22-letnia Julia poznała swojego chłopaka, który jest Koreańczykiem, w Internecie. Zakochali się w sobie, jeszcze zanim pierwszy raz się spotkali w wakacje trzy i pół roku temu. Dzieli ich osiem tysięcy kilometrów.
30-letnia Edyta w czerwcu ubiegłego roku przeprowadziła się z Gdańska do Warszawy. Dostała ciekawą ofertę pracy, a że lubi zmiany, to postanowiła spróbować innego życia. W Trójmieście zostawiła swojego chłopaka, z którym jest od 12 lat.
24-letnia Maja poznała swojego chłopaka w Warszawie - jest Włochem, od dwóch miesięcy mieszkał w Polsce w ramach wymiany studenckiej. Spotykali się przez cały jego pobyt w Warszawie - w sumie siedem miesięcy.
25-letnia Sandra żyje w związku na odległość ze swoim 26-letnim mężem. Dzieli ich ponad tysiąc kilometrów. Mają dwójkę dzieci: dwu- i pięcioletnie. On dwa lata temu wyjechał do pracy do Holandii. Obydwoje uznali, że takie rozwiązanie przyniesie więcej korzyści niż strat.
Wrocławianka Roma od półtora roku jest w relacji z dziewczyną z Gdyni. Poznały się na Tinderze. Podjęły decyzję o byciu ze sobą po paru kilkudniowych spotkaniach. Ostatnio postanowiły kupić razem psa, choć nie mieszkają razem.
Wspólne zasypianie
Antonina Stasińska, doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, w latach 2016-2018 badała pary żyjące w relacjach na odległość. I sama przez ponad trzy lata była w takim związku. - Postanowiłam przyjrzeć się osobom w wieku 23-33 lata, będącym z partnerami innych narodowości, i zobaczyć, z jakimi strategiami i praktykami wiąże się to zjawisko. Znalezienie takich par nie stanowiło żadnego problemu - opowiada.
Stasińska tłumaczy, co sprzyjało w ostatnich latach wchodzeniu przez ludzi w związki na odległość. - To przede wszystkim wzmożona mobilność - w celach edukacyjnych, ale również zarobkowych - która staje się normą - mówi. - Badałam osoby z wyższym wykształceniem, znające języki, które od dzieciństwa podróżowały - najpierw z rodzicami, a potem na własną rękę, nawet kilka razy w roku.
Duże znaczenie ma też intensywny rozwój technologiczny, zniesienie roamingu w krajach Unii Europejskiej oraz dostęp do bezpłatnego Internetu, Wi-Fi. - Jeszcze kilka lat temu rozmowa z użyciem kamerki była możliwa tylko przez Skype na komputerze. Dziś możemy widzieć się z rozmówcą przez telefon, dzięki aplikacjom Messenger czy WhatsApp. Warunkiem jest dostęp do Internetu - mówi Antonina Stasińska.
Osoby, z którymi rozmawiała na potrzeby badań, były zgodne co do tego, że gdyby nie możliwość skontaktowania się w każdym momencie za pomocą kamerki, relacja na odległość byłaby trudna do wyobrażenia. Przykład: on mieszkał w Hiszpanii, ona w Polsce. - Nie dzwonili do siebie jedynie wtedy, kiedy byli na zajęciach, w pracy lub na spotkaniu towarzyskim. Jak tylko mieli możliwość, łączyli się ze sobą. Nie chodziło o to, żeby ciągle rozmawiać, ale po prostu towarzyszyć drugiej osobie w tym, co akurat robi - idzie po zakupy czy wraca z uczelni do domu - opowiada badaczka i dodaje, że tych dwoje wspólnie zasypiało: - Po prostu nie rozłączali się, gdy kładli się spać. Jeśli któreś z nich przebudziło się w nocy, to zrywało połączenie.
W podobnej bliskości żyła ze swoim chłopakiem z Seulu Julia. Teraz odbywa on obowiązkową służbę wojskową, co utrudnia młodym kontakt, ale wcześniej codziennie pisali ze sobą na Messengerze. Udawało się to, mimo że każde z nich żyje w innej strefie czasowej - gdy u Julii jest dziewiąta rano, u jej chłopaka wybija piąta po południu. - Często chodził spać nad ranem, więc przez jakiś czas normą było, że rozmawialiśmy kilka godzin non stop. Jak wracałam po szkole do domu, prowadziliśmy kilkugodzinne wideorozmowy. A czasem ja się na przykład uczyłam, on robił swoje rzeczy, ale ciągle byliśmy na łączach - opowiada.
