Społeczeństwo
Ludzie młodsi chcą wracać do pracy w biurowcach, bo tam jest życie towarzyskie, starsi wolą zostać w domu. (Fot. Shutterstock)
Ludzie młodsi chcą wracać do pracy w biurowcach, bo tam jest życie towarzyskie, starsi wolą zostać w domu. (Fot. Shutterstock)

Od kwietnia 2020 roku do czerwca 2021 roku miałam jeden (!) dzień pracy zdalnej, podczas którego byłam sama w domu. Bez męża okopanego z laptopem w sypialni, córki, która powinna być w przedszkolu, syna szóstoklasisty, przez siedem ostatnich miesięcy uczącego się w trybie zdalnym. W tym jednym dniu nie musiałam robić tysiąca rzeczy równolegle: odrywać się od pracy, wydawać posiłków, służyć za pomoc techniczną podczas e-lekcji, rozdzielać kłócącego się rodzeństwa, znowu wydawać posiłków, uspokajać łkającego dziecka, które "wyrzucało" ze spotkań wideo, szukać farb/kleju/papieru, pomagać w zadaniu, którego zdenerwowany syn nie rozumie, przerywać znudzonej córce malowanie moimi kosmetykami twarzy, psa, ciała, wszystkiego. Jeden dzień z poczuciem pełnej produktywności i satysfakcji, wewnętrzną harmonią, bez bólu żuchwy pod koniec dnia i z energią na zrobienie czegoś po pracy. To po mojej stronie barykady.

Dla Justyny, która ma agencję reklamową i zatrudnia 30 osób, ogromnym wyzwaniem jest komunikacja w czasie pracy zdalnej. – Codziennych spotkań online mamy z klientami tyle, że już sił nie starcza na dodatkowe wideokonferencje firmowe. Po kilku godzinach zoomów dziennie człowiek czuje się całkowicie wyprany z myśli i ostatnie, na co ma ochotę, to spotkanie z szefostwem lub współpracownikami podczas "statusu projektów". Dlatego 99 procent codziennej wymiany informacji odbywa się za pomocą komunikatora, maili i firmowych systemów zleceń. Siłą rzeczy traci się często kontekst i piętrzą się nieporozumienia. Gdy pracownicy są w biurze, spotykamy się na schodach, na kawie, tu się pogada z kimś, tam z kimś innym – wiem, co się dzieje nie tylko w projektach, ale też w ich życiu osobistym, jaki mają humor, z kim się dogadują, kto siedzi po godzinach i komu trzeba pomóc. Teraz nie wiem nic. Z niektórymi moimi pracownikami nie widziałam się od roku – mówi.

Psycholog organizacji i psychoterapeuta Tadeusz Reimus pracuje na linii wsparcia dla pracowników Mental Health Helpline i zajmuje się konsultacjami w sztabach kryzysowych oraz pomocą pracownikom wielu firm i instytucji. Przywołuje przykład osób, które zapracowywały się na własne życzenie.

Pracodawcy i pracownicy mają problem zatarcia granic czasu i przestrzeni. (Fot. Shutterstock)

– Ci, którzy pomyśleli, że czas na dojazdy, na przykład do biura, mogą przeznaczyć na dodatkowe zlecenia i w efekcie wylądowali na czterech etatach, wiedzą już, że fizycznie nie dadzą rady. I że nie ma po co tak zasuwać, jeśli odbywa się to kosztem zdrowia, rodziny i relacji. Doświadczenie, które przeżyliśmy – zbyt wiele obowiązków, bolący kręgosłup od prowadzenia spotkań z kanapy, krzyczenie na dzieci, bo przeszkadzają – pokazało, że mamy swoje granice. Ludzie wracają do tego, co ważne, uświadamiają sobie, że o ich wartości nie stanowi tylko praca, doszli do swoich granic i to doświadczenie już z nimi zostanie – mówi psycholog.

Ciekawostka, benefit, hipsteriada

Jak można przeczytać w raporcie "Rok pracy zdalnej. Próba bilansu", jeszcze na początku 2020 roku home office był nowinką technologiczną i obyczajową – rodzajem benefitu, modnej ciekawostki. W polskich realiach pracodawcy niezbyt chętnie na nią przystawali. Nawet jeśli charakter zajęcia pozwalał na to, by praca była wykonywana w innym miejscu niż  firma. Pracownicy mieli do pracy zdalnej zdecydowanie lepsze podejście. Czy po roku sytuacja się odwróciła?

