Społeczeństwo
Niesporczak (Fot. Shutterstock.com)
Niesporczak (Fot. Shutterstock.com)

Pacjentami założyciele i pracownicy firmy nazywają tych, których martwe ciała zostały schłodzone do temperatury wrzenia ciekłego azotu, czyli do -196 st. Celsjusza.

Trzeba to było zrobić zaraz po stwierdzeniu zgonu, zanim zaczął się proces rozkładu organizmu. W specjalnym miejscu, na poły sali do intensywnej terapii, na poły kostnicy, pacjent jest układany w rynnie wypełnionej kruszonym lodem. Zostaje zaintubowany, z jego żył wypompowuje się krew i zastępuje ją środkiem przeciwko zamarzaniu, tzw. krioprotektantem, który ma sprawić, że w trakcie procesu schładzania nie pojawią się w komórkach kryształki lodu, które mogą je uszkodzić. Cała procedura trwa od 6 do 12 godzin. Krócej, gdy procesowi poddawana jest sama głowa. Bo jest również taka możliwość. Wtedy mówimy o neuropacjencie.

Po schłodzeniu ciała zamykane są w specjalnych szczelnych i oznakowanych pojemnikach, po czym umieszczane we wspólnych tubach wypełnionych ciekłym azotem. I czekają na chwilę, gdy choroby, które je zabiły, staną się uleczalne. Zwolennicy krioniki są przekonani, że za 100, może 200 lat medycyna osiągnie taki poziom rozwoju, że będzie można przywrócić zmarłych do życia, wyleczyć i dać im życie wieczne. A przynajmniej odsunąć śmierć o kolejne dziesięciolecia. Za zamknięcie w pojemniku z ciekłym azotem płaci się ćwierć miliona dolarów lub wykupuje członkostwo w klubie – koszt to, bagatela, 17 tys. dolarów miesięcznie.

Satelita prof. Jamesona

Tego opowiadania nie znajdzie się na liście najważniejszych tytułów XX-wiecznej literatury. W ocenie użytkowników Google uzyskało zaledwie jedną gwiazdkę. Nic dziwnego, skoro głosowało zaledwie dwóch czytelników. A jednak to "Satelita Jamesona", 58-stronicowa nowela autorstwa Neila R. Jonesa, sprawiła, że Robert Ettinger, fizyk i uczestnik II wojny światowej, zamarzył o pokonaniu śmierci.

Głównym bohaterem noweli jest prof. Jameson. W trakcie badań nad zakonserwowanymi w lodach Syberii mamutami naukowiec dochodzi do wniosku, że ciało wystawione wystarczająco szybko na bardzo niską temperaturę może pozostać zdatne do wybudzenia ze śmiertelnego uścisku. A gdzie jest zimniej niż w kosmosie? Tam średnia temperatura jest bliska zeru absolutnemu, czyli -273 st. Celsjusza. To znacznie zimniej niż na Syberii. Czyli teoretycznie wysłanie ciała na orbitę może je zakonserwować lepiej niż jakikolwiek sposób dostępny na Ziemi.

Naukowiec konstruuje specjalną rakietę oraz instruuje swojego bratanka, jak ma postąpić z jego ciałem, gdy już stwierdzi zgon. Ten wykonuje instrukcje i ciało prof. Jamesona zostaje wystrzelone w kosmos, a jego rakieta staje się sztucznym satelitą Ziemi. Mijają cztery miliardy lat. Do Układu Słonecznego przylatują przedstawiciele innej, robotycznej cywilizacji, przeszczepiają głowę profesora do robotycznego ciała i ożywiają Jamesona.

Historia jest naiwna i mocno uproszczona, jednak zawładnęła umysłem Ettingera tak bardzo, że ten żołnierz odznaczony Purpurowym Sercem i wykładowca fizyki uznał, iż znalazł sposób na pokonanie śmierci. Jest nim krioprezerwacja i czekanie na ratunek z rąk obcych lub własnego, bardziej rozwiniętego gatunku. Ettinger swoje rozważania również wyłożył w opowiadaniu science fiction, zatytułowanym "The Penultimate Trump" (czyli "Przedostatni Trump"), opublikowanym w 1948 roku w popularnym periodyku. Główne przesłanie opowiadania brzmiało: dzisiejsze zwłoki jutro będą pacjentem.

