Społeczeństwo
Pierwsza Dama, Florence Harding, za kamerą, 1921-1923 r. (fot. Shutterstock)
Pierwsza Dama, Florence Harding, za kamerą, 1921-1923 r. (fot. Shutterstock)

Matka Tułaczka*

fot. Dorothea Lange / Wikimedia Commons

Marzec 1936, Kalifornia, Dorothea Lange fotografuje Florence Owens Thompson i jej córki, Katherine i Ruby. Pracująca dla rządu (na zlecenie Resettlement Administration) fotografka dokumentuje życie zubożałych rolników amerykańskich prowincji. Do obozu Nipomo trafiła, zboczywszy przypadkowo z trasy. Tam, spośród wielu twarzy, jej uwagę przykuwa Florence: "Zobaczyłam głodną i zdesperowaną matkę i podeszłam do niej jak przyciągana magnesem. Podążałam za instynktem, a nie rozumem". Lange nie pyta zrezygnowanej kobiety o zgodę, szybko robi jej z zaskoczenia kilka zdjęć. W dziesięć minut pstryka ich sześć. Dopiero potem zaczynają rozmawiać - Thompson czeka, aż jej partner naprawi samochód, w którym mieszkają, podróżując wzdłuż autostrady 101 w poszukiwaniu pracy przy zbiorach sałaty. To na trzydziestodwuletniej matce siedmiorga dzieci leży ciężar utrzymania rodziny, ponieważ jej obecny partner jest bardzo niezaradny życiowo. Kobieta ma już za sobą pracę w szpitalach, barach, kuchniach i na polach, gdzie potrafiła zebrać dziennie nawet dwieście kilogramów bawełny. Choć Lange zobowiązuje się nigdy nie opublikować fotografii, nie dotrzyma swojej obietnicy - materiał trafi zarówno do Resettlement Administration, jak i do "San Francisco News". Przejmujące zdjęcie utrudzonej matki przypominające Madonnę szybko obiegnie świat, stając się symbolem wielkiego kryzysu i niezwykłej siły kobiety walczącej o przetrwanie całej rodziny. Do obozu Nipomo niedługo później trafi dziewięć ton żywności, ale jak łatwo się domyślić - rodziny Thompsonów już tam nie będzie. O zawrotnej karierze swojego portretu Matka Tułaczka (Migrant Mother) dowie się dużo później - jej zdjęcie przypadkowo zobaczą w gazecie synowie. Nigdy nie zaakceptuje swojej słynnej sesji fotograficznej. W wywiadzie wiele lat później stwierdzi: "Żałuję, że te zdjęcia powstały. Nie mam z nich ani centa".

Marylin na froncie

Marylin Monroe w Korei w 1954 roku (fot. Cpl. Welshman / Wikimedia Commons)

1954, Marilyn Monroe podczas występów dla amerykańskich żołnierzy w Korei. Aktorka jest w trakcie swojej podróży poślubnej po Japonii, ale z patriotycznych pobudek decyduje się na chwilę ją przerwać, aby spotkać się z "naszymi chłopcami". Jej nowo poślubiony drugi mąż Joe DiMaggio jest temu absolutnie przeciwny. Słynny baseballista niedawno zakończył karierę, uważa się za większą gwiazdę od Monroe i jest chorobliwie zazdrosny o jej popularność - oczekuje, że jego żona porzuci dla niego aktorstwo i zajmie się domem. W ciągu zaledwie czterech dni Marilyn Monroe występuje w sumie dla przeszło stu tysięcy absolutnie rozanielonych żołnierzy, a napięcie między nią a jej małżonkiem dramatycznie wzrasta. Kilka miesięcy później DiMaggio będzie świadkiem nagrywania kultowej sceny do filmu Słomiany wdowiec, w której strumień powietrza z kratki wentylacyjnej metra podwiewa sukienkę Monroe. Aktorka, obawiająca się dzikiej zazdrości męża, specjalnie założy do zdjęć dwie pary majtek, ale i tak zostanie później poturbowana w hotelowym pokoju. Natychmiast po tym zdarzeniu, po zaledwie ośmiu miesiącach małżeństwa, Marilyn Monroe złoży pozew o rozwód.

