Społeczeństwo
Są ludzie, którzy miesiącami nie odpisują na wiadomości (Shutterstock.com)
Są ludzie, którzy miesiącami nie odpisują na wiadomości (Shutterstock.com)

Patrycja pamięta ostatnie słowa, które wysłała swojej przyjaciółce na Messengerze. - Napisałam, że mam problemy z kotem. Poprosiłam ją o radę. Wiadomość odczytała, ale już na nią nie odpisała. To było rok temu - opowiada Patrycja. Zauważyła, że kontakt z przyjaciółką zaczął się pogarszać, gdy ta się zaręczyła. A że mieszkała w innym województwie, dziewczyny skazane były na komunikację przez Internet. - Na wiadomość potrafiła mi odpisać po miesiącu. Zwracałam jej na to uwagę, za każdym razem obiecywała poprawę, ale nic się nie zmieniało. Aż w końcu po prostu już mi nie odpowiedziała - mówi.

Podobnie było u Dominiki. Kontakt z przyjaciółką, którą znała od dzieciństwa, straciła dwa lata temu. - Złożyłam jej świąteczne życzenia i spytałam, jak prezenty. Cisza. Uznałam, że nie będę się narzucać. Tak się zakończyła nasza wieloletnia przyjaźń - opowiada. Dominika nie ma złudzeń co do tego, że ludzie przychodzą i odchodzą, podobnie jest z przyjaźniami. W tym przypadku towarzyszyło jej jednak poczucie, że nie stało się to w sposób naturalny, ale nagły i dla niej niezrozumiały. Dopiero po dwóch latach postanowiła ponownie odezwać się do przyjaciółki. - Po prostu napisałam: co tam u ciebie? Odpisała, jak gdyby nigdy nic, że wszystko dobrze. Zaproponowałam wspólnego sylwestra i się zgodziła. Mam nadzieję, że po Nowym Roku nie stracimy kontaktu - mówi.

Patrycja doskonale pamięta, jak brzmiała ostatnia wiadomość, którą wysłała przyjaciółce na Messengerze. Odpowiedzi już nie otrzymała (fot: Shutterstock.com)

Wszyscy są online

"Kiedy wiadomość pozostaje bez odzewu i żadnego wyjaśnienia, nagle zostajemy sami. Nawet najbardziej pewni siebie ludzie zaczynają wtedy kwestionować swoją wartość" - pisze dziennikarka Ellen Hunt w felietonie dla "Guardiana" . W świecie, w którym komunikacja przeniosła się w dużej mierze do sieci, staliśmy się niewolnikami internetowych czatów, jak Messenger czy Whatsapp. Większość komunikatorów informuje, że odbiorca odczytał wiadomość, co teoretycznie powinno uspokajać nadawcę - jego wiadomość została dostarczona. To wydawałoby się luksus w porównaniu do czasów, w których uzależnieni byliśmy od tradycyjnej poczty. Radość szybko jednak mija, gdy okazuje się, że nie możemy się doczekać odpowiedzi. "A przecież wysłanie jednego zdania wymaga tak niewiele. Pół minuty? " - powtarzają moi rozmówcy, którzy na wiadomości zawsze odpisują stosunkowo szybko - jeśli są online, w ciągu kilku minut, jeżeli akurat są zajęci, maksymalnie kilku godzin.

Jak tłumaczy psycholog Jakub Kuś, nowy styl komunikowania zaczął się formować wraz z pojawieniem się Internetu, ale przede wszystkim pierwszych komunikatorów, takich jak na przykład Gadu-Gadu. - Ludzie nie spędzali jeszcze wtedy tak dużo czasu online, a gdy już online byli, to ta komunikacja odbywała się znacznie bardziej płynnie. Granice pomiędzy tym, co online, a tym, co offline, były wyraźniejsze. Nie było smartfonów, nieograniczonego dostępu do Internetu, który sprawia, że praktycznie non stop możemy być w zasięgu. Jeśli ktoś chciał być online i porozmawiać, siadał przed komputerem, klikał "dostępny" i przy jego imieniu automatycznie zapalało się żółte słoneczko. Jeśli nie był w stanie w danej chwili odpowiedzieć, bo na przykład poszedł do toalety, uruchamiał słoneczko z chmurką oznaczające "zaraz wracam" - przypomina. Dziś, jak mówi Kuś, świat wirtualny i rzeczywisty funkcjonują równolegle. - Żyjemy w przeświadczeniu, że każdy ma smartfon, nieograniczony Internet. W związku z tym oczekujemy natychmiastowej odpowiedzi. Jeśli ona nie nadchodzi, zaczynamy się zastanawiać, co się stało, często za jej brak winimy si ebie - twierdzi.

