Społeczeństwo
Nie mamy kryzysu, nie chodzi o brzydki zapach z ust. Czemu mąż mnie już nie całuje? (Fot. Shutterstock.com)
Nie mamy kryzysu, nie chodzi o brzydki zapach z ust. Czemu mąż mnie już nie całuje? (Fot. Shutterstock.com)

– A wiesz, że jest polski "Podręcznik całowania"? Jeszcze z czasów PRL-u – zagaja Angelika Swoboda, moja redakcyjna koleżanka, po kolegium, na którym zgłaszam, że chcę napisać o całowaniu się w związkach z dłuższym stażem. – Ostatnio wrzucił go na Facebooka Andrzej Bober. A on jest ze swoją ukochaną żoną Basią już z 50 lat. Zadzwoń, na pewno coś ciekawego ci opowie – zachęca.

Dzwonię. Andrzej Bober, uznany dziennikarz i publicysta, rocznik 1936, odbiera i od razu prostuje dwie rzeczy.

Pierwsza: z żoną są razem od 57 lat. Jak to się stało? Sam nie wie.

Druga: on ten "Podręcznik całowania" upublicznił w ramach anegdoty i wyszło, że jest ekspertem od całowania, a nie jest. Książeczkę z biblioteki dziadka wygrzebała trzyletnia wnuczka Zosia. Zapytała, czy jej to da. Dał. – Więc nie najlepiej dobrała pani rozmówcę – gani mnie.

Na potwierdzenie, jak źle, dodaje, że nigdy nawet do "Podręcznika całowania" nie zajrzał. Podarowała mu go koleżanka, poetka, gdy jeszcze razem pracowali w Telewizji Polskiej. – Miałem opinię takiego szorstkiego. Może chciała mnie trochę uromantycznić? – zastanawia się.

Skoro jednak już się dodzwoniłam, to drążę. Trochę skrępowana, bo Bober to nie lada nazwisko, a ja go napadam we wtorkowy poranek i pytam o całowanie. Ale raz kozie śmierć. Kiedy ostatni raz się całował? – Prawdziwym pocałunkiem? To nie pamiętam – zbywa mnie i niemal widzę, jak macha ręką w powietrzu na te głupoty. Co to znaczy według niego "prawdziwym"? – No z językiem! Za moich czasów, jak chłopaki gadali w szkolnej łazience, kto się już całował, to wyznacznikiem prawdziwego pocałunku było: z językiem czy bez? – wyjaśnia.

Z żoną się całują, owszem: w policzek, w czoło, na powitanie albo w wyrazie radości. Namiętności po tylu dekadach już nie ma. – Co też pani! – ogania się.

W ciągu lat, które przeżył, żaden pocałunek nie zapadł mu w pamięć. Mówi, że może gdybym zapytała o inne czynności, toby pamiętał.

***

Pomysł napisania o całowaniu zrodził się, gdy na jednej z internetowych grup natrafiłam na anonimowy post mężatki z sześcioletnim stażem. Żaliła się, że mąż już jej nie całuje. A przynajmniej – nie namiętnie. Nie mają kryzysu ("uprawiają seks"), nie chodzi o brzydki zapach z ust ("mówią sobie o takich rzeczach"). Internautka przed napisaniem postu zapytała męża wprost: „Czemu przestaliśmy się całować?". Odparł, że nie wie, nie zastanawiał się nad tym. "Czy to normalne, że namiętność wygasła?", pyta na koniec strapiona.

W komentarzach uspokajające rady: "U nas podobnie", "Po czterech latach już się prawie nie całujemy", "Jak chcesz, żeby cię całował, to mu to powiedz".

Może warto więc zacząć od pytania: po co w ogóle się całujemy?

Poskubmy sobie rzęsy

Nauka o całowaniu ma swoją nazwę – filematologia – ale badacze zajmują się tym zagadnieniem od niedawna. Choć całowanie wydaje się tak naturalne, wcale nie jest uniwersalne dla wszystkich ludzi.

