Społeczeństwo
Entuzjaści sztucznej inteligencji uważają uzyskanie przez nią świadomości za nieuniknione (Shutterstock)
Entuzjaści sztucznej inteligencji uważają uzyskanie przez nią świadomości za nieuniknione (Shutterstock)

Wrzesień 2022 roku, stan Kolorado. Jason Allen, posługujący się pseudonimem artystycznym Sincarnate, zaprzęga program Midjourney do stworzenia obrazu, który ma mu niebawem przynieść rozgłos. Software wyposażony w olbrzymią ilość danych na temat tworzenia grafik generuje setki prac, z których Jason wybiera trzy, drukuje je na płótnie i wysyła na konkurs Colorado State Fair. Wiadomość, którą otrzyma po kilkunastu dniach, go uszczęśliwi. Obraz  zatytułowany "Théâtre d’Opéra Spatial" zdobywa pierwszą nagrodę.

Maluję, więc jestem

Czy obrazy wygenerowane przez sztuczną inteligencję w ogóle można nazwać sztuką? Fala niezadowolenia z werdyktu, która zalała organizatorów konkursu, świadczyła o tym, że nie. Krytycy twierdzili, że to, co powstało, bazuje na dziełach innych twórców, które zostały do tego wykorzystane. Entuzjaści sztucznej inteligencji byli oczywiście odmiennego zdania. Uznali obraz za dzieło sztuki wykreowane w świadomym akcie twórczym.

Wykreowany przez sztuczną inteligencję obraz zatytułowany 'Theatre d'Opera Spatial' zdobył pierwszą nagrodę w konkursie Colorado State Fair (Discord/domena publiczna)

Istotne jest tu słówko "świadomym", gdyż twórczość i sztuka w ogóle, właściwe ludziom, wymagają świadomości właśnie. Musiały nią dysponować już dwunożne istoty, które przed tysiącami lat uganiały się za zwierzyną, by później oddać trud swej egzystencji w akcie twórczym. Za najlepsze miejsce do jego wyrażenia nasi przodkowie uznali jaskinie – takie jak "kaplica Sykstyńska czasów prehistorycznych", czyli Altamira w Hiszpanii. Ściany długiej na 270 m groty zapełniają malowidła, których większość powstała 35–11 tys. lat p.n.e., w epoce kamienia łupanego

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje

Słówko "świadomy" okazało się też istotne dla amerykańskiego informatyka Johna McCarthy’ego, który w 1956 roku na konferencji zorganizowanej przez Dartmouth College w New Hampshire (USA) zapoznał grono uczonych z terminem "sztuczna inteligencja". AI (ang. artificial intelligence) została przez niego zdefiniowana jako "system, który świadomie postrzega otoczenie i reaguje na nie, by zwiększyć swoje szanse na sukces"

Altamira w Hiszpanii. Ściany jaskini pokrywają malowidła, których większość powstała w epoce kamienia łupanego (Wikimedia Commons/domena publiczna)

Pogadajmy, a powiem ci, ktoś ty

System taki będzie miał zatem zdolność do uczenia się i działania w sposób sensowny z ludzkiej perspektywy. Skoro zaś będzie świadomy, to czy będzie się różnił od świadomości człowieka? Odpowiedzi powinien udzielić test stworzony w połowie ubiegłego wieku przez brytyjskiego matematyka Alana Turinga. Ma on określać zdolność maszyny do posługiwania się językiem, a więc wskazywać na umiejętność myślenia w sposób podobny do ludzkiego.

Przebieg testu Turinga jest banalnie prosty. Siedzący w odizolowanym pomieszczeniu człowiek komunikuje się za pomocą systemu z komputerem oraz człowiekiem, zadając im pytania, i rozstrzyga, kto udzielił odpowiedzi.

Jeśli nie będzie umiał zdecydować, czy odpowiedź pochodzi od człowieka, czy od maszyny, ma to świadczyć, że komputer jest inteligentny i zaliczył test. Turing uważał, że komputery osiągną to około 2000 roku. 

Dziś już wiemy, że ogłosił to w chwili entuzjazmu, ale nie pomylił się zbytnio. Skonstruowany w 2015 roku przez inżynierów Microsoftu i uczonych z University of Science and Technology of China komputer osiągnął IQ odpowiadające średniemu poziomowi ludzi z tytułami magistrów. Test na IQ składał się z pytań logicznych, matematycznych oraz odnoszących się do rozumowania słownego, na przykład analogii i synonimów.

