Społeczeństwo
Orient Express (fot. shutterstock.com)
Orient Express (fot. shutterstock.com)

Wstaję wcześnie, bo pociąg odjeżdża o siódmej dziesięć.

Stacja Budapeszt Keleti jest naprawdę ładna, ale nie może mierzyć się z tą z przeszłości. Dworzec został otwarty na początku lat 80. XIX wieku, w samą porę, by móc przyjąć dostojnych pasażerów Orient Expressu. Widziałem kolorowaną pocztówkę przedstawiającą stację z lat 20. XX wieku. Przed budynkiem znajdował się park z czerwonymi różami. W rogu fotografii uchwycono miejski tramwaj, samotnego forda i kilka zaprzężonych w konie wozów.*

Teraz wszystko to zniknęło; park dawno już został zastąpiony asfaltem i kładkami dla przechodniów, ale dumna fasada Keleti jest równie prosta jak kiedyś. Wysoka fasada środkowa ma kształt łuku triumfalnego. Dwie statuy, które go zdobią, przedstawiają Jamesa Watta i George'a Stephensona. Pierwszy z nich ulepszył maszynę parową i zapoczątkował tym samym rewolucję przemysłową, a drugi został zapamiętany jako twórca lokomotywy parowej. Nic więc dziwnego, że otrzymali miejsce honorowe na dwóch krańcach łuku. Lokomotywa parowa była warunkiem koniecznym dla rewolucji komunikacyjnej w XIX wieku. Sto lat później została zastąpiona lokomotywą elektryczną. W Norwegii ostatni parowóz przeszedł na emeryturę w 1970 roku.

"Jedyne, co nas męczy, to niegranie"**

Timisoara leży w Rumunii. Pamiętam tę nazwę z rewolucji w 1989 roku. Bunt przeciwko reżimowi Ceausescu zaczął się właśnie tam i szybko rozprzestrzenił. Jednak miasto jest także znane z niepozornej urody i bywa nazywane "Małym Wiedniem" czy też "Miastem parków i róż".

Timisoara, Plac Zjednoczenia. Po lewej serbski pałac biskupi, a po prawej serbska katedra prawosławna (fot. Voytek S / wikimedia.org / CC BY-SA 2.5)

W katedrze podróżujących ludzie spieszą tu i tam. Pociąg na peronie czwartym ma przedziały starego typu i popielniczki, których jeszcze nie opróżniono. Podróż ma zająć pięć godzin. Zanim konduktor dmuchnie w gwizdek, przez wagon przechodzą dwie starsze kobiety w długich spódnicach. Jedna z nich sprzedaje chusty, zabawki dla dzieci i smoczki, druga kłódki do walizek i torebek - zatrzymuje się i wskazuje na moją niezamkniętą walizkę.

- Gefährlich - mówi i kręci głową. - Niebezpieczne! Zarówno na Węgrzech, jak i w Rumunii Romowie stanowią 3 proc. społeczeństwa. W obydwu krajach żyją w trudnych warunkach. Podczas dziewiczego przejazdu Orient Expressem w 1883 roku, podróżni doświadczyli zaskakującego spotkania z nimi. Gdy pociąg zatrzymał się w Szeged w południowych Węgrzech, Romowie tanecznym krokiem wkroczyli na dworzec. Grali na fletach i skrzypcach, potrząsali tamburynami i uderzali w bębny. Na czele grupy szedł mężczyzna z wąsami, który przywitał Georgesa Nagelmackersa potokiem słów. "Przedstawił się jako Onody Kahniar, król Cyganów!" - wyjaśnił jeden z pracowników pociągu. Nagelmackers ukłonił mu się nisko i zaprosił grupę na pokład. Nikt nie wiedział, że ojciec Orient Expressu zaaranżował całe wydarzenie.

