Społeczeństwo
Poradniki podają niekoniecznie sprawdzone pomysły na podryw (fot. Shutterstock)
Poradniki podają niekoniecznie sprawdzone pomysły na podryw (fot. Shutterstock)

W zagrożonym wymarciem języku jagańskim, używanym na krańcach Ziemi Ognistej w Chile, istnieje słowo "mamihlapinatapai". Oznacza ono spojrzenie wymienione przez dwie osoby, które rozumieją się bez słów lub pragną tego samego, ale każda z nich wolałaby, żeby to ta druga zrobiła pierwszy krok. Jeśli zjawisko, które słowo to oznacza, jest wśród Jaganów powszechne, to nie ma się co dziwić, że populacja tego indiańskiego plemienia drastycznie maleje. Wiele wskazuje na to, że plemię to po prostu nie ma dostępu do polskojęzycznego internetu oraz wydawanych w naszym kraju stosownych poradników. "Jak poderwać dziewczynę. Pięć żelaznych zasad podrywania", "Sposoby na podryw: 22 patenty, jak poderwać dziewczynę", "Podrywam.pl" - oto zaledwie garść publikacji, których obecność na naszym rynku gwarantuje, że nie grozi nam los Jaganów.*

W jednej z nich natrafimy na "Teksty na podryw rekomendowane przez wiodących 'artystów' podrywania". Spójrzmy przez palce na rusycyzm, jakim jest przymiotnik "wiodący", i skupmy się przez chwilę na samych tekstach. Dodajmy, że każdy z nich został opatrzony opinią "naszej redakcyjnej psycholog".

fot. Shutterstock

"Hej, przepraszam, że zaczepiam, ale potrzebuję damskiej opinii w pewnej sprawie. Ale musi być naprawdę szybka, bo wiecie, chodzi o zakład".

Ekspertka jest zdania, że taka strategia może zadziałać, bo "kobiety lubią wyzwania" i reagują na wołanie o pomoc. Bylibyśmy sceptyczni. Po pierwsze, dlaczego mężczyzna zwraca się do kobiety w liczbie mnogiej? Kolejny rusycyzm czy założenie, że zwraca się do większej grupy kobiet? Rozumiemy, że ta, która się podejmie zadania, zostanie poderwana? Czyli nie tylko podryw, ale i selekcja? Po drugie, dlaczego ma nas interesować czyjś zakład? I dlaczego ta ciamajda nie może sobie sama z nim poradzić? Ech! Posłuchajmy kolejnego przykładu:

"Czytałem w jednym z waszych magazynów, że wy, kobiety, częściej zdradzacie i oszukujecie. A co ty o tym myślisz?".

Tu ekspertka radzi, by do tego pytania dodać "zuchwały uśmiech", a zaraz rozpocznie się ożywiona dyskusja, pełna emocji, o które właśnie chodzi. Nie bylibyśmy pewni, czy akurat o takie emocje chodzi w podrywaniu. Po pierwsze, facet wyraził się pogardliwie o prasie kobiecej, nawet pomijając tytuł magazynu, by wykazać męską wyższość nad kobiecymi sprawami. Owszem, to wywołuje emocje, i to o wiele większe niż sam kontrowersyjny temat. Po drugie, rodzi się pytanie, gdzie ów facet czytał ów magazyn: może po prostu podebrał żonie? Albo babci? Idźmy dalej:

"Mam taki problem: mój przyjaciel wyjechał w sprawach służbowych i dał mi 300 złotych na kupno prezentu dla jego dziewczyny. Masz może jakiś pomysł?".