Zwolennicy krioniki są przekonani, że za 100, może 200 lat medycyna osiągnie taki poziom rozwoju, że będzie można przywrócić zmarłych do życia, wyleczyć i dać im życie wieczne. A przynajmniej odsunąć śmierć o kolejne dziesięciolecia. (Fot. Shutterstock.com)

– Ucieczka przed ograniczeniami życia biologicznego i samą śmiercią to jedne z najczęściej ponawianych motywów nurtu science fiction – mówi Łukasz Fiema, przewodniczący Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej. – Przykładem może być „Frankenstein" z 1818 roku autorstwa Mary Shelley, przez wielu uważany za pierwszą współczesną powieść science fiction. Wiele opowiadań H.P. Lovecrafta również eksploruje to zagadnienie, jak chociażby napisane w 1926 roku "Cold Air", gdzie autor akcentuje rolę osiągnięć technicznych w walce ze śmiercią. Jeszcze lepiej wątek ten rozwinięty został pięć lat później przez Neila R. Jonesa w "The Jameson Satellite", gdzie odnajdujemy założenia stanowiące fundament konceptu hibernacji.

Dodaje, że właśnie od noweli Jonesa datuje się idea schładzania lub też zamrażania ludzkiego ciała na potrzeby długotrwałych wypraw międzygwiezdnych. Przykłady wykorzystania tego motywu łatwo znaleźć współcześnie w takich filmach, jak "Pasażerowie", "Obcy" czy  franczyza "Star Trek", w której hibernacji poświęcono cały film. Mowa o "Gniewie Khana", historii grupy zbrodniarzy zahibernowanych i wysłanych na kosmiczną włóczęgę bez celu.

Temat dla mediów

Nowela "Przedostatni Trump" nie wzbudziła takiego zainteresowania, na jakie Ettinger liczył. Przede wszystkim nie skłoniła naukowców do rozwoju badań idących w kierunku krioprezerwacji. Był rok 1962, Ettinger miał już 44 lata i zrozumiał, że jeśli sam czegoś nie zrobi, jego idea będzie rozwijana tylko przez twórców fantastyki naukowej. Własnym nakładem wydał książkę "The Prospect of Immortality" ("Perspektywa nieśmiertelności"), wyimki z niej rozesłał do 200 osób ujętych w zestawieniu "Who is Who in America", ale ponownie nie spotkał się z oczekiwanym odzewem.

Temat jednak podchwyciły media. O pomyśle kriokonserwacji napisały najważniejsze amerykańskie czasopisma, "The New York Times", "Newsweek", a sam Ettinger chętnie pojawiał się w audycjach radiowych i w programach telewizyjnych, wzbudzając w odbiorcach nadzieję na nieśmiertelność.

W drugiej połowie lat 60. – daty pojawiają się różne: rok 1966, ale też 27 czerwca 1967 roku – założył Cryonics Society of Michigan (Stowarzyszenie Krioniki), które w kolejnym dziesięcioleciu zostało przekształcone pod jego kierunkiem w Cryonics Institute (Instytut Krioniki) oraz Immortalist Society (Stowarzyszenie Nieśmiertelnych). Siedziba instytutu znajduje się w Clinton Township w stanie Michigan. Tam w kriokapsułach przechowuje się niemal 200 "pacjentów" czekających na lepsze czasy. W kapsule z numerem jeden Ettinger umieścił ciało swojej matki.