Podczas gdy wagon restauracyjny sprzątano przed "improwizowanym" występem, pociąg ruszył z miejsca. Przez kolejne godziny pasażerowie mogli słuchać szaleńczego koncertu, a atmosfera stawała się luźniejsza z każdym kolejnym utworem. Dostojni zazwyczaj Mesdames i Messieurs dali się ponieść i opanowali ciasny "parkiet". Przedstawienie osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy muzycy zaprezentowali zabawną wersję Marsylianki. Sam le chef de cuisine zerwał z głowy wysoką, białą czapkę i zaśpiewał na całe gardło. Cytując świadka: "Z ręką na sercu, iskrą w oczach, ekstatycznym wyrazem twarzy i głosem rozgrzanym ciepłem wagonu restauracyjnego, odśpiewał hymn narodowy dźwięcznym głosem"  [cytat z E.H. Cookridge, Orient Express, s. 46-47].

Orient Express, wagon restauracyjny (fot. shutterstock.com)

Gdy koncert dobiegł końca, "król Cyganów" zdradził, że wcale nie był tak przypadkowy, jak się niektórym wydawało. Byli profesjonalnymi muzykami, którzy kilka dni później mieli wystąpić w Timisoarze. Gdy dostali propozycję podróżowania pociągiem, zamiast podążania wyboistymi drogami, od razu na nią przystali. Na pytanie, czy muzycy nie byli zmęczeni tak długim graniem, Onody Kahniar odpowiedział: "My, Cyganie, gramy z taką łatwością, z jaką oddychamy. Jedyne, co nas męczy, to niegranie" [cytat z E.H. Cookridge, Orient Express, s. 46-47].

Z zamkniętymi ustami i czarną walizką

Pasażerowie w wagonie numer 6 wydają się niesłychanie zmęczeni. Letnia kawa, która oferowana jest w pociągu, nie pomaga. Siwy mężczyzna siedzący naprzeciwko wydaje się nieprzystępny. Za każdym razem, gdy otwiera skórzaną teczkę, ostrożnie się rozgląda, jakby coś tam ukrywał. Jego tajemnicze zachowanie przypomina mi, że Orient Express był często określany "pociągiem szpiegowskim", i to nie bez powodu. Przez lata szpiedzy podróżowali komunikacją zbiorową między Paryżem a Stambułem, wśród nich Robert Baden-Powell, znany jako założyciel skautingu. Zanim jednak oddał się skautingowi, służył jako żołnierz i oficer w imperialnej armii Wielkiej Brytanii, głównie w Afryce. Jego życie jest dobrze udokumentowane z wyjątkiem kilku lat, gdy podróżował w tę i z powrotem Orient Expressem - z zamkniętymi ustami i czarną walizką. W tym niespokojnym okresie przed I wojną światową, wielokrotnie był wysyłany na misje do Europy Wschodniej i na Bałkany. Gdy nieznajomi pytali go o cel podróży, odpowiadał, że interesuje się motylami. W bagażu miał na wszelki wypadek kilka rysunków motyli, które sam wykonał.

Mata Hari również była częstym pasażerem, ale zawsze tajemniczo wycofanym; rondo kapelusza zasłaniało jej połowę twarzy. Margaretha Zelle, jak w rzeczywistości się nazywała, urodziła się w Holandii w 1876 roku. Za młodu wyszła za starszego o dwadzieścia lat mężczyznę i wyprowadziła do Indonezji, wówczas holenderskiej kolonii. Małżeństwo zakończyło się, ale zaradna Margaretha wiedziała, jak się utrzymać - była tancerką, modelką i prostytutką. W wieku dwudziestu trzech lat zmieniła nazwisko. "Mata Hari, czyż to nie brzmi jak piękna muzyka?. "M-a-t-a-h-a-r-i - Klejnot w porannym słońcu". Słabość do poezji zainspirowała mnie do wyboru tego imienia" [źródło: M. Hari, The Diary of Mata Hari, Paris 2005].

W 1903 roku przeprowadziła się do Paryża. Taniec, który wykonywała, był inspirowany jawajską tradycją  taneczną i hinduską mistyką. Cienkimi jak mgiełka strojami i zmysłowymi ruchami przyciągała tłumy, gdziekolwiek się pojawiała. Również w Wiedniu, gdzie dostojni obywatele żywili się muzyką Mozarta i Straussa, była jak powiew świeżego powietrza. W szczególnie emocjonującym numerze upadała na scenę jak w transie i kończyła występ, symulując orgazm.

