Społeczeństwo
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Kiedy w pobliże żonatego mężczyzny przeprowadza się zakochana kobieta nie oznacza to nic dobrego.*

Tamtego 3 października 1996 roku on obudził się obok żony. O ósmej rano miał być w pracowni fantomowej, bo przygotowywał się do egzaminu. Jako przyszły lekarz musiał dużo ćwiczyć na manekinach. Ale zaspał. Wyskoczył z łóżka mocno spóźniony, ucałował obie kobiety – żonę i córkę i pojechał do kliniki przy ul. Chałubińskiego we Wrocławiu. Po wyjściu z zajęć zahaczył o ulicę Fiołkową, gdzie mieszkała Agata. Przeprowadziła się tam specjalnie, żeby być bliżej niego. Darek z żoną, dzieckiem i teściową mieszkali przy Inżynierskiej, kilka ulic dalej.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

To wyjątkowo piękny rejon Wrocławia: Grabiszyn na zderzeniu z Oporowem. Zielono, kilometry alejek do spacerów. Rajsko zimą czy wiosną, lecz w pobliżu nie mogli spacerować. Po jednym parku często chodziła żona Darka, Aneta, przy drugim mieszkał jego szwagier, a obok trzeciego pracowali.

Pozostawały rogatki miasta. Albo Odra w okolicach Na Grobli. Tam też pojechali.

Trójkąt nigdy nie był figurą idealną. Zwłaszcza w geometrii miłości. Agacie wydawało się jednak, że w pewnej chwili życia zdoła ten dość wysoki, metaliczny ton, jaki wydobywała z romansu z Darkiem zamienić w miękką i całkiem zgrabną melodię. Była w szampańskim nastroju. W samochodzie przytulała się do Darkowych kolan. Kiedy odwiózł ją do domu, wpadł do siebie na obiad. Dochodziła czternasta.

Danuta G., matka Anety, przywitała go zaniepokojona. Zwłaszcza że rano, kiedy jeszcze młodzi byli w łóżku, odebrała głuchy domofon.

– Daj spokój, mamo, ktoś się znów bawi! – krzyknęli oboje z pokoju. Kolejny domofon zadzwonił już po wyjściu Darka do kliniki. W tym czasie Aneta ogarnęła córkę, choć sama chodziła jeszcze w nocnej koszuli. Poszła się umyć. Domofon nie dawał za wygraną. Akurat wychodziła z łazienki, więc podeszła odebrać.

– Pani Ch.?

– Tak.

– Czy może pani zejść na dół?

– Mam nieubrane dziecko.

– Ale tylko na chwilę – kobieta odłożyła domofon.

– Stałam w progu swojego pokoju i słyszałam tylko, jak mówiła: "ale mam teraz rozebrane dziecko". Powtórzyła to niecierpliwie jeszcze raz po czym odłożyła słuchawkę – matka Anety najpierw opowiada to zięciowi.

Rajsko zimą czy wiosną, lecz w pobliżu nie mogli spacerować. Po jednym parku często chodziła żona Darka, Aneta, przy drugim mieszkał jego szwagier, a obok trzeciego pracowali (fot. Shutterstock)

Potem policji:

"Jakaś baba znowu, nie wiem czego chce ode mnie – powiedziała do mnie. Szybko się ubrała w jeansy, adidasy, szarą bluzę, a na wierzch narzuciła zieloną kurtkę męża. Z torebki wzięła klucze, rzuciła: Zostaniesz z nią chwilę (to o wnuczce) i wyszła. Nawet się nie pożegnała z dzieckiem, bo wyglądało, jakby za chwilę miała wrócić. Usłyszałam tylko ostry trzask drzwi od samochodu".

Darek ma dyżur. Nie może się na nim nie zjawić. Pracuje w Podstacji Pogotowia Ratunkowego przy ulicy Wejherowskiej. Powie potem śledczym, że nie podejrzewał niczego złego:

"Dzwoniłem do domu dwa razy: o siedemnastej i dwie godziny później. Kiedy wróciłem, czekałem na żonę do dwudziestej trzeciej a potem poszedłem na komisariat zgłosić zaginięcie. Stamtąd odesłano mnie z kwitkiem: nie zna pan kobiet? To normalne. Tamtym razem dałem za wygraną, ale postanowiłem sprawdzić u znajomych na pogotowiu i w drogówce".

Darek jedzie też do szpitala psychiatrycznego przy ulicy Kraszewskiego z pytaniem, czy nie było przyjęć kobiet. Ale Aneta tam nie trafiła. Na izbie wytrzeźwień i na oddziale ostrych zatruć to samo. W końcu następnego dnia wraca na ten sam komisariat, gdzie policja przyjmuje od niego zgłoszenie zaginięcia. Jest 4 października 1996 roku:

"Rodzina mojej żony nie należy do majętnych i żona nie jest spadkobierczynią jakiejś wielkiej fortuny. Dodam też, że nie spotykałem się z kobietami, o których nie wiedziałaby moja żona. Nie zauważyłem też, żeby dysponowała jakąś większą gotówką, o której bym nie wiedział. Rozważałem, że opuściła rodzinę wybierając życie w sekcie, ale jednak nie mam powodów, by tak przypuszczać".