Pobudka z martwych

Tylko czy taki organizm naprawdę można obudzić? Pomysł raczej nie spotyka się ze zrozumieniem środowiska medycznego. Dr Kenneth Hayworth, neurolog i współzałożyciel Brain Preservation Foundation, twierdzi, że nikt jeszcze nie zbliżył się do zachowania martwego mózgu w stanie, w którym można go choćby próbować przywrócić do życia. Jest przeciwnikiem firm takich jak Alcor i uważa, że oferują one jedynie mrzonki. Jednocześnie jest zdania, że należy podjąć poważne badania nad krioniką. W tym celu ustanowił nawet Brain Preservation Prize, która miała być wyzwaniem dla firm oferujących kriokonserwację. W odpowiedzi na artykuł opublikowany przez "MIT Technology Review", a odnoszący się właśnie do krioniki, dr Hayworth napisał: "Po pierwsze, proszę nie łączyć tego, co oferuje mała, wysoce podejrzana firma, taka jak Alcor, z tym, co jest w zasadzie możliwe, gdyby społeczność naukowa i medyczna rozpoczęła badania na poważnie. Ustanowiłem Brain Preservation Prize jako swego rodzaju wyzwanie dla Alcor i innych podobnych firm. Chciałem sprawdzić, czy ich metody krioprezerwacji zachowują obwody synaptyczne mózgu. Po pięciu latach nie byli w stanie spełnić naszych wymagań wyłuszczonych w regulaminie konkursu. (…) Mówiąc wprost, chciałbym, aby wszystkie takie firmy przestały oferować usługi, dopóki przynajmniej nie zademonstrują na modelu zwierzęcym, że ich metody i procedury są skuteczne w zachowaniu ultrastruktury w całym mózgu lub choćby we fragmentach tkanek. Oferując niesprawdzone metody konserwacji mózgu za opłatą, skutecznie uniemożliwiają naukowcom głównego nurtu angażowanie się w szeroką dyskusję na ten temat".

Istnieje jednak zupełnie inny niż ludzki organizm, który jest w stanie przetrwać po zamrożeniu w ciekłym azocie i powrócić do życia. To niewielkie, bo mierzące od 0,01 do 1,2 mm, walcowate zwierzęta ze słabo wyodrębnioną głową i czterema parami odnóży zakończonych pazurkami lub przylgami. Mowa o niesporczakach.

Zbiorniki z azotem (Fot. Shutterstock.com) , Niesporczaki to jedne z niewielu zwierząt, które przetrwały ekspozycję na próżnię kosmiczną (Fot. Shutterstock.com)

Niesporczaki to jedne z niewielu zwierząt, które przetrwały ekspozycję na próżnię kosmiczną. W 2007 roku misja Foton M-3 Europejskiej Agencji Kosmicznej wyniosła na niską orbitę ziemską wprowadzone w stan kryptobiozy dwa gatunki niesporczaków. Zwierzęta przez dziewięć dni krążyły wokół Ziemi na wysokości około 270 km nad powierzchnią, narażone na temperaturę od -180 do +100 st. Celsjusza oraz wystawione na promieniowanie jonizujące. Po wykonaniu misji niesporczaki powróciły na Ziemię i zostały nawodnione, co sprawiło, że powróciły do aktywności.

Jak podróż w czasie

– W naszym laboratorium zanurzaliśmy niesporczaki w ciekłym azocie. Przetrwały to. Wprowadzaliśmy je również w anhydrobiozę, w trakcie której ich metabolizm zwalnia niemal do zera, a przynajmniej do poziomu niewykrywalnego przez współczesne urządzenia pomiarowe. Utrzymywaliśmy niesporczaki w takim stanie nawet przez 240 dni, a mimo to po dodaniu wody część niesporczaków wracała do pełnej aktywności w ciągu zaledwie kilku minut! Niesporczaki w stanie anhydrobiozy mogą stracić nawet 95 proc. wody z organizmu, a mimo to przetrwać i co więcej – nie zestarzeć się. Badania pokazały, że okres spędzony w anhydrobiozie niejako nie liczy się do wieku biologicznego zwierzęcia. To tak, jakby zasnąć w wieku 25 lat i obudzić się po stu latach, mając ciało i zdolności fizyczne 25-latka. Coś jak podróż w czasie – wyjaśnia prof. Łukasz Kaczmarek, biolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Dodaje, że naukowcom udało się też ożywić antarktyczne niesporczaki zamrożone przez ponad 30 lat. W 1983 roku grupa naukowców pobrała próbkę mchu z Antarktydy. Próbka była przechowywana w temperaturze -20 st. Celsjusza do 2016 roku. Wówczas zaczęto ją powoli rozmrażać w temperaturze 3 st. Celsjusza. Trwało to dobę, a następnie umieszczono próbkę w szalce Petriego ze świeżą wodą. Dwa dorosłe niesporczaki przeżyły tę procedurę, chociaż ich pełne dojście do sprawności zajęło dziewięć dni. Zamrożenie przetrwało również kilka jaj. Jeden z niesporczaków, który wykluł się z "zamrożonego jaja", był w stanie z powodzeniem się rozmnażać, co oznacza, że w tym długim okresie zamrożenia nie doszło do znaczącego uszkodzenia DNA.