William Jankowiak, profesor antropologii na University of Nevada Las Vegas i autor jednych z najczęściej cytowanych badań nad całowaniem, policzył, że spośród 168 przebadanych przez jego zespół kultur tylko 46 proc. całuje się w sensie romantycznym, poprzez zetknięcie warg. Mieszkańcy Nowej Gwinei, Afryki Subsaharyjskiej czy amazońskich lasów deszczowych, którym pokazano zdjęcia całujących się par, orzekali, że to śmieszne albo obrzydliwe. Oni bliskość i zmysłowość okazują sobie inaczej. Jak? Na przykład na Wyspach Trobrianda kochankowie siedzą twarzą w twarz i skubią sobie nawzajem rzęsy.

Dwie teorie, które wyjaśniają, dlaczego ludzie potrzebują pocałunków, wynikają z przekonania, że jako niemowlęta mamy wrodzoną potrzebę dotykania obiektów ustami. Przede wszystkim piersi matki – dziecko nie musi jej widzieć, wystarczy sam zapach. Gordon G. Gallup Jr, psycholog ewolucyjny i profesor na Uniwersytecie w Albany, mówi, że całowanie mogło też wyewoluować jako prymitywny gest karmienia dziecka przez matkę przeżutym przez nią pokarmem. Szympansy, najbliżej spokrewnione z człowiekiem człekokształtne, właśnie w ten sposób karmią swoje młode. Całują się też po kłótni. Na jednym z internetowych filmików zaś można zobaczyć małpią babcię, która obdarza małego wnuczka mokrymi całusami i smyra mu brzuszek. Jak ludzie. Przynajmniej niektórzy.

Również orangutany okazują sobie czułość w podobny sposób jak ludzie (Fot. Shutterstock.com)

Całowanie to według badaczy także niezastąpione narzędzie doboru naturalnego. Usta są jedną z najcieńszych warstw skóry na ludzkim ciele, gęsto podszytą siateczką zakończeń nerwowych. Wargami wyczuwamy czyjś smak, zapach i temperaturę. Słowem: zbieramy szereg informacji o stanie zdrowia czy płodności tej osoby. Czy nadaje się na partnera.

Prof. Gordon G. Gallup Jr wykazał, że istnieje coś takiego jak "pocałunek zrywający umowę", a prof. Helen Fisher, amerykańska psycholog i antropolog na Rutgers University, nazwała go „pocałunkiem śmierci". W ankiecie Gallupa przeprowadzonej na grupie ponad tysiąca studentów większość ankietowanych przyznała, że straciła zainteresowanie osobą, która im się podobała, po pierwszym pocałunku. Zdaniem Gallupa ktoś, kto "dobrze całuje jedną osobę, może źle całować inną". W oczach naukowca oznacza to tyle – i aż tyle – że ta konkretna osoba jest dla nas genetycznie dobrym lub złym wyborem.

Poszynszylujmy

Wrzucam na forum pytanie: "Jak często się całujecie? Co to dla was oznacza? Czy po latach całujecie się mniej niż na początku związku?". I czekam. Jeden dzień, drugi. Mam wrażenie, że ludzie chętniej opowiadali mi o swoim seksie.

Wreszcie zgłasza się kilka odważnych. Same kobiety.

Klara*: – Czy całowanie jest ważne? Dla mnie dotyk jest ważny. Jedno z pierwszych wspomnień: podczas wakacji podrywał mnie młody kelner. Też mi się podobał. Przez tydzień tylko na siebie patrzyliśmy, ale dzień przed wyjazdem zaprosił mnie na spacer, a w drodze powrotnej złapał mnie za rękę i się nią bawił. To było tak zmysłowe, że do dziś na myśl o tym czuję miłe mrowienie na szyi. W ósmej klasie podstawówki z pierwszym poważnym chłopakiem mogliśmy się migdalić godzinami. Ze studiów pamiętam zaś styczeń i zaparowane szyby w moim pierwszym samochodzie. Działo się – rozmarza się Klara.

Kasia przyznaje, że ona w młodości się nie nacałowała. Nie miała z kim. – Czekałam na rycerza albo księcia na białym koniu – mówi pół żartem, pół serio. Gdy miała 25 lat, zorientowała się, że przystojny książę chyba nie nadjedzie, za to ona dziwnie tęskni za kolegą, który wyjechał za granicę pisać doktorat. Są razem dziesięć lat, a Kasia zapewnia, że łączy ich namiętność tak samo silna jak na początku. – My się wciąż tej naszej miłości uczymy – podkreśla.

