskiego jeszcze w czasie, gdy film Petelskich wyświetlany był na ekranach kin, a aktor coraz wyraźniej odczuwał, że większość reżyserów identyfikuje go z postacią Kopernika. Wtedy mogło mu się wręcz wydawać, że w oczach reżyserów został Kopernikiem, jak Stanisław Mikulski – Klossem.

Telefon z propozycjami przestał dzwonić, toteż kiedy pojawiła się propozycja roli w serialu, Kopiczyński uznał, że spadła mu z nieba: "Moment, kiedy Gruza zdecydował się zaproponować Czterdziestolatka człowiekowi, który przed chwilą grał Kopernika, uznałem za zrządzenie losu. Przeszedłem w próbnych zdjęciach bez specjalnych trudności i byłem szczęśliwy (…). Był to zupełnie inny rodzaj pracy niż w poprzednich filmach. Miałem możliwość niejako współdecydowania, co się robi, co się gra – i jak się gra – możliwość proponowania i dyskusji. Była to jedna nieustająca przyjemność. Ponadto tak wspaniale się złożyło, że był to udany serial, który został zaakceptowany przez masową widownię".

Anna Seniuk wcieliła się w rolę Magdy Karwowskiej. Tu na zdjęciu w roku 2016. Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.pl)

W tej samej wypowiedzi, dosłownie zdanie dalej aktor przyznawał jednak, że Karwowski okazał się „szufladą" o wiele głębszą niż Kopernik: "Początek był dla mnie źródłem nieustającej radości, a potem przykrości, ponieważ nigdzie nie mogłem się ukryć i ponownie nastąpił brak propozycji. A jeżeli były, to jedynie pochodne pana Karwowskiego".

Rzeczywiście po "40-latku" Kopiczyński zagrał niewiele ról filmowych, które znacząco odbiegałyby od wizerunku Karwowskiego. Tymi, którzy dali mu taką szansę, byli m.in. Jerzy Hoffman ("Znachor", 1981, rola doktora Pawlickiego – pierwsza rola w filmie kinowym po serialu Gruzy!), Wojciech Jerzy Has ("Niezwykła podróż Baltazara Kobera", 1988, kostiumowa rola wędrownego aktora Papagello), Andrzej Wajda ("Korczak", 1990, rola dyrektora w Polskim Radiu), ponownie Jerzy Hoffman ("Ogniem i mieczem", 1999, rola Zaćwilichowskiego, znów kostiumowa). Tyle że były to wszystko role drugoplanowe lub epizodyczne. Głównej roli filmowej po wcieleniu się w inżyniera Karwowskiego Andrzej Kopiczyński nie zagrał już nigdy.

Nieprzyjemnie z powodu roli w "40-latku" bywało także w teatrze. W rozmowie z Ryszardą Wojciechowską, którą "Dziennik Zachodni" opublikował pod znaczącym tytułem "Czterdziestolatek trochę mnie przytłoczył", aktor podzielił się taką historią z Teatru Narodowego: "Graliśmy 'Wesele'. Ja w roli Nosa. Świece, nastrój. Wchodzę, a na widowni słychać szept: Karwowski, Karwowski. Adam [Hanuszkiewicz] w przerwie poprosił mnie do siebie, mówiąc: "Wiesz, to poważny teatr. Muszę pomyśleć dla ciebie o komedii". I ja mu wtedy powiedziałem: "Adasiu, mnie już od jutra nie ma w tym teatrze". Odszedłem do Dudka Dziewońskiego.

Zobacz wideo Dawid Ogrodnik zagra ekscentrycznego polonistę. Byliśmy na planie filmu „Pieprzyć Mickiewicza"

Kopiczyński mocno skraca tu swoją teatralną drogę. W rzeczywistości nie odszedł wtedy (czyli w 1979 roku) do Teatru Kwadrat (bo to tym teatrem kierował Edward Dziewoński), ale zaangażował się do Teatru Rozmaitości, w którym pracował do 1982. Następne cztery lata spędził w Teatrze Na Woli. Jednak ostatecznie rzeczywiście zdecydował się na angaż do Teatru Kwadrat, w którym pracował do 2011 roku.

Rok później ukazała się książka Krystyny Gucewicz "Andrzej Kopiczyński. Jak być kochanym" (ten tytuł to nawiązanie do tytułu czwartego odcinka "40-latka" – „Portret, czyli jak być kochanym") będąca podsumowaniem życia i dorobku twórczego aktora. Wkrótce potem, po zdiagnozowaniu u niego choroby Alzheimera, wycofał się z życia publicznego. Zmarł 13 października 2016 roku w Warszawie. Cztery miesiące po śmierci swojej czwartej żony, aktorki Moniki Dzienisiewicz, której odejścia, z powodu własnej choroby, nie był już w stanie nawet przyjąć do wiadomości. Wcześniej jego żonami były aktorki: Kalina Pieńkiewicz, Maria Chwalibóg oraz Ewa Żukowska, z którą był związany w czasie, gdy powstawał 40-latek.

W postać żony inżyniera, Magdy Karwowskiej (z domu Sławek), wcieliła się Anna Seniuk. Seniuk (rocznik 1942) ukończyła krakowską PWST w 1964 roku. W czasie zdjęć do "40-latka" była więc aktorką młodą, ale miała już za sobą dziesięć lat doświadczeń filmowych i teatralnych. W latach 1964–1970 występowała w Starym Teatrze w Krakowie, zaś w momencie kręcenia serialu Gruzy była aktorką warszawskiego Teatru Ateneum. Miała też na koncie kilka głośnych filmów.

*Fragmenty książki "40-latek. Kulisy kultowego serialu" Rafała Dajbora, wydanej przez wydawnictwo Krytyka Polityczna, premiera 21.02.2024