Tak właśnie czuła się Patrycja. - Gdy przyjaciółka mi nie odpisywała, byłam przekonana, że zrobiłam coś źle, powiedziałam coś, co ją zraniło, obraziło. Gdy dopytywałam, czy wszystko w porządku, dostawałam wiadomość: "tak, po prostu zapomniałam odpisać". Miałam poczucie, że robię z igły widły, jednocześnie za każdym razem, gdy nie otrzymywałam od niej odpowiedzi, byłam rozgoryczona - mówi.

Zaczęłam traktować innych tak samo

Podobnie czuła się Ewelina, w przypadku której opieszałość w odpisywaniu na wiadomości stała się głównym powodem rozstania. - Mój były chłopak odzywał się do mnie raz na dwa, trzy dni. Był w stanie nie odpisywać mi przez kilka godzin, nawet wtedy, gdy wiadomość odczytał. Łapałam go też na tym, że odbierał moją wiadomość, po czym odznaczał ją z powrotem jako nieprzeczytaną. W pewnym momencie zaczęłam pisać do niego wtedy, kiedy przy jego zdjęciu świeciła się zielona kropka, a więc był online. Odkrył to i zaczął wyłączać status aktywności - opowiada Ewelina. Stosowała również inną strategię - czekała, aż chłopak pierwszy się odezwie, żeby - jak mówi - "nie było, że jest świruską i pisze do niego non stop". Czyli dwa, trzy razy dziennie. Wtedy odzywał się raz na dwa dni.

Psycholog: Żyjemy w przeświadczeniu, że wszyscy są non stop online. To błąd (fot: Shutterstock.com)

Po kilku miesiącach takiego funkcjonowania Ewelina zauważyła, że zaczyna traktować innych tak, jak jej chłopak traktuje ją. Odpisywała ludziom po kilku godzinach. Było jej przykro, że tak się zmieniła. W końcu spytała wprost swojego chłopaka, dlaczego tak rzadko się odzywa. Twierdził, że nie chce popełniać błędów z poprzedniego związku i siedzieć z nosem w telefonie. To izolowało go od znajomych. Wspomniał też, że nie korzysta z telefonu, gdy się uczy, co, jak przekonuje Ewelina, prawdą nie było, bo gdy uczył się przy niej, to wciąż do niego zaglądał. - Gdy groziłam, że zakończę znajomość, jeśli nie zmieni swojego stylu komunikowania się online, zaczął pisać częściej. Trwało to jednak zaledwie kilka dni, po czym wracaliśmy do punktu wyjścia. W końcu zerwałam z nim również przez Messengera. Odpisał mi po kilku dniach - wspomina Ewelina.

Braku odpowiedzi od najbliższej osoby Ewelina nie potrafiła tłumaczyć tym, że on po prostu nie ma czasu. Czuła jedno: nie jest wystarczająco interesująca, ważna, chłopak nie traktuje jej poważnie. Gdy dziś ogląda jego zdjęcia na Instagramie z nową dziewczyną, zastanawia się, czy jej wrażenie było słuszne i mu na niej niewystarczająco zależało. A może spotkał kogoś, kto ma podobne podejście do komunikowania się na co dzień i nie potrzebuje tak intensywnego kontaktu?

W sieci można wszystko

Większość moich rozmówców myśli o swoich "milczących" bliskich podobnie jak Ewelina o byłym chłopaku: "Tej osobie najwyraźniej na mnie nie zależy", "Ta relacja była jednostronna", "Porzucanie drugiego człowieka w rozmowie świadczy o braku szacunku", "Rozmowa, podczas której ktoś odpisuje co 20 minut, przestaje być rozmową", "Nie odpisuje, a odczytuje? Najwyraźniej nie jestem na jego liście priorytetów. Z takimi ludźmi kontakt ograniczam do zera". Wiele relacji, które niekiedy trwały latami, zakończyło się milczeniem na Messengerze. Pozostało tylko pytanie - dlaczego?

Według Jakuba Kusia podstawowym problemem współczesnej komunikacji wirtualnej jest zaburzenie płynności. - Przerywanie rozmowy w pół zdania, co lata temu w komunikacji telefonicznej czy twarzą w twarz było niepojęte, dziś stało się czymś akceptowalnym, podobnie jak powracanie do rozmów po kilku dniach, a czasem i miesiącach. Jedni w takiej komunikacji się odnajdują, inni nie i za każdym razem, gdy długo nie będą otrzymywać od kogoś odpowiedzi, mogą poczuć się zignorowani. Jeżeli ktoś relacje z ludźmi buduje głównie w oparciu o kontakt przez Internet, tym bardziej będzie narażony na odczuwanie negatywnych emocji w związku z mechanizmami, jakie w tej komunikacji zachodzą - wyjaśnia Kuś.

