Społeczeństwo
Autoportret (fot. Michał Zdanowicz)
Autoportret (fot. Michał Zdanowicz)

"W niełatwych czasach przyszło nam żyć. Ale to już wiecie. Musimy się wzajemnie wspierać, dzięki temu będzie nam łatwiej i wyjdziemy z tego wszystkiego mocniejsi" - napisał na swojej stronie na Facebooku Michał Zdanowicz, fotograf z Olsztyna. Osobom, które przez pandemię znalazły się w trudnej sytuacji - straciły pracę lub muszą się przebranżowić - za darmo robi zdjęcia do życiorysu zawodowego.

Akcja robienia darmowych zdjęć początkowo miała trwać do końca października, potem do końca 2020 roku, ale fotograf informuje, że potrwa przynajmniej do wiosny. Osoba fotografowana może też zdjęcie dodać na Linkedinie, Facebooku, wykorzystać je dowolnie. Nie ma żadnych formalności, umów czy zgód. Chociaż z pewnością fotografowi zrobiłoby się miło, gdyby został oznaczony po dodaniu zdjęcia na Facebooku. Ale od nikogo tego nie wymaga.

Sam pomysł pojawił się spontanicznie. Był 10 października, sobota. Michał szykował się na kolejne zlecenie, jechał fotografować ślub. W życie właśnie wchodziły kolejne rządowe obostrzenia: w całym kraju nakaz zakrywania nosa i ust w wolnej przestrzeni, w strefach czerwonych - skrócenie do godziny 22 funkcjonowania lokali gastronomicznych. Te i zapowiadane obostrzenia miały dotknąć wiele osób. Michał pomyślał, że przez sytuację związaną z COVID-19 ludzie zaczną tracić pracę i będą musieli szukać nowego zajęcia. Perspektywa nie do pozazdroszczenia. Czy można im jakoś pomóc? Nie zastanawiając się długo, postanowił napisać na swojej stronie na FB, że osobom poszukującym pracy proponuje zrobienie zdjęcia do CV za darmo.

Spontaniczne mają też być wizyty chętnych. - Wyobrażam to sobie w ten sposób, że ktoś jest na olsztyńskim Starym Mieście czy w okolicy, dzwoni do mnie i pyta, czy może wpaść do studia za pół godziny - mówi Zdanowicz. Jego ministudio znajduje się w charakterystycznym budynku Warmińsko-Mazurskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości. Nie sposób go przeoczyć.

- Nie umawiam się na terminy z kilkudniowym wyprzedzeniem, bo trudno mi określić, czy rzeczywiście będę wtedy na miejscu. Mam dwoje małych dzieci, zdarzyć się może, że będę musiał zostać w domu, bo dzieci złapią przeziębienie albo zamknięte zostanie przedszkole czy żłobek, wpadnie jakaś kwarantanna - tłumaczy fotograf.

Za obiektywem, a nie za barem

Do studia zaprasza osoby zdrowe. Każdy, kto do niego przyjdzie, musi mieć maseczkę zasłaniającą nos i usta. Maseczka zdejmowana jest na czas wykonania zdjęcia. Fotografowi podoba się to, że ludzie stosują się do jego prośby. Sam także przestrzega środków bezpieczeństwa.

W najbliższym otoczeniu Zdanowicza nie ma osób, które straciły przez pandemię pracę, ale wie, że taki los spotkał wielu. Nie pomaga ogólna niepewność, bo nie wiadomo, jak długo obowiązywać będą obostrzenia i kiedy życie wróci do normy.