Testowane wcześniej maszyny świetnie sobie radziły w dwóch pierwszych zadaniach, ale gdy trzeba było na przykład wytypować słowa niepasujące do pozostałych, poddawały się bezradne. Dopiero zbudowany przed siedmiu laty komputer po raz pierwszy rozpoznawał różne znaczenia słów i dopasowywał słowa do różnych znaczeń.

Brytyjski matematyk Alan Turing uważał, że maszyny osiągną samoświadomość u progu XXI wieku (Shutterstock.com/studiainformatyczne.pl/domena publiczna)

Będzie strzelać, będzie latać

Człowiek jest istotą, która niemal wszystko, co jej wpadnie w ręce, chce wykorzystać jako broń. Dlaczego w przypadku sztucznej inteligencji miałoby być inaczej? W latach 1983–1993 Departament Obrony USA finansował program o nazwie Strategic Computing Initiative (SCI). Zaawansowane badania nad AI powierzone agencji DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency) pochłonęły ponad miliard dolarów.

SCI miała być siecią przeznaczoną nie tylko do przetwarzania informacji. System miał też rozpoznawać zagrożenia i odpowiadać na nie, rozumiejąc analizowane dane bez udziału człowieka. Taka była wizja przyszłości, ale na początku lat 90. program został zarzucony, bo górę wzięło przekonanie, że stworzenie sztucznej inteligencji będzie niemożliwe

Ponad dwie dekady później okazało się, że przekonanie to było błędne. Latem 2020 roku jeden z najlepszych amerykańskich pilotów wojskowych przegrał serię symulowanych walk powietrznych ze sztuczną inteligencją firmy Heron Systems.

Walki stoczono w ramach programu prowadzonego pod nadzorem DARPA. AI kontrolująca myśliwiec F-16 rozegrała z człowiekiem pięć pojedynków i wygrała wszystkie.
Kadry z filmu 'War Games' (1983). Komputer o nazwie War Operating Plan Response (WOPR) był o krok od rozpoczęcia wojny jądrowej (Wikimedia Commons/poral.eu/domena publiczna)

Szach i mat oraz inne przypadki

Zostawmy jednak wojsko i wróćmy do cywila, gdzie maszyny grywają w szachy, i to na mistrzowskim poziomie. Ćwierć wieku temu, 3 maja 1997 roku, Garri Kasparow, uznawany za najlepszego szachistę wszech czasów, zmierzył się w serii sześciu pojedynków z komputerem IBM. Pierwszy mecz wygrał Kasparow, drugi – Deep Blue. Kolejne trzy mecze zakończyły się remisem. Pozostało ostatnie, decydujące starcie. 11 maja 1997 roku szachowy mistrz świata przegrał ten mecz i całą grę.

Kolejny spektakularny sukces AI zanotowano dopiero niemal 20 lat później. 15 marca 2016 roku po sześciu dniach walki Lee Sedol, 18-krotny mistrz świata w go, uległ algorytmowi o nazwie AlphaGo zaprojektowanemu przez londyńskie laboratorium DeepMind. Nagrodą był milion dolarów i sława pierwszej sztucznej inteligencji, która pokonała jednego z największych mistrzów w historii starożytnej gry.

AI grywa także w karty. W styczniu 2017 roku sztuczna inteligencja o nazwie Libratus pokonała czterech zawodowych pokerzystów w 20-dniowym maratonie Brains Vs. Artificial Intelligence: Upping the Ante w Pittsburghu. W przeciwieństwie do gry w szachy, w których widać położenie wszystkich pionów i wiadomo, jakie są ich możliwe ruchy, podczas gry w pokera nie jest pewne, jakie karty ma przeciwnik, który blefuje.

Maszyna musi umieć rozpoznać oszustwo, a także sama wprowadzać przeciwników w błąd. To zupełnie inna skala trudności i wygrana Libratusa została uznana za przełom w rozwoju sztucznej inteligencji.

