Społeczeństwo
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

*Weekend na wakacjach - przypominamy nasze najpopularniejsze teksty*

Katarzyna Karpińska organizuje wesela od sześciu lat. W 2013 roku wspólnie z koleżanką założyła agencję Art of Wedding. Jako profesjonalna wedding plannerka o sukniach ślubnych wie wszystko. Również tych ze sklepów sieciowych. Bo jeśli chce proponować konkurencyjną ofertę, musi ciągle aktualizować swoje wyobrażenia o ślubach. Gusta panien młodych i oczekiwania przyszłych małżonków co do tego, w jaki sposób świętować ten wyjątkowy dzień, ciągle się zmieniają.

Katarzyna od kilku lat coraz częściej ma do czynienia z pannami, które sukienki na ślub kupują w sklepach sieciowych. Oszczędność? Niekoniecznie. Wedding plannerka widzi w tym głębszy trend. Chodzi o bardziej "casualowy", czyli luźny, codzienny sposób świętowania zaślubin, niemający nic wspólnego z obrazem typowego polskiego wesela: w zdobnej sali z kolumnami i podświetlanym sufitem, liczoną w setkach liczbą gości, z niewidzianymi od lat wujkami, natrętnymi oczepinami i hektolitrami wódki.

- Trend kupowania sukienek ślubnych w sieciówkach ma źródło w nowej praktyce "nieweselnych wesel" - tłumaczy Karpińska. - To najczęściej ceremonie plenerowe, śluby mniej zobowiązujące i na pewno mniej wystawne. Wesele ma charakter rustykalny, może odbywać się w odnowionej stodole albo pod namiotem. Pary szukają po prostu czegoś innego, niestandardowego i przede wszystkim - mniej nadętego.

Mniej tradycyjne sukienki ślubne proponuje m.in. &OtherStories (mat. prasowe)

Karpińskiej zdarzyło się organizować również ślub humanistyczny, czyli ceremonię pozbawioną wymiaru religijnego. Nie ma tu schematu, wszystko przebiega tak, jak chcą tego przyszli małżonkowie - zwykle zależy im na tym, by atmosfera była luźna, ale i romantyczna. Wśród gości zazwyczaj są tylko najbliższa rodzina i przyjaciele. Najczęściej uroczystość odbywa się w plenerze albo innym wybranym miejscu, a zamiast księdza jest ceremoniał, który ją prowadzi. Najważniejszym punktem ślubu humanistycznego są przysięgi pary młodej napisane i wypowiedziane własnymi słowami. Taki ślub nie ma konsekwencji cywilnoprawnych, dlatego należy też zawrzeć związek małżeński w urzędzie stanu cywilnego.

Podczas ceremonii humanistycznej, którą organizowała Katarzyna Karpińska, panna młoda miała na sobie sukienkę kupioną przez Internet, z popularnego sklepu Asos. Oprócz znanych marek Asos sprzedaje też ubrania z własną metką, w tym suknie ślubne. Ceny zaczynają się od 400 złotych, dostawa jest darmowa, a kreacja dociera do zamawiającego w ciągu tygodnia. Modele są zazwyczaj proste, z odrobiną koronki albo zupełnie gładkie.

Dlaczego nie z salonu?

- Tradycyjne tiule, hafty, treny, cekiny i inne "księżniczkowate" akcenty wyszły z mody. Panny młode chcą wyglądać skromniej - tłumaczy Karpińska. I wcale nie mówi tu o dziewczynach, które ledwo skończyły 20 lat i łatwiej ulegają trendom. - To są często dojrzałe kobiety, które po prostu wiedzą, czego chcą, a także czego absolutnie nie chcą - czyli weselnej szopki.

Podobnymi motywacjami kierowała się Dominika z Warszawy (woli pozostać anonimowa), która sukienkę do ślubu kupiła w H&M. Jej historia wielu pannom młodym mogłaby zmrozić krew w żyłach, ale Dominika opowiada ją jak zabawną anegdotkę: - Zamówiłam sobie jakąś kieckę na Asosie, ale nie przyszła, więc na dwie godziny przed ślubem pojechałam do Arkadii [jedno z centrów handlowych w Warszawie - przyp. red.]. Weszłam do pierwszego lepszego sklepu, znalazłam białą sukienkę, przymierzyłam, stwierdziłam, że jest OK, poszłam do kasy. Okazało się, że jest przeceniona i kosztuje 80 złotych. Kupiłam ją i poszłam wyjść za mąż. Ślub wzięła w Urzędzie Stanu Cywilnego obok Krakowskiego Przedmieścia.