Planowanie
Od kiedy Marco wrócił do Bolonii, tworzą z Mają związek na odległość. Ale to czasowe rozwiązanie.
- Został nam niecały rok studiów, po czym planujemy zamieszkać razem w Belgii lub Holandii - opowiada Maja. Na razie starają się odwiedzać co kilka tygodni - zazwyczaj na przedłużony weekend. Dla Mai bardzo istotne jest, żeby te spotkania planować. - Mój chłopak nie ma aż takiej potrzeby, często powtarza, że nie jest w stanie powiedzieć, co będzie robił w dany weekend. Mnie z kolei to, że wiem, kiedy go następnym razem zobaczę, bardzo pomaga w chwilach samotności - opowiada.
Julia widuje się ze swoim chłopakiem co kilka miesięcy i dla niej bardzo ważne jest, żeby ich spotkania nie trwały zbyt krótko. - Jeśli już się odwiedzamy, to na miesiąc, czasem dwa. Raz był u mnie od maja do sierpnia. Przez ten czas możemy się naprawdę do siebie zbliżyć i sprawdzić, jak to jest mieszkać pod jednym dachem - opowiada. Julia oczami wyobraźni już widzi, jak zamieszka ze swoim chłopakiem na stałe. - Prawdopodobnie to on sprowadzi się do mnie do Polski. Biorę pod uwagę również pojechanie do niego, do Korei Południowej, jeżeli będzie miał jakiekolwiek problemy ze znalezieniem pracy - przekonuje.
Sandra również woli spotykać się rzadziej, ale na dłużej. - Mąż przyjeżdża co kilka tygodni na dwa, trzy tygodnie. Mógłby przyjeżdżać częściej, tylko na weekendy, ale uznaliśmy, że tak będzie lepiej dla naszego związku. Zauważyłam, że mąż paradoksalnie więcej czasu spędza ze mną i z dziećmi teraz, niż gdy mieszkał z nami na co dzień - kiedy jest w domu, skupia się w stu procentach na nas - opowiada Sandra. I tak jak Julia i Maja doskonale wie, kiedy zakończy się jej związek na odległość: - Planujemy w ciągu kilku miesięcy przenieść się do Islandii.
Stasińska podkreśla, że aby taki związek działał, para musi mieć pewność, że łączy ją wspólny cel - wizja zamieszkania razem w niedalekiej przyszłości lub choćby kolejnego spotkania. - Żadna z par, z którymi rozmawiałam, nie chciałaby żyć w takiej relacji na dłuższą metę - mówi badaczka. - Tym, co dawało im siłę na przetrwanie rozłąki, była świadomość, że zobaczą się znów za jakiś czas - na przykład kupowali bilety lotnicze z dużym wyprzedzeniem - oraz że mają konkretny plan na wspólną przyszłość. Niektórzy wiedzieli, w jakim kraju razem zamieszkają.
Jeśli wspólnego celu nie da się określić, może być trudno. Przekonała się o tym Edyta. Już we wrześniu była pewna, że chce w Warszawie zostać. Co do przeprowadzki zaczął mieć jednak wątpliwości jej partner. - Bardzo się o to kłóciliśmy, przez następne trzy miesiące prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. W grudniu przyjechał do mnie na dwa tygodnie. Potem oznajmił, że jest gotowy się tu przenieść. W tej chwili szuka pracy. Umówiliśmy się, że do czerwca się przeprowadzi. Jeśli tego nie zrobi, nie widzę możliwości kontynuowania związku na odległość. A ja do Gdańska na pewno nie wrócę - oznajmia.