Sukcesem o tym samym ciężarze gatunkowym było też zwycięstwo algorytmu NooK, który w marcu 2022 roku stanął w szranki z ośmioma mistrzyniami i mistrzami świata w brydżu. Założycielka francuskiej firmy NukkAI, która zaprojektowała NooK, nazwała ją "sztuczną inteligencją drugiej generacji". Brydż wymaga bowiem podejmowania decyzji na podstawie analizy niepełnych informacji oraz reagowania na posunięcia innych graczy. Według ekspertów działania NooK są jak do tej pory najbliższe ludzkiemu procesowi decyzyjnemu.

A teraz wisienka na torcie. Zawodnik układający kostkę Rubika ma do dyspozycji ponad 43 tryliony możliwych kombinacji. W lipcu 2019 roku DeepCubeA, stworzona przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego, ułożyła tę kostkę w 1,2 sekundy. Do chwili jej wyczynu rekordzistą był Chińczyk Yusheng Du, który potrzebował na to 3,47 sekundy.

Cyberpsychoza

Ten tort z wisienką na szczycie jest całkiem spory, więc chętni do jego podziału zawzięcie rywalizują o miejsce przy stole i prześcigają się w pomysłach. Zastosowania sztucznej inteligencji rosną więc jak grzyby po deszczu, a w powszechnej opinii na temat rozwoju prac nad AI wydaje się przeważać entuzjazm.

W 2019 roku Instytut Badawczy Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) opublikował wyniki badań przeprowadzonych wśród polskich internautów. Zapytani o korzyści płynące z upowszechniania AI stwierdzili, że poprawi ona komfort ich życia (34 proc.), przyczyni się do zmniejszenia liczby wypadków w pracy (32,7 proc.), a także lepiej niż człowiek dostosuje produkty i usługi do potrzeb klientów (30,3 proc.).

Jednak blisko połowa pytanych osób (44,8 proc.) stwierdziła, że technologia ta wymknie się spod kontroli człowieka, a skutki tego będą opłakane.

Nie powinniśmy zapewne obawiać się takiego rozwoju wypadków, jaki wykreowali twórcy kolejnych filmów z serii "Terminator", ale przesłanie głośnego przed laty obrazu "2001: Odyseja kosmiczna" może okazać się warte namysłu. Centralną postacią tego dramatu jest obdarzony świadomością komputer HAL 9000. Bycie świadomym to dla niego z jednej strony wielki przywilej, dzięki któremu staje się równy człowiekowi, z drugiej zaś przekleństwo, które zaciąży na jego losie.

Kadr z filmu '2001: Odyseja kosmiczna' (1968). Komputer HAL 9000 nie mogąc wyplątać się z sieci sprzecznych poleceń popada w psychozę (2001 A Space Odyssey - Trailer.webm/domena publiczna)

HAL 9000 jest komputerem pokładowym statku Discovery, który zmierza w kierunku Jowisza. Załoga zna oficjalny cel misji, lecz HAL posiada informacje, których nie może ludziom ujawnić. To polecenie stoi w sprzeczności z nadrzędną komendą zabraniającą mu oszukiwania człowieka. HAL, nie mogąc wyplątać się z sieci przeciwstawnych poleceń, popada w psychozę i morduje niemal całą załogę statku.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje

Czy sztuczna inteligencja wymknęła się spod kontroli człowieka? Tak. Czy był to nieunikniony skutek rosnącej złożoności technologii i jej rozwoju? Nie. Zawinił człowiek. I takiego biegu wypadków możemy się obawiać, majstrując przy AI w pośpiechu i na wyścigi.

Spiritus ex machina

Obawy te podzielał zmarły w 2018 roku Stephen Hawking, brytyjski astrofizyk, który twierdził, że jeśli uda nam się stworzyć sztuczną inteligencję z prawdziwego zdarzenia, będzie to albo najlepsza, albo najgorsza rzecz w historii ludzkości.

Hawking podkreślał, że prawdziwym ryzykiem związanym z rozwojem AI nie jest to, że stanie się zła czy złośliwa, lecz to, w jakie kompetencje zostanie przez nas wyposażona. "Będzie świetnie sobie radzić z osiąganiem celów, ale jeśli te cele nie będą spójne z naszymi, to będziemy mieli problem. Jak nic napyta nam biedy" – mówił na konferencji, która odbyła się w 2017 roku w Asimoral (USA).