Notoryczni 'nieodpisywacze' są doskonale świadomi tego, jak funkcjonują w sieci (fot: Shutterstock.com)

W Internecie, jak mówi, człowiek przejawia również zachowania, których na żywo nigdy by się nie dopuścił. - Będąc online, pozwalamy sobie na więcej, szersza gama zachowań uznanych jest za dopuszczalne. W komunikacji internetowej nie funkcjonują żadne zasady dobrego wychowania, savoir-vivre'u, nie istnieje kodeks dobrych praktyk. Gdy znajomy podejdzie do nas na ulicy i zagada, raczej nie odwrócimy się na pięcie i go nie zignorujemy. Nie przerwiemy zdania w połowie, bo nie mamy ochoty rozmawiać. A takie wrażenie może powstać, gdy nie odpisujemy na wiadomość na czacie lub gdy zaczynamy coś pisać, ale tego nie wysyłamy. Nasz rozmówca widzi skaczące trzy kropki, zwiastujące nadchodzącą wiadomość, które jednak nie wiedzieć czemu po chwili znikają. Niestety, wiele osób nie ma takiej refleksji, że ktoś może czekać na ich odpowiedź i denerwować się, jeśli jej nie otrzymuje - mówi Kuś.

Dziennikarka "Guardiana" idzie dalej. Pisze, że niektórzy ludzie nie dlatego nie odpisują, bo są zajęci lub wyjechali na urlop offline. Nie odpisują, bo są socjopatami - czerpią przyjemność z tego, że ktoś nie otrzymuje od nich odpowiedzi. Specjalnie odznaczają wiadomości jako przeczytane lub na powrót - jako nieprzeczytane.

Zdaniem Jakuba Kusia nowe opcje komunikatorów - za czasów Gadu-Gadu niedostępne, jak ta informująca o dostarczeniu wiadomości czy jej usunięciu - wzmacniają uczucie frustracji. W popularnej aplikacji Tinder użytkownicy mogli sprawdzić godzinę ostatniej aktywności osób, które mieli w parach. Ta opcja została jednak przez twórców aplikacji zlikwidowana. Okazało się, że wielu ludzi odczuwało silny stres, gdy druga strona długo milczała. A inni presję, żeby odpowiadać, mimo że nie byli już zainteresowani kontynuacją znajomości. Narzędzie do budowania niezobowiązujących relacji ze względu na swoje funkcje zaczęło mimowolnie wyzwalać emocje, które zwykle uruchamiały się przede wszystkim w kontakcie z osobami, z którymi łączyła nas realna więź.

"Nieodpisywacze"

Jakub Kuś przestrzega przed pochopnym ocenianiem intencji stojących za nieodpisywaniem. - Milczenie może świadczyć o tym, że dana osoba nie ma na rozmowę z nami ochoty, ale może też oznaczać, że jest bardzo zajęta, albo przechodzi trudny okres w życiu i nie chce aktualnie rozmawiać z nikim. A może po prostu dopadł ją tzw. stres informacyjny i ma potrzebę ograniczyć komunikację internetową do minimum - tłumaczy Kuś. O ile zjawisko FOMO [z ang. fear of missing out - przyp. red.], oznaczające lęk przed tym, że coś nas ominie, jest większości znane, to wciąż niewiele mówi się o tzw. zjawisku JOMO [z ang. joy of missing out - przyp. red.], które oznacza radość z bycia offline.

- Komunikatory internetowe pozwalają na kreowanie własnego stylu komunikacyjnego. Mogę być offline, mogę też być online, jednocześnie będąc dla innych niewidocznym, mogę mieć włączone powiadomienia lub je na stałe wyłączyć, mogę mieć zasadę, że online jestem tylko w czasie wolnym, lub przeciwnie - w pracy, a o każdej innej porze dnia czy w weekendy powiadomienia do mnie nie docierają. Mogę korzystać z opcji "nieodczytania wiadomości" i wrócić do niej później, bo jeśli tego nie zrobię, to zapomnę odpisać. Sam tak robię i często obawiam się, że ktoś rzeczywiście posądzi mnie o celowe unikanie kontaktu - wymienia Kuś.

