Społeczeństwo
Po przekroczeniu czterdziestki zaczyna się druga część życia. (Fot. Sutterstock)
Po przekroczeniu czterdziestki zaczyna się druga część życia. (Fot. Sutterstock)

Wzrok po czterdziestce sypie się konkretnie. Potwierdzają to wszyscy rozmówcy, a zwłaszcza ci, których praca wymaga wpatrywania się w monitor komputera. Najpierw pojawia się rozbawienie, bo ręka robi się za krótka do odsuwania zapisanej kartki, a później poczucie bezsilności.

Małgorzata kupiła ostatnio odżywkę do włosów. Chciała ją zastosować po umyciu głowy, pod prysznicem zaczęła więc szukać kluczowej informacji: czy kosmetyk się spłukuje, czy zostawia na włosach. Z przodu opakowania było wiele haseł: że produkt z olejem rycynowym, że wegański, że natychmiast regeneruje, dodaje blasku i odżywia po same końce. Kluczowej informacji nie było. – Instrukcję użycia zapisano z tyłu, drobnym maczkiem. Nie byłam w stanie jej odczytać – z bliska wszystko było niewyraźne, z daleka zbyt małe, żebym dojrzała w tym sens – opowiada Małgorzata.

Ostatecznie odżywkę zmyła. Jak później doczytała – niesłusznie.

Problemy ze wzrokiem nasilają się. Źle widać z bliska, ale wcale nie lepiej z daleka. (Fot. Shutterstock)

Dzieci nawlekają igłę, pachy goli się po omacku, manicure bez okularów nie wchodzi w rachubę, rano trzeba odczekać, aż sprzed oczu opadnie mgła – takie wrażenia z niewidzenia podają znajomi po czterdziestce. Małgorzata od kilku lat nosi okulary do pracy przy komputerze, nawet nie wie, czy to plusy, czy minusy, grunt, że widzi wyraźniej. – Ostatnio założyłam je w kinie – na próbę i z ciekawości. I to był moment graniczny, bo lepiej w nich widzę ekran. Zaczęłam też w nich oglądać telewizję – dodaje.

Renata zawsze miała świetny wzrok i długo nie godziła się na wizję "starczej ślepoty". Kilka miesięcy temu, po tym jak robiąc przelew w telefonie, źle postawiła przecinek i zamiast kwoty trzycyfrowej puściła ponad tysiąc złotych, zgłosiła się do okulisty i pracuje już tylko w szkłach optycznych na nosie.

Michał gorzej słyszy. – Zwłaszcza kiedy rozmawiam z kimś na głośnej ulicy. Mój najmłodszy syn ma 125 cm wzrostu, ja 185 cm, kiedy idziemy przez miasto, on musi powtarzać co powiedział, bo połowa dźwięków do mnie nie dociera. Głośniej mam ustawiony telewizor, nie przeszkadzają mi jak kiedyś seanse w multipleksach, w których dźwięk jest tubalny – wylicza. Zdaniem Michała wpływ na jego słuch miała klimatyzacja, w której pracował przez ostatnie 10 lat. – To taki jednostajny, właściwie niezauważalny szum, różnicę słychać jednak, kiedy w budynku zdarza się awaria – mówi.

Pogorszenie wzroku czy słuchu to nie koniec problemów 40-latków, lecz ich początek. Jeśli statystycznie w Europie żyjemy nieco ponad 80 lat, to po 40. urodzinach wchodzimy w drugą połowę życia i powoli zaczynamy – choć brzmi to okrutnie – zdrowotnie chylić się ku końcowi. Starzenie fizjologiczne to zgodnie z definicją medyczną proces postępujących regresywnych i nieodwracalnych zmian w tkankach i narządach organizmu, na który wpływ mają czynniki genetyczne, ale także współistniejące choroby, styl życia oraz czynniki środowiskowe.