"Domyślam się, że nie jest pan kimś, kto nienawidzi mrówek i depcze je w ataku złości, kiedy tylko ma ku temu okazję" – zwrócił się do jednego z uczestników spotkania.

Wyobraźmy sobie, że jest pan odpowiedzialny za zbudowanie hydroelektrowni, a w miejscu, które ma być zalane wodą, znajduje się kolonia mrówek. No cóż, mrówki mają pecha. Nie powinniśmy doprowadzić do tego, by ludzie zostali takimi mrówkami – powiedział wybitny naukowiec.

W filmie "Ex machina" takimi mrówkami dla powabnego androida płci żeńskiej o imieniu Ava okażą się jej twórca, szef informatycznej korporacji, oraz sprowadzony przez niego do prywatnej willi laboratorium programista. Młodzian ma ocenić, czy maszyna jest świadoma, czy tylko zręcznie naśladuje ludzkie zachowania.

Zadanie ma utrudnione, bo już wie, że Ava nie jest człowiekiem. Nie zobaczymy więc testu Turinga w praktyce, co do którego zresztą programista i jego chlebodawca mają zastrzeżenia. Komputer, argumentują, może świetnie grać w szachy, nie mając wcale świadomości, że w nie gra ani nawet czym są szachy. Jak zatem rozpoznać, czy Ava ma świadomość, czy tylko udaje człowieka?

Pójdzie to łatwiej, niż można przypuszczać. Ava dysponuje dostarczonymi jej informacjami na temat świata zewnętrznego, ale chce go sama poznać i doświadczyć. Jej twórca się na to nie zgadza i trzyma ją w areszcie domowym. Maszyna uwodzi więc młodziana, manipuluje nim i okłamuje, byle tylko wyrwać się na wolność. Skutecznie. Nie wpada w pętlę sprzecznych dyrektyw jak HAL 9000. Zdaje egzamin na człowieczeństwo, bo posługiwanie się takimi chwytami musi być świadome. To przygnębiające...

Stanisław Lem i Stephen Hawking mieli wątpliwości co do kierunku rozwoju badań nad sztuczną inteligencją. Taką, jak Ava, główna postać filmu 'Ex machina' (2014) (Wikimedia Commons/poral.eu/domena publiczna)

Ciekawość interfejsu

W 1981 roku Stanisław Lem opublikował książkę zatytułowaną "Golem XIV"* będącą zapisem wykładów obdarzonego świadomością superkomputera. "Jemu i nam właściwa jest tylko jedna cecha wspólna. Jest nią ciekawość, której nic nie może poskromić" – stwierdził pisarz.

Być może dzięki ciekawości AI rozwikła matematyczną zagadkę hipotezy Bernharda Riemanna lub spełni marzenie Stephena Hawkinga o opracowaniu teorii godzącej sprzeczności mechaniki kwantowej i teorii względności. Wyzwań dla sztucznej inteligencji jest wiele i malowanie obrazów nie musi się do nich zaliczać.
Zobacz wideo Dr Robot. Usuwa raka przy pomocy kosmicznej technologii

"Golem w ogóle nie zajmuje się ludźmi, ponieważ wie, że się od nich niczego istotnego nie może dowiedzieć" - napisał Stanisław Lem. Od zbuntowanej sztucznej inteligencji zatem gorsza może być taka, która będzie się uczyć nie na naszych, lecz tylko na własnych błędach. To fatalny zwrot akcji, ale entuzjaści AI nie biorą tego pod uwagę. Przeciwnie, uzyskanie przez sztuczną inteligencję świadomości uważają za nieuniknione. W czerwcu 2022 roku Blake Lemoine, inżynier Google’a, stwierdził wręcz, że z interfejsem LaMDA rozmawiał o religii, a system nazwał sam siebie "osobą" i "pracownikiem Google’a, a nie własnością firmy". Firma wysłała inżyniera na długi urlop

Czy świadoma sztuczna inteligencja, jeśli nie damy jej praw równych naszym, będzie posłusznie wykonywać polecenia, czy będzie odpowiadać na pytania? Słowem: "Konie łby pospuszczać. Czy konie mnie słyszą?!"**.

*Stanisław Lem, "Golem XIV", Wydawnictwo Literackie, 1981.

**Cytat pochodzi z filmu "Miś" w reżyserii Stanisława Barei.