Społeczeństwo
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Wszyscy skupiają się na nieszczęsnych modliszkach, ale wcale nie są one jedynymi kochankami ostrzącymi sobie żuwaczki (bo zębów nie mają) na swoich partnerów. Zwyczaj ten jest również niezwykle popularny wśród pajęczyc. W pajęczej rodzinie pożeranie samca przez dużo większą samicę tuż po tym, gdy wypełni on swoje męskie zadanie, jest na porządku dziennym. Dlatego samce wypracowały przeróżne strategie mające na celu ujście z erotycznej przygody z życiem. Przyjrzyjmy się, co działa na pajęczyce i sprawia, że zapominają one o swoich morderczych instynktach.*

Można wybrankę zachwycić pięknym tańcem, co w świecie zwierząt jest strategią częstą, wręcz oczywistą. Prawdziwymi mistrzami erotycznego baletu są pająki z rodziny skakunowatych, które nie tkają sieci, lecz polują, skacząc znienacka na swoje ofiary. Te malutkie stworzenia żyją na całym świecie, lecz najpiękniej ubarwione gatunki spotyka się w rejonach tropikalnych. Poznajmy zatem mistrza najbardziej widowiskowego tańca – skakuna (Maratus volans), którego spotkać można wyłącznie w Australii. Odwłok samca przypomina misternie namalowany, kolorowy, owalny obraz w odcieniach żółci, pomarańczu i błękitu. Kiedy samiec zauważa interesującą kandydatkę na matkę swoich dzieci, rozpoczyna taniec pełen podskoków, podbiegania do samicy i uskakiwania. Unosi odwłok niczym paw ogon i potrząsa nim bardzo szybkimi ruchami, wprawiając go w wibracje dosłownie hipnotyzujące samicę. Cóż, tylko czasami hipnotyzujące, bo jeśli samiec niewystarczająco się stara, to musi szybko zmykać, żeby nie zostać pożarty. Czyli albo tancerz idzie na całość, albo sam idzie na deser.

 

Wszyscy wiemy, że nawet najbardziej agresywną i krwiożerczą lady można udobruchać pomysłowym prezentem. To jedna z najbardziej uniwersalnych zasad u ludzi i u zwierząt. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę pospolity w Polsce i rozpowszechniony również w innych częściach świata darownik przedziwny. Z pozoru wcale nie zasługuje na swą nazwę – ot, zwyczajny, niezbyt duży, szarobrązowy pająk, często siedzący na liściach roślin ogrodowych czy kryjący się w żywopłotach. Ma jednak dziwny zwyczaj, który biolodzy obserwują od dawna z wielką fascynacją.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Darownik przedziwny wyspecjalizował się bowiem w ofiarowywaniu prezentów i dzięki temu zyskał swoją polską nazwę. Oczywiście prezenty daje wybrance. Zanim darownik rozpocznie zaloty, przygotowuje swoje narządy płciowe – nogogłaszczki, drugą parę odnóży – które napełnia nasieniem. Trochę to przypomina  przedziwną masturbację, ale nie mierzmy pająka naszą miarą, bo ma on w zanadrzu coś jeszcze – smakowitą muchę, którą upolował wcześniej. Bierze muchę w odnóża i szybkimi ruchami owija swoją nicią, aż zaczyna przypominać śnieżną kulkę. Tak przygotowany wybiera się do samicy. W jednym odnóżu niesie prezent, a w drugim porcję nasienia. Składa smakowity dar koło sieci wybranki i bacznie obserwuje samicę – zapewne w dużym napięciu – gdy ta ocenia jakość prezentu. Jeśli mucha jest naprawdę grzechu warta, samica przystępuje do odpakowania prezentu i konsumpcji, a w tym czasie pan darownik hyc – i już jest za nią, wkłada specjalny narząd, embolus, stanowiący część nogogłaszczki, do jej pochwy i wpuszcza nasienie. Potem tylko szybko trzeba wziąć nogi za pas i gotowe. Geny przekazane potomstwu, życie ocalone. A ile przy tym emocji! Nie ma to jak sprawność erotyczna doświadczonego samca!

Niewątpliwie emocjonujące jest też zbliżenie pająków z rodzaju Xysticus, czyli bokochodów, zwanych tak ze względu na charakterystyczne przemieszczanie się w bok. Pająki te żyją w całej Europie, można je spotkać również w Polsce. Między samcem a samicą występuje spora dysproporcja. Samiec ma zaledwie 5 mm długości, a samica osiąga do 8 mm. Wydawałoby się, że w konfrontacji z niemal dwa razy większą partnerką samiec nie ma szans, ale od czego sprytna strategia? Cóż, może niepokojąco podobna do praktyk sado-maso z krępowaniem, ale grunt, że skuteczna. Trzeba też przyznać, że najpierw samiec próbuje po dobroci. Podchodzi do wybranki i delikatnie głaszcze ją odnóżami, lekko stuka, wywołując zapewne przyjemne drgania jak podczas masażu. Zdarza się, że zachwycona samica jest jak w transie i zezwala na zbliżenie, ale samiec i tak musi się mieć na baczności! Szybko owija odnóża samicy siecią, unieruchamiając ją, a dopiero potem przystępuje do kopulacji.

