Społeczeństwo
Munka Bączyk (fot. Ewa Dziduch)
Munka Bączyk (fot. Ewa Dziduch)

Masywny, kamienny dom Munki Bączyk, wybudowany w 1822 roku, o czym informuje wyryty w kamieniu napis nad wejściem, stoi przy wąskiej drodze, między porośniętym łąką wzgórzem a strumieniem. Za strugą piętrzy się wysoki świerkowy las. Nad potokiem uwagę zwracają rosnące jak okiem sięgnąć lepiężniki różowe. Wrażenie robią ich potężne rozmiary.*

Niektóre liście mają nawet metr średnicy. Munka śmieje się, że ma przed domem prawdziwą plantację. A lepiężnik jest lubianym przez zielarki składnikiem kosmetyków, ma też właściwości lecznicze – nalewka robiona z jego kłączy łagodzi migrenowe bóle głowy i działa uspokajająco. Munka chętnie używa liści i kłączy lepiężnika różowego do tworzenia mgiełek oczyszczających do cery trądzikowej, płukanek do włosów (głównie ziołowy ocet) oraz kremów przeciwstarzeniowych.

Walące się gospodarstwo w Bartnicy w Górach Sowich kupiła kilka lat temu. Kamienne domiszcze wciąż remontuje, ale plan jest dalekosiężny – w niskiej izbie z bezpośrednim wyjściem do ogrodu będzie pracownia zielarska. W stodole znajdzie się miejsce na warsztaty i sklepik. Na zewnątrz stanie kamienna wanna do ziołowych kąpieli. Na razie Munce i dziewczynom, które przyjeżdżają do niej na warsztaty, wystarcza zwykła, żeliwna postawiona w ogrodzie. Na ognisku grzeją wodę w wielkich garach i robią ziołowe nasiadówki. Sama Munka uwielbia przesiadywać w tej wannie zimą – dookoła mróz, śnieg, a ona zanurzona po nos w aromatycznych ziołach.

Dla wielbicielki przyrody i zielarstwa ta okolica to prawdziwy raj – w sąsiedztwie tylko łąki i pastwiska – rośliny, które tu zbiera, są czyste i nieskażone rolniczą chemią. Munka niemalże wszystko, czego jej potrzeba – krwawnik, dziką marchew, żywokost – znajduje, łażąc po otaczających ją górach. Trudno dostępny uczep trójlistkowy rośnie przed jej domem. Uprawia tylko nagietki, które wyjątkowo lubi i chętnie dodaje do kosmetyków ze względu na ich nawilżające, regenerujące i przeciwzapalne działanie.

W największym pokoju honorowe miejsce zajmuje szklany alembik. Na palniku ustawiona jest pękata kolba, którą wypełniają kwiaty i listki krwawnika. Krople hydrolatu – czyli czystej roślinnej esencji – spływają długą rurką do podstawionej menzurki. Munka śmieje się, że destylowanie to jej powołanie.

Destyluje nawet torf. Kiedy wyglądam na zaskoczoną, tłumaczy: – Destylat z borowiny to wspaniały składnik kosmetyków – idealny na kłopoty skórne, zaskórniki, trudno gojące się wypryski! Hydrolaty, które przygotowuje z sezonowych roślin, są podstawą jej kosmetyków. Lubi proste receptury. – Wystarczy świeży hydrolat z czeremchy i lawendy z odrobiną świeżo tłoczonego oleju z wiesiołka i mamy wspaniałe serum na noc, które doskonale nawilża i odżywia, nie pozostawia tłustej warstwy i wchłania się całkowicie, pozostawiając skórę wygładzoną, napiętą i rozjaśnioną – zapewnia.

Hydrolaty, które przygotowuje z sezonowych roślin, są podstawą jej kosmetyków (fot. Ewa Dziduch)

Przygotowując się do warsztatów, Munka szykuje destylaty z melisy i lawendy, dzikiej marchwi oraz oszałamiająco pachnący migdałami destylat z czeremchy. Ale to nie koniec jej arsenału. W aptecznej szafce stoją poustawiane flakoniki i butelki – gliceryty z żywokostu, kwiatów kasztanowca, pączków lipy, wyciągi olejowe z dziurawca, uczepu trójlistkowego, nagietka, dzikiej marchwi. Większość z nich Munka wykorzystuje do produkcji swoich kosmetyków. Korzystają z nich też uczestniczki organizowanych przez Panny Dziewanny warsztatów. Podczas zajęć robią kremy, pasty do zębów, płyny do higieny intymnej, mydła, szampony, toniki do twarzy. Sama Munka tradycyjnych kosmetyków nie używa od siedmiu lat. To, czego potrzebuje, robi sobie sama.

Mydło przygotowuje na tłustym kozim mleku od szczęśliwej kozy Miećki z zaprzyjaźnionego gospodarstwa i wyciągu olejowym z nagietka lekarskiego. Dodaje do tego wyciąg olejowy z dziewanny i masło kakaowe. Takie mydło jest niezwykle nawilżające, świetnie pielęgnuje i nadaje się również do mycia twarzy. Szampon Munka szykuje na bazie rozgotowanych orzechów piorących i kasztanów – pachnie okropnie, ale za to włosy są po nim mocne i połyskujące. Wzmacnia je również wcierkami olejowymi z oleju rycynowego, wyciągu olejowego z dziurawca i nagietka oraz olejku eterycznego z rozmarynu.