Głównie zgłaszają się mieszkanki i mieszkańcy Olsztyna, ale miał też telefony od osób z oddalonego o 50 kilometrów Szczytna, które chciały się u niego sfotografować (fot. Michał Zdanowicz)

- Trudno jest pracownikom i trudno jest przedsiębiorcom - mówi. Zwraca uwagę na sytuację osób zatrudnionych w gastronomii. Czternaście lat pracował jako barman, jednocześnie fotografując, ale kilka lat temu zaczął otrzymywać tak wiele zleceń, że musiał z czegoś zrezygnować. Wybrał pracę z aparatem fotograficznym, ale sentyment do gastronomii pozostał, podobnie jak uznanie dla wysiłku osób uwijających się za barem czy w kuchni. - Gastronomia to ciężka harówka - mówi. - Do tego często pracownicy są na umowach-zleceniach. Pracodawca wręczy im wypowiedzenie i co mają teraz zrobić? Nic nie zrobią. Muszą sobie radzić. Szukać czegoś nowego. Teraz to nie jest łatwe.

Tylko w samym Warmińsko-Mazurskiem, zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, jest niemalże 50 tysięcy bezrobotnych. To tyle, ile osób mieszka łącznie w Bartoszycach i Braniewie, miejscowościach położonych w północnej części województwa.

Odważne kobiety chcą dobrego zdjęcia

- Na wiadomości na Messengerze nie nadążałem odpowiadać, myślałem więc, że co trzy minuty będę odbierał telefon z pytaniem o możliwość przyjścia do studia - przyznaje Michał Zdanowicz. Telefonów jest mniej, niż się spodziewał, choć codziennie ktoś dzwoni. Do połowy stycznia udało mu się zrobić kilkanaście zdjęć. Fotograf uważa, że ludzie krępują się tego, że znaleźli się w trudnej sytuacji zawodowej. - To nie jest powód to wstydu. Nie trzeba się obawiać prosić o pomoc - przekonuje.

Głównie zgłaszają się mieszkanki i mieszkańcy Olsztyna, ale miał też telefony od osób z oddalonego o 50 kilometrów Szczytna, które chciały się u niego sfotografować. Nie z każdym udaje mu się umówić. - Ja w studio jestem do godziny 15, później muszę iść po dzieci. Nie każdemu taka godzina pasuje - mówi.

W ramach akcji do tej pory Zdanowicz fotografował głównie kobiety. Dopiero w grudniu zgłosił się pierwszy mężczyzna. - Myślę, że kobiety są odważniejsze - ocenia fotograf. To osoby długo poszukujące pracy, chcące wrócić na rynek np. po urlopie macierzyńskim, ale też zmienić zajęcie. - Są też pracownicy gastronomii, która - jak wiadomo - bardzo ucierpiała przez epidemię. Komuś zamknęli zakład pracy, ktoś inny musi się przebranżowić, bo w swojej firmie zajmował się pozyskiwaniem klientów, a teraz to niemożliwe - mówi fotograf.

Fotograf uważa, że ludzie krępują się tego, że znaleźli się w trudnej sytuacji zawodowej (fot. Michał Zdanowicz)

Na spokojnie

Anna z Olsztyna o Zdanowiczu usłyszała od przyjaciółki. Postanowiła przyjść do studia fotografa. Ma szczęście, bo może spokojnie szukać pracy. Nie czeka na nią wypowiedzenie, kończąca się umowa czy widmo zamknięcia zakładu. - Chciałabym zmienić pracę na taką, w której będę mogła się realizować - mówi Anna. Marzy jej się kontakt z ludźmi oraz językiem francuskim, który jest jej pasją. Odpowiedniej posady szuka od blisko dwóch lat, tym wyraźniej widzi, co z powodu pandemii zmieniło się w samym procesie rekrutacji.

- Pracodawcy nie spieszą się z podejmowaniem decyzji. Zazwyczaj rekrutacje trwały dwa, trzy tygodnie, teraz - kilka miesięcy. Brałam udział w takiej, która rozpoczęła się w połowie sierpnia, a dopiero przed świętami otrzymałam wiadomość, że do kolejnego etapu nie przeszłam - opowiada Anna. - Pracodawca na pewno zastanawia się dwukrotnie, zanim kogoś zatrudni. Nie tylko nad tym, czy ta osoba będzie odpowiednia na dane stanowisko, ale też jaka będzie sytuacja ekonomiczna jego firmy, czy po okresie próbnym będzie mógł przedłużyć umowę pracownikowi, czy będzie musiał się z nim pożegnać - mówi Anna.