Czy to znaczy, że całują się namiętnie do śniadania? – Dzieci by chyba umarły. Dla nich widok całujących się rodziców jest ble – Kasię bardzo śmieszy ich reakcja na bliskość między rodzicami. – Jak są dzieci, to na intymność zostaje mało miejsca. Może też stąd ta niegasnąca namiętność? – zastanawia się.

Klara z mężem Robertem są parą od prawie 20 lat. – Nie ma już może szalonej namiętności, ale na pewno jest o wiele dla mnie ważniejsza ogromna bliskość, przyjaźń i morze poczucia humoru. Dużo się przytulamy. Dzieci, widząc to, tylko mówią "jiiik" i przewracają oczami. Lubimy się położyć na łóżku albo kanapie i "szynszylować". To nasze określenie na przytulanie się do siebie – powstało po tym, jak zobaczyliśmy w sklepie zoologicznym wtulone w siebie szynszyle. Całujemy się na dzień dobry, do widzenia, dobranoc – wylicza Klara.

Bardziej namiętne całowanie to dla Klary już element gry wstępnej. – Ale lubimy się też wygłupiać w windzie i jak jedziemy sami, to się całujemy!

Kasia tylko jeden pocałunek z mężem wspomina jako koszmar – podczas własnego wesela. – Goście krzyczeli "Gorzko", a ja chciałam uciekać. Byłam spięta i zła, mąż tego nie rozumiał. Więc jeśli pytasz, jak lubię się całować, to nie umiem powiedzieć, ale wiem, jak nie lubię: przy ludziach.

Kasia tylko jeden pocałunek z mężem wspomina jako koszmar - podczas własnego wesela. - Goście krzyczeli 'Gorzko', a ja chciałam uciekać. Byłam spięta i zła, mąż tego nie rozumiał. Więc jeśli pytasz, jak lubię się całować, to nie umiem powiedzieć, ale wiem, jak nie lubię: przy ludziach. (Fot. Shutterstock.com)

Śpijmy razem. I nic więcej

Magda uprzedza od razu: – Nie lubię się całować. Cmokam się, bo tak miło w związku.

Miło drugiej stronie, bo Magda dość niedawno uświadomiła sobie, że jest osobą aseksualną. – Wiele rzeczy robiłam, bo wypada. Pierwszy pocałunek? Scena jak z filmu. Chłopak, który naprawdę mi się podobał, czarny płaszczyk, płatki śniegu. Pod klatką schodową zapytał, czy może mnie pocałować. Zgodziłam się. Gdy już było blisko, zaczęłam myśleć o myciu zębów. Uciekłam do domu. Mieliśmy po 15 lat. Od tamtej pory zaczęło nam się psuć.

Kolejne pocałunki już się udawały. Ostatni chłopak Magdy powiedział jej nawet, że "całuje z pasją". – Lubiłam go, ale żebym odczuwała wielką radość z wymiany śliną? To nie. Pocałunki koleżeńskie to też dla mnie problem – staram się przed nimi uchylać, więc większość trafia w moją szyję – mówi.

Magda jest mamą dwuletniej Laury, dziecko wychowuje sama. Poprzedni chłopak nie chciał być dla Laury tatą, odszedł z tego powodu. Ale Magda wie, że brakowało mu też bliskości. Wybrał dziewczynę z drugiego końca Polski, "która nie miała takich oporów jak ona". – Brak bliskości buduje dystans – mówi.

Dziś Magda spotyka się z kimś innym, ale podkreśla, że "nie jest w związku, bo ten chłopak też nie chce wychowywać Laury". – Śpimy razem, dosłownie śpimy, na wąskim, jednoosobowym łóżku, więc jakiś kontakt intymny jest. Ale on wie, że nie lubię się całować, i tego nie robimy. Czasem jestem o to zła – mówi.

Gdy delikatnie zauważam w tym niekonsekwencję, tłumaczy: – To może dziwne, ale są normy, w których tkwię. Wydaje mi się, że jak mężczyźnie podoba się kobieta, to on dąży do pocałunków z nią. A on tego nie robi. Do opery chodzi się we fraku, a atrakcyjni dla siebie ludzie się całują – mówi stanowczo.

I zaznacza, że mniej bolałoby ją, gdyby chłopak odszedł dlatego, że Magda ma dziecko, niż gdyby zostawił ją przez ten brak namiętności.