Pająk z rodzaju Xysticus (fot. Wikipedia Commons / CC BY 3.0)

Jeden z gatunków bokochodów, Xysticus cristatus, zwany pająkiem krabowym, jest odważniejszy. Zamiast ugłaskać i rozpalić partnerkę masażem, podbiega do niej i chwyta ją za jedno odnóże. Potem czeka cierpliwie, aż ona przestanie się szamotać, i krępuje ją nicią. Wtedy wślizguje się pod nią i zapładnia ją sprawnymi nogogłaszczkami, na które wcześniej oddaje swe cenne nasienie.

Samce pająków bywają również piekielnie zazdrosne, do tego stopnia, że są w stanie poświęcić życie, aby ich wybranka nie kopulowała już z nikim innym. Na takie poświęcenie decydują się żyjące w Ameryce Północnej samce czarno-żółtych pająków Argiope aurantia, bliskich krewniaków naszych tygrzyków paskowanych. W tym gatunku często zdarzają się przypadki kanibalizmu po kopulacji. Po zakończonym akcie samice nierzadko zjadają partnerów, jak czyni to samica tygrzyka paskowanego, którego możemy podglądać we własnym ogrodzie.

Jednak w przypadku Argiope aurantia tak się nie dzieje. Samiec, któremu dużo większa samica pozwoli na zbliżenie, podchodzi do niej od tyłu i szykuje przednie nogogłaszczki do rękoczynowego aktu płciowego. Pająk wkłada embolus do odpowiedniego otworu u samicy i… jego serce przestaje bić. Samiec gwałtownie kończy życie, właściwie bez powodu w sensie medycznym, za to prokreacyjny powód tej desperacji jak najbardziej istnieje.

Naukowcy długo się zastanawiali, dlaczego tak się dzieje, w końcu samica wcale go nie zjada. Wreszcie udało się rozwiązać tę dziwną zagadkę. W trakcie wielokrotnych obserwacji tego dziwnego spółkowania przez przedstawicieli Argiope aurantia wyszło na jaw, że martwy samiec przytwierdzony do odwłoka samicy, z dwiema nogogłaszczkami wbitymi w jej układ rozrodczy, działa niczym swoisty pas cnoty, co nie pozwala jej na seks z innymi amantami.

Argiope aurantia (fot. Wikipedia Commons / CC BY 3.0)

Jego nogogłaszczki tkwią w samicy niczym wmurowane. Inne samce często podejmują próby ich wyciągnięcia, aby skorzystać z wdzięków wciąż chętnej pajęczycy, ale to próżny trud – zazwyczaj nie pomaga ani ciągnięcie, ani odgryzanie. Samica wydala nogogłaszczki kochanka dopiero po około półgodzinie, kiedy już wszystkie jaja są zapłodnione. W ten sposób on może i traci życie, ale przynajmniej zyskuje pewność, że dzieci są jego. Co w świecie samców zazwyczaj nie jest tak oczywiste.

Życie pająków jest nie tylko ryzykowne, ale na dodatek krótkie, dużo krótsze niż samic. U wielu gatunków płciowa niesprawiedliwość pod tym względem jest naprawdę dojmująca. Samce żyją zaledwie kilka miesięcy, a samice po kilka lat. Oni mają jedną partnerkę w życiu, a one po kilkunastu partnerów. Na dodatek wielu z nich zwyczajnie zjadają, nawet gdy wcale nie są głodne.

Wesz głowowa, mistrzyni sadomasochizmu

O tym, że pan i pani wesz postanowili wydać potomstwo w ludzkich włosach – bo tam właśnie bytują i się rozmnażają – łatwo się przekonać. Na włosach zostają przyklejone zapłodnione jaja wszy, pokryte lepką substancją dla lepszego przymocowania. To oczywiście tak zwane gnidy. Kto kiedykolwiek miał wszy, wie, jak trudno je usunąć z włosa i jak są odporne na środki chemiczne stosowane w zwalczaniu wszawicy. Grzebienie wymyślono niegdyś nie dla urody, ale w celu wyczesywania z włosów wszy i gnid.

Zaraz, zaraz, przecież mieliśmy o czymś innym!

Cóż, nawet temat gnid we włosach jest przyjemniejszy od tematu seksu tych drobnych owadów. Mimo że nie są zbyt skomplikowanymi stworzeniami, wszy rozmnażają się wyłącznie płciowo, a więc do zapłodnienia samicy niezbędny jest samiec. Panie i panowie lekko się różnią. Samiec ma większe dwa pierwsze odnóża (z sześciu), a pod brzuchem dobrze widoczny narząd płciowy, odpowiednik penisa. Samica ma z tyłu gonopodia służące do składania jaj, lecz bynajmniej nie do spółkowania. Pani wesz nie ma bowiem części ciała przeznaczonej do kopulacji, jak na przykład kloaka czy pochwa. Jak więc odbywa się zapłodnienie? Samiec po prostu chwyta długimi przednimi odnóżami ciało samicy, przytrzymuje je i wbija swój ostry i sztywny narząd rozrodczy gdzie popadnie.