Annie, podobnie jak innym osobom odwiedzającym studio Zdanowicza, podoba się jego akcja. Ale niektórzy nie dowierzają, że jest rzeczywiście dobroczynna. - Ludzie dopytują, czy na pewno nie muszą nic płacić - zdradza fotograf. - Potwierdzam, że nic.

Ale niektórzy chcą się odwdzięczyć. - Jedna z pań po wykonaniu zdjęcia wyszła ze studia i wróciła z kawą ziarnistą. To było zaskakujące i bardzo miłe. Inna poleciła mnie swojemu znajomemu, który potrzebował w firmie fotografa do sesji biznesowej - wspomina Zdanowicz. Akcja przyniosła niezamierzone i nieoczekiwane, ale pozytywne skutki. - Kilka firm zauważyło moją działalność, chciało zaangażować mnie do płatnych projektów - mówi fotograf.

Fotografowie też w kłopotach

W rozmowie o sytuacji na rynku pracy spowodowanej epidemią COVID-19 nie sposób uniknąć tematu jej wpływu na pracę fotografów freelancerów. Odwołane wesela, imprezy firmowe, mniej sesji rodzinnych oraz świątecznych to dla fotografów, niestety, normalna sytuacja w 2020 roku. - Z dnia na dzień ja i wielu moich kolegów zostaliśmy pozbawieni źródła dochodu. Niektórzy nie mają nawet jak opłacić ZUS-u - mówi Michał.

Sam musiał odmówić zleceń, bo znalazł się na kwarantannie. Choć nie zachorował, koronawirus w przedszkolu jego dziecka zamknął go w domu na dwa tygodnie. Konieczność przebycia kwarantanny nie pogrzebała akcji robienia darmowych zdjęć do CV. Michał na olsztyńskiej grupie fotografów na Facebooku zapytał swoich kolegów z branży, czy któryś chciałby dołączyć. Zgłosiło się dwóch.

- Chciałem mu pomóc - mówi Arkadiusz Stankiewicz ze Studia Czarna Offca. - Wiele osób jest teraz w trudnej sytuacji zawodowej, zmienia pracę, przebranżawia się. W takim momencie często pójście do fotografa i robienie profesjonalnych zdjęć znajduje się poza możliwościami finansowymi - przyznaje fotograf. Dla niego 2020 rok nie był najlepszym w karierze zawodowej. Obroty spadły o 60 procent. Póki co ma z czego żyć, zapłacić rachunki, ale o tym, by coś odłożyć, nie ma mowy. - Wszyscy dostaliśmy mocno po tyłku. Chociaż mam wrażenie, że ja jeszcze tego tak bardzo nie odczułem, bo pracuję dla różnych podmiotów - przyznaje.

Arkadiusz Stankiewicz (fot. Katarzyna Myran)

Rafał Zdziebłowski, drugi fotograf, który odpowiedział na internetowy apel Zdanowicza, działalność gospodarczą prowadzi od 2012 roku i nawet kiedy zaczynał w branży, nie miał tak słabych zarobków jak w minionym roku. - Z księgową policzyliśmy, że dochód spadł o ponad 70 procent - przyznaje Rafał.

Kolejny rok nie maluje się w jaśniejszych barwach. Zdziebłowski mówi o odwołanych studniówkach. Część jego klientów po trzy, cztery razy przekładała termin ślubu. Ostatecznie ceremonie, które miały odbyć się w 2020 roku, przenieśli na 2022. - Ponad 90 procent mojej działalności to fotografia ślubna. Teraz nie ma takich zleceń i nic nie wskazuje na to, że pojawią się na rok 2021. Ludzie dzwonią i pytają o terminy na lata 2022 i 2023 - mówi Rafał. Zrobił uprawnienia na drona, w planach ma rozpoczęcie współpracy z agencją nieruchomości. - Muszę kombinować, bo nie chcę zamknąć interesu - przyznaje.