Notoryczni "nieodpisywacze" są doskonale świadomi tego, jak funkcjonują w sieci. Kilku moich nieodpisujących rozmówców przyznało, że straciło przyjaciół właśnie dlatego, że nie potrafili utrzymać znajomości przez Internet. - Często jest tak, że zapominam komuś odpisać, gdy sobie o nim przypominam, czuję, że na odpowiedź jest już za późno. Po prostu jest mi z tego powodu głupio, czego efektem jest to, że nie odzywam się wcale - opowiada Marta. Marek z kolei nie znosił presji, jaką wywierali na niego niektórzy znajomi, którzy denerwowali się, że za późno odpisywał. - Ci, którzy dobrze mnie znają, wiedzą, jak funkcjonuję i akceptują to, że czasem nie odzywam się kilka dni - mówi. Karolina, która w chwili rozmowy ze mną ma 50 nieodczytanych wiadomości na Messengerze, często przeżywa stany depresyjne. Wtedy rzadko komukolwiek odpisuje. - Bywa tak, że nie odpiszę komuś przez pół roku. Co nie znaczy, że mi na tej osobie nie zależy, po prostu w danym momencie nie czuję się na siłach, żeby rozmawiać. W moim przypadku Messenger sam dokonał selekcji ludzi, z którymi mam kontakt. Pozostali ci, którzy mimo braku odpowiedzi nie poddają się i co jakiś czas pytają, co u mnie słychać - mówi.

Musi zależeć

Martyna prawie rozstała się ze swoim chłopakiem, bo gdy się nie widzieli, nie była w stanie się z nim skontaktować, na odpowiedź czekała czasem dobę. Twierdzi, że w erze Internetu człowieka poznaje się dwukrotnie - na żywo i w świecie wirtualnym. - Mój chłopak jest zupełnie innym człowiekiem, gdy spotykamy się w realu - wyjątkowo rozmownym, troskliwym, potrzebującym dużo uwagi, jednocześnie potrafiącym słuchać - oraz kompletnie innym w sieci - milczy, nie odpisuje. Przez długi czas frustrowałam się, że nie mogę się z nim skontaktować, że nie interesuje go, co robię, a sam niewiele o sobie mówi - opowiada.

Rozstała się z chłopakiem, bo odpisywał jej po kilku godzinach (fot: Shutterstock.com)

Martyna należy do osób, które "zawsze są online". - Zazwyczaj odpisuję szybko, bo mam poczucie, że jeśli ktoś do mnie pisze, to oczekuje odpowiedzi. Jeśli nie mogę odpisać, informuję, że odezwę się później - opowiada. Okazało się, że jej chłopak funkcjonuje zgoła inaczej - ma wyłączone powiadomienia w Messengerze, gdy pracuje. Mówi, że nie byłby w stanie skupić się na pracy, gdyby ciągle słyszał dźwięk nadchodzącej wiadomości. Dużo biega i jeździ na rowerze, a kiedy trenuje - czasem przez kilka godzin - w telefonie włącza tryb samolotowy. Na wiele wiadomości odpowiada dopiero po kilku godzinach, dniach. Dla niego kontakt z Martyną co kilka, kilkanaście godzin był więc stosunkowo częsty. - Na szczęście o tym porozmawialiśmy i poznałam jego drugie, internetowe oblicze. Wyjaśniłam mu, że potrzebuję więcej kontaktu i że w razie czego mogę na niego liczyć, jeśli cokolwiek by się stało. Efekt był taki, że włączył powiadomienia ode mnie i zaczął częściej pisać - opowiada.

Podobnie było w przypadku Natalii, która ze swoim przyjacielem komunikuje się przede wszystkim przez Internet. Udało jej się "wychować" swojego rozmówcę, choć przyznaje, że było to okupione wieloma kłótniami. - O to, że nie odpisywał mi przez 20 minut, kiedy prowadziliśmy ważną dla mnie rozmowę, potrafiliśmy się pokłócić tak, że nie odzywaliśmy się do siebie potem przez tydzień. On długo nie był świadomy, jak ja się czuję, kiedy tak nagle znika. Ja z kolei byłam przekonana, że on nie odpowiada specjalnie, bo chce mnie skrzywdzić. W końcu zrozumiał, że jedyne, czego potrzebuję, to informacji, że nie może w danej chwili rozmawiać. Gdy z kolei do mnie dotarło, że powodem jego milczenia nie była chęć zranienia mnie, też przestałam być taka zaborcza - opowiada. Jak podsumowuje, racjonalnych powodów, dla których ktoś się nie odzywa, jest mnóstwo. Trzeba chcieć je tylko zobaczyć. - My wypracowaliśmy wspólnie jakiś kompromis. Ale to by się nie udało, gdyby nam na sobie nie zależało.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną. Z serwisu lokalnego do magazynu Weekend.Gazeta.pl przeszła w sierpniu 2018 roku.