Zobacz wideo Jak samodzielnie zrobić kanapkę lodową?

Jej ulubiony krem to przede wszystkim mieszanina hydrolatów z roślin aktualnie dostępnych i wyciągów olejowych (z nagietka, dzikiej marchwi i dziurawca), enzymatycznych ekstraktów (z pączków lipy i jabłoni) oraz świeżo tłoczonych olei jakości spożywczej (uwielbia olej z wiesiołka i lniany).

Robiąc swój własny krem, wiemy dokładnie, jakie zawiera składniki. Drogeryjne kosmetyki często są testowane na zwierzętach, mają w składzie szkodliwe konserwanty, olej palmowy, pakowane są w plastik. Wcierając w siebie rośliny, świadomie wybieram zdrowie i dobre samopoczucie – śmieje się Munka. Ważne jest dla niej to, że minimalizuje szkodliwy wpływ na naszą planetę, rezygnując z oferty wielkich koncernów.

Tym, co kilka lat wcześniej przywiodło Munkę do zielarstwa, było atopowe zapalenie skóry, na które cierpiał jej syn. Lekarze utrzymywali, że jedynym ratunkiem jest podawanie dziecku sterydów. A tego Munka chciała uniknąć. W tym samym czasie na zielarskie studia u dr. Różańskiego zapisała się bratowa męża Munki, Agnieszka, filmoznawczyni i wykładowczyni na wrocławskiej ASP. Chętnie dzieliła się tym, czego uczyła się na studiach – okazało się, że zioła mogą być odpowiedzią na skórne kłopoty Franka. Munka zaczęła od mydeł, potem były maści, kremy, toniki. Atopia została zaleczona, ale zioła i ich możliwości wciągnęły Munkę na dobre. Razem z Agnieszką założyły zielarsko-artystyczny kolektyw Panny Dziewanny. Dla Munki zielarstwo to tylko punkt wyjścia do napędzania osobistego rozwoju w wielu kierunkach. Równie ważny jest dla niej aspekt artystyczny tego, co robi – to, jak zaprojektowane są etykiety, jakie nazwy mają jej kosmetyki.

Podczas zajęć robią kremy, pasty do zębów, płyny do higieny intymnej, mydła, szampony, toniki do twarzy (fot. Ewa Dziduch)

Zaczęła też zajmować się ceramiką – w swoim sklepiku sprzedaje nie tylko ziołowe mieszanki do kąpieli, lecz także ceramiczne kominki do aromaterapii, miseczki do maseczek czy zaparzacze do ziół swojego autorstwa. Śmieje się, że to, co robi, to fitoterapia artystyczna.

Zaczynając przygodę z kosmetykami, warto skorzystać z warsztatów i dobrej literatury zielarskiej, by poznać rośliny, ich właściwości i zalety oraz podstawy tworzenia maceratów, enzymatycznych ekstraktów, hydrolatów, by wiedzieć, jakie warto ze sobą łączyć, a jakich kombinacji unikać, kiedy zbierać, jak zbierać, gdzie zbierać, jak suszyć… Potem już wszystko zależy od nas, czasem podczas eksperymentów wychodzą najlepsze mazidła stworzone właśnie dla nas samych.

Munka przekonuje, że to wbrew pozorom jest niezwykle proste i szalenie satysfakcjonujące. Zrobić swój krem z własnoręcznie zebranych, a potem przetworzonych roślin, włożyć do szklanego słoika i używać – to jest coś! Tak właśnie zaczyna się zmiana.

Tonik do cery trądzikowej i tłustej

  • 50 ml destylatu z kłącza lepiężnika różowego
  • 10 ml destylatu z kwiatów krwawnika
  • 20 ml destylatu z ziela rozmarynu
  • 10 ml destylatu z gałązek czeremchy
  • 2 ml glicerytu z korzenia żywokostu
  • 1 łyżeczka octu lawendowego

Mieszamy wszystkie składniki, przelewamy do butelki, trzymamy w lodówce. Taki tonik świetnie robi tłustej skórze z wypryskami. Spryskuj twarz kilka razy dziennie, ale zawsze na umytą skórę. Można go też mieszać ze świeżo tłoczonymi olejami i stosować zamiast kremu (świetne oleje do cery tłustej to tamanu, z konopi czy rokitnikowy). Taka wersja serum jest dla mnie najlepszą z możliwych pielęgnacji cery, nie tylko trądzikowej.