Całujmy się całą noc

W życiu Agaty namiętności ostatnio nie brakuje. – Przeżywam właśnie romans z młodszym o kilkanaście lat chłopakiem, z którym dzieli mnie ponad 300 km i wszystko inne: on jest znanym artystą, ja samotną matką po przejściach. Poznaliśmy się przy projekcie. Po pół roku niczego niezapowiadającej znajomości pocałował mnie na imprezie.

Była tak zaskoczona, że szczegółów nie pamięta.

Początkowo chłopak wpadał do Agaty wieczorem po pracy, gdy był w jej mieście. Następnego dnia rano wyjeżdżał. – Byłam jego przystankiem, ale od początku czułam, że tu nie idzie tylko o seks, bo czasem seksu nawet nie było. Bardzo szybko doszliśmy do wniosku, że z tych kilkunastu godzin raz w miesiącu, które mamy, nie możemy nic zmarnować. A już na pewno nie na spanie – mówi Agata.

I opowiada o nocy, podczas której trochę rozmawiali, ale głównie patrzyli na siebie i się całowali. Przez osiem godzin. – To również on pierwszej wspólnej nocy powiedział mi: "Wreszcie ktoś umie się porządnie całować". Kiedy to powtórzył, pociągnęłam go, nomen omen, za język. Przyznał, że całował mnóstwo dwudziestolatek, które próbują to zrobić jak najłapczywiej, najostrzej i najgłębiej, za to bez żadnego uczucia. I on tego nie lubi.

Agata w rozmowie z koleżankami odkryła, jak bardzo różnią się ich preferencje: jedne lubią pocałunki bardzo mokre, inne to odrzuca, jedne ubóstwiają taniec języków, inne wręcz przeciwnie. – Dlatego trochę śmieszą mnie ludzie chwalący się, że są mistrzami całowania. Nie ma takich osób – wyrokuje.

Gabinetowy klasyk

Seksuolog dr Robert Kowalczyk z Instytutu SPLOT w Warszawie miewa w gabinecie pacjentów, którzy fakt, że partner przestał całować albo całuje inaczej, interpretują jako sygnał ostrzegawczy. – Pacjentka mówi na przykład: "Mąż zaczął zamykać oczy podczas pocałunku. Wcześniej tego nie robił". Pojawiają się katastroficzne myśli: nie chce patrzeć na mnie, pewnie ma inną, coś ukrywa. Motywacja może być zgoła odmienna, na przykład chęć skupienia się na pocałunku. Nie zawsze musi być to zapowiedź zdrady! – podkreśla.

Czasem ktoś unika pocałunków, bo partner lub partnerka nie utrzymują wystarczającej higieny, "przestali o siebie dbać". – Wtedy ktoś nie całuje nie z powodu niechęci do osoby w ogóle, tylko dlatego, że brak wystarczającej higieny partnera go obrzydza – zauważa seksuolog.

Gdyby nagle ze związku zniknęły elementy świadczące o zażyłości – różne rodzaje pocałunku, dotyk, przytulanie – zacząłby szukać przyczyn. – Z jednej strony rozważyłbym przyczyny nieswoiste, na przykład może ktoś nie ma ochoty na bliskość, bo cierpi na zaburzenia nastroju, jest skrajnie przemęczony? Z drugiej zaś bardziej swoiste: a może faktycznie więź się poluźniła?

Zobacz wideo Dlaczego ludzie cierpią w miłości i co ma z tym wspólnego kultura? Rozmawiamy z dr. Tomaszem Stawiszyńskim

Seksuolog kontynuuje: – Pocałunek może być w swojej istocie czymś najbardziej intymnym, często bardziej niż stereotypowo ujmowany seks. W "Pretty Woman" główna bohaterka stwierdza, że owszem, świadczy usługi seksualne, ale pocałunki w usta są wykluczone. Są czymś zastrzeżonym dla wyjątkowego w jej życiu mężczyzny – mówi.

I dodaje, że jeśli ktoś nie ma problemów z całowaniem ciała, ale nie chce się całować w usta, może to być sygnałem zadaniowego podejścia do seksu.