Suknie ślubne ma w swojej ofercie też H&M (mat. prasowe)

Sandra Olechnowicz-Gazda na swoją suknię ślubną przeznaczyła 500 złotych i zamówiła ją z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Kreacja pochodziła ze znanej brytyjskiej sieciówki Missguided. Jej produkty dostępne są m.in. na Zalando albo na stronie internetowej Missguided.pl. Właśnie tam swoją białą sukienkę znalazła Sandra. - W przeciwieństwie do moich koleżanek nigdy nie przywiązywałam wagi do idealnej sukni ślubnej. Nie szukałam inspiracji, nie zapisywałam tysiąca zdjęć na Pintereście. Zależało mi, aby sukienka była ładna i tania - tłumaczy swój wybór.

Sandra pochodzi z 20-tysięcznej miejscowości Ostrzeszów, potem mieszkała w Poznaniu, a następnie przeprowadziła się do Warszawy. Twierdzi, że nie lubi wydawać pieniędzy na rzeczy, które włoży raz w życiu. Nie przekonuje jej też argument, że to symboliczne ubranie na wyjątkową okoliczność. - Wolę inwestować w klasyki - dobrej jakości buty, torebki, płaszcze czy biżuterię. Nawet gdybym zarabiała milion złotych miesięcznie, postąpiłabym tak samo. Nie żałuję swojej decyzji - mówi Sandra. Link z sukienką kierujący do sklepu podesłała jej mama, która dzieli przekonania córki. Wybór Sandry zachwycił również jej przyszłego męża, który ucieszył się, że uniknie "podróżowania" po salonach. Sandra podkreśla jednak, że wybór sukni to indywidualna sprawa. - Znam panny młode, które mają podobne zdanie do mojego, ale też takie, które odwiedzają setki salonów, by znaleźć tę jedyną sukienkę - mówi. Sandra nie odwiedziła żadnego.

Mogłoby się wydawać, że rezygnacja z momentu "odnalezienia" wymarzonej sukni ślubnej podczas odwiedzin w licznych salonach, w otoczeniu mamy i przyjaciółek, to wielka strata. Katarzyna Karpińska przedstawia jednak zupełnie inny obraz tego zwyczaju. - Wybór sukni ślubnej urósł do kategorii legendarnych przeżyć panny młodej i najbliższych. Rzeczywiście, gdy dziewczyna po raz pierwszy wkłada suknię ślubną z prawdziwego zdarzenia i pokazuje się swoim kompankom, sytuacja budzi duże emocje. Ale już przy trzeciej, 10., 15. czy 50. sukni nie ma żadnych emocji. Wszyscy są zmęczeni, poirytowani i głodni - mówi Karpińska. - Z mojego doświadczenia wynika, że jest to jeden z najbardziej rozczarowujących momentów w przygotowaniach do ślubu. Każda panna młoda ma wielkie oczekiwania, a w rzeczywistości przymiarki sprowadzają się do czystej fizyczności: drapiących koronek, uciskających fiszbin. Nie jest to takie przyjemne, jak każdy sobie wyobraża.

Sandra Olechnowicz-Gazda w sukience marki Missguided (fot. archiwum prywatne)

Tańsze oznacza gorsze?

Oczywiście ważnym aspektem są finanse. Dziś wielu młodych ludzi (szczególnie gdy chcą zorganizować ceremonię na własnych warunkach) samodzielnie ponosi koszty imprezy, bez pomocy rodziców. Na suknię ślubną z salonu trzeba wydać kilka tysięcy złotych, na tę z sieciówki - kilkaset. Ślubna oferta sklepów jest coraz szersza i coraz więcej sieciówek decyduje się na wprowadzenie linii ubrań dla panien młodych. Brytyjski Topshop (jeszcze do niedawna obecny w warszawskich Złotych Tarasach) zrobił to już w 2012 roku, a marka H&M w 2014 roku. W ślad za nimi poszły kolejne firmy: Asos, Chi Chi London, & Other Stories, Edited czy Orsay. Dwie ostatnie zadebiutowały z sukienkami ślubnymi w tym sezonie.

- Młodzi ludzie często zamiast tradycyjnej, polskiej uroczystości dla całej rodziny stawiają na imprezy bardziej kameralne czy oryginalne. Biała suknia dla panny młodej nadal jest bardzo ważna, jednak sposobów na jej zdobycie jest dziś wiele. Kobiety na co dzień przyzwyczajone do fast fashion przenoszą te oczekiwania również na wybór sukni ślubnej. Wychodzą z założenia, że korzystniej kupić tańszą wersję, która w stu procentach spełni swoją rolę, a zaoszczędzony budżet przeznaczyć na podróż poślubną, doinwestować świeżo kupione mieszkanie lub po prostu kupić sobie inne ubrania - tłumaczy Anna Gorczyńska, PR manager marki Orsay.