Nobel

Reakcja Wisławy Szymborskiej na wieść o Nagrodzie Nobla (fot. Adam Golec / AG)

1996, Zakopane, Dom Pracy Twórczej Astoria, Wisława Szymborska otrzymuje wiadomość o przyznaniu jej literackiej Nagrody Nobla. Oszołomiona i bardzo szczęśliwa poetka zaczyna odczuwać zarazem paniczny lęk, gdy pośród kłębiących się tłumnie dziennikarzy, fotoreporterów i pod gradem pytań i gratulacji szybko dociera do niej, jak drastycznie i nieodwołalnie zmieni się teraz jej tak przez nią kochane spokojne życie. Następnego dnia, koszmarnie zmęczona natarczywością mediów, wyśle oświadczenie do PAP: "Nie mam wprawy w odbieraniu Nagrody Nobla, dlatego do radości (...) dołącza się i zakłopotanie (...) udzielałam już setek odpowiedzi, oświadczeń, wywiadów (...) piszę to w nadziei, że chociaż przez pewien czas dane mi będzie wypocząć. Byłabym bardzo zobowiązana środkom masowego przekazu, aby to moje pisemne oświadczenie na razie im wystarczyło". Ale najbardziej pożądana na świecie literacka nagroda wiąże się również z innymi, smutnymi konsekwencjami. Prawicowi komentatorzy, wciąż wypominający poetce kilka stalinowskich wierszy i negujący literacką doniosłość jej twórczości, nie mają wątpliwości - "to nagroda przeciwko Zbigniewowi Herbertowi", podejrzewając, że w przyznaniu Nobla Szymborskiej, a nie twórcy Pana Cogito maczali w jakiś sposób palce polscy adwersarze tego drugiego. Bez wątpienia ciężko chory Herbert sam zdaje sobie sprawę, że ten zarazem poetycki i polski Nobel to jednocześnie kres jego własnych marzeń o takim wyróżnieniu (kolejnym poetą nagrodzonym Nagrodą Nobla w Dziedzinie Literatury będzie dopiero Szwed Tomas Tranströmer, odznaczony w 2011 roku, a na nagrodę dla Polaka przyjdzie poczekać jeszcze dłużej). "Pan Cogito" zdobywa się jednak na wysłanie telegramu: "Serdeczne gratulacje. Zbigniew Herbert", Szymborska odpisze: "Zbyszku, Wielki Poeto! Gdyby to ode mnie zależało, to Ty byś teraz męczył się nad przemówieniem.". To ostatni list w ich wieloletniej korespondencji; Zbigniew Herbert umrze dwa lata później.

Łempicka

Tamara Łampicka (fot. Bettmann/ Getty Images)

1940, Beverly Hills, baronowa Tamara Łempicka już po emigracji za ocean (decyzję o niej podjęła, bezbłędnie wyczuwając totalne okrucieństwo zbliżającej się wojny). W Stanach Zjednoczonych chce zacząć wszystko od nowa i zawojować swoją sztuką Amerykę. Wydaje fortunę na wkupienie się w łaski hollywoodzkich elit (szczyci się między innymi przyjaźnią Grety Garbo), zmuszając swojego drugiego męża do pilnego załatwienia rozdzielności majątkowej. Teraz, aby zyskać dodatkowy rozgłos, malarka ogłasza poszukiwania modelki bliźniaczo podobnej do swojej paryskiej "Zuzanny w kąpieli", która mogłaby pozować do jej kolejnego obrazu. Cała amerykańska prasa rozpisuje się o wielkiej liczbie zgłoszeń, a tygodnik "Life" z dumą, jako pierwszy, opublikuje zdjęcie zwyciężczyni - Cecelii Meyers. Wszystko jest jedną wielką mistyfikacją, żadnego konkursu nie było, a "zwyciężczynią" jest przyjaciółka córki przyjaciółki, która otrzymuje za pozowanie "małe kieszonkowe". Dzięki malarskiemu talentowi, ale też wyjątkowemu darowi autokreacji po latach obrazy Łempickiej zawisną w rezydencjach Woody'ego Allena, Jacka Nicholsona czy Madonny, a sama artystka stanie się jedną z najdroższych malarek świata i oczywiście najwyżej wycenianym komercyjnie polskim artystą.