Po czterdzieste wychodzą zachownia, którymi szkodziliśmy zdrowiu. (Fot. Shutterstock) , Bolą stawy, kręgosłup. Dolegliwości zależą jednak częściej od genetyki, a nie metryki. (Fot. Shutterstock)

W teorii poważniejsze podejście do zdrowia 40-latków ma ułatwić program Ministerstwa Zdrowia "Profilaktyka 40 plus", który startuje 1 lipca 2021 roku. Lekarze nie są jednak zachwyceni pakietem badań, które w jego ramach można wykonać, bo brakuje tam między innymi diagnostyki nowotworowej – pojawiają się jedynie badania w kierunku raka prostaty. Poza tym jest morfologia krwi, 40-latki dowiedzą się też między innymi, jaki mają poziom cholesterolu, stężenie glukozy, przejdą badanie moczu, kału, zmierzą ciśnienie, oceniona zostanie ich waga, miarowość rytmu serca. (Szczegółów dowiecie się między innymi tutaj). Dobrze, że taki program stworzono, ale szkoda, że w "Profilaktyce 40 plus" nie ma też rozwiązań dla osób chcących sobie zbadać wzrok czy ocenić stan kręgosłupa, który daje o osobie znać wielu 40-latkom.

Już nie to zdrowie, już szron na głowie

Ainara kilka lat temu miała wypadek na motocyklu. Została jej po nim endoproteza stawu skokowego. Jeden staw ma więc prawo być usztywniony, ale wszystkie? – Po 30 minutach stania boli mnie kręgosłup, źle znoszę kucanie i siadanie po turecku. Czuję, że moje ciało koroduje – mówi.

Joanna czyta wieczorem dzieciom książki na dobranoc i kładzie się koło ich łóżek na dywanie. – Ostatnio zaczęła dzwonić mi komórka w kuchni, sądziłam, że poderwę się jak ninja, żeby ją szybko wyciszyć. W rzeczywistości walczyłam z własnym ciałem jak żuk przewrócony na plecy, a telefon dzwonił i dzwonił. Widziałam, że aktorka Jessica Biel – młodsza ode mnie ledwie o cztery lata – robi "pistolecik": przysiady na jednej nodze z drugą wyciągniętą do przodu. Dla żartu spróbowałam. Nie dałam rady zejść nawet do zgięcia – żali się zażenowana.

Joanna widzi także, że słabną jej ręce. – Od roku mniej więcej nie jestem w stanie otworzyć opakowań z próżniowo zgrzanym denkiem z paczkowanym serem czy wędliną. Ten rozwarstwiony trójkącik jest mały, a mi brakuje siły w palcach. W szufladzie w kuchni mam małe kombinerki, z pomocą których sobie radzę – dodaje.

Ból to "dobry znajomy" Agnieszki. – To jest dość zabawne, że tendencja w moim przypadku jest taka: nic mnie nie boli, a potem coś się dzieje – na przykład wykręcam sobie nogę w kostce na krawężniku albo źle mi się wygina ręka w łokciu – i ten ból sobie wchodzi w dane miejsce, rozgaszcza się i zostaje na długie miesiące. To dlatego, jak już uprawiam sporty, zabezpieczam się, noszę ochraniacze, kaski, kamizelki. Czuję, że w moim wieku nie ma już żartów z kontuzjami – mówi.

Nie wolno odpuszczać i się poddawać. Aktywnośc, zdrowa dieta, ruch - tego potrzeba w każdym wieku. (Fot. Shutterstock)

Na Agnieszkę padł blady strach podczas wizyty z dziećmi w parku trampolin. – Radośnie się wybiłam, ale twardo spadłam, co poczułam we wszystkich kręgach. Okazało się, że do skakania trzeba mieć napięte wszystkie mięśnie, nogi ugięte w kolanach, to nie dla mnie.

Paweł rano wstaje z kompletnie sztywnymi stawami, dopiero koło południa udaje mu się je rozchodzić i jako tako funkcjonować. Trzy lata temu przewrócił się zimą na chodniku. – Nie będę opowiadał o śrubach, operacjach, rehabilitacji po złamaniu. Powiem tylko, że nie wróciłem do dawnej sprawności, a na dodatek noga wciąż mnie boli na "zmiany pogody". Już mówiąc te słowa, czuję się jak świętej pamięci własny dziadek.

Za pogarszającą się sprawnością ruchową stoi spadek elastyczności kolagenu, zmniejszenie elastyczności mięśni, ścięgien i więzadeł, zużywanie się powierzchni stawowych, zmniejszenie ich ruchomości, spadek masy i siły mięśniowej, procentowy wzrost tkanki tłuszczowej, pogorszenie koordynacji mięśniowo-nerwowej, wydłużony czas reakcji, spowolnienie ruchów, pogorszenie sprawności zmysłów – żeby wymienić ledwie część przyczyn "korozji".

Ale dr Łukasz Antolak, ortopeda traumatolog z CM Gamma, zapewnia, że na to, czy i jak bardzo nas bolą stawy lub kręgosłup, nie ma reguły. – Wiek metrykalny ma mniejsze znaczenie, liczy się wiek biologiczny. Zawodowy sportowiec, który przez 20 lat intensywnie obciążał swoje stawy, po skończeniu kariery może mieć ciało w o wiele gorszym stanie – pomimo wydolności i odporności organizmu – niż człowiek, który uprawia sport rekreacyjnie. Każdy starzeje się w innym tempie. To, w jakim stanie będzie nasz kręgosłup po czterdziestce, może wynikać ze skłonności dziedzicznych, z mikrourazów z dzieciństwa i okresu dojrzewania. Trudno także znaleźć jedną przyczynę gorszego stanu narządu ruchu. Siedzący tryb życia, praca fizyczna – wszystko dokłada się do obrazu kręgosłupa, ale dwie osoby o różnych genach, które będą przez całe życie robiły to samo, mogą mieć po czterdziestce narząd ruchu w skrajnie różnej kondycji – podkreśla.

Wychodzi styl życia, tracimy hormony

Jak wyjaśnia dr n. med. Tadeusz Oleszczuk, członek Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia, autor książki "Uspokój swoje hormony", od 35. roku życia spada co roku statystycznie o 1–2 proc. produkcja hormonów. – Kobiety mają mniej estrogenu, mężczyźni testosteronu. Objawem utraty hormonów jest wzrost masy ciała, spadek koncentracji, spadek libido, zaburzenia pamięci. Najpierw raz na miesiąc coś nam wypada z głowy, nie możemy sobie przypomnieć tytułu filmu czy nazwiska. Po czterdziestce zaczyna się to zdarzać coraz częściej  i z czasem zaczynamy dostrzegać problem. Jest to proces stopniowy, a nie rzucenie się w przepaść. Po czterdziestce 53 proc. kobiet i 69 proc. mężczyzn zaczyna mieć nadwagę, powoli wychodzi także styl życia: wieloletnie palenie, picie alkoholu, niezdrowa dieta. Ile sobie nagrabiliśmy przez te wszystkie lata, to po czterdziestce organizm nam odda – mówi lekarz.

Wyjaśnia, że u kobiet cały ten proces przebiega trudniej, ponieważ około pięćdziesiątki (plus minus cztery lata) zatrzymuje się produkcja jajnikowa, a zjazd estrogenów jest olbrzymi. – Tym bardziej odczuwalny, jeśli panie mają zaburzenia funkcjonowania tarczycy, a jest ich w populacji 50-latek aż 30 proc. Organizm przypomina wtedy samochód, który jedzie na niedokręconych kołach. Nie ma znaczenia, jak mocno trzymamy kierownicę, wymyka się spod kontroli – mówi.

Mężczyźni w pewnym wieku powinni przebadać prostatę. (Fot. Shutterstock)

U mężczyzn z kolei wzrasta ryzyko zachorowania na raka prostaty. – 80 proc. nowotworów występuje w populacji po 50. roku życia, a ta granica się obniża. To sygnał, żeby regularnie się badać profilaktycznie: kobiety – USG piersi i cytologia, mężczyźni – USG prostaty, wszyscy – kolonoskopia.

Tylko nie na katafalk!

Jest gorzej i lepiej nie będzie. Chyba że sami o to zadbamy. Dr Oleszczuk wyraźnie podkreśla, że nie można godzić się na postępujące zmiany. – Złe samopoczucie, zauważalne pogorszenie wzroku, słuchu, sprawności powinny być impulsem do zadbania o siebie. W starożytnym Rzymie umierało się w wieku 24 lat, na początku XIX wieku średnia życia wynosiła 50 lat, obecnie ponad 80 lat. Co jednak z tego, że średnia życia się wydłuża? Po co mieć 90 lat, skoro nie będziemy wiedzieli, jak się nazywamy? – dodaje.

Dr Antolak dodaje, że im więcej włożymy wysiłku w to, żeby wzmocnić mięśnie, lepiej stabilizować kręgosłup, utrzymywać prawidłową postawę w zależności od rodzaju wysiłku, tym większa szansa, że kręgosłup będzie bolał rzadziej, mniej intensywnie, a odstępy między nawrotami dolegliwości bólowych będą większe.

Ludzie próbują coś po czterdziestce ze sobą zrobić, zebrać się, zmienić nawyki. Części się nie udaje, bo ostry trening przy problemach z hormonami nie przyniesie oczekiwanych skutków. Mam poczucie, że ludzie próbują zatrzymać młodość. Część będzie skupiała się na fasadzie, bo po wyglądzie jesteśmy oceniani, i nie będzie się interesowała poziomem cholesterolu, glukozy, tym, czy nie grozi nam cukrzyca, nowotwór, zawał i udar – mówi dr Oleszczuk.

Inna sprawa, że 40-latki, które trafiają do lekarza, często słyszą diagnozę:

To peseloza", "Jeśli boli, to znaczy, że pan żyje".

Jola nie wie, jak miałaby wyglądać wizyta u specjalisty w jej przypadku. – Ludzie leczą się na nowotwory, a ja mam przyjść i powiedzieć: dzień dobry, bo ja jestem senna? Z wiekiem zaczęła walczyć z sennością, a właściwie oddawać te starcia walkowerem. – Kładę się na 20 minut, a wstaję po dwóch godzinach. To mocno wpływa na prawidłowe funkcjonowanie. Wiem, że naukowcy i lekarze twierdzą, że nie ma czegoś takiego jak meteopatia, ale ja dostrzegam zależności między bólem głowy i sennością a pogodą – zasypiam przed burzami i kiedy dochodzi do zmian pogody – mówi.

Drzemki w ciągu dnia zdarzają się coraz częściej, wydłuża się rónież czas potrzebny na regenerację. (Fot. Shutterstock)

Joanna miała taki okres w życiu, że chodziła na rehabilitację i sumiennie ćwiczyła w domu. – Mój mąż i dzieci wspominają ten czas jak film o tytule "Me, myself and I", bo poświęcałam się wyłącznie sobie. W normalnym życiu, w trybie praca–dom–życie rodzinne, mam dla siebie godzinę – od 21 do 22. Bo po 22 to wiadomo – odcina baterię. Mam nadzieję, że jak wezmę się za siebie po pięćdziesiątce, kiedy odzyskam czas zabierany przez rodzinę, to nie będzie za późno – snuje plany na przyszłość.

Paweł patrzy w przeszłość.  Kiedy miał 23 lata, pracował, studiował i imprezował. W miarę w równych proporcjach. Z imprezy potrafił tanecznym krokiem dotrzeć do pracy, a potem jeszcze zaliczyć wykłady. Odsypiał tydzień w piątek po południu i na świeżo wkraczał w kolejny weekend. Nawet jeszcze jako 30-latek miał epizody spontanicznych imprez i zarwanych nocy w tygodniu. 14 lat później ma dwoje dzieci, dwa koty na karku, pracę na pełen etat z częstymi wyjazdami służbowymi. I to okazało się miksem wykluczającym – jak sam mówi – "odpięcie wrotek".

Ostatnią imprezę w starym stylu odbyłem podczas własnej czterdziestki. Odchorowywałem ją tydzień, kolejnej takiej szalonej nocy mógłbym nie przeżyć – zapewnia.

Jeśli zaczęliście palić jako dwudziestolatkowie, wasze płuca są już poważnie obciążone. (Fot. Shutterstock) , Picie alkoholu obciąża wątrobę. (Fot. Shutterstock) , Niezdrowa dieta odbije się na poziomie cholesterolu. (Fot. Shutterstock)

Teraz zarwana noc z przyczyn prozaicznych, typu atak rotawirusa u dzieci, kot biegający nad ranem za muchą, konieczność wstania na samolot bladym świtem, oznacza, że organizm bezlitośnie upomni się o swoje. – Po takiej nocy czy poranku o 21 odetnie mi zasilanie albo – jak śmieje się moja żona – wchłonie mnie kanapa w salonie po obiedzie lub zasnę w wannie. Innej opcji nie ma – mówi Paweł.

Paweł ma rozrywkowe towarzystwo bliskich kolegów. – Widzę zmiany. Kumple rzucają palenie, zaczynają trenować triathlon, przejmują się cholesterolem, wszyscy byli już na badaniu prostaty i przeżywali je tak samo mocno. Ostatnio toczyła się zajadła dyskusja na temat tego, które piwo bezalkoholowe jest najlepsze. Starzejemy się, oj, starzejemy, i to na wielu poziomach – śmieje się.

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi, kiedy rozmówcy chcą "wygładzać" swoje najbardziej wyraziste opinie.