Zwraca uwagę na jeszcze jedno, głęboko zakorzenione w nas przekonanie: – Namiętne pocałunki traktujemy zazwyczaj jako wstęp do równie ognistego seksu. Często zakładamy, że to przystawka, za nią musi iść danie główne. Tymczasem pocałunek może być w pełni autonomicznym gestem. Są osoby, które poprzez pocałunki są w stanie osiągnąć pełnię rozkoszy seksualnej, a nawet orgazm. To pokazuje ich potencjał – podkreśla.

Osoby lub pary, które mają w seksie trudności na poziomie interakcji genitalno-genitalnej, często generalnie wycofują się z seksu, nie ma pocałunków, nie ma pettingu. To pokłosie przekonania, że seks równa się penetracja, a wszystko inne to dekor, wstęp – wtedy dr Robert Kowalczyk wraca do metafory jedzenia: – Pokazuję pacjentom, że nie zawsze muszą iść na wielodaniowy obiad. Mogą sobie skosztować jedną potrawę, na którą w danej chwili mają ochotę. Pocałunki mogą być celem samym w sobie – zauważa.

Julia zgadza się z tym podejściem: – Orgazm zrobisz sobie sama, ale sama się nie wytulisz i nie wycałujesz.

Kiedyś z całowaniem w życiu Julii było bardzo dobrze, dziś – tak sobie. Jej związek przechodzi kryzys. – Mimo to bardzo pilnuję rytuałów, które dla kogoś mogą być mechaniczne: całowania na dzień dobry, gdy ktoś wyjeżdża, wraca. Dla mnie to wyraz więzi. Gdyby tego zabrakło, uznałabym, że nie ma już nic.

Julia namawia, by całowania sobie nie odmawiać. – W "okresie promocji", jak mawia moja znajoma, pary wręcz nie mogą się od siebie odkleić. Potem się kłócą, mają ciche dni i nawet do siebie nie podchodzą. A ja myślę, że właśnie wtedy warto podejść i przytulić się, pocałować. Nie na zgodę, tylko wbrew żyjącym w nas schematom, za to w zgodzie z własną potrzebą – kończy.

A może jej wcale nie chodzi o całowanie?

Magda mówi o sobie: "aseksualna, ale heteroromantyczna – jak każdy potrzebuję bliskości drugiego człowieka". Próbowała się spotykać z facetami aseksualnymi. – To temat na osobny tekst. Po pierwsze, jest ich mało, po drugie, według mnie żyją jak zakonnicy. I w sumie lubię towarzystwo osób seksualnych.

Dla Agaty całowanie jest rodzajem języka. – Wkładam w nie wszystko, co chciałabym powiedzieć tej osobie. Inaczej całuję, gdy kocham, inaczej, gdy pragnę, a jeszcze inaczej, kiedy tęskniłam.

Klara po obiedzie często całuje męża po rękach. – Gotuje nam, całuję go więc w podzięce za posiłek, tak jak kiedyś mój dziadek całował po rękach babcię. Lubię też całować męża po twarzy, bo dotyk jego skóry kojarzy mi się ze świeżo usmażonym naleśnikiem. A świeżo usmażone naleśniki uwielbiam!

Zdaniem Julii zbyt często odmawiamy sobie całowania dla samego całowania. – W każdy pocałunek można włożyć siebie i dużo dla siebie wziąć.

Andrzej Bober zauważa, że całowanie jest ważne dla ludzi bardzo młodych i coraz młodszych. – A związek trwa długo nie dlatego, że są w nim ekscytujące momenty romantyczne, tylko dlatego, że po pewnym czasie ludzie do siebie podobni lub zupełnie niepodobni – bo my z żoną jesteśmy na przeciwległych krańcach – nawiązują ze sobą przyjaźń.

Na koniec opowiada anegdotkę: – Mój przyjaciel, człowiek niezwykle przystojny i supergość, miał narzeczoną, znaną polską piosenkarkę. Jechali do znajomych na imieniny na 11. piętro. Na parterze ona się do niego przytula i mówi: "Jędruś, ja najbardziej na świecie potrzebuję bezpieczeństwa". Na co on: "To ja cię poznam ze Zbyszkiem Siemiątkowskim!".

Mówi mi o tym, bo my tylko o tym całowaniu, "a różne rzeczy różnym dziewczynom chodzą po głowach".

*Imiona niektórych bohaterek zostały zmienione na ich prośbę.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.