Emocjonalna sinusoida
Pary, z którymi rozmawiała Stasińska, podzielają podejście, że sytuacja związku na odległość nie jest normalna - bo brak wspólnej przestrzeni i kontaktu twarzą w twarz - ani docelowa. Gdyby było to możliwe, ci ludzie żyliby już pod jednym dachem. Ale też nikt nie brał pod uwagę rzucenia wszystkiego i przeprowadzenia się do partnera czy partnerki od razu. - Ważne jest, aby nowe, wspólne miejsce zamieszkania odpowiadało obojgu, aby oboje mieli tam pracę, albo - w przypadku niektórych - byli blisko rodziny - opowiada antropolożka.
Większość badanych przez Stasińską osób miała trudność ze znalezieniem zalet relacji na odległość. Raczej podkreślały, jak bardzo jest ona trudna. - Wiele osób żyjących w normalnych związkach postrzega te na odległość jako luźne, niezobowiązujące. Z moich badań wynika jednak, że jest wręcz odwrotnie. W przypadku większości par, które badałam, było tak, że podjęły decyzję o byciu razem po tym, jak spędziły ze sobą raptem miesiąc lub kilka. Moim zdaniem taka relacja wymaga nawet większego zaangażowania - ci ludzie nie mieli czasu, żeby dłużej porandkować, zanim zdecydują, co dalej z tą znajomością. Oni od razu planowali kolejne spotkanie, zarządzali budżetem tak, żeby starczyło im na podróże. Taka relacja wymaga ogromnej odpowiedzialności z obu stron - stwierdza.
Największym wyzwaniem jest poradzenie sobie z tym, co Stasińska nazywa emocjonalną sinusoidą. - Czas spędzany razem to swego rodzaju święto, czeka się na nie z utęsknieniem. To również czas konfrontacji z trudnymi emocjami, które dają o sobie znać dopiero, gdy dochodzi do spotkania twarzą w twarz. A kiedy już pary się ze sobą oswoją, nadchodzi rozstanie i powrót do życia w samotności. Z jednej strony kontakt przez kamerę daje namiastkę bliskości, z drugiej jest przekleństwem, bo ta bliskość jest iluzoryczna, nie można kogoś dotknąć, przytulić. I nie ma też tej szarej codzienności, nudy, która jest ważna w budowaniu związku - analizuje Stasińska.
Edyta przyznaje, że potrzebuje co najmniej kilku godzin, zanim znów przyzwyczai się do obecności swojego chłopaka, do tego, że ktoś ją dotyka. - Widujemy się co drugi weekend. Przyjeżdżam w piątek, czasem w sobotę rano, wracam w niedzielę po 17. Na początku zawsze jest między nami spory dystans, niekiedy trudno mi powiedzieć, czy cieszę się na jego widok, czy jest mi on obojętny. Może dziwnie to zabrzmi, ale gdy jestem w Warszawie, przyzwyczajam się do życia w pojedynkę. Nie muszę się do nikogo dopasowywać, ustalać, jaki serial oglądamy, w nocy nikt nie zabiera mi kołdry. To jest wygodne - opowiada.
Dlatego bardzo często dochodzi między nią i jej chłopakiem do kłótni. - Do pewnego stopnia kłótnie pomagają rozładować atmosferę. Godzimy się i gdy już zaczyna być między nami fajnie, przychodzi niedziela i muszę wyjeżdżać. Moment rozstania jest bardzo trudny, jestem bliska łez. Potem jeszcze przez dwa dni silne uczucie między nami się utrzymuje, częściej ze sobą rozmawiamy, ale potem znów przyzwyczajam się do samotności, nasze rozmowy stają się coraz rzadsze lub zaczynają sprowadzać się do przekazywania sobie suchych informacji - opowiada Edyta.
O trudnych rozstaniach mówi też Roma. Pod ich znakiem upłynął jej ubiegły rok. 2019 kojarzyć się jej będzie także z męczącymi podróżami z Wrocławia do Gdyni. - To był koszmar. Nigdy wcześniej nie jeździłam pociągami, a tu nagle co weekend lub co drugi byłam w podróży. Każde rozstanie z dziewczyną wiązało się z ogromnym cierpieniem, strasznie płakałyśmy. Chciałyśmy być ze sobą 24 godziny na dobę, ale to niemożliwe. W tej chwili, gdy emocje już trochę opadły, jest mi nieco łatwiej. Ale zdarza się, że dopadają mnie wątpliwości, czy taki związek ma sens. Tęsknota jest momentami nie do zniesienia, a tu trzeba normalnie pracować, żyć - opowiada.
