Społeczeństwo
W Czechach ogólnie rzadko mówi się o seksualności (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)
W Czechach ogólnie rzadko mówi się o seksualności (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Chłopcy i dziewczyny osobno. Nakładanie prezerwatywy na banana, film o porodzie oraz wykłady o tamponach i podpaskach – to pamiętają z edukacji seksualnej w siódmej klasie podstawówki pedagożki Ema Valeriánová i Pavla Nováková. Od tego czasu minęło 15 lat. Ale w części szkół niewiele się zmieniło. 

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Dlaczego? W Czechach ogólnie rzadko mówi się o seksualności. – Nie ma potrzeby, bo temat nie wzbudza takich emocji jak w Polsce i na Słowacji, gdzie politycy wykorzystują go do wzmocnienia kapitału politycznego. Seksualność nie jest u nas tak silnie połączona z wojną kulturową i walką o wartości: prawami kobiet i mniejszości seksualnych oraz prawami reprodukcyjnymi. Poza tym nikt tu nie straszy rozpadem społeczeństwa czy kradzieżą dzieci – wyjaśnia mi Lucie Jarkovská, socjolożka z Instytutu Badań nad Edukacją Włączającą na Uniwersytecie Masaryka w Brnie. 

Brak kontrowersji i poczucia zagrożenia sprawiają, że kwestia wychowania seksualnego była dotąd traktowana po macoszemu. – Przez ostatnie 15 lat panowało przekonanie, że dzieci powinny się uczyć angielskiego i matematyki, a o seksie dowiedzą się z internetu – mówi Jarkovská.

I tak czeska – choć nie tylko – młodzież czerpie wiedzę głównie z filmów pornograficznych. Ma przy tym z czego wybierać – Czechy przodują w światowej produkcji porno. Jak twierdził cytowany przez Deutsche Welle Jan Dudek, w jednym z odcinków swojego informacyjnego serialu "Porno insider" - "Jedynym miastem na świecie, gdzie powstaje więcej erotyki niż w Pradze, jest Los Angeles".

Jednocześnie ubiegłoroczne badanie Czeskiego Związku Szkół Średnich (CZSS), który jest organizacją uczniów, wykazało, że młodzież chce wiedzieć więcej o partnerstwie, komunikacji i stawianiu granic – nie wyłącznie o anatomii, antykoncepcji czy chorobach przenoszonych drogą płciową. Respondenci – ponad dwa tysiące uczniów – sygnalizowali też potrzebę rozmowy na temat aborcji, przemocy domowej, cyberprzemocy i zgody na seks. Z ankiety wynika, że tylko 10 proc. uczniów porusza temat seksualności z rodzicami. Dom – razem ze szkołą – to ostatnie miejsca, gdzie uczniowie dowiadują się więcej o seksie.

"Teraz nie dostajemy wystarczającego wsparcia. Ani w szkole, ani w domu. Nikt z nami o tym nie rozmawia", zaznaczyła w wywiadzie dla portalu "Hospodarske noviny" Karolína Letochová, członkini CZSS, która przygotowała ankietę.     

Nakładanie prezerwatywy na banana, film o porodzie oraz wykłady o tamponach i podpaskach - to pamiętają z edukacji seksualnej w siódmej klasie podstawówki pedagożki Ema Valeriánová i Pavla Nováková. Od tego czasu minęło 15 lat (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

"Nas interesują masturbacja czy orgazm"

W Czechach nie ma osobnego przedmiotu poświęconego tematom związanym z seksualnością. To szkoły decydują, w jaki sposób zrealizować podstawy programowe w tym zakresie. Zapraszają ekspertów z organizacji pozarządowych albo omawiają je na różnych lekcjach: od biologii po wiedzę o społeczeństwie. – Ale program nauczania jest tak napchany, że w praktyce nie ma czasu na dodatkowe treści – mówi mi Martin Plášek, członek CZSS. – Pozostajemy przy podstawowych tematach: budowie narządów rozrodczych i antykoncepcji. Sprawy, które nas interesują, masturbacja czy orgazm, w ogóle nie są poruszane. 