W tym czasie Agata otacza go opieką, jakby był dzieckiem. Darek ma egzaminy specjalizacyjne i nie może ich zaprzepaścić. Agata podtrzymuje go więc na duchu i pomaga w przygotowaniach. Przecież głupotą byłoby z nich zrezygnować. Sama jest lekarką, robi specjalizację ginekologiczną. Pracują z Darkiem w tej samej Podstacji Pogotowia Ratunkowego przy ulicy Wejherowskiej. Agata jako młodszy asystent jest zatrudniona od 3 listopada 1995 roku.

Bandyta

Cztery miesiące później, koniec stycznia 1997 roku. Kompleks basenów przy ulicy Teatralnej, który pamięta jeszcze XIX wiek. Płaskorzeźby, witraże, sztukaterie. Stylem budynek, zaprojektowany przez niemieckiego architekta Wilhelma Werdelmanna przypomina starożytne rzymskie termy.

Dariusz B., zwany przez kolegów "Bandytą", ratownik dorabiający też w ochronie (ma pozwolenie na broń) zaczepia swojego znajomego. Łukasz B. jest policjantem, a ratownikowi mocno ciąży pewien temat.

– Słuchaj, nie załatwiłbyś dla mnie jednej sprawy? Chodzi o to, żeby policja odnalazła zwłoki kobiety – pyta go w końcu. Znają się z obozu żeglarskiego od 1987 roku, ale utrzymują sporadyczne kontakty. Policjant bywa na basenie.

– Najlepiej, żebyś napisał anonim na maszynie.

– A czemu ty nie możesz napisać? – Łukasz w pierwszej chwili nie uwierzył.

– Bo nie mam maszyny. A odręcznie nie chcę pisać. Ta kobieta była duszona paskiem i rękoma.

Łukasz pracuje w Komendzie Rejonowej Wrocław-Fabryczna. Tam też sporządza służbową notatkę:

"W trakcie rozmowy ze znanym mi Dariuszem B., pracującym na basenie przy ulicy Teatralnej dowiedziałem się, że nad Odrą, około dwa i pół metra od kładki za ZOO jest zjazd do rzeki. I tam, mniej więcej piętnaście metrów od rzeki znajdują się zwłoki kobiety. Miały być tam od września 1996 roku. Mieszkała przy ulicy Inżynierskiej. Powiedział, że została zamordowana. Nie chciał ujawniać innych informacji. Dodał, że to nie on dokonał tego przestępstwa i zależy mu na tym, żeby zwłoki zostały znalezione".

Agacie wydawało się jednak, że w pewnej chwili życia zdoła ten dość wysoki, metaliczny ton, jaki wydobywała z romansu z Darkiem zamienić w miękką i całkiem zgrabną melodię (fot. Shutterstock)

Dariusz B. powie mu jeszcze, że dzwonił w tej sprawie na policję, ale zgłoszenie zostało zignorowane. Przy okazji zapyta też, czy na zwłokach, które leżą tak długo, można ujawnić ślady pozwalające na identyfikację sprawcy morderstwa.

Policjant, w którym zdumienie miesza się z niedowierzaniem wrzuca "na bęben" (tak policjanci nazywają bazę danych) nazwisko zaginionej. Komputer pokazuje mu, że jedyną poszukiwaną kobietą z Inżynierskiej jest Aneta G.– Ch., rocznik 1964. Jest w szoku, ale działa szybko. Jeszcze tego samego dnia w asyście kolegów z komendy jedzie na miejsce. Szukają około dwudziestu minut. To tereny wodonośne, poza tym B. znany był z tego, że sporo fantazjuje. Jednak policjanci znajdują zwłoki w zaawansowanym stanie rozkładu. Na tyle, że nie da się nawet rozpoznać płci. Biegły medyk określi wiek na niecałe trzydzieści lat. Zwłoki są już częściowo zeszkieletowane i wmrożone w podłoże. Przykrywają je fragmenty zgniłych gałęzi i liści. Ubrane w jeansy, czarną, bawełnianą bluzkę i letnią zieloną kurtkę. Obrączka na wspomnieniu po serdecznym palcu.

Brak butów. Jakby przypadkowy przechodzień zdjął je z ofiary.

A może zrobił to sprawca?

Niebo przeglądało się w jej oczach prawie cztery miesiące. Tyle musiała leżeć na Niskich Łąkach, nim odnalazły ją dręczące "Bandytę" wyrzuty sumienia.

Okazuje się, że kobieta jest poszukiwana od 4 października 1996 roku.