Mata Hari (fot. autor nieznany / wikimedia.org / domena publiczna)

Gdy zbliżała się I wojna światowa, jej kariera wisiała na włosku. Wciąż jednak kręcili się wokół niej ważni mężczyźni, a wśród nich baron von Krohn, dyplomata. Czy zdołał zwerbować ją jako niemieckiego szpiega? Tak, twierdził francuski wywiad, który w 1917 roku aresztował Matę Hari w hotelu w Paryżu. Podczas procesu przypominającego farsę oskarżono ją o niebezpośrednie przyczynienie się do śmierci 50 tysięcy francuskich żołnierzy. Wśród przedstawionych dowodów znajdował się niewidzialny tusz oraz zakodowane wiadomości. Mata Hari uparcie powtarzała, że była niewinna - wszystko na nic. Sąd skazał ją na karę śmierci.

"Klejnot w porannym słońcu" został stracony przez rozstrzelanie 15 października 1917 roku. Henry Wales, brytyjski reporter, towarzyszył jej w ostatnich godzinach. Dwie katolickie zakonnice obudziły ją o świcie w więzieniu pod Paryżem. Od razu wstała i zarzuciła aksamitny płaszcz na cienkie, jedwabne kimono. "Jestem gotowa", powiedziała. Kaci obecni na miejscu egzekucji chcieli jej zawiązać oczy. "Czy muszę to mieć na sobie?" - zapytała. "Jeśli pani sobie tego nie życzy, to nie ma problemu", odpowiedział oficer.

Z twardym spojrzeniem i kamiennym wyrazem twarzy stanęła przed lufami karabinów. I wtedy padły strzały. Mata Hari miała czterdzieści jeden lat.

Kim Philby również podróżował Orient Expressem. Urodził się w 1912 roku, studiował historię i ekonomię w Londynie. Dostał pracę w Wiedniu, gdzie pomagał uchodźcom z nazistowskich Niemiec i dał się zwerbować brytyjskiemu wywiadowi, ale także sowieckiemu - i tak został podwójnym agentem. Przez lata pokonywał gorączkowo trasę między Wiedniem a innymi europejskimi miastami. Pociąg zawiózł go także do Stambułu. Na początku lat 50. jego brytyjski mocodawca zaczął podejrzewać go o nieczystą grę, a wkrótce wszczęto i śledztwo przeciw niemu. "Nie mam żadnych powodów, by twierdzić, że pan Philby kiedykolwiek zdradził nasz kraj", wypowiedział się minister spraw zagranicznych Harold Macmillan, gdy śledztwo dobiegło końca w 1955 roku.

Po tym, jak sowiecki dezerter zdekonspirował go w 1963 roku, Philby zrozumiał, że walka była przegrana. W tamtym czasie mieszkał w Bejrucie. Pewnego dnia zniknął bez śladu, by następnie pojawić się w Moskwie. Brytyjczyk był co prawda sowieckim obywatelem, ale poza tym nie miał żadnych przywilejów. Nie mógł znaleźć pracy, a strażnicy pilnowali go przez całą dobę. Popadł w alkoholizm i cierpiał na depresję. Widok szarych Moskwian też go nie pocieszał. "Dlaczego starzy ludzie żyją tu w tak złych warunkach?" - pytał. "Wygrali przecież wojnę". Rozmyślając o tym skonstatował, że system był w sumie dobry, ale przywódcy marni.

Kim Philby zmarł w 1988 roku w Moskwie.

Baden-Powell, Mata Hari i Philby są najbardziej znanymi szpiegami Orient Expressu. Niezliczeni inni pozostają nieznani. Wyobrażam ich sobie - poważnych, ale milczących. Ostrożnych z alkoholem. Bardziej zajętych krajobrazami niż współpasażerami. Gdy proszono ich, by powiedzieli coś o sobie, zawsze mieli gotową historię.