– Prowadzone współcześnie badania nad niesporczakami i innymi ekstremofilami [prostymi organizmami zdolnymi przetrwać w skrajnych warunkach, jak wieczna zmarzlina lub woda chłodząca reaktory jądrowe - przyp. red.] mogą w odległej przyszłości pomóc w wydłużeniu ludzkiego życia lub ochronieniu go przed niekorzystnymi warunkami. Ale to wciąż raczej bardzo odległa perspektywa – dodaje naukowiec.

Mózg, umysł i świadomość

Jednym z głównych pomysłów podnoszonych przez firmy oferujące kriokonserwowanie jest możliwość przeniesienia naszej świadomości do nowego, sprawnego ciała lub "zgrania" jej do pamięci komputera. Połączenie ludzkiego mózgu i komputera to temat realnie rozwijany przez wiele firm i instytutów. Wystarczy wspomnieć Neuralink założony przez Elona Muska, który opracowuje chipy do wszczepialnych interfejsów mózg–maszyna. Ten temat to również jeden z częściej pojawiających się motywów science fiction bazujący na porównaniu ludzkiego mózgu z komputerem.

– Trzeba rozróżnić, czym jest mózg, czym umysł, a czym świadomość – mówi dr Paweł Fortuna, psycholog zajmujący się między innymi badaniami nad sztuczną inteligencją, autor między innymi książki "Optimum. Idea cyberpsychologii pozytywnej". – Nie wiemy, w jaki sposób rodzi się świadomość. Zakładamy, że wyłania się z funkcjonowania złożonej sieci neuronalnej. Ale to wciąż domysły. Z kolei umysł jest ogólnym pojęciem, terminem zbiorczym ułatwiającym porządkowanie i łączenie takich funkcji poznawczych, jak uwaga, postrzeganie, pamięć, myślenie, wyobraźnia, a także świadomość. Utożsamianie świadomości z umysłem jest uproszczeniem. Co więcej, umysł jest zanurzony w środowisku, a więc w ciele, społeczności, otoczeniu fizycznym i kontekście kulturowym, które są ważnymi składowymi systemu poznawczego. Co w takim razie miałoby zostać uploadowane do komputera lub nowego, cybernetycznego ciała?

Dodaje, że cały ruch transhumanizmu, którego krionika jest częścią, wyrósł między innymi na proteście przeciwko ograniczeniom biologicznym. A najsilniejszym z tych ograniczeń jest właśnie nasza śmiertelność. Chcemy wierzyć, że technologia pomoże nam niejako przyspieszyć ewolucję, wzmocnić nas fizycznie i psychicznie, a tym samym odsunąć widmo śmierci.

– To oczywiście ma też swoje dobre strony, jak choćby rozwój medycyny. Już teraz żyjemy znacznie dłużej niż nasi przodkowie, potrafimy eliminować pewne choroby i całkiem skutecznie leczyć inne. Jednak nadal jesteśmy śmiertelni, a świadomość "czarnego ultimatum" dyscyplinuje nasze działania nie tylko w wymiarze innowacji, ale także relacji i samorealizacji – twierdzi psycholog.

