Społeczeństwo
Łysienie istotnie wpływa na samoocenę wielu mężczyzn (Shutterstock.com)
Łysienie istotnie wpływa na samoocenę wielu mężczyzn (Shutterstock.com)

W ciągu kilku miesięcy z faceta, który miał tylko lekkie zakola, zamieniłem się w Gargamela. Był 2015 rok, kiedy poważnie zachorowała bliska mi osoba. Ze stresu włosy zaczęły mi wypadać w tempie błyskawicznym – opowiada 39-letni Andrzej.

Wraz ze znikającymi włosami pogarszało się samopoczucie Andrzeja. – Ciągle myślałem o tym, że łysieję. Pewność siebie bardzo mi spadła, ograniczyłem w dużym stopniu kontakty towarzyskie. Na łysienie wpływ ma wysoki testosteron, który kojarzy się z męskością, więc teoretycznie powinno być wabikiem dla kobiet. Moim zdaniem to tak nie działa. Rzeczywiście są kobiety, które lubią łysych facetów, ale zdecydowanie w mniejszości – przekonuje.

Polska jest w pierwszej dziesiątce państw z największą liczbą mężczyzn, którzy łysieją. W tym zestawieniu prym wiodą Czechy, gdzie ponad 40 procent mężczyzn łysieje. Wyprzedzają nas jeszcze Hiszpania, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, USA oraz Włochy.

Najczęściej spotykanym typem łysienia jest łysienie androgenowe (Shutterstock.com)

Oprócz wspomnianego przez Andrzeja stresu za wypadanie włosów odpowiada także zła dieta. Najczęściej jednak spotykanym typem łysienia jest łysienie androgenowe, czyli spowodowane negatywnym wpływem męskich hormonów płciowych, szczególnie testosteronu, na mieszki włosowe. Ulegają one obkurczeniu i dlatego włosy zaczynają stopniowo wypadać. Najczęściej mężczyźni łysieją po pięćdziesiątce, ale zakola miewają już 20-latki.

Jest wiele badań pokazujących, jak ogromny wpływ na psychikę mężczyzn mają włosy. Lub ich niekontrolowana utrata. Badanie z 2019 roku opublikowane w "International Journal of Trichology" wykazało, że łysienie androgenowe obniża samoocenę oraz ma duży wpływ na relacje interpersonalne.

Andrzej mówi, że łysiejący mężczyźni mają właściwie tylko jedną możliwość – ogolić się na zero. – Bardzo się sobie nie podobałem w takiej "fryzurze". W przypadku większości mężczyzn łysina zdecydowanie postarza. Jestem muzykiem, występuję na scenie, w telewizji, gdzie jest dużo świateł, kamery przelatują nad głowami. Zależy mi też na tym, żeby wyglądać atrakcyjnie i czuć się pewnie. Nie wyobrażam sobie noszenia przez cały czas czapki – dodaje.

Zanim Andrzej zdecydował się na zabieg przeszczepu włosów, ukrywał łysinę pod peruką. – Profesjonalna nazwa to „system niechirurgicznego uzupełniania włosów". W praktyce to zwykła peruka, którą po prostu przykleja się na specjalny klej – wyjaśnia.

O ile efekt tuż po jej nałożeniu u fryzjera jest zadowalający, o tyle ogromne wyzwanie stanowi higiena.

Niektóre kliniki chwalą się, że peruki nie trzeba ściągać nawet przez 20 dni, w rzeczywistości już po tygodniu skóra głowy wygląda, jakby uległa poparzeniu – to wina kleju oraz tego, że skóra w ogóle nie oddycha. Najlepiej jest więc perukę ściągać na noc. I teraz wyobraźmy sobie, że idę na randkę z dziewczyną, a potem wracamy do mnie. Przed zaśnięciem mam jej powiedzieć: przepraszam, ale na noc muszę ściągnąć włosy? – pyta.

Peruka nieraz spłatała Andrzejowi figla.