Podobnie decyzję o wprowadzeniu do oferty sukien ślubnych motywuje Elena Lorenz, senior PR i brand manager marki Edited. - Nie wszystkie panny młode mogą wydać większość swoich oszczędności na sukienkę, którą włożą tylko na kilka godzin jednego wieczoru. Zauważyliśmy wciąż rosnący popyt na ubrania na specjalne okazje za rozsądne ceny. Chcieliśmy uzupełnić tę lukę naszą kolekcją ślubną, oferując modne sukienki dla panny młodej i gości weselnych, które nie zrujnują portfela. Wierzymy, że nie trzeba wydać fortuny, aby wyglądać i czuć się pięknie w dniu ślubu - mówi Elena Lorenz. Najlepszym potwierdzeniem jej słów jest reakcja gości na suknię ślubną Sandry. - Niektórzy byli pewni, że kosztowała krocie i nie wierzyli, że jest z sieciówki - opowiada panna młoda.

Ślubne propozycje marki Orsay (mat. prasowe)

Dla wielu kobiet liczy się też czas, na co zwraca uwagę Anna Gorczyńska z Orsay. - Szybkie tempo życia wywiera na nas presję sprawnego podejmowania decyzji. Biała suknia dostępna za jednym kliknięciem, możliwość wymiany lub zwrotu, zamiast miesięcy planowania, przymierzania i czekania na efekt. czy to nie brzmi kusząco? - pyta retorycznie i dodaje, że w sukienkach z kategorii "fast fashion" panny młode też mogą czuć się wyjątkowo. - Dziś niejednokrotnie zachwycamy się ubraniami, które upolowaliśmy za kilka złotych: na wyprzedażach w sieciówkach, na aukcjach internetowych, w second-handach czy w wyniku wymiany z przyjaciółką. To, skąd mamy daną rzecz, nie zawsze ma znaczenie priorytetowe. Jeżeli po prostu świetnie się w czymś czujemy i świetnie wyglądamy, nie ma się nad czym zastanawiać - mówi Gorczyńska.

No właśnie, czy niedroga sukienka z sieciówki z punktu widzenia technicznego sprawdzi się tak samo dobrze, jak kosztowna kreacja z salonu? Katarzyna Karpińska twierdzi, że w większości przypadków wysoka cena sukien ślubnych nie jest wzięta "z kosmosu". Wynika ona z użycia kosztownych materiałów, dekoracji, a także skomplikowanej konstrukcji sukienki, która sprawia, że panna młoda wygląda perfekcyjnie i czuje się wygodnie.

- Suknia za 8 tysięcy złotych może ważyć na przykład 10 kilogramów i ty jej na sobie nie czujesz. Może mieć gorset bez ramiączek, który nie zsunie się nawet o milimetr. To jest wyższe krawiectwo - tłumaczy Karpińska. Takie suknie zawsze idealnie się układają - gdy panna młoda idzie do ołtarza, siada, stoi, tańczy. Wedding plannerka zwraca też uwagę na techniczne właściwości materiałów. Są dobrane w taki sposób, aby dobrze wyglądały zarówno w naturalnym, jak i sztucznym świetle oraz na zdjęciach. - Czasami można trafić na niemal identyczne modele w zupełnie różnych cenach, ale wybierając tę droższą wersję, potem rzeczywiście widzisz, za co zapłaciłaś - przekonuje. Ale jednocześnie uczula na kolekcje polskich (i nie tylko) projektantów, którzy często niezasadnie wysoko wyceniają swoje sukienki. Na wierzchu umieszczają drogą, francuską koronkę, ale potrafią zepsuć wszystko źle dobraną, połyskującą podszewką.

A jak wygląda kwestia takich detali i wykończeń w przypadku sukienek z sieciówek? - Wątpię, aby ktoś się nad tym zastanawiał - mówi Katarzyna Karpińska i dodaje, że białe kreacje z sieciówek nie powinny być nazywane "ślubnymi", tylko "sukienkami do ślubu" albo "w estetyce ślubnej". Niemniej jednak widzi w nich wiele zalet, głównie to, że są łatwo dostępne.

Sukienki ślubne są dostępne w ofercie marki Edited (mat. prasowe)

Suknie na pokaz

Katarzyna Karpińska niejednokrotnie organizowała wesela na wsi i w mniejszych miejscowościach. Twierdzi, że możliwość zakupu sukni ślubnej przez Internet to duże ułatwienie, ponieważ nie trzeba już organizować wypraw do dużych miast, umawiać się w salonach i angażować rodziny. Podobne spostrzeżenia ma Anna Gorczyńska z Orsay: - Panie z mniejszych miejscowości miały albo skromniejszy wybór, albo musiały pokonywać kilometry, i to kilka razy.