Ekspertka zachwyca się wrażliwością pomocnego kolegi i wykrzykuje: "Nie ma kobiety, której nie włączy się od razu gen opiekuńczości!". Być może ekspertka liczy na Nagrodę Nobla z medycyny za odkrycie nowego genu, ale prawdopodobnie miała na myśli instynkt. Mniejsza o to. Zdumiewa nas tu przede wszystkim układ między przyjaciółmi. Skąd facet miałby znać preferencje, gust, a może nawet i wymiary dziewczyny swojego przyjaciela, by móc kupić jej prezent w jego zastępstwie? Brzmi to podejrzanie. Na tyle podejrzanie, by przyjrzeć się czwartemu tekstowi:

"Przepraszam. Widziałem cię, jak przechodzisz. Wiedziałem, że jeśli nie podejdę i nie powiem ci 'Cześć', później będę żałował. Mam na imię...".

My na razie oniemieliśmy, więc posłuchajmy, co na to ekspertka: "Może to i trochę desperackie, ale zarówno twoja odwaga, jak i wizja bezpowrotnie utraconej szansy zrobi wrażenie". Wiemy, rzecz jasna, że w miejscu wielokropka powinno znaleźć się twoje imię, czytelniku, ale wyobraźnia podpowiada nam zawieszenie głosu na widok wyrastającego za plecami desperacko podrywanej kobiety jej męża osiłka, którego właśnie wypuszczono z więzienia po odbyciu kary za pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

fot. Shutterstock

Na szczęście słowo "cześć" służy zarazem do witania, jak i do żegnania, więc możemy szybko wyjaśnić, że właśnie o to nam chodziło.

Na tym koniec tekstów "artystów podrywania". Jeśli nas rozczarowały, szukajmy dalej. Na innym portalu prędko znajdziemy wiele światłych porad dotyczących podrywania w różnych egzotycznych miejscach, jak: ulica, sklep, dyskoteka, szkoła czy internet. Sposobów jest mnóstwo, ale i sporo niebezpieczeństw. Na ulicy na przykład trzeba uważać, żeby "nie wyjść na idiotę lub akwizytora". Autor radzi, by poczekać, aż dziewczyna, którą sobie upatrzyliśmy, usiądzie na ławce. Można wówczas będzie się do niej dosiąść (tu pojawia się porada prawna: "ławka jest publiczna i masz prawo na niej usiąść").

Jeśli czyta - zapytaj, co czyta. Jeśli gra - zapytaj, w co gra. Jeśli ani nie czyta, ani nie gra - powiedz jej, że ma "świetny tatuaż czy śmieszny napis na koszulce". Autor nie przewidział innych ewentualności. Być może wie, co mówi. No ale co dalej? To proste: "opowiedz jej o swoich pasjach i zainteresowaniach".

Rozumiemy, że jeśli nie ucieknie z krzykiem, nie wezwie policji lub nie zaśnie - jest twoja. Ze zdumieniem czytamy dalej, że "idealnym miejscem do podrywania dziewczyn jest sklep". Kiedy rzeczona dziewczyna stoi przed półką z alkoholem, należy zażartować, że "kogoś czeka niezła impreza" , a "gdy będzie brała czekoladę truskawkową, powiedz, że o smaku toffi jest smaczniejsza" .

Rozumiem, że w pierwszym przypadku dziewczyna natychmiast nas na tę imprezę zaprosi, a w drugim - spojrzy na nas i powie, że widać po naszych gabarytach, że na czym jak na czym, ale na czekoladach to się znamy. W autobusie podobno poderwać łatwiej. Specjalista szczegółów nie podaje, ale chyba chodzi o to, że ofierze trudniej uciec, przynajmniej między przystankami. Natomiast zdecydowanie najlepiej jest podrywać na imprezie. Należy stanąć przy barze i obserwować, co dziewczyna zamawia. Jeśli jest to woda mineralna, należy po prostu zapytać: "Jak to jest bawić się na trzeźwo?" . Z tego wynika, że samemu nie należy być wówczas trzeźwym, żeby pytanie brzmiało wiarygodnie. My byśmy jednak radzili uważać, bo może się potem okazać, że nie wiedzieliśmy, do kogo tak naprawdę mówimy. Jeśli natomiast dziewczyna zamawia kufel piwa, należy spytać: "Gdzie ty planujesz to zmieścić?" . Wprawdzie mistrz podrywu dodaje, że pytać należy "z uśmiechem", a nawet precyzuje dla mniej pojętnych czytelników, że z uśmiechem "na twarzy", ale nie daje przecież gwarancji, że po takiej frazie zawartość wspomnianego kufla nie zostanie wylana nam na głowę. Byłoby wówczas lepiej, gdyby to była woda mineralna.