Można co kilka dni chodzić do fryzjera i przyklejać ją od nowa, ale to i koszty, i czas. Więc zazwyczaj robi się to samemu. Ile razy zdarzyło mi się przytwierdzić perukę w innym miejscu niż poprzednio – linia włosów była raz wyżej, raz niżej. Mój kolega z teatru żartował, że „chyba coś za nisko mi się dzisiaj przykleiło", gdy pojawiałem się rano na próbie – opowiada.

Andrzej raz na zawsze porzucił pomysł noszenia peruki po tym, jak nowo poznana dziewczyna w sytuacji intymnej pogłaskała go po włosach. – Nagle spod peruki zaczął wyciekać klej. Na tym wieczorze zakończyła się nasza znajomość – puentuje.

"Tęskniłem za dawnym Sebastianem"

32-letniemu Sebastianowi już w wieku 25 lat zaczęły się robić zakola. Szybko doczekał się również wysepki na środku głowy, a gdy włosy mocno przerzedziły się na przedzie, chwycił za golarkę. W grę nie wchodziło robienie zaczesek, czyli zakrywanie łysiny włosami, które wciąż rosły po bokach głowy, bo wydawało mu się to nieestetyczne.

Niestety, zgolenie na zero również nie przyniosło zadowalającego efektu. – Czułem się bardzo nieatrakcyjnie. Miałem też poczucie, że ludzie mogą mnie negatywnie oceniać – inne wrażenie robi zadbany facet z bujną czupryną, a zupełnie inne taka łysa pała. Ich opinie były jednak sprawą drugorzędną, po prostu odkąd straciłem włosy, cały czas tęskniłem za dawnym Sebastianem – mówi. – Przestałem o siebie dbać, przestało mi zależeć na tym, żeby podobać się kobietom. Piłem dużo piwa, rósł mi brzuch, było mi wszystko jedno.

Zabieg transplantacji włosów jest jednym z pięciu najbardziej popularnych zabiegów estetycznych wykonywanych na świecie (Shutterstock.com) , Mekką zabiegu przeszczepu włosów jest Turcja (Shutterstock.com)

Zanim Sebastian zdecydował się na zabieg, szukał innych sposobów. – Na rynku są preparaty, które mają spowolnić proces wypadania włosów. Nie wierzyłem jednak w ich cudotwórcze działanie – to, co wypadło, raczej już nie odrośnie. Byłem też bliski zrobienia sobie tak zwanego systemu niechirurgicznego zagęszczania włosów, ale na szczęście się na to nie zdecydowałem. Jego obsługa jest cholernie upierdliwa – co dwa dni trzeba włosy odklejać i na nowo przyklejać. Jestem wojskowym, często ćwiczę na poligonie, prędzej czy później rzuciłbym tę perukę w kąt. A nie jest to tania zabawa, bo system kosztuje około 8 tys. złotych. Poza tym najzwyczajniej w świecie byłoby mi wstyd, że przyklejam sobie włosy – opowiada.

"Namówiła mnie mama"

36-letni Tomek miał zakola już w wieku 19 lat. Ale był do nich przyzwyczajony. Dopiero po kilkunastu latach zaczął rozważać przeszczep.

Niektórzy stracą trochę włosów na czubku głowy i od razu lecą do Turcji na zabieg. Ja nie wpatruję się w lustro godzinami. Moje zakola długo mi nie przeszkadzały. Ale kiedy kilka miesięcy temu zobaczyłem swoje zdjęcie z wakacji, to rzeczywiście dostrzegłem dużą różnicę między tym, jak wyglądam teraz, a jak wyglądałem te kilkanaście lat temu. Nawet córka zaczęła ze mnie żartować, że już niewiele co mi na tej głowie zostało – trochę włosów po bokach, a na środku placek! – opowiada.