Orient Express (fot. shutterstock.com)

"Mikrokosmos świata"

Paul Morand, francuski dyplomata, pisze, że Orient Express przeżył lata największej świetności przed I wojną światową. Pociąg był "mikrokosmosem świata", wypełnionym po dach greckimi kupcami i austriackimi arystokratami, węgierskimi książętami i rumuńskimi bojarami - a także brytyjskimi lordami ubranymi w tweed. Ci ostatni wybierali się na polowania i ściskali w dłoniach wypolerowaną broń. Również niewielka liczba Amerykanów podróżowała pociągiem. Ci wycięci z powieści Henry'ego Jamesa, pogodni i majętni z kieszeniami pełnymi pieniędzy, byli gotowi przekupić właściwe osoby, by nabyć jeszcze więcej akcji koncernów naftowych. Byli też francuscy nauczyciele, chudzi i bladzi, w drodze do tego czy innego zamku w Mołdawii lub Transylwanii, by nauczać tam synów właścicieli ziemskich najpiękniejszego języka na świecie. Od czasu do czasu pojawił się też jakiś indyjski książę z hałaśliwą świtą, modląc się w kuszetkach zarówno do Wisznu, jak i Allaha. Nie zapominajmy również o niepozornych finansistach, którzy trudzili się, by zdobyć kolejny kredyt dla wymagającego rosyjskiego cara. Osmańscy arystokraci "trzymali się żon z woalkami na twarzach, chronieni przez eunuchów i zamknięci w swych wagonach, gdzie nawet controleur  nie miał wstępu. Podróżowali z cafedji bashis, którzy przygotowywali im kawę w specjalnych czajniczkach [...] nie chcieli 'tej okropnej kawy', którą serwowano w pociągu".

Naturalnym było, że większość pasażerów stanowili mężczyźni. Jak więc zaspokajali potrzeby cielesne? Sprytni konduktorzy mieli na to sposób. Jako że dostawali niską pensję, chętnie korzystali ze swoich kontaktów i sprowadzali dostojnym podróżnym kobiety. Transakcje przeprowadzano zmyślnie: gdy tylko spragniony pasażer wyraził życzenie, konduktor telegrafował "zamówienie" do najbliższej stacji. Gdy pociąg się na niej zatrzymywał, kobieta już była gotowa. Spędzała umówiony czas na pokładzie, po czym wysiadała z pociągu i udawała się do punktu wyjścia lokalnym transportem. Wszyscy wiedzieli o tej dodatkowej usłudze, ale nikt się tym specjalnie nie przejmował.

Tęcza i stosy

Deszcz bębni o szyby, podczas gdy pociąg zmierza do regionu Banat, gdzie spotykają się Węgry, Serbia i Rumunia. W Szegedzie tor rozchodzi się w dwóch kierunkach. Podróżujący do Belgradu przesiadają się do innego pociągu. "Szpieg", który dotąd dotrzymywał mi towarzystwa, opuszcza przedział z nieobecną miną. Deszcz już ustał; ponad katedrą miasta lśni piękna tęcza.

Mówi się, że Attyla, władca Hunów, miał tu swoją siedzibę. W XVIII wieku miasto było świadkiem dramatycznych procesów czarownic. W 1728 i 1729 roku region dotknęła susza. Ktoś musiał wziąć za to odpowiedzialność, więc "wiedźmy" i "czarodzieje" ponieśli karę. Z rozkazu lokalnych władz spalono dwanaście osób, sześć kobiet i sześciu mężczyzn. W odpowiedzi królowa Maria Teresa wydała nakaz akceptacji każdego takiego procesu przez sąd najwyższy królestwa. Po wprowadzeniu prawa w życie zaczęto skazywać mniej osób. Ostatnie palenie czarownic odbyło się prawdopodobnie w 1777 roku.

Ziemie na wschód i południe od Szegedy są wyjątkowo żyzne i urodzajne. Tęcza towarzyszy nam przez kolejne kilometry.

Torbjorn Faerovik (fot. Faeroevi / wikimedia.org / domena publiczna) oraz jego książka (fot. materiały prasowe)

*Fragment książki "Orient Express. Świat z okien najsłynniejszego pociągu" autorstwa Torbjorna Faerovika w tłumaczeniu Anny Kurek. Możecie ją kupić w Publio.pl >>>

**Śródtytuły pochodzą od redakcji

Torbjorn Faerovik. Norweski historyk i pisarz. Przez wiele lat był dziennikarzem. Wyspecjalizowany w tematyce dalekowschodniej, wieloletni zagraniczny korespondent norweskiej agencji informacyjnej NTB, telewizji NRK i dziennika "Arbeiderbladet".

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>