Plášek, drobny chłopak w okularach i schludnej marynarce, przyszły student prawa, działa w CZSS od początku zeszłego roku. – Chciałem zmienić to, co mi się nie podoba w czeskim szkolnictwie. Tak powstał nasz związek. Założyło go trzech licealistów, którzy nie zgadzali się ze stanem rzeczy i postanowili wziąć sprawy w swoje ręce – mówi.

Jest zaangażowany w kampanię, której celem jest poprawa jakości edukacji seksualnej. Jej pomysł zrodził się w tamtym roku w grupie projektowej, która przeanalizowała stan tej edukacji w Czechach i UE. – Na tle innych krajów wypadliśmy słabo. Postanowiliśmy podrążyć temat. Przeprowadziliśmy ankietę, żeby dowiedzieć się, co o edukacji seksualnej myślą uczniowie. Okazało się, że dla 80 proc. to ważny temat – cztery osoby na pięć chciałyby, aby poświęcano mu więcej uwagi – podsumowuje Plášek.

Widać już pierwsze owoce pracy: na prośbę licealistów organizacja pozarządowa KONSENT (co znaczy: zgoda), która od 2016 roku zajmuje się zapobieganiem przemocy seksualnej i molestowaniu, przygotowała metodykę edukacji seksualnej, czyli – w uproszczeniu – sposób i cele nauczania. – Naszym zadaniem jest jej promocja – tłumaczy Plášek. – Będziemy ją podsuwać nauczycielom i nauczycielkom, kiedy usłyszymy, że ci i te nie wiedzą, jak mają poruszyć temat seksualności w klasie.

Ze strony internetowej KONSENT-u dowiaduję się, że 15 nauczycieli ma już za sobą szkolenie. To, czego się dowiedzieli, wykorzystają na zajęciach. Na podstawie informacji zwrotnej od nich uzyskanej powstanie broszura ze scenariuszami lekcji. W planach są też dwie dyskusje okrągłego stołu poświęcone nauczaniu edukacji seksualnej. Rezultatem ma być wizja diametralnej zmiany w edukacji seksualnej w szkołach.

Na prośbę licealistów organizacja pozarządowa KONSENT (co znaczy: zgoda), która od 2016 roku zajmuje się zapobieganiem przemocy seksualnej i molestowaniu, przygotowała metodykę edukacji seksualnej (fot. Marcin Tomalka / Agencja Gazeta)

Potrzeba aktualizacji

Co na to czeskie Ministerstwa Szkolnictwa, Młodzieży i Sportu? Rzecznik informuje mnie mailem, że "oferuje nauczycielom szkół podstawowych metodykę, a Państwowy Instytut Pedagogiczny monitoruje bieżące wydarzenia w kraju i zagraniczne trendy".

Otwieram przesłane linki. "Rekomendacje Ministerstwa Szkolnictwa, Młodzieży i Sportu dotyczące realizacji wychowania seksualnego w szkołach podstawowych" pochodzą z 2010 roku, a "zalecenia i wskazówki metodyczne w zakresie profilaktyki ryzykownych zachowań, w tym ryzykownych zachowań seksualnych", wymieniają transpłciowość obok parafilii – zaburzeń preferencji seksualnych, do których zalicza się między innymi fetyszyzm, ale też pedofilię.

Dokument wymienia też zachowania seksualne postrzegane jako ryzykowne: "przedwczesne rozpoczęcie życia seksualnego (do tej grupy zalicza się również wzmożona konsumpcja pornografii przed 15. rokiem życia), wysoka częstotliwość stosunków seksualnych, przypadkowe znajomości, rozwiązłość, prostytucja, prezentowanie w internecie własnych materiałów jednoznacznie erotycznych, krwawe praktyki seksualne, stosunek waginalny, analny i oralny bez użycia prezerwatywy poza długotrwałym związkiem, gdzie zakłada się lojalność partnerów".