Od lat o znikających włosach co jakiś czas przypominała Tomkowi jego mama. – Namawiała mnie na zabieg, rozeznawała się, gdzie można go wykonać, ile będzie to kosztowało. Uznałem, że rzeczywiście może lepiej zrobić to teraz, jak jeszcze coś mi na głowie zostało, niż doprowadzić do stanu, w którym będę wyglądać jak mnich z Shaolin – mówi.

W grę nie wchodziło bowiem ogolenie się na łyso. – Łysina za bardzo kojarzy mi się z tym amerykańskim aktorem porno, który występuje pod pseudonimem "Łysy z Brazzers" – śmieje się Tomek.

Dodatkową motywacją dla Tomka była chęć poznania kobiety. – Nie mam żony, partnerki, jestem facetem z tak zwanym bagażem, bo mam córkę. W takiej sytuacji trudniej kogoś poznać, więc trzeba sobie jakoś pomóc, na przykład poprawiając wygląd. Może nie wszystkie kobiety zwracają uwagę na włosy, ale na pewno duża część tak – uważa.

Mekka

Według danych International Society of Hair Restoration Surgery (ISHRS), międzynarodowej organizacji pozarządowej zajmującej się problematyką utraty włosów, zabieg transplantacji włosów jest jednym z pięciu najbardziej popularnych zabiegów estetycznych wykonywanych na świecie. Szacuje się, że rynek transplantacji włosów wart jest 2,5 mld dolarów. W 2019 roku wykonano prawie 700 tys. zabiegów chirurgicznych, najwięcej w Azji i w Australii. Przeszczepom włosów najczęściej poddają się mężczyźni – w ponad 80 proc. przypadków.

Tyle o biznesie. A jak proces wygląda od strony praktycznej? Marzena Dubas, właścicielka MD MEDMIX Hair Clinic w Bielsku-Białej, wprowadza mnie w świat pojęć takich jak obszar dawczy czy grafty. Obszar dawczy znajduje się na potylicy. Tam włosy są mocniejsze, wypadają rzadziej. Natomiast graft to mieszek włosowy. Grafty przenosi się z obszaru dawczego tam, gdzie włosów brakuje, czyli na przykład na środek głowy.

Jak dodaje Dubas, hitem ostatnich lat są przeszczepy brody.

Jedni pragną całkiem odtworzyć zarost, inni zagęścić go tylko na brodzie, wąsach, wyrównać linię zarostu lub pokryć włosami bliznę. Włosy do przeszczepu w okolice brody pobierane są także z potylicy. Mimo że są cieńsze niż te na brodzie, po jakimś czasie zmieniają swoją strukturę i twardnieją – opowiada.

Andrzej, Tomek i Sebastian wybrali klasycznie – przeszczep włosów na głowie. Ale zdecydowali się pojechać do Turcji. Mieści się tam prawie 500 klinik przeprowadzających tego typu zabiegi. W Polsce zaledwie około 40. Według danych Medical Tourism Review co roku na transplantację przyjeżdża do Turcji blisko 60 tys. pacjentów z całego świata, a każdego tygodnia przeprowadza się między 150 a 500 zabiegów.

Dlaczego Turcja jest jednym z najbardziej popularnych kierunków? Ze względu na wysoką jakość, ale i cenę. O ile za zabieg w tym kraju trzeba zapłacić między 1,5 a 3 tys. dolarów (od 6 do 12 tys. zł), o tyle w Stanach Zjednoczonych już między 4 a 20 tys. dolarów, w Wielkiej Brytanii między 6 a 35 tys., a w Arabii Saudyjskiej między 3 a 6 tys. dolarów. W Polsce cena zabiegu zależy od liczby przeszczepionych graftów. W klinice Marzeny Dubas za 1500 graftów trzeba zapłacić około 12 tys. zł.

Jakub Marzec, przedstawiciel tureckiej kliniki Smile Medica, dodaje: – Tureckie kliniki nie wyceniają każdego przeszczepionego graftu, czyli mieszka włosowego, jak polskie, ale cały zabieg. A za jednym razem mogą przeszczepić nawet 4500 graftów.

