Społeczeństwo
Marcin Kamiński mieszka w Warszawie z dwoma ostronosami: Ostrym i Harrym (fot. Gazeta.pl)
Marcin Kamiński mieszka w Warszawie z dwoma ostronosami: Ostrym i Harrym (fot. Gazeta.pl)
Zobacz wideo

- Moi znajomi, którzy poznali Ostrego i Harry'ego, a sami mają dzieci, mówią, że z ostronosami jest trudniej. Dodam od siebie, że małe dziecko przestaje być dwulatkiem, a ostronos będzie nas tak zajmował nawet przez 15 lat - opowiada Marcin Kamiński, 33-latek, który od ponad pięciu lat mieszka w Warszawie z ostronosami rudymi - najpierw z Miniem, a dziś z Ostrym i Harrym. Gdy go odwiedzamy, w gościach jest jeszcze Bongo, zwierzak w czerwonych szelkach i z dłuższym niż u kolegów ogonem.

Pierwsze zderzenie z żywymi (nie wirtualnymi) ostronosami to zachwyt - gdy Harry układa mi się na kolanach i zasypia. Ale już minutę później przychodzi poczucie totalnego chaosu i osaczenia. Ostronosy są dosłownie wszędzie. Nim się obejrzysz, jeden odpina zamek w twoim plecaku i wyjmuje z niego wszystkie rzeczy. Drugi w tym czasie próbuje uruchomić kamerę. A trzeci gryzie drugiego. Wtedy najlepiej spokojnie poczekać, aż ostronos zainteresuje się czymś innym, bo obcego nie posłucha, a zęby i pazury ma imponujące. Chyba że polecenie wyda mu Marcin - szef stada.

Pierwszego ostronosa w życiu Marcina - Minia - dał mu kolega. Sam nie podołał.

Nigdy nie zapomnę, jak w pierwszą noc daliśmy Miniowi kocyk, żeby spał w kącie, a on złapał go w swoje małe ząbki, z trudem wciągnął do łóżka i zasnął między nami. Niestety odszedł po kilku latach.

Po stracie Minia Marcin był zrozpaczony: - Szybko adoptowałem trzymiesięcznego Ostrego. Potem dołączył Harry, wykarmiony butelką i bardzo kochany, ale jego właściciele również w ciągu roku zrozumieli, że dalszej drodze z ostronosem nie podołają. To bardzo odpowiedzialna postawa - chwali Marcin.

Odpowiedzialność to w tej historii słowo klucz. I jeszcze partnerstwo, bo ostronosy Marcina nie żyją za siatką w wolierze, tylko wolno chodzą po mieszkaniu.

To jedne z najlepiej oswajających się zwierząt. Źródła donoszą, że w Ameryce Południowej, skąd pochodzą, zdarzało się, że oswajali je już Indianie. Doskonale odnajdują się w miastach, przenikają do nich jak małpki. Ale to nie znaczy, że oswajają się ot tak.

Kamiński - paradoksalnie - jest przeciwnikiem posiadania dzikich zwierząt w domu. Jego zdaniem ostronosy mają ogromne predyspozycje do koegzystowania z człowiekiem, ale tylko jeśli człowiek stanie na wysokości zadania. Dlatego ludziom, którzy zobaczyli urocze ostronoski na zdjęciach i zapragnęli je mieć, mimo że na głowę wchodzi im pies, zdecydowanie odradza.

Ostronosy są bardzo inteligentne, emocjonalne, terytorialne. Dzięki temu łatwo je oswoić. Ale kij ma dwa końce. Pozostawione same sobie, opuszczone, zaniedbane dziczeją, mogą wpaść w depresję albo stać się agresywne. Znam mrożące krew w żyłach historie. W jednej parafii parafianie kupili ostronosa wikaremu. Nie spodobało się to proboszczowi. Zwierzak skończył na ulicy, bo podobno uciekł.

Marcin, który w ostronosach znalazł pokrewny gatunek, przyznaje, że sam bał się najgorszego: - Że jakoś okiełznam tego ostronosa, ale to wciąż będzie taka niebezpieczna tarantula za szybą. Tak się nie stało, jesteśmy prawdziwym stadem. Ludzie pewnie myślą: "Kurde, jak ten człowiek żyje?". Tak, że jestem za kogoś odpowiedzialny, dużo mu daję, a ten ktoś daje mi mnóstwo w zamian.

My, opiekunowie szopowatych, nie traktujemy ostronosów jak dzieci, wolimy określenie "mali ludzie". To wspaniała relacja, ale cały czas trzeba o nią dbać.

Życie Marcina, Ostrego i Harry'ego możecie podejrzeć na ich Instagramie .

***

Znasz kogoś, kto też jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl. Wybranych bohaterów odwiedzimy z kamerą.