Przestarzałe metody to – oprócz niedostatecznego przygotowania kadry pedagogicznej – największa bolączka czeskiej edukacji seksualnej – mówi mi Marcela Machácková z organizacji pozarządowej MEZIPATRA, która oferuje szkołom pokazy filmowe o tematyce queer. Seansom towarzyszą dyskusje i spotkania z osobami ze społeczności LGBTQI+. Od 2018 roku MEZIPATRA odwiedzają szkoły w całej republice. – Przez ostatnie lata znacznie wzrosła świadomość na temat nieheteronormatywności i różnorodności płciowej. Zauważyliśmy, że coraz więcej nastolatków outuje się w szkole. Ale większa widzialność osób LGBTQI+ niesie ze sobą wzrost przemocy i negatywnych reakcji ze strony osób, które – jak mi się wydaje – odbierają obecność osób nieheteronormatywnych w przestrzeni publicznej jako zagrożenie dla ich wizji świata. Z drugiej strony dzieciaki myślą czasami, że bycie queer to swego rodzaju trend. To w ich mniemaniu wyjaśnia, dlaczego nagle więcej osób deklaruje się jako LGBTQI+. Postrzegają queerowe osoby jako członków subkultury, którą kojarzą z określonym stylem: ubraniami unisex czy malowaniem paznokci. Obserwują to też w mediach społecznościowych u niektórych celebrytów. Takie podejście jest zbyt uproszczone, ale odpowiada nastolatkom na pytanie, dlaczego ludzie są queer. Skąd mają brać inne wytłumaczenie, skoro niewiele osób rozmawia z nimi na ten temat? 

Macháckova zaznacza, że większa widoczność społeczności LGBTQI+ nie uszła też uwadze polityków: – Politycy włączają kwestie LGBTQI+, zwłaszcza równości małżeńskiej i adopcji, do swoich programów wyborczych. 

Parada równości w Pradze w 2018 roku (fot. Shutterstock)

Seks i polityka, czyli prawie jak w Polsce?

W Czechach od 2006 roku można zarejestrować związek partnerski. Poprzedni parlament w 2021 roku pracował nad ustawą o tzw. równości małżeńskiej. Czeski Sąd Konstytucyjny w odpowiedzi na to stwierdził, że zrównanie związków partnerskich z małżeństwem rozumianym jako związek kobiety i mężczyzny jest niezgodne z konstytucją.

Przed październikowymi wyborami parlamentarnymi lider koalicji i przewodniczący Obywatelskiej Partii Demokratycznej Petr Fiala wspominał w swojej publikacji "Od A do Z" o ideale rodziny: "Małżeństwem jest tylko związek mężczyzny i kobiety. Nie zabraniam nikomu żyć, z kim chce i jak chce. Ale nikt nie może ode mnie wymagać, abym uwierzył, że osoby tej samej płci powinny tworzyć małżeństwo i zakładać rodzinę. To zaprzecza mojej wierze i mojej wiedzy. Więc proszę to uszanować. Aby przetrwać, tradycyjna rodzina musi być chroniona przez społeczeństwo".

Ta wypowiedź wywołała falę oburzenia. "Mówi nam Pan, że nie powinniśmy zakładać pełnoprawnych rodzin. Gdzie jest racjonalne podejście? Gdzie jest ochrona wolności osobistej? Gdzie jest ’należymy do Zachodu’?" – napisała na Twitterze Adéla Horáková, prawniczka inicjatywy We Are Fair, która walczy o małżeństwo dla wszystkich.

Machácková: – Niektórzy wyborcy byli bardzo rozczarowani, ponieważ koalicja – mimo że jest dość konserwatywna – kreuje się na otwartą partię w europejskim stylu, a jej lider wypowiada się przeciwko małżeństwom między osobami tej samej płci. Natomiast partia premiera Babiša ANO zachowała ostrożność – nie zajęła jasnego stanowiska w obawie przed utratą potencjalnych wyborców. Badała grunt, chciała na przykład poznać opinię wyborców na temat małżeństw między osobami tej samej płci czy adopcji dzieci przez pary gejów i lesbijek. 

