Społeczeństwo
Work-life balance to luksus, na który nie wszyscy mogą sobie pozwolić (fot. Shutterstock)
Work-life balance to luksus, na który nie wszyscy mogą sobie pozwolić (fot. Shutterstock)

Jeśli tylko chcesz, możesz wszystko. Przede wszystkim być szefem, najlepiej błyskawicznie rosnącej firmy technologicznej, przed chwilą jeszcze start-upu, za moment jednego z 500 najbardziej obiecujących przedsiębiorstw z listy magazynu "Fortune". Możesz wstawać o szóstej rano, wyspany, i robić kilka kółek dookoła domu, przeplatanych przysiadami i ćwiczeniami oddechowymi. Potem szybka - ale uważna, bo nie jemy byle jak - granola na śniadanie, całus w czoła obojga - bo dwójka to optymalna liczba - dzieci i powoli ruszasz SUV-em do pracy, by za chwilę zasiąść za biurkiem.

Oczywiście masz biurko w otwartej, najlepiej loftowej przestrzeni, nie w gabinecie. Ścianki działowe też zwalczasz, to przeżytek z 2006 roku. W relacjach zawodowych stawiasz na dialog, wypisałeś go jako podstawową wartość firmy na tablicy przy wejściu do biura. Kilka godzin pracy, kilka łamigłówek rozwiązanych, kilka ważnych rozmów przeprowadzonych. Doradziłeś, sprawdziłeś, wytyczyłeś kierunek. Czas wracać do domu, oczywiście spokojnie, z muzyką z Cyrulika sewilskiego w głośnikach, po drodze zaglądasz jeszcze na biobazar, no i nadchodzi "święta" godzina 19. Teraz zajmujesz się tylko dziećmi, czyli wspierasz je w jakościowej zabawie klockami z ekodrewna. Dzień ma się ku końcowi, na deser chwila medytacji i intelektualny sparing z życiową wybranką o transhumanizmie. Jeśli chcesz, możesz wszystko.

Work-life balance to m.in. godziny przeznaczone tylko dla rodziny (fot. Shutterstock)

Mit work-life balance [odnalezienie równowagi między pracą a życiem prywatnym - przyp. red.] jest promowany przez osoby zarządzające wielkimi firmami z takim przekonaniem, że prawie można uwierzyć w jego prawdziwość. Zdemaskowała go ostatnio Amy Nelson w głośnym artykule pt. The Myth of Work Life Balance , opublikowanym w amerykańskim "Forbesie". Na naszym podwórku trafnie skomentował go Artur Kurasiński .

Nelson odwołała się do artykułu z "New York Timesa" o Chrisie O'Neillu, szefie firmy Evernote, w której zatrudnionych jest 10 tys. osób. "NYT" przedstawił go jako idealnie zorganizowanego dyrektora generalnego i jednocześnie oddanego ojca. Nelson podważyła ten mit, stawiając kluczowe pytanie, którego jej zdaniem zabrakło w artkule "NYT": w jaki sposób idealnie zorganizowane życie O'Neilla magicznie składa się w całość? Nelson sugeruje, że cała misterna konstrukcja work-life balance, którą zachwala szef Evernote, musi się opierać na innej osobie i zapewne jest nią żona biznesmena.

Podobnie jak Chris O'Neill świetnie zorganizowani okazują się inni szefowie topowych spółek. Pat Gelsinger, szef WMvare (gigant z Palo Alto produkujący oprogramowanie), w artykule w "Business Insiderze" , jak i w swojej książce pod znamiennym tytułem The Juggling Act: Bringing Balance to your Faith, Family and Work (w wolnym tłumaczeniu: Sztuka żonglerki: przywracanie równowagi pomiędzy wiarą, rodziną i pracą ) przekonuje, że warunkiem zbalansowanego życia jest umiejętność stawiania granic i planowania. Jak według niego przywrócić odpowiednie proporcje między pracą a domem? Biznesmen zaleca wyznaczenie "świętych" godzin, np. na spędzanie czasu z dziećmi między 18 a 21. Jak sam podkreśla, nie tylko on z rozmysłem podzielił swój czas. Zrobiła to również jego żona. Z tą różnicą, że nie podzieliła go między dom a pracę, ale dwie rodziny, w których wychowują się wnuki Gelsingerów. Żona biznesmena kursuje więc pomiędzy Oregonem a Palo Alto, by wspierać dorosłe dzieci w opiece nad potomstwem. Sam Gelsinger natomiast od lat kursuje, jak wynika z artykułu, głównie między biurem, lotniskiem a domem w Kalifornii.