Arkadiusz Stankiewicz ma nadzieję, że osoby, które przyjdą na bezpłatne zdjęcie do życiorysu zawodowego, wrócą do niego kiedyś z innej okazji. - Aczkolwiek nikt z nas nie myśli o zysku tu i teraz - zastrzega. Na razie chętnych na darmowe zdjęcia brakuje, ale fotografowie czekają i powtarzają: nie ma się czego wstydzić.

Rafał Zdziebłowski (fot. Michał Zdanowicz)

Praca, którą zabiera się do domu

Nie wstydziła się kolejna osoba - znów kobieta - która skorzystała z akcji i zgodziła się mi o tym opowiedzieć. Może dlatego, że sama rozstała się z pracodawcą, który w czasie pandemii zarzucił ją obowiązkami. Mam szczęście do Ann, bo podobnie jak poprzednia rozmówczyni, także nosi to imię. Jest mamą dwulatka. Pracowała w sklepie odzieżowym, była nianią, ankieterem terenowym, tajemniczym klientem, pomagała przy prowadzeniu agroturystyki. Prowadzi bloga o tematyce rodzinnej i lokalnej Olsztynianka.com, jest współzałożycielką marki "Kiciusiowe inspiracje".

Ostatnio była zatrudniona jako specjalista ds. logistyki w przedsiębiorstwie importującym kamień naturalny m.in. z Chin, Indii czy Turcji. - Zajmowałam się procesem logistycznym - wyceną, składaniem zamówień, kontaktem z dostawcami, pilnowaniem jakości, zlecaniem załadunków kontenerów, przygotowywaniem dokumentacji potrzebnej do odprawy celnej, wprowadzaniem materiałów do systemu enova oraz organizowaniem transportu do klientów lub magazynów - wylicza Anna. Szkoliła też nowych pracowników i przygotowywała zestawienia dla Zarządu.

Kiedy w trakcie trwania pandemii jej koleżanki z działu poszły na dłuższe zwolnienia lekarskie, przejęła ich obowiązki. Pracowała coraz więcej. - To odbiło się na moim zdrowiu i życiu prywatnym, bo wracałam do domu, ale myślałam wciąż o tym, jak załatwić sprawy w biurze, by wszystko było dobrze - przyznaje kobieta.

Anna postanowiła poprosić o podwyżkę. Usłyszała, że powinna się cieszyć, że w ogóle ma pracę. Wszelkie propozycje negocjacji były ucinane tłumaczeniem, "że jest COVID". Było to dla niej zaskoczeniem, zwłaszcza że firma w tym okresie znacznie zwiększyła zyski. - W ostatnim czasie w firmie sporo się popsuło, ale ta odmowa utwierdziła mnie w przekonaniu, że czas poszukać nowego miejsca, w którym docenia się pracę i zaangażowanie pracowników - tłumaczy kobieta. Złożyła wypowiedzenie, czym zdziwiła swoich szefów. Na miejsce Anny zatrudnili dwie nowe osoby. Każdą z nich przeszkoliła Anna.

W ramach akcji do tej pory Zdanowicz fotografował głównie kobiety. Dopiero w grudniu zgłosił się pierwszy mężczyzna (fot. Michał Zdanowicz)

Dziś spokojnie szuka nowego zajęcia. - Nie jestem samotną matką, mam męża, który pracuje i mamy oszczędności. Mogę sobie pozwolić na to, by jeszcze przez jakiś czas być bezrobotną - przyznaje. Ten status ma od początku 2021 roku. Wysyła CV do firm zajmujących się logistyką, ale zazwyczaj w odpowiedzi czyta, że póki co - przez pierwszy miesiąc czy nawet kwartał 2021 roku - nie planują zatrudnić nowych pracowników na stanowiskach specjalistów. - Tłumaczą to niepewną sytuacją. Nikt nie wie, czy utrzymają się obowiązujące obostrzenia, czy będą nowe, czy firmy przetrwają - opowiada Anna. Cieszy się jednak, bo ma zaproszenia na dwie rozmowy. Jedna z nich będzie przez Internet, druga - w siedzibie firmy.