Wieczna radość, powszechna szczęśliwość?

Załóżmy jednak, że postęp nauki doprowadzi do sytuacji, w której będziemy zdolni przenosić naszą świadomość na inne nośniki, choćby do cybernetycznych ciał. Co z człowiekiem, który obudzi się kilkadziesiąt czy kilkaset lat po swoich czasach? Naiwnie zakładamy, że będzie szczęśliwy tylko dlatego, że może żyć. A przecież będzie musiał funkcjonować w zupełnie innym, nieprzewidywalnym w tej chwili świecie, pozbawiony bliskich i rzeczywistości, która sprawiła, że tak desperacko chciał się wyrwać śmierci.

Co z człowiekiem, który obudzi się kilkadziesiąt czy kilkaset lat po swoich czasach? Naiwnie zakładamy, że będzie szczęśliwy tylko dlatego, że może żyć (Fot. Shutterstock.com)

– Perspektywa straty sprawia, że wyżej cenimy zagrożone nią aspekty życia. Dlatego nieśmiertelność wydaje się rozwiązaniem optymalnym, gdy kontrastujemy ją z ograniczonym czasem życia. Ale czy wielka miłość będzie smakowała tak samo, jeśli będzie powtarzana dowolną liczbę razy? To samo z innymi doświadczeniami, jak na przykład rodzicielstwo czy doskonalenie sił charakteru. Mówiąc o przedłużaniu życia w nieskończoność, zakładamy, że będzie ono doświadczeniem kompletnym, przynoszącym nam wieczną radość. A przecież już teraz żyjemy bardzo długo i nie obserwujemy ogólnej radości z tego powodu. Ważniejsze niż przedłużanie życia w nieskończoność jest tak naprawdę dobre, świadome przeżycie własnego życia. To trudne zadanie, które często ginie z pola widzenia, gdy zapatrujemy się w nadludzki autoportret. Mimo że mamy do dyspozycji wiele nocy i dni, potrzeba głębszego i bardziej sensownego doświadczania codzienności często budzi się w nas dopiero wtedy, gdy już jest za późno – podsumowuje dr Fortuna.

Epilog

Robert Ettinger zmarł 23 lipca 2011 roku. Jego ciało zostało poddane krioprezerwacji. Ettinger czeka na lepsze czasy wraz ze swoją matką i dwiema żonami.

Idea krioprezerwacji nie zyskała wielkiego poklasku. Najczęściej można na nią trafić, oglądając filmy z lat 70. i 80. ubiegłego wieku.

Zobacz wideo Niewiele osób wie, że Pixar zaczał się od "Gwiezdnych wojen"

Po wielu latach pogłosek o tym, że zamrożeniu poddał się sam Walt Disney, nawet ta plotka została rozwiana, a rodzina Disneya oficjalnie przyznała, że twórca Myszki Miki zmarł kilka tygodni po operacji raka płuc, a jego ciało zostało skremowane.

Pozostaje tylko nowela Neila R. Jonesa i fragment, w którym prof. Jameson, ożywiony i przeniesiony do robotycznego ciała, wpada na dno wygasłego wulkanu. Jest sam i nie może się wydostać. Rozważa: "Pozostałby w tym nieśmiertelnym, monotonnym stanie na zawsze w czarnym wnętrzu wulkanu, nie mogąc się poruszać. Cóż za okropna myśl! Nie mógłbym umrzeć z głodu; maszyny nie potrzebują jedzenia. Nie mógłbym nawet popełnić samobójstwa. Jedynym sposobem na śmierć byłoby rozbicie twardej metalowej głowy, a w moim obecnym stanie byłoby to niemożliwe"*.

*Cyt. za: The Project Gutenberg eBook of „The Jameson Satellite", Neil R. Jones, tłum. Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisząca dla Weekend.Gazeta.pl od powstania magazynu, związana ponadto m.in. z National Geographic, Focusem i z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Współautorka książek Człowiek istota kosmiczna oraz Kosmiczne wyzwania.