Zdzieszowice, gmina w powiecie krapkowickim we wschodniej części województwa opolskiego. Od 1976 roku naczelnikiem gminy, a od 1990 roku burmistrzem jest tu Dieter Przewdzing, wybierany na to stanowisko siedmiokrotnie. Związany niegdyś z ORMO i PZPR polityk niemieckiego pochodzenia przez lata cieszy się dużym poparciem. Dba o gminę, a zwłaszcza o wpływy z podatków.
18 lutego 2014. "Ranczo Kanada", niegdyś gospodarstwo babki burmistrza. Dochodzi godzina 18.00, kiedy Przewdzing podjeżdża pod dom z przyczepą wypełnioną drewnem na opał. Jest już ciemno, tęgi mróz. Burmistrz, pochłonięty przygotowaniami przyjęcia z okazji swoich 70. urodzin, dzwoni o 18.38 do znajomego z Tarnowa Opolskiego. Ma prosić o numer telefonu do muzyka, który mógłby wystąpić na jego urodzinach. Chce, by wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Z bilingu wynika, że rozmowa ze znajomym była ostatnią wykonaną przez Przewdzinga. Dwanaście minut później już nie odbierał komórki. Ani od znajomego, ani od żony, która była w tym czasie w Zdzieszowicach, ani z urzędu gminy. Zdaniem śledczych właśnie w tym czasie został napadnięty .
Sprawca zaatakował ostrym narzędziem. Zadawał liczne ciosy, na koniec poderżnął gardło. Był profesjonalistą. Wiedział, gdzie i jak wbijać ostrze, żeby Przewdzing szybko się wykrwawił.
Około godziny 20 konającego burmistrza odnalazł przyjaciel z Katowic. Mieli nazajutrz jechać razem do Poznania na spotkanie z władzami jednej z uczelni. Kiedy zapukał do domu w Krępnej, przez oszkloną część drzwi zauważył ślady krwi. Dieter leżał na podłodze w salonie, w kałuży krwi, przyciskając do szyi podkoszulek. Prawie nie oddychał. Było już za późno na ratunek. Burmistrz zmarł przed przyjazdem karetki.
30 tomów akt
Podczas śledztwa przeanalizowano wszystkie możliwe wątki. Przesłuchano ponad 200 świadków, zabezpieczono i zbadano kilkaset śladów z miejsca zbrodni - 99 procent z nich należało do ofiary lub jej rodziny. Tylko jeden ślad daktyloskopijny i jeden biologiczny były obce. Do dziś nie wiadomo, kto je zostawił.
Materiały zabezpieczone w toku śledztwa oceniali niezależni biegli. Analizie poddano wszelkie informacje, które docierały od anonimowych informatorów dzwoniących lub piszących na policję lub do opolskiej prokuratury. Korzystano ze wsparcia międzynarodowych prawników, biegłych, specjalistów od śladów mikroskopijnych i daktyloskopijnych. Część przesłuchiwanych badano na wykrywaczu kłamstw. Przeprowadzono kilka wizji lokalnych. Na czynniki pierwsze rozłożono relacje w rodzinie Przewdzinga, jego pracę, kontakty towarzyskie oraz aktywność polityczną. Podczas trwającego cztery lata śledztwa zgromadzono materiał liczący blisko 30 tomów. I postawiono jeden wniosek: burmistrza tak naprawdę mógł zabić każdy.
Ofiara seryjnego mordercy?
Przez wszystkie lata od zabójstwa sprawa rozpalała wyobraźnię, a lokalni dziennikarze rozpoczynali własne śledztwa. Brano pod uwagę trzy możliwe motywy .
Pierwszy to motyw kryminalny. Burmistrz był osobą znaną i zamożną, a "Ranczo Kanada" do dziś nie jest nawet dokładnie ogrodzone. Niewykluczone więc, że ktoś liczył na łatwy i duży łup. Możliwe też, że oprawca znał Przewdzinga. To by tłumaczyło brutalność zbrodni - sprawca chciał mieć pewność, że burmistrz nie przeżyje ataku i nie będzie mógł go wskazać organom ścigania.
Do lutego 2014 roku nikt w Zdzieszowicach nie brał pod uwagę, że w tej spokojnej gminie mogłoby dojść do morderstwa. Jednak niedługo po zabójstwie Przewdzinga miały miejsce kolejne zbrodnie. Ofiary - starszy mężczyzna i kobieta - zostały zaatakowane we własnych domach. Mężczyzna zginął w wyniku obrażeń głowy, kobieta od ciosów nożem. Sprawcy do dziś nie zidentyfikowano.