Krem do twarzy dla cery przesuszonej

faza wodna:

  • 10 g destylatu z kocanki piaskowej
  • 35 g destylatu z nasion dzikiej marchwi
  • 15 g destylatu z kwiatów bzu czarnego
  • 5 g glicerytu z płatków róży

faza olejowa ciepła:

  • 5 g wyciągu olejowego z nasion dzikiej marchwi
  • 5 g wyciągu olejowego z kwiatów nagietka lekarskiego
  • 5 g masła kakaowego
  • 5 g skwalanu z oliwy z oliwek
  • 6 g świeżo tłoczonego oleju z wiesiołka
  • 5 g olivem 1000
  • 4 g alkoholu cetylowego
  • opcjonalnie: ekokonserwant

Podgrzewamy obie fazy w oddzielnych menzurkach (oprócz świeżo tłoczonego oleju z wiesiołka) do temperatury ok. 40°C, tak aby masła i emulgatory się rozpuściły. Wlewamy fazę wodną do olejowej, jednocześnie blendując, aż powstanie krem. Na koniec dodajemy świeżo tłoczony olej z wiesiołka i ewentualnie ekokonserwant. Taki krem jest doskonały na dzień. Świetnie się wchłania i nawilża suchą skórę. Dzika marchew i kwiaty bzu czarnego odmładzają i rozjaśniają cerę.

Krem regeneracyjny do rąk

faza olejowa:

  • 25 g wyciągu olejowego z żywicy sosnowo-świerkowej
  • na oleju kokosowym
  • 5 g wyciągu olejowego z kwiatów dziurawca
  • na oleju winogronowym
  • 5 g wyciągu olejowego z dziewanny i ślazu
  • na oleju kokosowym
  • 5 g masła kakaowego
  • 6 g olivem 1000
  • 4 g alkoholu cetylowego

faza wodna:

  • 40 g gęstego naparu z siemienia lnianego (glut)
  • 5 g destylatu z borowiny
  • 5 g glicerytu z korzenia żywokostu
  • opcjonalnie: ekokonserwant

Munka niemalże wszystko, czego jej potrzeba - krwawnik, dziką marchew, żywokost - znajduje, łażąc po otaczających ją górach (fot. Ewa Dziduch)

Podgrzewamy obie fazy w oddzielnych menzurkach, tak aby masła i emulgatory się rozpuściły i uzyskały temperaturę ok. 40°C. Wlewamy fazę wodną do olejowej, jednocześnie blendując, aż powstanie krem. Jest to kosmetyk wielozadaniowy. Doskonale nawilża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Może służyć jako pomadka, krem do rąk i stóp. Mimo że zawiera aż 50% fazy olejowej, wcale nie pozostawia tłustej warstwy i świetnie się wchłania.

Wyciąg olejowy z żywicy: zbieramy garść żywicy i obficie spryskujemy spirytusem, odstawiamy na 30 minut. Dodajemy tyle samo oleju kokosowego i podgrzewamy na delikatnym ogniu tak długo, aż żywica się rozpuści. Przecedzamy przez sitko.

Wyciąg olejowy z dziewanny i ze ślazu: rozdrabniamy zioła (można utrzeć je w moździerzu) i spryskujemy obficie spirytusem. Zostawiamy na 20–30 minut. Dodajemy olej kokosowy (1:1), wstawiamy do kąpieli wodnej i utrzymujemy w temperaturze 35°C przez ok. 3 godziny (można to zrobić w wolnowarze lub na kuchence, łatwiej wówczas kontrolować temperaturę). Czynność powtarzamy przez kolejne 3 dni. Przecedzamy.

Gliceryt z żywokostu: zbieramy korzeń, dokładnie szorujemy. Ścieramy na tarce o grubych oczkach. Spryskujemy spirytusem, odstawiamy na 20 minut. Zalewamy całość gliceryną – dodajemy jej tyle, aby przykryła rozdrobniony korzeń. Macerujemy w słoju przez 3 tygodnie. Codziennie potrząsamy słojem. Przecedzamy. Przechowujemy w ciemnym szkle.

*Fragmenty książki "Moc ziół. Zielarki i ich sekretne przepisy" Sylwii Kawalerowicz

Monika Filipiak-Bączyk, zwana Munką. Animatorka kultury, zielarka, twórczyni ceramiki, oraz Aga Jarząb – dr sztuki Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, absolwentka kursu Zielarz fitoterapeuta w Europejskim Studium Przygotowania Zawodowego i Wiedzy Praktycznej. Munka i Aga łączą zainteresowanie zielarstwem z szeroko rozumianymi działaniami związanymi ze sztuką. Produkują naturalne mydła, botaniczne kosmetyki, prowadzą warsztaty zielarskie. Munka specjalizuje się w destylacji. Równie ważna jak same ziołowe specyfiki jest dla nich towarzysząca im oprawa wizualna. Same projektują opakowania, na których pojawiają się ilustracje ich autorstwa.

Sylwia Kawalerowicz. Dziennikarka i redaktorka, wieloletnia redaktorka naczelna magazynu "Aktivist". Autorka przewodnika po najciekawszych domach gościnnych "Odetchnij od miasta. Dolny Śląsk". Chociaż przez większość życia była związana z pisaniem o życiu miasta i śledzeniem najnowszych miejskich trendów, dzisiaj woli odkrywać lasy, łąki i bezdroża.