Społeczeństwo
RuPaul w 2018 roku (fot. Shutterstock)
RuPaul w 2018 roku (fot. Shutterstock)

Był rok 1994. Miałem dwanaście lat. W teledysku wyświetlanym w sobotnim programie muzycznym (Going Live!, a może CD:UK?) pojawiła się ONA. W całej swej okazałości – wydawało się, że ma z pięć metrów wzrostu. Na ekranie aż iskrzyło od seksualnego napięcia między nią a zatwardziałym kawalerem (i domniemanym seryjnym kobieciarzem) Eltonem Johnem. Musiała być jego dziewczyną – bo jak inaczej nieznana modelka (przy takim wzroście na bank pracowała jako supermodelka, tak przecież zarabiały na życie wysokie osoby, no chyba że akurat ktoś je zatrudnił do roli olbrzyma) zdołałaby się załapać na tak wspaniały występ? Gdzieś w głębi duszy czułem jednak, że wcale nie patrzę na kobietę. Ale i nie na mężczyznę. Że osoba, którą widzę na ekranie, rozsadza ramy binarności. Że jest czymś więcej niż sumą swoich części. Magiczną, zakazaną istotą zesłaną po to, by nas kusić, inspirować i doprowadzać do szaleństwa. Czułem też, że Eltona tak naprawdę nie pociągają kobiety, ale razem z RuPaulem, przebrani za słynne pary kochanków, tworzyli iluzję, której trudno się było oprzeć.*

Chyba od samego początku wiedziałem, że Elton John jest inny, nawet wtedy, gdy jeszcze nie do końca rozumiałem, co to znaczy być gejem – buntował się, przekraczał granice i miał gdzieś, co ludzie o nim myślą. Bo to jest coś, co po prostu wiemy, zanim się dowiemy, zanim odkryjemy i zgłębimy naszą seksualność. Nas, gejów, ciągnie do siebie nawzajem, bo jesteśmy outsiderami, bo łamiemy zasady, bo nie pasujemy do reszty otoczenia. Wyczuwamy współdzieloną tajemnicę, która przejawia się w bólu albo w dzikim zatraceniu – aluzje, spojrzenia, drobne gesty , wszystko to działa jak magnes. Ponury John, desperacko pragnący miłości ojca w powieści Jamesa Baldwina "Głoś to na górze", zafascynował mnie na długo przed ty m, zanim przeczytałem powieść "Mój Giovanni" i odkryłem, że Baldwin był homoseksualistą.

Buntownicze, antysystemowe ciągoty George’a Michaela, jego szelmowski uśmiech i ekstremalnie kampowe teledyski rozpaliły we mnie ogień. Gdy samotny płacz jadącego pociągiem chłopaka z piosenki "Small Town Boy" zespołu Bronski Beat w punkcie kulminacyjnym przechodził w rozdzierający falset, do oczu napływały mi łzy, choć sam nie wiedziałem dlaczego. Ten tekst po prostu do mnie przemawiał: matka, która niczego nie rozumie, świadomość, że musisz uciec z rodzinnego domu, desperackie próby znalezienia miłości. A potem RuPaul, mierząca niemal dwa metry czarna syrena w topie z opuszczonymi ramionami i ogromniastej blond peruce rozsadziła ekran telewizora, wyrywając mnie śpiewem z mojej żałosnej egzystencji i obiecując, że zabierze mnie w jakieś cudowne, pełne blasku miejsce.

Dziedzictwem osób queerowych nie jest wstyd. Są nim nadzieja i miłość.

To, że musimy kwestionować i badać swoją seksualność oraz tożsamość płciową, a potem się upominać o ich uznanie (za co często jesteśmy prześladowani), czyni z nas empatyczne, uważne i inspirujące jednostki ludzkie.

RuPaul przyszedł na świat jako RuPaul Andre Charles 17 listopada 1960 roku w San Diego. Z rodzinnego miasta przeniósł się do Atlanty, by tam studiować sztuki performatywne, a stamtąd ruszył do Nowego Jorku, gdzie szybko stał się nieodłącznym elementem imprezowego krajobrazu, zatrudniany przez legendy nowojorskiego życia nocnego, takie jak Susanne Bartsch. Pewnej nocy, występując w genderbendingowym zespole punkowym, Ru przebrał się za kobietę i tłum oszalał. Wszechświat wskazał mu drogę, a on nią podążył, nie oglądając się wstecz. I to jest jedna z najważniejszych lekcji, jakie nam dał RuPaul.