Nie można też wykluczyć motywu politycznego. Przewdzing był liderem mniejszości niemieckiej i zwolennikiem gospodarczej autonomii Śląska, co nie podobało się wielu prawicowym działaczom. Jego wypowiedzi, zwłaszcza w ostatnich latach przed śmiercią, uznawane były za kontrowersyjne. Sprzeciwiał się swobodnemu przenoszeniu formalnych siedzib firm - uważał, że przez to większość pieniędzy zamiast do gmin trafia do dużych miast. Zaczął o tym głośno mówić po przejęciu miejscowej koksowni przez koncern ArcelorMittal, w związku z czym większość podatków zamiast do gminy, którą rządził, zaczęła wpływać do Dąbrowy Górniczej. Zdzieszowice straciły jedną czwartą rocznego budżetu .
W 2013 roku w głośnym wywiadzie dla "Nowej Trybuny Opolskiej" Przewdzing grzmiał, że rządzący w Warszawie rozkradli cały majątek gminy i zrobili z nich biedaków. "Wiem, że znajdą się osoby, które będą próbowały przyprawić mi gębę oszołoma, próbującego przyłączyć Śląsk do Niemiec. Otóż nie. Zależy mi na totalnej niezależności, bez podziału na to, kto jest Polakiem, kto Niemcem, a kto białym albo czarnym. Chodzi mi tylko o to, żeby pieniądze zostały tu na miejscu, a nie były transferowane do Warszawy" - przekonywał w wywiadzie .
Wielu mieszkańcom i miejscowym działaczom nie podobały się tezy Przewdzinga. Zarzucano mu antypolskość i działanie we własnym interesie. Na kilka miesięcy przed morderstwem pod Urzędem Miejskim w Zdzieszowicach odbyła się pikieta działaczy PiS, którzy żądali jego ustąpienia. W grudniu 2013 roku do prokuratury trafiło z kolei zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa nawoływania do separatyzmu.
Dariusz Bohatkiewicz z "Magazynu Kryminalnego 997" przedstawił w swoich materiałach burmistrza Zdzieszowic jako przykładnego męża i ojca, choć nie pominął wątku konfliktów z mieszkańcami gminy i politykami . Jak ustalili reporterzy magazynu, 18 lutego po przyjeździe na ranczo w Krępnej miał zostać zaczepiony przez kilku sąsiadów, którzy naciskali na niego, żeby "tego nie robił". Chodziło o pomysł z autonomią gospodarczą Śląska, który Przewdzing promował w lokalnych mediach. On sam żalił się, że wielu zarzuca mu, że chce zrobić z nich Niemców.
Według ostatniej z hipotez podłożem zabójstwa mógł być motyw biznesowy. Może burmistrz zaczął przeszkadzać pewnym grupom w robieniu interesów na Śląsku i znaleźli się ludzie, którzy postanowili się go pozbyć? Niewykluczone, że było to morderstwo na zlecenie.
Interesy pod lupą
W maju 2018 roku Prokuratura Okręgowa w Opolu umorzyła śledztwo w sprawie zabójstwa burmistrza. "Zgromadzony materiał dowodowy nie pozwala na ustalenie sprawcy tej zbrodni" - stwierdzono w oświadczeniu .
Jednocześnie cztery lata od morderstwa w "Magazynie Kryminalnym 997" prokuratura zdecydowała się ujawnić część szczegółów śledztwa, licząc na pomoc osób postronnych. Śledczy liczą, że po emisji materiału w telewizji zgłosi się ktoś, kto przekaże pomocne informacje.
Ze szczegółowych informacji przedstawionych w programie przez Stanisława Bara, rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Opolu, wynika, że feralnego wieczoru Przewdzing został zaatakowany w przedsionku. Sam otworzył drzwi oprawcy albo ten zaczaił się na burmistrza przed jego przyjazdem na ranczo. Najpierw sprawca ogłuszył Przewdzinga, uderzając kilkukrotnie tępym narzędziem w głowę i twarz. Następnie zaciągnął go do pokoju, między łóżko a ścianę. Tam poderwał za włosy i sprawnym ruchem poderżnął mu gardło .
Wątek egzekucji sprawił, że prokuratura wzięła pod lupę również dodatkowe interesy burmistrza z osobami z Ukrainy i Białorusi. Mówiono, że w grę wchodziły duże kwoty. Niewykluczone, że Przewdzing udzielał pożyczek obcokrajowcom, dlatego podczas dochodzenia kontaktowano się ze służbami innych państw.- Ustaliliśmy grono dłużników, ale niewykluczone, że było ich więcej - relacjonował prokurator Bar. - Również mamy ustalenia, że pokrzywdzony pozostawał w nie do końca jasnych relacjach z osobami z Białorusi i Ukrainy.
W lutym 2019 roku rodzina i przyjaciele Przewdzinga po raz piąty wzięli udział w biegu ku czci zamordowanego. Pojawiły się kwiaty i znicze. Zaśpiewano też "Czarną Madonnę" nad obeliskiem w Krępnej. Od 2014 roku Zdzieszowicami rządzi Sybila Zimerman, wcześniej zastępczyni Przewdzinga.
Morderca poprzedniego burmistrza nadal jest na wolności.