fot. Shutterstock

Przejdźmy tam, gdzie nikt nas niczym nie obleje, poza samymi słowami, to znaczy do internetu. Autorzy porad "jak podrywać w internecie" jednogłośnie stwierdzają, że trzeba się odróżnić. Panuje tam bowiem o wiele większa konkurencja niż w tzw. realu: "Każda dziewczyna, która ma założony profil na takim czy innym portalu randkowym, codziennie otrzymuje od kilkunastu do kilkudziesięciu wiadomości od facetów". To oznacza, że trzeba napisać coś, co zwróci uwagę dziewczyny właśnie na nas. Zakładając, że większość mężczyzn pisze komplementy - należy ją na przykład dowcipnie skrytykować. "Na pewno twoja kreatywność ją rozśmieszy i zaintryguje" - zapewnia doradca. Nie podzielamy tej pewności.

Kreatywność najczęściej bywa modelowana przez trenerów, doradców, coachów, instruktorów. Przyjrzyjmy się uważnie efektom tego modelowania.

"Czy jesteś prawdziwa? I czy można Cię zaczepić? Piszę, bo przypominasz mi konkretną osobę i wydaje mi się, że się znamy" - przeczytała w e-mailu nasza znajoma, całkiem prawdziwa. To nam wygląda na efekt porady typu: "napisz, że przypominasz mu konkretną osobę". Zdradziło go słowo "konkretny". Ponoć nic z tego nie wyszło.

"Cześć. Nie wiem w sumie, co mógłbym napisać w pierwszej wiadomości, żebyś była zainteresowana poznaniem się, więc załóżmy, że napisałem to wszystko. Co teraz?". Zdaje się, że też nic dalej, choć ktoś napisał zdanie zgodnie z wytycznymi znalezionymi na jakiejś stronie z poradami. A nawet nie tyle napisał, ile skopiował i wkleił.

"Ty byś dobrze biegała odcinki górskie" - powiedział do naszej znajomej pewien mężczyzna, przyjrzawszy się jej bacznie. To już pewnie wykracza poza frazy proponowane przez coachów, ale zarazem powoduje, jakże pożądany w takich sytuacjach, efekt zaskoczenia. I każe zadać sobie pytanie: czy to aby na pewno komplement? Podobną kreatywność wykazywać można także w tzw. realu: "Czy to bawełna?" - zapytał naszą inną znajomą nieznajomy, wskazując na gruby płaszcz zimowy, który miała na sobie. Absurdalne? Niekoniecznie. Na kursach podrywania podobno uczą, by nie komplementować bezpośrednio urody dziewczyn, ale ich styl, gust, dobór kolorów lub materiałów, z których uszyte są ich ubrania. W tym przypadku - nie udało się.

"Ładnie pani pachnie. To jakiś zapach z górnej półki?" - to przykład kreatywności wykraczającej, jak sądzimy, poza ramy wyznaczone przez instruktora. Nas ujęło określenie marketingowe "górna półka". Nie wiemy, czy ujęło adresatkę.

fot. Shutterstock

"Dobry wieczór. Nazywam się X. Mam dużą firmę. Zatrudniam 500 osób" - bo przecież nic tak nie przyciąga kobiet, jak status materialny oraz zaradność mężczyzny. Tego zapewne uczą na stosownych kursach, choć nam się wydaje, że przeświadczenie to oparte jest na banalnym stereotypie. Ale nie poddawajmy się. Podejrzewamy bowiem, że niektóre kobiety może rozczulić precyzja w tej frazie zawarta. Lub rozśmieszyć. A to już coś.

"Piękny to ja nie jestem, ale pieniądze mam " - oto inna wersja poprzedniej frazy, skrócona, ale zarazem wzbogacona o element zdrowej, krytycznej oceny własnej urody. Nam podoba się o wiele bardziej, wymaga bowiem interakcji. Kobieta zostaje tu postawiona przed dylematem: estetyka czy ekonomia? Dla symetrii warto być wówczas z kolegą: wprawdzie przystojnym, ale za to spłukanym.

"Nie mów zbyt dużo o sobie. Słuchaj. Niech Twoja uwaga będzie nakierowana na nią" - powtarzają autorzy poradników podrywania. Oto garść przykładów na stosowanie tych zasad.

 

"Nie wiem, ile pani ma lat, ale nie wygląda pani na tyle" - to jest fraza może i ryzykowna, bo dotyka kwestii drażliwej, jaką jest wiek kobiety, ale dotknąwszy - zamienia w komplement. Działa więc dwufazowo. Jeśli faza pierwsza okaże się mieć działanie silniejsze, sprawa się może źle skończyć. Jeśli druga przeważy - może się udać. Zarazem jest to cytat z Antoniego Słonimskiego. O pewnej damie mawiał on, że jest prawdziwym cudem natury: ma 90 lat, a wygląda zaledwie na 89. Ciekawe, że podobny żart usłyszeć można w jednym z filmów Woody'ego Allena. Acz dotyczy on innej damy.

"Jesteś niezła dupa z twarzy" - tu natomiast mamy do czynienia z komplementem, a jakże, aczkolwiek o dość ograniczonym zasięgu (twarz), sugerującym, że reszta (włączając np. dupę) już tak atrakcyjna nie jest. Wyobrażamy sobie, że w niektórych środowiskach fraza ta miałaby szanse powodzenia. Inne środowiska - np. studentki polonistyki - mogłyby dostrzec w niej przykład ciekawej figury stylistycznej i napięcia, jakie powstaje między użytymi w niej nazwami dwóch - poniekąd przeciwstawnych - części ciała.

"Spodobałaś mi się fizycznie" - to także komplement zawężony. No bo czemu nie psychicznie? Mentalnie? Intelektualnie? No dobrze, może miało być "wizualnie", bo na pierwszy rzut oka, ale fizyczność pojawiła się na zasadzie czynności pomyłkowej: mówiącemu na tym aspekcie osobowości kobiety zależało najbardziej.

"Pani mi się podoba. Niech pani tego nie spierdoli" - tu znów mamy do czynienia z wypowiedzią dwuczłonową: eleganckim, acz konwencjonalnym komplementem oraz groźbą. Może to jednak nie groźba, ale pokorna prośba podszyta obawą o stabilność związku, kto wie, może nawet rodziny? Mająca źródła w wielu bolesnych rozczarowaniach? Krótko mówiąc, może on ją chce wziąć na litość?

"Wzbudza pani we mnie instynkt przedłużania gatunku" - to zarazem eleganckie i dosłowne. Naukowe i zwierzęce. Może zadziałać. Ale nie musi.

Wśród porad coachów podrywania pojawia się także kategoria oryginalności. To oczywiste. Przecież jakoś trzeba się dać zauważyć, prawda? "Czy mógłbym zachować sobie pani ósemkę na pamiątkę?" - miał spytać kobietę pewien młody stomatolog po udanej ekstrakcji. To wzruszająca i niekonwencjonalna fraza i zupełnie nie rozumiemy, czemu nie okazała się skuteczna. W przeciwieństwie do bardzo skutecznej frazy następującej: "A ja mam w domu zdjęcie Clinta Eastwooda z autografem" - trudność polega na tym, że rzeczywiście trzeba mieć wtedy zdjęcie Clinta Eastwooda z autografem.

fot. Shutterstock

"Chciałbym, żebyś mnie pochowała" - to przykład frazy, która także okazała się skuteczna, choć łączy w sobie element funeralny. O związkach Erosa i Tanatosa napisano wiele. W razie potrzeby służymy stosowną bibliografią.