Każdy z nas buduje sobie spójne, stabilne wyobrażenie tego, kim jest i czego chce od życia. Ale to właśnie w chwilach, gdy rezygnowałem z pełnej kontroli i wychodziłem poza ograniczenia narzucane przez moją wizję siebie, odnajdowałem radość i odnosiłem sukces. Chyba nie muszę nic więcej tłumaczyć. Ru niekoniecznie dorastał w przekonaniu, że jako dorosły człowiek będzie się wcielał w rolę kobiety, ale kiedy tylko zwęszył okazję, wykorzystał moment i ruszył do boju. Stał się międzynarodową gwiazdą popu dzięki singlowi Supermodel, został twarzą pionierskiej kampanii MAC Cosmetics i jako rzecznik prasowy tej firmy zdobywał fundusze dla charytatywnego Mac AIDS Fund.

Po kilku latach wyhamowania (choć nigdy nie przestał koncertować po całym świecie) RuPaul powrócił z Drag Race, reality show będącym jednocześnie pastiszem i hołdem dla programów takich jak Project Runway czy America’s Next Top Model. Drag Race został odrzucony przez wszystkie najważniejsze stacje telewizyjne, by ostatecznie znaleźć przystań w Logo TV, stacji kierującej swoją ofertę przede wszystkim do widowni LGBT+. Dziś program emitowany jest w mainstreamowym VH1, a jego ostatnie sezony można również obejrzeć dzięki międzynarodowej platformie Netflix, gigantowi wśród tego typu serwisów.

Drag Race został odrzucony przez wszystkie najważniejsze stacje telewizyjne, by ostatecznie znaleźć przystań w Logo TV (fot. Shutterstock)

Drag Race to fenomen o zasięgu globalnym, który zainspirował wiele powiązanych produkcji, w tym spin offy, występy na żywo i inne wydarzenia, a także lokalne wersje tego show produkowane w Tajlandii, Wielkiej Brytanii i Holandii. Dzięki programowi RuPaul ponownie zaznaczył swoją obecność na światowej scenie i, jak na ironię, mógł wreszcie zrzucić z siebie kobiecy kostium (choć nadal występował w fantazyjnych stylizacjach). Ach, cóż za dziwna, szalona podróż. Podjął ryzyko i skręcił w stronę dragu, jednocześnie pozostając wierny swoim punkowym zasadom. Występuje zarówno w roli gospodarza, jak i artysty, w przebraniu i bez, zbierając zasłużone pochwały za to, jak silną i wspaniałą jest osobą. Swoje działania traktuje jako wyzwanie rzucone stereotypowemu postrzeganiu tożsamości i idącej z nim ramię w ramię polityce. Jak mówił w wywiadzie dla "Vogue": "Żyjemy w tak bardzo egocentrycznym świecie, gdzie wszystko kręci się wokół podkreślania własnej tożsamości, że wybraliśmy na prezydenta chodzące uosobienie egocentryzmu… Drag to idealna przeciwwaga dla tego sposobu myślenia. Podczas gdy ego kieruje się dewizą: »Jestem lepszy od ciebie«, drag mówi nam: »Twój ubiór cię nie definiuje. To, co masz zapisane w akcie urodzenia, też cię nie definiuje. Jesteś wytworem własnej wyobraźni«".

Każdy z nas buduje sobie spójne, stabilne wyobrażenie tego, kim jest i czego chce od życia. Ale to właśnie w chwilach, gdy rezygnowałem z pełnej kontroli i wychodziłem poza ograniczoną wizję samego siebie, odnajdowałem radość i odnosiłem sukces.

Nie jestem w stanie wyrazić, jak wiele radości Drag Race wnosi do mojego życia i do życia milionów ludzi na całym świecie. Gdy oglądam ten program, jestem wprost wniebowzięty. Patrząc na ekran, mam poczucie, że wróciłem do domu. Do mojej rodziny z wyboru. Drag Race łączy wspólnotę queer na całym świecie i robi to na niespotykaną dotąd skalę, a do tego w mainstreamie. Kiedy byłem nastolatkiem, desperacko szukałem książek, filmów i programów telewizyjnych, dzięki którym mógłbym się poczuć mniej samotny. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że nasza wspólnota wyjdzie kiedyś z cienia i będzie nie tylko tolerowana, ale i doceniana. Właśnie w ten sposób nasze dziedzictwo tworzy i kształtuje kulturę.