Na zdjęciu każdy może wyjść dobrze

Czy rzeczywiście zdjęcie, które dodamy do zawodowego życiorysu, jest aż tak istotne?

- Myślę, że coraz trudniej będzie o pracę, przez co takie rzeczy jak dopracowane CV zaczną się znowu bardziej liczyć - ocenia Arkadiusz Stankiewicz.

Michał Zdanowicz przyznaje, że gdy pracował w gastronomii i zatrudniał ludzi, zwracał uwagę na fotografie dołączone do dokumentów. - Ale nie na to, jak kto wygląda - mówi i przypomina, że CV jest wizytówką, pierwszym kontaktem z potencjalnym pracodawcą. - Jeżeli ktoś umieszcza w CV tzw. selfiaczka albo zdjęcie z imprezy wycięte z Facebooka, to może świadczyć, że aż tak mu na tej pracy nie zależy - dodaje.

Wiele osób jeszcze przed zrobieniem fotografii, ledwo przekroczywszy próg studia, mówi, że źle wychodzą na zdjęciach. Michał uważa, że nie ma takich ludzi. - To kwestia pracy przed obiektywem, odpowiedniego ustawienia i przygotowania się osoby fotografowanej.

Dobre zdjęcie musi być dobrze oświetlone. Mile widziany jest delikatny uśmiech, wzrok skierowany na obiektyw, a nie w bok, oraz wyprostowane plecy. To sprawy, na które może zwrócić uwagę fotograf. Warto wykonać delikatny makijaż, uczesać się albo, gdy ktoś ma tendencję do "świecenia się", zabrać ze sobą chusteczki matujące.

Ważne, by robiąc zdjęcia do dokumentów - nie tylko do CV, ale i do dowodu, prawa jazdy czy paszportu - nie mieć na sobie krzykliwych ubrań. - Będą odwracały uwagę od twarzy, a w dodatku odbijały światło, np. od żółtej koszulki żółta poświata na brodzie. Najlepiej ubrać się w sposób stonowany i wygodny. I przede wszystkim nie bać się zdjęcia - radzi fotograf.

- Pan Michał poświęca swój czas i talent, a przecież nie musi tego robić - mówi Anna, autorka bloga Olsztynianka.com, i przyznaje, że podziwia osoby, które w tym trudnym czasie chcą pomagać innym. - W Olsztynie było już wiele akcji, w których obcy ludzie pomagali sobie wzajemnie w tym trudnym czasie. Są to takie momenty, kiedy na nowo zaczynam wierzyć w ludzi. To bardzo budujące - przyznaje kobieta.

Każdy, kto do niego przyjdzie, musi mieć maseczkę zasłaniającą nos i usta (fot. Konrad Poświata)

***

Akcja nie ma konkretnej daty zakończenia. Potrwa co najmniej do wiosny. Albo i dłużej, jeżeli sytuacja w kraju będzie tego wymagała, a i fotografowie będą mieli czas. Można do nich dzwonić i umawiać się na zdjęcia w Olsztynie:

Michał Zdanowicz, tel. 513 016 992 Arkadiusz Stankiewicz, tel. 506 769 062 Rafał Zdziebłowski, tel. 502 932 632.

Iwona Görke. Dziennikarka, absolwentka poznańskiego kulturoznawstwa, publikowała m.in. w "Gazecie Wyborczej" i na portalach finanse.wp.pl, money.pl.