Tomkowi do zabiegu dołożyła się mama – zapłacił około 14 tys. zł. Andrzejowi firma organizująca wyjazd do Stambułu zaproponowała zabieg w zamian za promocję ich kliniki na jego wideoblogu. Sebastian wydał na operację tyle samo co Tomek, większą część kosztów pokrył ze sprzedaży biżuterii i innych "skarbów", które odnalazł w jeziorach za pomocą wykrywacza metalu.

Jakub Marzec przed zabiegiem przeszczepu włosów (archiwum prywatne) , Jakub po przeszczepie (archiwum prywatne)

Marzena Dubas nie ocenia jakości tureckich klinik, zaznacza jednak zalety wykonania zabiegu w Polsce: – Porozumiewamy się w języku pacjenta, a to ważne, żeby zrozumiał, jak wszystko będzie przebiegać. Zapewniamy pacjentom pełną diagnostykę. Bardzo często się zdarza, że zanim wykonamy zabieg, pacjent przechodzi terapię leczenia skóry głowy. Podobnie jest po nim – właściwa pielęgnacja ma duży wpływ na efekt.

Nawet 70-latki

W polskich klinikach, w których można poddać się zabiegowi przeszczepienia włosów, słyszę, że zdecydowana większość klientów to mężczyźni w wieku od 25 do 45 lat. Ale przychodzą też panowie po 50., a nawet 70. roku życia. Mówią: miałem rodzinę, dzieci, zajmowałem się nimi, a teraz czas zadbać o siebie. – Łysina zawsze im przeszkadzała, więc uznają, że to najlepszy moment, żeby spełnić swoje marzenie o posiadaniu włosów – mówi Marzena Dubas.

Selahattin Ay, właściciel klinik w Stambule i Antalyi, opowiada o swoich klientach: – Główną motywacją jest zwiększenie pewności siebie w relacjach towarzyskich. Zgłaszają się do nas mężczyźni, którzy właśnie się rozstali albo stresują się podczas rozmów z dziewczyną, myślą tylko o tym, że staro wyglądają. A włosy rzeczywiście potrafią odmłodzić o dobre pięć lat.

Jakub Marzec wspomina pewnego 50-latka: – Chciał rozpocząć drugie życie po rozstaniu z wieloletnią partnerką. – I dodaje: – Naszymi pacjentami są osoby, dla których wizerunek jest bardzo ważny. To między innymi prezesi firm, adwokaci, lekarze, przedstawiciele handlowi.

W walce z przerzedzoną czupryną partnerka może być sojusznikiem, a czasem nawet inicjować rozmowę na ten temat, bo jej bardziej zależy na likwidacji łysiny. Na młodych mężczyzn duży wpływ mają rodzice. – Szczególnie matki. To one dbają o wygląd syna, martwią się, że jeżeli będzie łysy, to nie znajdzie żony, pracy. Takim paniom tłumaczymy, że pacjenci 18- czy nawet 21-letni muszą najpierw przejść terapię hormonalną, która może sprawić, że włosy przestaną im wypadać. Przeszczep włosów nie leczy łysienia, ale jego skutki – wyjaśnia Dubas.

Za decyzją o jego przeprowadzeniu może też stać obsesja na punkcie łysego placka na czubku głowy. Mężczyznę przeszywa strach, że osoba stojąca za nim na pewno widzi łysinę. Zakoli niby też nie sposób nie zauważyć. Ale łatwiej je oswoić.

Niezaspokojeni

Dubas tłumaczy, że przeciwwskazaniem do wykonania zabiegu są takie choroby, jak cukrzyca, łysienie plackowate, nieuregulowane ciśnienie.