Dziś dzięki popularności Drag Race RuPaul stanowi inspirację dla kolejnego pokolenia młodzieży queer (i hetero), wyznaczając kurs całym zastępom swoich fanów poprzez infiltrowanie kultury głównego nurtu. W pełni zasłużenie został twarzą wspólnoty outsiderów, odmieńców i queerów. Nie zjawił się tu po to, żebyśmy czuli się bezpiecznie, tylko po to, żeby podważać, kwestionować i obalać. Spalić wszystko do szczętu i zacząć od nowa! Jego punkowe ideały zdają się kolidować z mainstreamowym sukcesem i romansem z kulturą konsumpcji – uczestnicy programu często się śmieją, że Ru znów ma kolejny produkt do sprzedania. Ten żart ciągle bawi, bo to prawda! W każdym z nas drzemie mnóstw o napięć i wewnętrznych sprzeczności. W ostatecznym rozrachunku działania Ru mają nas odrzeć z iluzji, w które się przyodziewamy, i zakwestionować naszą "tożsamość" – w końcu "wszyscy urodziliśmy się nadzy, a cała reszta to drag".

W swoim programie RuPaul sięga do stałego repertuaru nawiązań kulturowych: odwołuje się do ról i rozpoznawalnych kwestii ikon kina oraz innych artystów scenicznych, od Joan Crawford i Lizy Minelli począwszy, na gwiazdach kina blaxploitati on skończywszy. To właśnie te aluzje (niektóre bardziej, inne, ku mojej frustracji, mniej oczywiste) zainspirowały mnie do stworzenia "Biblii queeru". Chciałem stworzyć sobie przestrzeń umożliwiającą mi zanurzenie się w tym samym kontekście kulturowym, który był udziałem RuPaula. Epidemia AIDS zabrała całe pokolenie queerów, pozbawiając nas wspólnotowej "starszyzny" – przewodników, którzy mogliby nas edukować, pokazywać nam filmy i muzykę, opowiadać anegdoty leżące u podstaw kultury queer. Drag Race otwiera do niej wrota.

Chcesz wiedzieć, dlaczego "czytanie to podstawa"? Obejrzyj "Paryż płonie". Ciekawi cię, kto ma "51 procent udziałów w tej firmie"? Posłuchaj Faye Dunaway w roli Joan Crawford w filmie "Najdroższa mamusia". "Moje dziewczęta" to uczennice Maggie Smith z Pełni życia panny Brodie. Zresztą ikoniczne powiedzonka samego RuPaula także weszły już do popularnego języka. Jak pokazuje "Paryż płonie", kultowy film o nowojorskiej scenie balowej, potrzebujemy drag matek, które wprowadzą nas w tajemniczy, wywrotowy, cudowny świat naszego dziedzictwa.

RuPaul zainspirował mnie do tego, aby dać światu "Biblię queeru", do stworzenia czegoś, co wykracza poza mnie samego, czegoś autentycznego. Platformy dla tych, którzy chcą opowiadać swoje historie swoim własnym głosem. Przestrzeni i wspólnoty dla następnego pokolenia, by mogło radośnie celebrować naszą kulturę i tłumaczyć nam, jak ewoluuje koncepcja płci i polityki.

Pisząc te słowa, myślę o tamtym małym chłopcu, który oglądał w telewizji RuPaula. Ru pojawił się przy mnie niczym dobra wróżka i już mnie nie opuścił. Myślę o zamęcie w mojej głowie, o prześladowaniach i o całym ogromie cierpienia, które dopiero miało nadejść. Tak wiele razy chciałem się poddać, ale cieszę się, że tego nie zrobiłem. Bo na drugim brzegu bólu czekało mnie piękne życie: mały Jack akceptu je samego siebie, naprawia relacje ze swoją rodziną biologiczną i odnajduje jeszcze jedną rodzinę we wspólnocie queer. W końcu staje się szczęśliwym, dumnym człowiekiem, który uczy się kochać siebie takim, jakim jest. RuPaul pokazał mi, że to możliwe, i dziękuję mu za to z całego serca. Bo jak sam mówi: "Jeśli nie możesz pokochać siebie, to jak, do diabła, chcesz pokochać kogoś innego? Czy usłyszę »Amen«?".

*Fragmenty książki "Biblia queeru" Jacka Guinessa, tłumaczenie: Zofia Szachnowska-Olesiejuk

Jack Guinness. Wykształcony na Uniwersytecie Cambridge, rozpoczął karierę jako model, biorąc udział w kampaniach takich marek jak L’Oréal, Dunhill i Dolce & Gabbana. Jako dziennikarz oraz krytyk modowy publikował m.in. na łamach "Sunday Times Sty le", "Vogue Italia", "Guardiana" , brytyjskiego "GQ", "Gentleman’s Journal" i "Tatlera". Gościnnie zawiadywał w mediach społecznościowych profilami takich marek jak Alexa Chung i Hugo Boss. Jest dumnym członkiem British Fashion Council, która działa w ramach London Fashion Week Men’s, z zapałem wspiera też młodych projektantów i brytyjskich producentów. Niedawno został stałym współpracownikiem brytyjskiego wydania "GQ".