Jeszcze tego samego dnia (6 lutego), późnym wieczorem policja zatrzymuje Dariusza B. pod zarzutem zabójstwa. Do aresztu trafia też jego dziewczyna, Monika P., rocznik 1977, uczennica studium pielęgniarskiego przy ulicy Bartla. Jest godzina dwudziesta druga.

7 lutego rano policja dociera też do Dariusza Ch., lekarza pogotowia, męża Anety:

"Okres przed zaginięciem żony nie należał do jakichś szczególnych. Nie wyróżniał się niczym w naszym życiu. Przejmowała się pracą magisterską. Tamten czas zbiegł się z założeniem u nas telefonu. Tak zwane 'głuche telefony' powodowały u niej złość. Mówiła do mnie, żebym powiedział koleżankom, gdzie jestem i żeby one nie wydzwaniały do domu".

Dariusz przypomni sobie jeszcze, że któregoś dnia żona i teściowa zauważyły na drodze dojazdowej do budynku kobietę. Włosy miała spięte, twarz regularną, wysokie czoło.

"Wyglądała na moją wielbicielkę. Dziewczyna patrzyła dokładnie na nasz balkon, po czym odjechała. Z tego, co pamiętam, poszła w stronę samochodu koloru żółtego i wsiadła od strony kierowcy".

Żółty fiat

W dniu zaginięcia żony, przed północą, Darek zajeżdża do Agaty. Pyta, czy ktoś mógł wiedzieć o ich związku i życzliwie poinformował o tym Anetę.

"Myślałem, że ktoś jej doniósł o moim romansie z inną kobietą i w ten sposób chciała mnie ukarać".

Bo Aneta musiała się domyślać, że jej mąż ma romans. Protestowała więc, kiedy chciał jechać na zjazd lekarzy do Kielc. Czuła, że to kobieta "z branży". Ale pojechał.

Kiedy wróci żona mu powie: "Teraz twoje dziewczyny maluchami się rozbijają".

Darka zdziwi to oświadczenie. Obruszy się.

– Co też ci przyszło do głowy?!

Ale zapyta Agatę, czy to ona stała pod ich domem, gdy był w delegacji w Kielcach. Zaprzeczy.

Iza Michalewicz. Reporterka śledcza (fot. Łukasz Giza)

Matka Anety powie policji, że kobieta w swetrze koloru ciepłej żółci i czerwonej spódnicy (włosy tlenione na blond) szła chodnikiem patrząc na ich balkon. Zmierzała w kierunku samochodu marki Fiat 126p koloru żółtego, jaśniejszego niż jej sweter.

Darek z Kielc nie wraca od razu do domu. Najpierw przyjeżdża do Agaty i spędza z nią całą dobę. Spotykają się od stycznia, może lutego 1996 roku (jak podpowiada mu jego pamięć).

Początkowo nie jest w Agacie zakochany.

– Kocham swoją żonę i dziecko, nie zostawię ich.

– Nie ma sprawy – Agata na to.

Nie nalega na rozwód. Chce z nim być, bo jest jej dobrze.

Poznają się w pogotowiu, a zbliża ich wybity palec Agaty. Któregoś dnia nieszczęśliwie jej dłoń przytrzaskują drzwi karetki. Jest na zwolnieniu, więc Darek odwiedza w domu koleżankę po fachu. Mamy grudzień 1995 roku. Przegadują całą noc. Agata jest zafascynowana jego wiedzą medyczną. Sporo ją uczy i wprowadza w tajniki pracy w pogotowiu. Przyjeżdża zwykle w nocy podczas dyżurów. W lutym 1996 roku kochają się po raz pierwszy.

– Moje małżeństwo to zlepek miłości i przyzwyczajenia – mówi jej. – Żona jest po szoku poporodowym, a ja czuję potrzebę opieki nad nią.

Na jednym z przesłuchań Agata powie: :Chciałam, żeby mnie kochał, nie myślałam nad naszym związkiem. Przychodził do mnie dwa, trzy razy w tygodniu. Jego żona, o której mówił Ania, nie Aneta, nie wiedziała o niczym".

Wiosną 1996 roku Agata orientuje się jednak, że uczucia wymknęły jej się spod kontroli i już może je nazwać zakochaniem. Jak się później okaże, to o wiele za mało na miłość.

Zobacz wideo Kryminalne (i tragiczne) historie, które natchnęły reżyserów [Popkultura]

*Fragmenty książki "Ballady morderców. Kryminalny Wrocław" Izy Michalewicz. Książka do kupienia w Publio >>>

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Iza Michalewicz. Reporterka śledcza. Finalistka międzynarodowej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki (2015) za książkę "Życie to za mało", współautorka bestsellerowej biografii Violetty Villas, laureatka Grand Press za reportaż roku 2011. W 2018 r. ukazała się jej książka o policyjnym Archiwum X, "Zbrodnie prawie doskonałe".