Przed Romą i jej dziewczyną jeszcze dwa i pół roku związku na odległość. - Dopiero jak skończę studia, będę mogła się przeprowadzić do Gdyni. Wiem jednak, że nasz związek jest na serio. Niedawno kupiłyśmy razem psa, to takie nasze dziecko, nasza wspólna odpowiedzialność. Niestety, w związku z tym, że moja dziewczyna w ramach praktyk w Szkole Morskiej wypływa często w morze, na razie głównie ja się nim zajmuję.
Intymność odstawiona na półkę
A co z bliskością fizyczną? - Tylko niektórzy przeze mnie badani sięgali po tzw. cyberseks, dla większości taka forma intymności była jednak dziwna i krępująca. Nie decydowali się na nią przede wszystkim ze strachu przed wyciekiem danych do sieci - opowiada Stasińska.
Edyta: - Mimo że znamy się 12 lat, seks przez Internet nie wchodzi w grę. Może nie jesteśmy wystarczająco na to otwarci? - zastanawia się i wspomina czas, kiedy przez kilka tygodni nie uprawiała seksu ze swoim chłopakiem, mimo że mieli okazję się spotkać. - Nie spędzaliśmy w ogóle czasu we dwoje: albo byliśmy u mojej rodziny, albo u znajomych. Gdy zdałam sobie sprawę, że przez pięć tygodni się nie kochaliśmy, naprawdę się wkurzyłam - opowiada.
Ale i podkreśla, że związek na odległość może pozytywnie wpłynąć na życie seksualne pary, zwłaszcza takiej, która jest razem od wielu lat. - Kiedy ze sobą mieszkaliśmy, to nawet jak gdzieś wychodziliśmy, nie przykładałam zbyt dużej wagi do tego, co mam na sobie, jak wyglądam, wkładałam wygodne ciuchy, nie robiłam makijażu. Teraz widujemy się rzadko, więc każde wyjście jest świętem, zawsze wkładam ładną sukienkę, maluję usta szminką, zależy mi na tym, żeby mój chłopak zapamiętał mnie właśnie taką. Nie ma też opcji, żebyśmy w sobotę wieczorem - jak się dawniej zdarzało - zalegli na kanapie, oglądając serial i zajadając się chipsami. Sobota jest na celebrowanie związku, czyli na seks - mówi.
Jedna wielka przygoda
Plusy związku na odległość dostrzega również Julia. - Bardzo wiele się nauczyliśmy - spokojniej rozmawiać, szybciej rozwiązywać konflikty. Nie mamy dla siebie dużo czasu, więc nie chcemy go tracić na krzyczenie na siebie - opowiada. Julii związek na odległość daje możliwość poznania innego kraju, innej kultury. - Wyjazd do mojego chłopaka to jedna wielka przygoda. Cieszę się, że mogę być z nim, ale dla mnie to również okazja do zaspokojenia mojej potrzeby podróżowania i poznawania nowych miejsc - dodaje.
Sandra przyznaje, że jej znajomi nie są w stanie zrozumieć, jak może ona funkcjonować w związku na odległość. - Dziwią się, że nie jesteśmy o siebie zazdrośni, że tęsknota nas nie wykańcza. A dla nas obecna sytuacja ma jednak więcej zalet niż wad. Mamy do siebie pełne zaufanie, nigdy nie byliśmy parą, która musiała wszędzie, na każdą imprezę chodzić we dwójkę. Oboje lubimy zmiany, taki sposób życia jest mniej monotonny - tłumaczy Sandra. - Mąż zarabia więcej, poznaje inny kraj, nabywa nowych umiejętności w swoim zawodzie. Ja też czuję się silniejsza - bardziej samodzielna, nabrałam pewności, że dałabym sobie radę sama. Często żartujemy, że on jest wikingiem, który wyrusza na wyprawę, a ja jego żoną, która zostaje w domu, żeby chronić dzieci. Ale w kolejną wyprawę - na Islandię - wyruszymy już razem, całym naszym wikingowym teamem.
Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również w serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.