Na dachu

Margaret Bourke White na dachu budynku Chryslera w 1935 roku (fot. Oscar Graubner/The LIFE Images Collection via Getty Images/Getty Images)

1930, Nowy Jork, fotoreporterka magazynu "Fortune" Margaret Bourke-White na jednym z rzygaczy wieżowca Chryslera, dzierżącego tytuł najwyższego budynku na świecie. Tak naprawdę młoda gwiazda fotografii przemysłowej nie zamierzała porzucać Ohio i przeprowadzać się do Nowego Jorku, ale wydawca biznesowego dwutygodnika był naprawdę zdesperowany. Aby dołączyła do zespołu redakcyjnego, zaproponował jej bajeczny kontrakt - 1000 dolarów miesięcznie za pracę w niepełnym wymiarze godzin. Prawie połowę tej sumy Bourke-White zainwestowała w wynajęcie oszałamiającego apartamentu na 61. piętrze Chrysler Building, niedługo po jego oficjalnym otwarciu (oprócz dozorcy jest jedyną osobą zamieszkującą ten olbrzymi obiekt). Ponieważ jest samotną (rozwiedzioną) kobietą, zgodnie z obowiązującym prawem nie mogła sama podpisać umowy najmu, więc formalnie stroną umowy stała się spółka wydająca "Fortune". Właściciele budynku uczulają fotoreporterkę, że nie wolno jej korzystać z przyległego do apartamentu tarasu, lecz ona nic sobie z tego nie robi - nie tylko organizuje na zewnątrz przyjęcia dla swoich przyjaciół, ale też fotografuje ze znajdujących się tam gargulców wspaniałą panoramę miasta i zdobiące wieżowiec detale art déco. W 1934 roku czynsz osiągnie tak astronomiczne wartości, że nawet najbardziej znanej na świecie fotoreporterki nie będzie stać na dalsze mieszkanie w tym magicznym miejscu.

"Kobieta samotna"

Agnieszka Holland na planie Kobiety Samotnej w 1981 roku (fot. Jerzy Kośnik/ Fototeka Narodowa)

1981, Agnieszka Holland na planie Kobiety samotnej , jednego z najlepszych filmów kina moralnego niepokoju i jej ostatniego nakręconego w Polsce przed emigracją. Koszmarnie przygniatająca fabuła mówiąca o samotnej matce pozbawionej wsparcia mężczyzny, rodziny i społeczeństwa tuż po wprowadzeniu stanu wojennego sprawi, że film na wiele lat zostanie objęty w PRL całkowitym zakazem dystrybucji. Gdy wreszcie trafi do kin, w pamięci widzów zapisze się przede wszystkim doskonałymi rolami głównymi - tytułową graną przez Marię Chwalibóg i niepełnosprawnego fizycznie rencisty, w którego wcielił się Bogusław Linda. "Obraz społeczeństwa PRL-u wymyka się w Kobiecie samotnej stereotypowemu podziałowi na władzę i opozycję i jest znacznie bardziej skomplikowany niż w zrealizowanym w tym samym czasie Człowieku z żelaza" - podsumuje po latach Robert Birkholc - dodając, że to jeden "z najbardziej poruszających filmów społecznych w historii polskiego kina". Zaskakująco do swojego arcydzieła odniesie się sama reżyserka, mówiąc, że był to "malowany czarną farbą na czarnym tle dramat", a jej główna bohaterka w Polsce 2017 roku "zostałaby słuchaczką Radia Maryja, bo właśnie tam znalazłaby rodzaj wspólnoty i pocieszenia, którego tak jej brakuje".

Książka 'Krótka historia jednego zdjęcia. Kobiety' ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Krótka historia jednego zdjęcia. Kobiety" Pauliny Tyczkowskiej i Jakuba Kuzy

Paulina Tyczkowska - lifestyle'owa dziennikarka telewizyjna. Łodzianka w Warszawie, kocha seriale kryminalne, obrazy Hoppera i wiersze Kofty. Mama wszędobylskiej Zośki.

Jakub Kuza - zdeklarowany feminista, od lat w branży zdominowanej przez kobiety. Wielbiciel socjologii Jadwigi Staniszkis, aktorstwa Grażyny Szapołowskiej i charyzmy Margaret Thatcher.