Kwestia tożsamości seksualnej pozostaje w Czechach wciąż tematem tabu. Tak bardzo, że w ramach edukacji omija się ten temat szerokim łukiem. – Połowa przepytanych przez nas osób w ogóle nie spotkała się z nim w szkole – mówi Plášek.

Pierwszy marsz równości w czeskiej Ostravie w 2019 roku (fot. Shutterstock)

Długa droga

Machácková wierzy, że jakość edukacji seksualnej mogłaby się poprawić, gdyby ministerstwo wprowadziło zmiany legislacyjne. – Mimo że edukacja seksualna jest obowiązkowa od 2004 roku, to od inicjatywy i wiedzy dyrektora oraz samych nauczycieli zależy, jakie treści będą omawiane – mówi.

Członkowie CZSS wielokrotnie próbowali spotkać się z ministrem, aby zwrócić uwagę na potrzeby uczniów. – Nasze maile są ignorowane. Ministerstwo nie traktuje nas poważnie – mówi Plášek.

Ale i to powoli się zmienia. Przełom nastąpił wiosną 2021 roku: udało się porozmawiać z ministrem na temat matur. Ostatnio na spotkanie zgodziła się też rządowa koordynatorka ds. równości płci. – Przekazała nam namiary na pracowników Państwowego Instytutu Pedagogicznego, którzy mogliby wesprzeć naszą kampanię – precyzuje Plášek. – Jak widać, niektórzy chcą nam pomóc.

Zmiany w nauczaniu edukacji seksualnej stają się możliwe nie tylko dzięki uporowi nastolatków. – Mamy do czynienia z ogólnym wzrostem świadomości, między innymi za sprawą ruchów takich jak Me Too – mówi socjolożka Jarkovská.

Czeszki w końcu odważnie mówią o swoich doświadczeniach publicznie. W maju o wykorzystywanie seksualne został oskarżony Dominik Feri, popularny wśród młodych wyborców poseł z partii TOP 09. Internetowy "Deník N" i niezależny portal A2larm opublikowały zeznania kobiet, które oskarżyły polityka o zmuszanie ich do seksu pomimo wyraźnej odmowy. Dochodzenie trwa. Feri zaprzeczył, że popełnił przestępstwo, ale przeprosił za "niewłaściwe zachowanie". Od razu też zrezygnował z mandatu posła, żegnając się tym samym z jesiennymi wyborami.

Przypadek Feriego, którego ofiarą padły licealistki i studentki, uświadomił społeczeństwu, że edukacja seksualna nie powinna się ograniczać do instrukcji użycia prezerwatywy czy podpasek podczas menstruacji. Seksualność to znacznie szerszy temat. W szkole powinno znaleźć się miejsce na omówienie chociażby kwestii zgody na seks, ale też praw człowieka i różnorodności. I nowych zagrożeń, na które są narażone dzieci – zwraca uwagę Jarkovská.

Kwestia cyberprzemocy dotąd też nie mieściła się w szkolnym programie. W 2020 roku udało się poświęcić zagadnieniu więcej uwagi dzięki filmowi dokumentalnemu "V síti" (pol. "W sieci"). Jego twórcy zaangażowali trzy dorosłe aktorki o dziecięcym wyglądzie, które wystąpiły w roli 12-latek. Stworzono trzy fikcyjne pokoje dziecięce, siedzące w nich kobiety rozmawiały przez Skype’a z mężczyznami, którzy znaleźli je na czatach i w mediach społecznościowych. Zdecydowana większość mężczyzn żądała seksu lub wysyłała erotyczne zdjęcia i filmy. Niektórzy grozili im albo dopuszczali się szantażu.

 

Powstała też wersja filmu dla dzieci do 12 lat, zadbano o wsparcie metodyczne dla nauczycieli: propozycje zajęć, pomysły na dyskusje po projekcji dokumentu, a także materiały dla nauczycieli i rodziców, które przygotują ich na pytania nastolatków. Wszystko to zostało opracowane we współpracy z pracownikami uniwersyteckiego projektu poświęconego e-bezpieczeństwu, który jest ukierunkowany na profilaktykę, edukację, badania i interwencję związaną z ryzykownymi zachowaniami w sieci.