Jak zawsze w takich sytuacjach – zależy, kogo zapytamy. Zadowolony z pracy zdalnej jest Jacek, urzędnik średniego szczebla. Właściwie od dawna nie był w tak doskonałej formie fizycznej – szczupły, opalony, mięśnie silne, ciało sprawne, błysk w oku. Ma dwoje dzieci w wieku przedszkolnym. Jego partnerka jest wysoko w strukturach swojej firmy, pracuje z mieszkania, które mają na wynajem, a stoi na razie puste. Za każdym razem, kiedy w lockdownie zamykano przedszkola, to Jacek brał opiekę nad dziećmi i przysługujący mu z tego tytułu zasiłek opiekuńczy. Tyle że do pomocy od razu meldowały się babcie na emeryturze, a Jacek skwapliwie korzystał ze wsparcia. Efekt? Obiad ugotowany, pranie złożone (i uprasowane!), dzieci pod opieką, zadbane, a on po treningu w plenerze, na bieżąco z serialami, wypoczęty, zadowolony. W ten sposób Jacek, kiedy mógł, korzystał z "opiekuńczego", oszukując z pomocą i za przyzwoleniem rodziny.

Ludzie mniej biorą urlopów jedodniowych na 'załatwienie spraw'. Teraz do weterynarza czy urzędu mogą wyskoczyć między spotkaniami. (Fot. Shutterstock)

Dla Marzeny, zatrudnionej w dziale administracji jednej z warszawskich uczelni, praca zdalna oznacza mniej stresu. – Mam w domu dwa leciwe już psy i kota. Kot dostaje leki o stałych porach, psy muszę bardzo regularnie wyprowadzać, bo mają problem z układem moczowym. Mieszkam blisko babci, która jest starszą panią i bywa, że potrzebuje pomocy albo towarzystwa. Dojazd do biura zajmował mi przy dobrych wiatrach 40 minut. W razie nagłej potrzeby musiałam się wyrywać z pracy, tracąc mnóstwo czasu głównie w autobusach. Przez pandemię mam spokój. Mój dzień roboczy trwa dłużej – bo jest bardziej rozciągnięty w czasie – nie tracę jednak czasu na dojazdy, więc bilans jest na plus. No i obiady jadam z babcią, a nie w biegu w kantynie – mówi Marzena.

Zatarte granice

W analizie katalogów IKEA "Home Sweet Work" ("Kultura popularna" nr 3 [2016]) socjolożki Anita Basińska i Agnieszka Jeran pisały, że szwedzki potentat meblowy już od 1999 roku oswaja nas z wizją pracy zdalnej z domu. Pokazuje zdjęcia szczęśliwych rodzin i stosuje narrację: "To nieważne, czy pracujesz w domu od czasu do czasu, czy stale – jedno jest pewne: potrzebujesz miejsca, gdzie można się skupić" oraz: "Pracuj po swojemu tam, gdzie akurat w danej chwili masz ochotę".

Jak wyjaśnia Anita Basińska, socjolog, kierownik Katedry Projektowania (School of Form) Uniwersytetu SWPS, z danych GUS-u, które uśredniają powierzchnię mieszkań i domów, wynika, że na rodzinę przypada 60 mkw. W wielu mieszkaniach kuchnia jest otwarta na jadalnię, łączy się z nią, a ta płynnie przechodzi w salon. Centralnym punktem jest stół, nie mniej ważnym kanapa.

Zanim część osób przeszła na stałe na pracę z domu, home office zdarzał się z doskoku. Na osiem godzin raz na kilka miesięcy nie miało znaczenia, że krzesło jest nieergonomiczne, a łóżko to azyl. W pandemii praca mocno weszła w naszą przestrzeń prywatną, okazało się, jak bardzo jest do działania zawodowego nieprzystosowana – wyjaśnia.