O work-life balance najchętniej mówią mężczyźni, zwłaszcza ci, znajdujący się na wysokich stanowiskach (fot. Shutterstock)

Podobnie inni zarządzający, co znamienne - głównie mężczyźni, optymistycznie podchodzą do tematu balansu życiowego. Niektórzy, jak Jeff Bezos, szef Amazona, skądinąd wizjoner i innowator, "balans" zastępuje słowem "koło", które ma oznaczać holistyczne podejście do życia. Według Bezosa planu dnia nie powinniśmy układać jak puzzli, na siłę wciskać do naszego grafiku kolejnych obowiązków. Jego poszczególne elementy powinny się wzajemnie dopełniać. Jak czytamy w artykule Zoe Bernard w "Business Insiderze" z maja tego roku: najbogatszy człowiek świata ma codziennie rano czas na śniadanie z rodziną, nie ustawia budzika przed snem, umawia się na niewiele spotkań i do tego ma czas na umycie naczyń w domu . Zwłaszcza ta ostatnia czynność wydaje się daleko idącym hołdem złożonym na ołtarzu życia rodzinnego.

Jeszcze większą siłę rażenia ma w sobie słowo "harmonia", którym posługuje się Mike Gamson, szef Linked In, cytowany również w "Business Insiderze" w artykule z kwietnia 2017 roku . Jak przekonuje Gamson, gdy spisali z żoną życiowe priorytety i określili ścieżkę rozwoju zawodowego dla obojga małżonków, okazało się, że jego kariera może się harmonijnie rozwijać dzięki częstym podróżom biznesowym. Natomiast kariera żony okazała się na tyle elastyczna, że do jej rozkręcenia wystarczyła praca zdalna na laptopie. W ten sposób pani Gamson mogła nie tylko być aktywna zawodowo, ale również towarzyszyć mężowi w jego częstych wyjazdach. W końcu harmonia jest najważniejsza.

Balans można nazywać kołem, harmonią, zen albo równowagą. Jednak według szeroko cytowanych osób, zarządzających najpotężniejszymi firmami, ostatecznie wszystko sprowadza się do doskonałej organizacji. Przeciętny odbiorca, skłonny w domyśle do pewnego życiowego niechlujstwa i rozmemłania, a przynajmniej niekonsekwencji w realizowaniu celów, właśnie ją powinien mieć na uwadze, jeśli chce być tzw. kimś. Jeżeli jest przeciętny, winna temu jest jego słaba organizacja. Zwłaszcza gdy jest kobietą. Spóźnia się, zawodzi na wielu polach, opuszcza zajęcia z pilatesu lub, co gorsza, nawet się na nie zapisał(a).

Osiągnięcie harmonii między życiem zawodowym a prywatnym, nie należy do łatwych zadań (fot. Shutterstock)

Szeroko promowane w mediach hasło work-life balance ma przynieść dwojakie skutki. - Po pierwsze, ma sprawić, by mężczyźni o wysokim statusie zawodowym nie zostali zbyt szybko przewiezieni na OIOM w stanie zawałowym, albo żeby nie zostali nagle sami w pustym mieszkaniu, bez żony, dziecka ani nawet rybek - mówi dr Jacek Wasilewski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. - Idea work-life balance teoretycznie ma pomóc również kobietom. Chodzi o to, żeby mogły sobie tak zorganizować życie, by czerpać satysfakcję z pracy, mając jednocześnie poczucie, że nie zaniedbują życia rodzinnego.

Jak podkreśla dr Wasilewski, ta idea skierowana jest wyłącznie do klasy średniej i menedżerów. W Polsce warto, moim zdaniem, zawęzić jeszcze tę grupę do wyższej klasy średniej. - Pamiętajmy o kontekście, w jakim się poruszamy - zaznacza dr Marta Bierca, socjolożka z Uniwersytetu SWPS. - Polskie społeczeństwo jest ciągle na tak zwanym dorobku, a przepaść między najbogatszymi i najuboższymi pogłębia się. Dziesięciu najbogatszych Polaków posiada tyle, co niemal siedem milionów najuboższych. Warto zauważyć, że idea work-life balance odnosi się do nielicznych Polaków, którzy mogą dążyć do życiowej równowagi, mając dostęp do różnorodnych form wsparcia, takich jak często płatne przedszkola i żłobki, prywatna opieka medyczna, niania czy pomoc w sprzątaniu domu .

No właśnie, wsparcie. O nim, w kontekście opiewanej równowagi pomiędzy życiem rodzinnym, zawodowym i duchowym (nie zapominamy przecież o słuchaniu siebie i innych dobrze brzmiących postulatach), mówi się najmniej. Konieczność zatrudniania osób pomagających w sprzątaniu czy opiekujących się dziećmi poza wyznaczonymi "świętymi godzinami" wygląda mało progresywnie, ponadto podważa ideę perfekcyjnej organizacji i harmonijnego wpisania wszystkich zadań w grafik dnia. Czasami w artykułach o zbalansowanym życiu wysokich menedżerów litościwie wspomniana zostaje "wspaniała niania" lub "wyrozumiały partner", ale w wypowiedziach większości z nich dominuje apoteoza perfekcyjnego grafiku. - Chwalenie się work-life balance pokazuje, że nasze poczucie narcyzmu daje nam zadowolenie z układania życia pod siebie przy jednoczesnym obciążaniu innych - przekonuje dr Wasilewski.