Sprzeciw

– To tak ważny temat, że nie powinno się go wciskać pomiędzy biologię a wiedzę o społeczeństwie. Lepiej by było stworzyć osobny przedmiot – mówi o edukacji seksualnej Plášek.

Ale to, że temat seksualności jest poruszany podczas różnych przedmiotów, ma też swoje zalety. – Gdy pojawia się nacisk ze strony konserwatywnych ugrupowań, które są przeciwne edukacji seksualnej, to nie ma żadnego zagrożenia, że przedmiot zniknie z programu szkolnego, bo on po prostu nie istnieje – zauważa Jarkovská. Socjolożka wspomina sytuację z 2010 roku. – Ówczesny minister edukacji był powiązany z konserwatywnymi stowarzyszeniami, a one upatrywały w tych koneksjach szansy na pozbycie się edukacji seksualnej ze szkół. Ale się nie udało, bo nie było czego usuwać.

W Czechach istnieje pewien sprzeciw wobec edukacji seksualnej ze strony religijnych rodzin i ultrakonserwatywnej opozycji, jak Komitet Obrony Praw Rodzicielskich. Głównym argumentem "przeciw" jest to, że edukacja seksualna nie jest zadaniem szkoły. To samo pisze Jana Jochová z Sojuszu dla Rodziny w odpowiedzi na mój e-mail: "Funkcjonalne rodziny poradzą sobie z rozmową o seksie bez żadnych problemów, a mądre państwo powinno skupić się przede wszystkim na tym, aby jak najwięcej rodzin było rzeczywiście funkcjonalnych".

Według Jarkovskiej nie ma powodów do zmartwień, że ultrakonserwatywne ugrupowania kiedykolwiek osiągną swój cel: – To radykalne głosy, które nie znajdują posłuchu w społeczeństwie. Problem tkwi w tym, że próbują szerzyć nieufność wobec organizacji pozarządowych. Doprowadzają do tego, że rodzice przeciwstawiają się istnieniu organizacji, które "tylko przejadają nasze ciężko zarobione pieniądze, a my klepiemy biedę". W ten sposób tworzy się podział w społeczeństwie na linii liberalności i antyliberalności – ten manifestuje się na różnych płaszczyznach, nie tylko w podejściu do seksualności, ale też migracji, tradycji i europejskiej praworządności. Niby jesteśmy częścią Zachodu, ale to nie do końca prawda. Rosyjska propaganda odgrywa tu znaczącą rolę. Wciąż żywe są przestrogi typu "uważajcie na ten moralnie upadły Zachód, z ich 50 rodzajami płci i całującymi się na ulicach gejami. Nie chcecie podążać tą samą ścieżką".

Rosnąca polaryzacja społeczeństwa aktywizuje dotąd biernych Czechów, uważa socjolożka:

Wcześniej angażowanie się w cokolwiek było odbierane jako komunistyczna postawa. Dlatego też nikt się za bardzo nie wychylał. Panowało przekonanie, że nie wiedzie nam się wcale najgorzej. Ale od czasów protestów przeciwko premierowi Babišovi coś pękło. Zauważyliśmy, że zależy nam na pewnych wartościach.

Jarkovská, która współpracuje z polskimi feministkami, ma nadzieję, że Czesi w końcu też znajdą w sobie taką "ogromną energię, jaka bije od polskich aktywistów i aktywistek oraz organizacji pozarządowych, i staną w obronie tego, co dla nich ważne". 

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Ula Idzikowska. Dziennikarka, reporterka. Absolwentka filologii niderlandzkiej, literatury porównawczej i dziennikarstwa śledczego. Obecnie mieszka w czeskiej Pradze. Poprzednie 11 lat spędziła w Belgii, Holandii i reszcie świata. Pisze o migracji i tematyce społecznej.