Stąd schowki na szczotki zamieniły się w kabiny telefoniczne, a podczas e-lekcji słychać w tle rodziców uczniów prowadzących firmowe spotkania.

Pod względem przestrzeni na łączenie pracy z domem można spojrzeć dwojako. Z jednej strony zdalna praca sprawia, że dom traci podstawowe funkcje azylu, z drugiej jednak strony praca w domu może dać szansę bycia z rodziną, uczestnictwa w jej życiu. Z punktu widzenia jednostki – umożliwić pracowanie tak, jak się lubi, w wygodnym otoczeniu, z przerwami na odpoczynek lub posiłek, gdy ma się ochotę – wyjaśnia Anita Basińska.

I choć wiele osób dostrzega zaletę "bycia z rodziną", jest wśród zdalnych pracowników grupa duża – i ważna – którą wie, czym taki stan jest okupiony.

Nierówności pod względem płci?

Badania przeprowadzone przez Boardlist pokazują, że podczas pandemii pracujący z domu ojcowie trzy razy częściej niż pracujące w ten sposób matki mogą liczyć na awans, podwyżkę lub uczestnictwo w ważnych projektach. A 77 procent ojców deklaruje, że podczas pracy zdalnej są bardziej wydajni. Mniej więcej tyle samo kobiet (raport Deloitte) uważa, że pandemia wpłynęła negatywnie na ich życie, w tym także zawodowe. Dla 73 procent obciążenie pracą wzrosło, 68 procent ma więcej obowiązków domowych, jak sprzątanie i gotowanie, 54 procent ma więcej obowiązków związanych z opieką nad dziećmi, a 53 procent widzi wzrost obowiązków związanych z pomocą dzieciom w nauce zdalnej. Z badań Deloitte wynika, że to menedżerki średniego szczebla, kobiety między 30. a 40. rokiem życia najbardziej odczuły pandemię. Ambitne i z małymi dziećmi.

Zanim część osób przeszła na stałe na pracę z domu, home office zdarzał się z doskoku. Na osiem godzin raz na kilka miesięcy nie miało znaczenia, że krzesło jest nieergonomiczne, a łóżko to azyl. (Fot. Shutterstock)

Mąż Olgi, kiedy ma coś do zrobienia, zamyka się w sypialni, odgradza laptopem, ma groźną, nieprzystępną minę. Kiedy dzieci – a jest ich troje – go wołają, nie reaguje, kiedy do niego mówią, nie odpowiada, zatopiony w myślach. – Wystarczyło kilka dni takiego treningu, żeby skutecznie zniechęcić je do interakcji – mówi kobieta.

Olga, kiedy dzieci się do niej zwracają, reaguje natychmiast. – Wchodzą mi do pokoju podczas ważnych rozmów, wideokonferencji. Raz musiałam wręcz zabarykadować się w sypialni, a dzieci i tak forsowały z wrzaskiem drzwi – wylądowałam więc w szafie z ubraniami i tam dokończyłam rozmowę. Śmieszne? Moja siostra często zamyka się przed dziećmi w łazience w kabinie prysznicowej – opowiada Olga.

Zdaniem Tadeusza Reimusa pracownicy, bez względu na płeć, umęczeni są pracą zdalną i łączeniem jej z opieką nad dziećmi, pomocą w lekcjach, gotowaniem. Mówi: – Z moich obserwacji wynika, że im osoba starsza, tym bardziej chce zostać w domu, im młodsza, tym bardziej chce do pracy wrócić – bo można się spotykać, nawiązać relacje, poromansować. Mam także poczucie, że teraz wychodzą błędy w zarządzaniu. Pracodawcy i pracownicy mają problem zatarcia granic czasu i przestrzeni – równolegle są na dwóch, a czasem więcej, spotkaniach. W biurze mamy jedność miejsca czasu i przestrzeni, mamy także jasną symboliczną granicę – próg biura. To ważne nie tylko pod kątem zadaniowym, ale także psychologicznym.