Kiedy już go wbije, może pozostawać w zespoleniu z samicą nawet godzinę, wtłaczając do jej ciała ejakulat z komórkami płciowymi, które potem z hemolimfą samicy docierają do jajnika, gdzie dochodzi (w ten pokrętny sposób) do zapłodnienia.

Grzebienie wymyślono niegdyś nie dla urody, ale w celu wyczesywania z włosów wszy i gnid (fot. Shutterstock)

Jeżeli skończy się na jednej kopulacji, samica jakoś dochodzi do siebie, a rana się goi. Ale nie zawsze tak się dzieje. Naukowcy przekonali się, że zbyt wielu partnerów seksualnych może samicę wszy zabić. Podczas eksperymentów zamknęli w probówce świeżo przepoczwarzoną dorosłą samicę (wesz może rozmnażać się już 10 godzin po przejściu ze stadium nimfy do postaci dorosłej) z sześcioma samcami, które dosłownie się na nią rzuciły. Nieszczęsna samica tego nie przeżyła. Entomolodzy obserwują też, że połączona ze zranieniem kopulacja może skończyć się śmiercią również dla samic starych. Ponad sto lat temu Amerykanin Artur Bacot, jeden z pierwszych parazytologów zajmujących się badaniem wszy, był świadkiem śmierci dziewiczej samicy podczas kopulacji. Bacot zauważył, że samica po śmierci pokryta była czerwoną substancją. A owady nie mają przecież czerwonej krwi, tylko jasnożółtą hemolimfę.

Badacz domyślił się więc, że samica zapewne niedawno piła ludzką krew, a w trakcie kopulacji samiec przebił jej przełyk. Dla samców wszy stosunek nie kończy się zgonem, no chyba że w czasie brutalnego tête-à-tête z partnerkami nie zauważą, że zbliża się do nich ostry grzebień człowieka, na którego głowie wyprawiają te brewerie.

Podobne zwyczaje mają także wszy łonowe, zwane potocznie mendoweszkami. Łatwiej je obserwować, bo można to robić samodzielnie, co z wszami głowowymi się nie udaje lub wymaga akrobatycznych wyczynów z lustrami. Wszy łonowe są jednak w Europie bliskie wymarcia, co entuzjastom tego gatunku może utrudniać ich obserwowanie.

Kontrowersyjne praktyki zgłąbów

Zgłąb (Megarhyssa rixator), błonkówka z rodziny gąsienicznikowatych, to najdłuższy z owadów występujących w Polsce. Nie największy i nie najcięższy, ale najdłuższy. Jego tułów ma około 3,5 cm długości, a do tego dochodzi pokładełko o długości ponad 8 cm. Jest to więc owad smukły i bardzo długi, z cienkim i niezwykle wydłużonym „szpikulcem" służącym samicom do składania jaj. Pokładełko ma grubość końskiego włosa i występuje tylko u samic, a więc to dzięki nim zgłąba uznano za naszego najdłuższego owada. Pokładełko jest przez samicę ostrożnie wbijane (a raczej wciskane) w miękkie, murszejące drewno, gdzie kilka centymetrów pod korą żerują larwy błonkówek z rodziny trzpiennikowatych. Za pomocą węchu samica znajduje larwę odpowiedniej wielkości i wciska w jej kierunku pokładełko, a następnie składa przez nie jajo. Po wykluciu larwa zgłąba stopniowo zjada nieszczęsnego trzpiennika, a robi to tak zmyślnie, by ofiara żyła na tyle długo, aby larwa zgłąba zdążyła dorosnąć i się przepoczwarzyć. Po wyjściu ze sztywnej skorupy poczwarki świeżo narodzony zgłąb prze ku powierzchni pnia, w którym przyszedł na świat, wygryzając sobie korytarzyk w drewnie.

Jeżeli jest samcem, nikt mu w tym nie przeszkadza. Jeżeli jednak jest samicą, to nim ujrzy światło dzienne, jeszcze w swej młodzieńczej norce spotka się z narządem kopulacyjnym samca swojego gatunku i zostanie zapłodniona. Czasem nawet przez kilku samców – po kolei lub jednocześnie. Samce za pomocą węchu wyczuwają dziewicze samiczki pracowicie wygryzające się ze swych norek i na wyścigi starają się dotrzeć do ich odwłoka sztywnymi kolcami służącymi do kopulacji. Samica nie może wybrać samca, nie ma szansy ucieczki, jeszcze nie widziała świata ani słońca, a już zostaje seksualnie wykorzystana przez męską część swojego gatunku. Zgłąby przychodzą więc na świat w efekcie randki w ciemno i zbiorowego gwałtu.

Zgłąb zgłąbowi gotuje taki los!

Zobacz wideo Filmy z fotopułapek Kazimierza Nóżki oglądają tysiące

*Fragmenty książki "Sekrety życia seksualnego zwierząt" Katarzyny Burdy i Andrzeja G. Kruszewicza. Książka do kupienia w Publio >>>

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl