Społeczeństwo
Warto dowiedzieć się, jaki typ osobowości prezentuje nasz pupil (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)
Warto dowiedzieć się, jaki typ osobowości prezentuje nasz pupil (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)

Nigdy nie należałem do zwolenników dzielenia na "typy" i ograniczania do kilku konkretnych cech. W sumie to właśnie dlatego przestałem się określać jako "koci behawiorysta". (...) Poza tym nie mam niestety tyle czasu, aby poznać każdego kota tak dobrze, jak bym sobie życzył. W ciągu kilku godzin muszę odhaczyć powitanie, obserwację dynamiki otoczenia i rodziny, sporządzenie wykresów, postawienie diagnozy, zadanie pracy domowej i pożegnanie. Przekonałem się, że każdy kot w którymś momencie znajduje się w spektrum mojo. I że zarówno dla opiekunów, jak i dla mnie korzystne jest określenie, w którym miejscu tego spektrum przebywa kot i gdzie chcieliby, żeby się znalazł.*

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Koci słownik Jacksona

W przypadku kotów mojo to pewność siebie. Proaktywność, a nie reaktywność. Źródłem kociego mojo jest niekwestionowane posiadanie własnego terytorium i uczucie, że ma się na nim do wykonania ważną pracę. Ta praca to imperatyw biologiczny odziedziczony przez koty po dzikich przodkach, a ja określam go w sposób następujący: polowanie, złapanie, zabicie, zjedzenie, toaleta, sen. Zapewniamy to naszemu kotu, tworząc rytm odzwierciedlający ten, zgodnie z którym funkcjonował kot pierwotny, czyli przodek naszego pupila. Kiedy kot żyje w zgodzie ze swoim ciałem, potrafi żyć w zgodzie także z tym, co go otacza.

Kocie mojo zaczyna się od pewności posiadania terytorium. Kiedy jednak kończymy naszą pracę, której celem jest podniesienie poziomu mojo, nie chodzi już tylko o posiadanie, ale o dumę; nie chodzi o terytorium, lecz o dom. Kluczem do sukcesu jest wiedza, gdzie w spektrum mojo znajduje się twój kot. W tym celu stworzyłem archetypy mojo. Pozwólcie, że wam przedstawię Mojito, Napoleona i Strachajłę.

Mojito

Masz nowych sąsiadów i dwa tygodnie po przeprowadzce zapraszają cię na coś w rodzaju parapetówki. Pukasz do drzwi i od razu spotykasz się z poziomem wylewności, który zwala cię z nóg. Nowa sąsiadka wita cię szerokim uśmiechem, zwraca się do ciebie po imieniu i obdarza uściskiem tak serdecznym, jakbyście się znali od lat. Uścisk ten jest wykonywany za pomocą jednej ręki, bo druga, jak zauważasz, trzyma tacę z drinkami. - Mojito? - pyta sąsiadka. - Mamy kilka różnych smaków. W tym jest nieco więcej limonki, a w tym ogórka. Te mają sól na krawędzi szklanki, a te nie. Stoisz w bezruchu, nadal w stanie lekkiego szoku. Sąsiadka śmieje się i po prostu podaje ci jeden z drinków, po czym delikatnie ujmuje cię za łokieć. - Pozwól, że cię oprowadzę. (...)

Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Zaprezentowane zostają ci wszystkie zakamarki domu i, co niesamowite, z każdym wiąże się jakaś historia. Nie mija wiele czasu, a odkrywasz, że pochłonęły cię one bez reszty. Chwileczkę.zatrzymujesz się w pół kroku. czy ci ludzie dopiero co się wprowadzili? Masz wrażenie, jakby mieszkali tu od lat. I nie jest to tylko kwestia wyposażenia - pamiątek, mebli, nawet znajdujących się na lodówce magnesów i list z rzeczami do zrobienia - lecz coś głębszego. Atmosfera. Jesteś pod nie lada wrażeniem - dwa tygodnie temu spod budynku odjechały auta firmy przeprowadzkowej, a dzisiaj. to jest prawdziwy dom. Dostrzegasz, że gospodyni nie próbuje ci zaimponować, nie umieszcza nerwowo pod twoim mojito podkładki pod szklankę. Nie stara się na nikim zrobić wrażenia, nie interesuje jej status łączący się z byciem "perfekcyjną". Chce jedynie, abyście się wzajemnie poznali. W tym domu nie ma sztuczności. A plan ucieczki, który wsunąłeś do tylnej kieszeni spodni? Zostaje tam, gdzie jest. Dlaczego? Bo chcesz tutaj zostać. 

No dobrze - a teraz wyobraź sobie, że gospodyni jest kotem. Gdy tylko wchodzisz do domu, ten kot staje na środku pomieszczenia, ogon ma uniesiony. Uszy zwrócone do przodu w celu eksploracji, nie poruszają się jednak we wszystkich kierunkach, jakby próbowały wyłapać sygnały dotyczące gościa. Oczy także skierowane są przed siebie, ale aby powitać, a nie sprawdzać otoczenie i zabezpieczać drogi ucieczki. Zamiast wyciągać w twoją stronę tacę z drinkami, Mojito zaczyna kręcić ósemki między nogami twoimi i innych osób, które znajdą się na jego drodze. Opuszczasz rękę, żeby się przywitać. On ociera się o twoje palce czołem, policzkami. Jednocześnie nawiązuje kontakt fizyczny, czerpiąc z tego przyjemność, i cię oznacza, czyniąc cię swoim ludzkim nosicielem zapachu.  

Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Gdy wchodzisz do salonu, kot wspina się na trzeci poziom drzewka stojącego niedaleko drzwi, pokazując ci, w jaki sposób sprawuje nadzór nad swoim królestwem, jest wyraźnie dumny ze swoich włości. Wchodzisz do kuchni, a on przemyka przed tobą i zabiera się do jedzenia kolacji, gdy tymczasem ty nawiązujesz rozmowę. Drzewko w salonie ponownie zostaje docenione, kiedy tam wracacie. Na każdym przystanku podczas tej "wycieczki" otrzymujesz baranki i doświadczasz ocierania się policzkami. a na koniec, kiedy mościsz się na sofie, żeby porozmawiać, on zasypia - na twoich kolanach albo gdzieś niedaleko. 

Kot Mojito znajduje się w samym środku naszego mojometru. Wprost emanuje pewnością siebie. Niczego nie musi udowadniać - jest Tonym Manero [główny bohater filmu "Gorączka sobotniej nocy", grany przez Johna Travoltę - przyp.red.] kroczącym dumnie przez Brooklyn. Jego miłość, duma i poczucie niekwestionowanego prawa własności względem swojego terytorium czyni twój dom jego domem. Mojito ma pewną charakterystyczną cechę: tak bardzo kocha swoje otoczenie, że chce się nim dzielić. Potwierdza to jego zachowanie w stosunku do zamieszkujących je innych stworzeń. Tak właśnie, moi drodzy, wygląda prawdziwe kocie mojo. 

Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Kot Mojito zajmuje środek spektrum. Jest jak planeta, wokół której krążą nasze dwa pozostałe archetypy. Podczas gdy Mojito jest tak pewny siebie, że pragnie ci pokazać swój dom i podzielić się swoimi zasobami, nasze dwa pozostałe koty znamionują brak pewności siebie i rozmaite lęki. Zamiast manifestować prawo własności, albo potwornie się boją, że odbierzesz im to, co mają, albo uważają, że w ogóle nie są warte tego, aby cokolwiek do nich należało. Zapraszam do zapoznania się z naszym drugim archetypem.

Napoleon vel Zawłaszczacz

Dorastałem w Nowym Jorku w czasach, kiedy gangi były w tym mieście wszechobecne do tego stopnia, że wydawały się czymś normalnym. Rodzice nauczyli mnie, w które miejsca mogę się bezpiecznie zapuszczać, a które powinienem omijać. Pewnego dnia zasnąłem w autobusie i obudziłem się jakieś 20 przecznic od domu, w dzielnicy Broadway. Ostrożnie wysiadłem i ruszyłem w stronę przystanku po drugiej stronie ulicy, aby zaczekać na autobus, który zawiezie mnie do domu. Zatrzymał mnie. dzieciak. Nie mógł mieć więcej lat niż ja, czyli jakieś 13. Nie pamiętam nazwy gangu, do którego należał, ale wiedziałem, że jest jego członkiem. Skąd? Cóż, miał na sobie dżinsową, wystrzępioną na ramionach kamizelkę, z nazwą gangu zarówno z przodu, jak i na plecach. Stanął mi na drodze, wypiął tors i skrzyżował ręce na piersi. - Wiesz, gdzie jesteś? - zapytał. Nasze twarze dzieliły zaledwie centymetry. - No to ci powiem. - I wskazał na nazwę gangu wymalowaną białą farbą na budynku z cegły.

Pamiętam, że byłem potwornie skonsternowany, nie miałem pojęcia, czego rzeczywiście ode mnie chce. Zakładałem, że ma przy sobie broń, no bo tego mnie nauczono, ale on ani razu jej nie wyjął. Stał jedynie przede mną, mrużąc oczy, a jego postawa sugerowała, że w każdej chwili może przystąpić do działania. Ten dzieciak wyraźnie nie chciał mnie zabić, ale z każdą upływającą sekundą stawał się coraz bardziej - oględnie mówiąc - zniecierpliwiony moim brakiem reakcji. Nie próbował zakazać mi wstępu na swoje terytorium (choć wyglądałoby to inaczej, gdybym należał do innego, wrogiego gangu) - chciał jedynie, abym przyznał, że należy ono do "nich".  

Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta

Uderzyło mnie, że mimo młodego wieku jest taki onieśmielający. Skrzyżowane ręce, wyprężona klatka piersiowa, elementy garderoby informujące o przynależności do grupy przestępczej - wszystko to razem tworzyło swego rodzaju uniform mający wzbudzać strach. Przywdziewało go wtedy wiele dzieciaków. Istniało wówczas mnóstwo gangów skłonnych przyjąć te wszystkie dzieci potrzebujące rodziny, której poczułyby się częścią. (...) 

Pragnąłem udzielić mu odpowiedzi, naprawdę. ale nie byłem w stanie. Zamiast tego szykowałem się na kontakt z przemocą. Napięły się wszystkie mięśnie w moim ciele. Próbowałem zrewanżować się równie twardym spojrzeniem, ale w tej akurat kwestii czułem się jak ryba wyrzucona na brzeg. Starałem się go obejść, tyle że zastąpił mi drogę. Ruszyłem w drugą stronę, on także. Nie mam pewności, co zrobiłem w dalszej kolejności, ale moja postawa musiała w sposób tak jednoznaczny wyrażać poddanie się, że dzieciak zaczął się ze mnie śmiać. Był to gwóźdź do trumny mojej pewności siebie; zdeptawszy mnie niczym niedopałek papierosa, mając pewność, że jego terytorium jest bezpieczne, w końcu pozwolił mi odejść. 

Można powiedzieć, że w celu wzmocnienia poczucia własności potrzebował onieśmielenia i upokorzenia. Nim przywdział koronę, musiał mieć pewność, że mnie pokonał. Coś takiego stanowiło naturę gangów; to, co zrobił mi ten dzieciak, one robiły całym dzielnicom. Zbiorowe mojo tych społeczności cierpiało pod ciężarem rozbojów, niekończącego się znakowania terenu, działań wojennych dzielących miasto w imię poczucia własności. 

Fot. Krzysztof Ćwik / AG

Terminu "kompleks Napoleona" używano na przestrzeni wieków na określenie Zawłaszczacza, takiego jak na przykład mój członek gangu. Jako że tak naprawdę brak takim osobom wiary w prawo własności, podczas pościgu jego cel ulega zatraceniu. Aby się upewnić w kwestii własności zajmowanego terytorium, Zawłaszczacze muszą zobaczyć stratę drugiego człowieka. Za Napoleonów na skalę globalną można uznać fundamentalistów niszczących starożytne zabytki, przywódców, którzy czując, że władza wyślizguje im się z rąk, realizują politykę pozostawiania po sobie zgliszczy. Jeśli Napoleon nie może czegoś mieć, to nie będzie tego miał nikt inny.

Wszystko to znajduje odzwierciedlenie w zachowaniu kota uprawiającego antymojo, czyli kota Napoleona. Podczas spotkania z takim kotem na jego terytorium powitają cię skierowane do przodu uszy, skupiony na tobie wzrok i być może pozycja przyczajona, a nawet agresywna. Pierwsza myśl takiego kota to: "Kim jesteś i co chcesz tu ukraść?". Paranoicznie boi się przejęcia terytorium i odpowiednio to sobie rekompensuje. W swoim domu atakuje innych wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewają, nawet tych ludzi (i zwierzęta), którzy dzień po dniu zrzekają się swojej pozycji. 

Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Gdyby kot potrafił skrzyżować łapy na piersi, tak właśnie uczyniłby Napoleon. Zamiast powitać cię w drzwiach z tacą z drinkami, stanąłby ci na drodze, tak jak członek gangu z czasów mojej młodości. Lecz w świecie Napoleona graffiti nie maluje się za pomocą farby, ale moczu. Ten brak kociego mojo znajduje potwierdzenie, kiedy kot znaczy granice twojego domu - pod oknami i na drzwiach - jakby mówił: "Skoro chcę chronić ten zamek, powinienem zbudować cholerną fosę!". 

W ciągu tych lat, które upłynęły, odkąd zdefiniowałem powyższe archetypy, zauważyłem w swojej pracy, że Napoleon otrzymuje bardzo mało miłości i empatii. Jeśli chcemy, aby nasz Napoleon zbliżył się do środka spektrum, którym jest pełnia kociego mojo, konieczna jest do tego empatia. Nie możemy wszystkich rodzicielskich cech opiekuńczych zachowywać dla naszego ostatniego archetypu. 

Strachajło vel ofiara

Ten akurat archetyp nie wymaga szczegółowego omawiania. Fakt, że taki właśnie osobnik mieszka w twoim domu, zazwyczaj potwierdza jakiś gość, pytając: "A to masz dwa koty? Myślałem, że tylko jednego!". Strachajło to kot szafowy i podłóżkowy, którego głównym celem jest pozostanie niezauważonym. To właśnie on żywi cichą nadzieję, że go nie dostrzeżesz, kiedy przemyka gdzieś w pobliżu. Podczas gdy Napoleon kładzie się w progu, a Mojito przechadza się, wołając: "Hej! Co słychać?", Strachajło czai się pod ścianą. Mówi: "Nie jestem właścicielem tego miejsca. Zakładam, że ty nim jesteś. W porządku, naprawdę, ale czy nie pogniewasz się, jeśli udam się po cichutku do kuwety? Nie patrzę na ciebie, po prostu wychodzę. Nie zwracaj na mnie uwagi. Do widzenia". I opuszcza scenę biegiem, z podkulonym ogonem albo, co należy do specjalności Strachajły, czołgając się jak żołnierz. Jak na ironię to właśnie przemykanie się wzdłuż granic, unikanie za wszelką cenę konfrontacji, a także często nadmierny strach lub nieśmiałość prowadzą do tego, że w domach, w których jest kilka kotów, Strachajło odgrywa rolę ofiary. Zaszywa się w szafie albo pod łóżkiem, a czasem nawet na lodówce. W ekstremalnych przypadkach nie jest w stanie opuścić tych "stref bezpieczeństwa" nawet wtedy, gdy musi załatwić potrzebę fizjologiczną.

fot. Marcin Stępień / AG

Tak jak Napoleon z drugiego końca szali pewności siebie, Strachajło także jest antymojo, ponieważ chowanie się to działanie reaktywne, a nie aktywne. Nieważne, czy zagrożenie jest prawdziwe, czy wyimaginowane - wymaga pełnej uwagi i natychmiastowego działania. 

Chcemy, aby wszystkie koty były własnymi wersjami kotów Mojito - innymi słowy, nie oczekujemy, aby dostosowały się do tego, co uważamy za pewność siebie, ale mamy świadomość ich skłonności i staramy się łagodzić niepokoje, aby uczynić ich najlepszymi możliwymi wersjami kota Mojito.  

Tym, co bywa przeszkodą w pchnięciu zarówno Napoleona, jak i Strachajły w stronę Mojitolandu, są nasze głęboko zakorzenione uczucia względem nich. Napoleonowi okazujemy najczęściej niechęć, a Strachajle litość. Napoleona zamyka się w pokoju, gdzie z nikim nie musi rywalizować, natomiast Strachajło otrzymuje specjalne traktowanie w swoich "bezpiecznych strefach", na przykład miskę na lodówce albo pod łóżkiem lub miękkie posłanie w szafie. Stare przysłowie mówi, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. Aby nasz kot trafił do Mojitolandu, potrzeba nie dobrych chęci, ale wyzwań. 

Książka Jacksona Galaxy ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Kocie mojo, czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota autorstwa" Jacksona Galaxy w tłumaczeniu Moniki Nowak

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Jackson Galaxy - koci behawiorysta i gospodarz popularnego programu emitowanego przez Animal Planet Kot z piekła rodem. Jest współautorem bestselleru z listy "New York Timesa" zatytułowanego Kotyfikacja. Zaprojektuj szczęśliwy i stylowy dom dla swojego kota (i siebie!), ma w swoim dorobku także książki Kocia magia oraz Coming Clean.