Justyna jako szefowa chce wiedzieć, jaki jest stan prac i co kto robi. – To łatwo aktualizować i śledzić nawet w na bieżąco uzupełnianej tabelce w Excelu – mówi. – Wolałabym być także informowana, jeśli ktoś chociaż na chwilę przestaje być dostępny, bo na przykład idzie kupić sobie obiad. Pracownik będzie się czuł komfortowo, a ja nie będę się denerwowała niemożnością dodzwonienia się do niego. Póki na koniec dnia praca jest zrobiona, dla mnie nie ma znaczenia, skąd i z iloma przerwami na kawę w trakcie – dodaje.

Pracownik wirtualny wszechbywający

Andrzej, analityk i programista, przekłada naszą rozmowę o godzinę i mówi przepraszającym tonem: – Od siódmej do szesnastej byłem na słuchawkach, a czeka mnie jeszcze praca wieczorem. Gdybym był w biurze codziennie po 10 godzin, to ktoś by się moim stanem zainteresował, w domu pracuję właściwie non stop.

Andrzej na początku pandemii okopał się w pracy zdalnej z powodu lęku o rodzinę, bliskich, widmo zachorowania na koronawirusa, grozę ewentualnych powikłań. – Zabiegałem o to, a teraz okazuje się, że jest to zgniły kompromis. Mam w tym samym czasie wrzucone spotkanie zespołu, szkolenie, rozmowę z przełożonym – wszystkie obowiązkowe. Równocześnie także wykonuję swoją pracę, bo pomimo kalendarza wypełnionego po brzegi zadania mają swój termin realizacji. W biurze byłbym na jednym spotkaniu. W domu uczestniczę we wszystkich i pracuję po godzinach.

Przełożony Andrzeja oczekuje także w trybie domowym pełnego profesjonalizmu. – Kiedy w tle spotkania online pojawiło się moje płaczące dziecko, dostałem dość jasny sygnał, że takie sytuacje nie są mile widziane.

Jaką lekcję wyciągnął z tego Andrzej? – Mocno wyciszające słuchawki, fizyczne odcięcie od dzieci i wsparcie żony w kluczowych momentach: spotkań, prezentacji, rozmów. Możesz sobie wyobrazić, jak wygląda w związku z tym układ sił w moim małżeństwie – mówi.

W jego firmie jest wiele osób z małymi dziećmi. Żadna z nich nie wzięła jednak opieki nad dzieckiem, kiedy przedszkola zostały zamknięte. – Był to ewidentnie temat tabu, chyba wszyscy obawialiśmy się zwolnienia, ale może sami stworzyliśmy sobie taką presję? – zastanawia się mężczyzna.

Uważa, że w jego pracy granice zostały przesunięte już na początku home office. – Usłyszeliśmy, że stajemy przed ogromnym wyzwaniem, że żeby to się udało – w domyśle: żebyśmy mogli pracować z domu – musimy się maksymalnie zmobilizować, dać z siebie wszystko. I dajemy. Od półtora roku.

Olga niedawno awansowała, zdaje sobie sprawę, że musi się wykazać, że nie może zawalić, musi "dowieźć" cele. Wie, że inne osoby na podobnych stanowiskach w jej firmie też mają ciężko. Czy z nimi rozmawiała? – Nie mamy ze sobą na tyle dobrego kontaktu, żeby przegadać to w zaufanym gronie – w komunikatorach rozmowy stają się bardziej formalne – wyjaśnia.

W komunikatorach gubi się język ciała, intonację, łatwo zostać źle zrozumianym i błędnie odczytać intencje drugiej osoby. (Fot. Shutterstock)

Jak tłumaczy Reimus: – Patologia zachowań pracodawcy nakłada się na patologię zachowań pracownika. Pracownikowi trudno zadbać o swój interes – z różnych powodów przestaje wiedzieć, co jest normalne, a co nie. Jeden z moich klientów zapytał mnie, czy ma prawo powiedzieć nowemu szefowi, że nie życzy sobie, żeby ten wyzywał go od sku*wysynów. Pracownicy nie potrafią zmienić swojej sytuacji, frustracja narasta i kiedyś taka osoba pęknie.