'Kobietom jest trudniej osiągnąć work-life balance, kiedy biorą udział w mistrzostwach świata na najlepszą matkę i najlepszego pracownika' (fot. Shutterstock)

Dlaczego więc tak bardzo podkreślamy naszą sprawczość, a tak mało zależność od innych? - Generalnie mężczyzna lubi czuć się zwycięzcą. To on, a nie armia, wygrywa bitwy, to on zdobywa laury. Stojący za nim zespół często bywa pomijany. W przypadku kobiet w grę wchodzą tzw. nieformalne układy pomocy, często w ramach relacji rodzinnych, np. pomoc babci w opiece nad dzieckiem, które również tworzą poczucie zależności. Kobietom jest trudniej osiągnąć work-life balance, kiedy biorą udział w mistrzostwach świata na najlepszą matkę i najlepszego pracownika - podkreśla dr Wasilewski.

- Ale też powoli uczą się, że nie muszą startować w tych zawodach - dodaje dr Bierca. - Polki (i Polacy) coraz chętniej zatrudniają nianie i pomoce domowe, o czym zaczynają mówić otwarcie. Jeszcze 10 lat temu zaledwie 3 procent Polaków deklarowało, że zdarza im się opłacać wykonywanie usług domowych. Powoli przestaje to być tematem tabu, choć nadal jest domeną większych miast. 64 procent niań w Polsce świadczy swoje usługi w pięciu największych ośrodkach.

Termin work-life balance jest więc u nas pojęciem wyłącznie lokalnym, wielkomiejskim.

Sama, będąc mamą i współzarządzając z mężem rosnącą z roku na rok firmą działającą w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, dobrze wiem, że w miarę sprawne funkcjonowanie w kilku rolach jednocześnie to efekt olbrzymiej pomocy partnera i moich rodziców. Przypisywanie sobie wszystkich zasług za umiejętne łączenie pracy z życiem prywatnym uważam nie tylko za nadużycie, ale również za formę opresji wobec osób, które nie mają szansy na takie wsparcie.

Jak więc wyzwolić się od mitu idealnego życia? - Dając sobie przyzwolenie na błędy. Moment, w którym zgadzamy się być wystarczająco dobrym rodzicem lub pracownikiem zaledwie profesjonalnym, przynosi pewien rodzaj ukojenia - radzi dr Wasilewski.

W znalezieniu równowagi między pracą a życiem rodzinnym może pomóc zatrudnienie pomocy domowej czy niani (fot. Shutterstock)

Bycie wystarczająco dobrym nie jest jednak wystarczające we współczesnym świecie. Przyznanie się do bycia średnim w czymkolwiek jest publicznym harakiri. Szczególnie że internetowi coache i celebryci duchowości prześcigają się w złotych myślach i pseudoporadach o przekraczaniu własnych granic i sięganiu wyżej. Ale co robić, jeśli nasza praca nie daje perspektyw na awans, w polu widzenia nie ma innych atrakcyjnych posad, a dzieci widujemy na godzinę przed snem, bo ciągle jesteśmy w biurze?  Można wyjechać do aśramu w Indiach lub zacząć lepić garnki. Istnieje jednak ryzyko szybkiej frustracji wynikającej z jałowości wyplatania przez cały dzień wiklinowych koszy. W końcu przyjdzie znużenie i poczucie nieadekwatności. Eskapizm z własnego świata nie rozwiązuje problemu stania na baczność przez całe życie.

Pamiętam wywiad sprzed dwóch lat z Michałem Kicińskim, współtwórcą firmy CD Projekt, który z sukcesem wprowadził na światowy rynek grę "Wiedźmin". W rozmowie z dziennikarką "Newsweeka" przyznał się do wieloletniej walki z depresją, mówił o potrzebie wyrwania się z zawodowego kieratu, w którym nie był już w stanie funkcjonować. Obnażenie swojej słabości przez przedsiębiorcę tej klasy było tyleż wstrząsające, co ożywcze dla mnie, zapatrzonej wówczas w mit, że można wszystko. Otóż nie można. Można najwyżej próbować, nie wyrabiając się na zakrętach. Powiedzenie tego  głośno na pewno przyniesie chwilową ulgę. Jednak dobrym pierwszym krokiem jest zanegowanie piramidy idealnego życia, której bliżej raczej do piramidalnego kłamstwa.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Alicja Wysocka-Świtała. Partner zarządzająca agencji Clue PR, od kilkunastu lat specjalizująca się w komunikacji korporacyjnej i nowych technologii. Absolwentka dziennikarstwa na UW, studiowała amerykanistykę na UW i w Oslo. Prowadzi zajęcia w Collegium Civitas, zasiada w Jury Złotych Spinaczy.