Selahattin Ay opowiada, że 99 proc. zabiegów przebiega bez komplikacji, ale co jakiś czas zdarza się, że nie wszystko idzie po myśli zarówno lekarzy, jak i pacjenta. – Niektórzy ukrywają przed lekarzami dolegliwości albo nie mają świadomości, że są uczuleni na składnik preparatu stosowanego podczas zabiegu. Pamiętam pacjenta, który w trakcie zabiegu zaczął mocno krwawić, ciśnienie nagle mu spadło. Musieliśmy przerwać. Do komplikacji może też dojść już po przeszczepie, każdy organizm reaguje inaczej. Niestety, wiele osób, jak przyjeżdża do Turcji, to rezerwuje sobie zabieg na przedostatni dzień pobytu, żeby następnego dnia już być w drodze do domu. To nieodpowiedzialne – uważa.

Lekarzom zdarza się odmawiać wykonania zabiegu. Powodem są jednak nie tylko przeciwwskazania medyczne.

Odmawiamy najczęściej osobom, które mają zbyt wysokie oczekiwania w stosunku do tego, co jesteśmy w stanie osiągnąć z włosami, jakie im zostały. Nie możemy zagwarantować bujnej czupryny panu, który nawet na potylicy ma już bardzo rzadkie włosy – przekonuje Marzec.

Czerwona lampka zapala się lekarzom również wtedy, gdy pacjent zjawia się w gabinecie ze zdjęciem ulubionego aktora, który ma bujne owłosienie. To sygnał, że takiemu pacjentowi trudno będzie dogodzić. Ważny jest także czynnik psychiczny i stan emocjonalny pacjenta. – Szczególną uwagę zwracamy na pacjentów leczących się psychiatrycznie, zażywających leki uspokajające, psychotropowe – dodaje Dubas.

Jak podkreśla, decyzja o zabiegu musi być przemyślana. – Przeszczep włosów to nie zabieg ratujący życie. Teoretycznie można przeszczepione włosy usunąć, ale taki zabieg może pozostawić blizny. W ciągu mojej siedmioletniej praktyki miałam jednego takiego pacjenta – mówi.

Nie wiem, co zrobię, jak mi nie wyrosną

Na efekty po zabiegu przeszczepienia włosów trzeba czekać około roku – w zależności od liczby przeszczepionych graftów i oczekiwań klienta są one różne. Andrzej cieszy się bujną czupryną już dwa lata. – Moje życie bardzo się zmieniło, przede wszystkim zacząłem znów nawiązywać relacje z kobietami, a przed zabiegiem ograniczyłem je do zera, unikałem bliskości. Czuję się też dużo młodziej. Jak pytam ludzi, na ile lat wyglądam, to rzadko ktokolwiek mówi, że na faceta przed czterdziestką. Najczęściej pada odpowiedź: 32, 30, raz usłyszałem, że nawet 27! – opowiada Andrzej.

Sebastian przed przeszczepem włosów (archiwum prywatne) , Sebastian w sierpniu 2021 roku, w 9. miesiącu po przeszczepie włosów (archiwum prywatne)

Sebastian przeszedł zabieg na początku listopada 2020 roku. Dziś z dumą pokazuje swoje zdjęcia. – Od tamtej pory bardziej dbam o siebie, przeszedłem na dietę, wyszczuplałem – mówi.

Wciąż jednak bardzo stresuje go, gdy włosy zaczynają nagle intensywniej wypadać. – Przez pierwszy rok po zabiegu to podobno normalne, ale skonsultowałem się z kliniką, w której wykonałem zabieg. Może trochę przesadzam, ale te włosy są dla mnie bardzo ważne. Do końca życia będę pilnował, żeby ich znów nie stracić – przekonuje.

Tomek, jak twierdzi, chwalić się jeszcze nie ma czym. Zabieg przeszedł w kwietniu i wciąż czeka, aż włosy wyrosną. – Pierwsze są bardzo słabe i szybko wypadają. Teraz rośnie mi druga tura, choć nadal dość niemrawo. Na bieżąco wysyłam zdjęcia do kliniki, która ocenia stan owłosienia. Nie wiem, co zrobię, jeśli nic mi nie wyrośnie. W klinice twierdzą, że takich przypadków nie mieli.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.