Zapasy energii na wyczerpaniu

Olga rzuca, że skrycie marzy o półrocznym zwolnieniu na wypalenie zawodowe, celem na teraz jest dociągnięcie do końca roku szkolnego, po nim dzieci wyjadą na obozy, do dziadków, a ona na spokojnie nadrobi zaległości w pracy i w domu. Do tego czasu musi jej wystarczyć silna grupa wsparcia przyjaciółek na komunikatorze. Klną, dają sobie bezwzględną akceptację, nie krytykują, nie radzą, po prostu siebie wysłuchują. A potem trzy tygodnie wakacji nad morzem – szef (nie-Polak) pewnie nie uszanuje jej granic i będzie dzwonił nawet na urlopie, ale ona na beznadziejny zasięg nic przecież nie poradzi.

Marzena chciałaby i nie chciałaby wracać do pracy. "Na zdalce" ma większy spokój i więcej czasu, ale tęskni też za atmosferą i energią kampusu.

Justyna nie może się doczekać, kiedy wszyscy wrócą do biura. – Wiem, że wielu moich pracowników też już marzy o powrocie – brakuje im kontaktu z ludźmi, ale też łatwości komunikacji, pracy z działem kreacji, nawet możliwości "pokazania palcem", co się chce mieć na grafice. Ale część osób na myśl o konieczności pracy z biura wpada w panikę. Dlatego powrót będziemy stopniowo organizować i na pewno wprowadzimy znacznie więcej telepracy niż przed pandemią, bo mamy już zaplecze techniczne i doświadczenie. Przy odpowiedzialnym zespole praca mieszana na pewno się sprawdzi.

Andrzej, zapytany o to, na jak długo wystarczy mu sił, mówi: – To bardzo trudne pytanie i sam fakt, że muszę pomyśleć nad odpowiedzią, mocno mnie zastanawia. Żyję w stanie ogromnego napięcia, nie potrafię określić stopnia zmęczenia – nie mam punktu odniesienia. Czuję się, jakbym był na nieskalibrowanej baterii, niby pokazuje 50 procent, ale nie wiadomo, czy zaraz nie padnie. Od półtora roku nie mam przerwy, odpoczynku, wakacji. Urlop formalnie miałem, na święta, kiedy i tak siedzieliśmy w domu. Polegał na niewłączaniu komputera, otoczenie i obecność dzieci pozostały bez zmian.

54 procent pracowników chce po zniesieniu ograniczeń dalej korzystać z wirtualnego modelu pracy, a za modelem hybrydowym opowiada się 34 procent. (Fot. Shutterstock)

Widzicie analogie do swojego życia, chcielibyście przerwać to błędne koło?

Tadeusz Reimus mówi, że silnym trendem w psychologii jest teraz radical selfcare, czyli idea radykalnego zadbania o siebie. Teorię stworzył psycholog dr John B. Arden i opiera się ona na SEEDS, z angielskiego: relacje, edukacja, ćwiczenia, dieta, sen. – Ludzie przychodzą do psychologów i terapeutów, żeby nauczyć się dbania o siebie – wyjaśnia. – Osoba, która się sobą nie opiekuje, czeka z nieskalibrowaną baterią do wakacji, może pewnego dnia po prostu nie wstać z łóżka. Teraz jest czas na to, żeby wziąć odpowiedzialność za swoje życie – jeśli my o siebie nie zadbamy, to nikt nie zadba, a już na pewno nie szefowie w korporacji.

Tym bardziej że firmy oswoiły się z myślą o pracy zdalnej – okazała się ona wbrew obawom efektywna. A z badań z kwietnia 2021 roku wynika, że 54 procent pracowników chce po zniesieniu ograniczeń dalej korzystać z wirtualnego modelu pracy, a za modelem hybrydowym (trochę z domu, trochę z biura) opowiada się 34 procent. Pomimo wszystkich opisanych wyżej minusów, które zdają się wspólnym doświadczeniem wielu respondentów.

Na szali jest efektywność, zadaniowość, stres, a z drugiej zespołowość, lepsze dogranie, relacje, które są ważne w biznesie, szczególnie długofalowo. Dobrym trendem, który obserwuję, jest uświadamianie sobie, że istnieje możliwość wyboru modelu pracy przez pracownika. Zdalna praca nie jest już benefitem, ale staje się naszym prawem – podkreśla Tadeusz Reimus.

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi, kiedy rozmówcy chcą "wygładzać" swoje najbardziej wyraziste opinie.