Z drugiej strony, jak wynika z doświadczenia Katarzyny Karpińskiej, przyszłe panny młode z małych miejscowości rzadziej decydują się na kupno sukni nie w salonie. - Tutaj ludzie są tradycjonalistami, a suknia panny młodej często jest symbolem statusu majątkowego - mówi. Skromna tworzyłaby zbyt duży dysonans z wystawnością wiejskich wesel, organizowanych często na kilkaset osób, w eleganckich salach i ze wszystkimi możliwymi atrakcjami. - Suknia ślubna panny młodej zawsze narzuca styl wesela. Nie wybierzesz złotych zaproszeń i kryształowych kandelabrów, jeśli masz zamiar włożyć sieciówkową sukienkę w stylu boho. Style nie powinny się gryźć i należy tego unikać - tłumaczy wedding plannerka.

Katarzyna Karpińska radzi również, by decydując się na kupno sukienki z sieciówki, oddać ją do krawcowej. - Pomoże lepiej dopasować kreację do sylwetki i jeśli chcemy, może spersonalizować ją dodatkami - podpowiada. Sukienka ze "zwykłego" sklepu to również dobre rozwiązanie na poprawiny.

Żyjemy "fast", kupujemy "fast"

Czy coraz większa popularność sukienek ślubnych z sieciówek oznacza, że podejście do samego sakramentu małżeństwa i przeżywania zaślubin stało się bardziej trywialne? W końcu moda to nie ubranie samo w sobie, ale zespół znaków, który układa się w język. Jean Baudrillard już w latach 70. XX wieku mówił, że rzeczy, którymi się otaczamy, kupujemy nie dla ich podstawowej funkcji, czyli okrywania ciała, ale dla komunikatu, który można za ich pośrednictwem przekazać. Z kolei socjolog Gilles Lipovetsky twierdził, że moda to wyzwolenie z narzuconych schematów. Zaś według Zygmunta Baumana moda pozwala nadać formę naszej "płynnej" tożsamości. Czemu płynnej? Bo uwolnieni z dawnej piramidy społecznej (w której chłop zawsze pozostawał chłopem) możemy sami ją konstruować i wielokrotnie zmieniać. Robimy to, posługując się m.in. ubiorem. Ubierając się w sieciówkach, raz możemy wybrać styl eleganckiej businesswoman, innym razem styl hippiski. A kiedy zupełnie odwidzą nam się obie opcje, nie ma przeszkód, by wymienić garderobę i stworzyć nową tożsamość.

Kolekcja ślubna H&M (mat. prasowe)

Moda zawsze odzwierciedlała to, co działo się w społeczeństwie i szła w parze z zachodzącymi zmianami. Dominacja haute couture, czyli krawiectwa na miarę (od połowy XIX wieku do połowy XX wieku), reprezentuje ówczesny podział na klasy społeczne, uwielbienie luksusu oraz dominację elit. A jednocześnie stabilność i trwałość, bo jedna suknia starczała na kilka lat, niektóre ubrania były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Kolejny system - pret-a-porter, czyli gotowych kolekcji w ustandaryzowanej rozmiarówce (wprowadzony w latach 60. XX wieku) - symbolizuje nowoczesność, rozmycie różnic między klasami, ale też konsumpcjonizm, bo kupowało się więcej i częściej. Dalej jest już "fast fashion", czyli masowa i "szybka", często zmieniająca się moda z sieciówek, z którą mamy dziś do czynienia. Tu liczy się natychmiastowa satysfakcja, spontaniczność zakupu, przynależność do globalnej kultury oraz możliwość "żonglowania" stylami, które przekładają się na wspomniane przez Baumana tymczasowe tożsamości.   

Suknie ślubne z salonów to dziś ostatni przejaw "haute couture" w życiu przeciętnego człowieka. Ustępowanie miejsca modzie "fast fashion" może oznaczać, że nawet w tak podniosłym dniu łatwość i szybkość stają się dla nas ważniejsze niż trwałość i cierpliwość. Ale czy na pewno? Przypominając Lipovetsky'ego - moda to również ucieczka w poszukiwaniu wolności. Suknia ślubna "fast fashion" może być oznaką takiej właśnie ucieczki.

Katarzyna Żechowicz. Dziennikarka i pasjonatka Włoch. Stypendystka rządu włoskiego, ukończyła z wyróżnieniem studia o modzie na najstarszym w Europie Uniwersytecie Bolońskim. Oprócz tego jest absolwentką dziennikarstwa i italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie pracuje w mediach i prowadzi własny portal o modzie oraz sklep internetowy Shop My Mood. Kolekcjonuje zagraniczne czasopisma, wśród których szczególne miejsce zajmuje włoska edycja Vogue'a. Uwielbia kuchnię śródziemnomorską, a każde wakacje spędza w ukochanej Kalabrii.