"Uważam, że świat idei Platona, podmiot transcendentalny u Kanta i trzeci świat Poppera mają ze sobą coś wspólnego" - też tak uważamy.

"Hej, ty też jedziesz tym pociągiem?" - to także zdanie, które każe odbiorczyni zadać sobie pytania natury filozoficznej i od razu sytuuje dalszą konwersację na planie filozofii języka oraz logiki. Chyba że rzeczona odbiorczyni uzna nadawcę za kretyna.

"Na dole ruże ugury bez, cukier jest słodki ale ty tez" - nie wiemy, jak fachowo nazywa się perwersja polegająca na tym, że podniecają kogoś słowa napisane z błędami ortograficznymi (być może dysortografiofilia), ale domyślamy się, że autor tej frazy na nią liczył.

"Jak na taką grubaskę, to naprawdę mało się pocisz" - oto oryginalny komplement, bardzo intymny. Ale i ryzykowny. Powinien być opatrzony adnotacją: "Stosujesz na własną odpowiedzialność".

Życie jest krótkie. Może więc w ogóle zrezygnować z nauk coachów, z mądrości zawartych w poradnikach, z kwiecistej retoryki, z bawełny, w którą się owija dość jednak oczywiste sprawy? "Całujesz się, czy trzeba z tobą chodzić?" - to zasadnicze pytanie, oparte, jak mniemamy, na fundamentalnym podziale wśród osobników płci żeńskiej (męskiej zapewne również): na takie, które od razu przechodzą do rzeczy, oraz na wymagające uprzednich ceregieli. Takich jak np. rytualne "chodzenie ze sobą".

"Kocham, tęsknię, czekam w sraczu" - takie bezpośrednie zdanie przeczytała pewna kobieta na papierowej serwetce podrzuconej jej w restauracji. W takich przypadkach strach korzystać z toalety.

"Oboje jesteśmy dorośli. Pokój 302" - to natomiast fraza z hotelu. Oparta jest na specyficznej definicji dorosłości, podszytej obawą, że nie zostało nam już zbyt wiele czasu, memento mori. Czy to oznacza, że flirt, umizgi, podrywanie, gra związane są z niedorosłością? Że, krótko mówiąc, z tego się wyrasta?

Książka Michała Rusinka ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (Fot. Mateusz Skwarczek / AG)

"Pali jaka?" - zdanie wymagające interakcji, więc nawet zgodnie z wytycznymi instruktorów odwołujące się do wspólnoty rytuału palenia i oparte na poetyckim toposie żywiołu ognia, metaforycznie łączącego płomienną namiętność z domowym ogniskiem.

"E!" - prymitywny, nieomal zwierzęcy odgłos godowy, a zarazem pojemnik, który może zawrzeć wszystko. Jeśli jego odbiorczyni będzie chciała, to usłyszy w nim pieśń pełną tajemnych obietnic. A jak nie, to nie. Reszta - chciałoby się rzec - jest milczeniem, a nawet brakiem jakichkolwiek działań pozawerbalnych. I też może zadziałać - wbrew zapewnieniom coachów. "Poderwałem ją na obojętność" - powiedział w wywiadzie rzece Marek Raczkowski.

I my mu wierzymy.

*Fragmenty książki "Niedorajda, czyli co nam radzą poradniki" Michała Rusinka. Możecie ją kupić w Publio.pl >>>

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Michał Rusinek. Urodził się w 1972 roku w Krakowie i nadal tam mieszka - z rodziną. Był sekretarzem Wisławy Szymborskiej, teraz prowadzi Jej fundację. Pracuje na Wydziale Polonistyki UJ, gdzie wykłada teorię literatury i retorykę. Bywa tłumaczem z języka angielskiego, zdarza mu się pisywać książki dla dzieci i dorosłych oraz układać wierszyki czy teksty piosenek. Pisuje felietony o książkach i języku.