Społeczeństwo
Niezależnie od sytuacji, rodzice powinni stawiać dobro dzieci na pierwszym miejscu (fot. Shutterstock)
Niezależnie od sytuacji, rodzice powinni stawiać dobro dzieci na pierwszym miejscu (fot. Shutterstock)

Tekst po raz pierwszy został opublikowany w 2018 roku.

Córka

Przeziębiła się, dlatego nie poszła do szkoły. Tosty z żółtym serem popiła herbatą. Położyła się na sofie w dużym pokoju, żeby pooglądać telewizję. W południe przyszedł listonosz. Pobiegła wybrać pocztę. Zazwyczaj robiła to mama albo Bjorn*. Zdziwiła się, gdy zobaczyła zaadresowaną do siebie kopertę. W środku było zdjęcie i krótki list: "Kochana Gosiu! Masz siostrę i brata. Jak tam ci jest? Napisz do mnie, pamiętaj, że cię kocham!".

Omal nie zemdlała. Po sześciu latach przypomniał sobie. Pamiętała co prawda, że kiedyś zadzwonił i rozmawiał z mamą. Powiedziała mu wtedy, żeby dał sobie spokój, bo Małgosia już po polsku nie umie. W szkole rzeczywiście mówiła po szwedzku, w domu, ze względu na Bjorna, mieszały się dwa języki. Ale żeby od razu zapomnieć?

Pokazała list mamie. Niezły numer, że ojciec się odezwał. Przecież mama słyszała, jak w sądzie wyraźnie powiedział, że jej nie chce. Nie odpisała. Wtedy nie wiedziała, że korespondencji było więcej.

***

Polska to dla Małgosi kilka mglistych wspomnień, książeczka do nabożeństwa z komunii i różaniec. Jakaś zabawka? Nie, nie wzięła żadnej na prom. O Szwecji mówi: "Dla mamy to był raj. Tato ją tam zabrał na wycieczkę. Źle zrobił, po powrocie zupełnie oszalała. Uparła się, że tam wróci". Rodzice kłócili się o wszystko. Gosia lubiła siedzieć wtedy przed domem, tu nie było słychać ich krzyków.

Do rodziny mamy pojechały we dwie. Tylko na chwilę, odwiedzić kuzynów. Spory kawałek, bo aż 500 kilometrów od Wolina. Nie pożegnała się z koleżankami. U ciotki została na cztery lata. Ojciec na początku nie wiedział, że mama pracuje już w Szwecji. Regularnie płacił alimenty. Przyjeżdżał rzadko. Mieszkał daleko, zresztą dziwne to były spotkania. Raz widziała go tylko przez szybę, bo przedszkolanka nie pozwoliła mu wejść do sali. Innym razem długo rozmawiał z ciotką, zanim ta zdecydowała się wpuścić go do domu. Gosia została z nim wtedy sama w gościnnym pokoju. Denerwowała się trochę. Na każde pytanie odpowiadała ostrożnie i z poczuciem winy. Wiedziała, że ta wizyta nie spodobałaby się mamie. Tata zostawił jej wtedy pieniądze. Żeby kupiła sobie za nie, co chce. Wybrała modny fioletowo-zielony tornister z metalowymi klamrami.

Najgorsze, co można zrobić podczas rozstania to odciąć dziecku kontakt z jednym z rodziców (fot. Shutterstock)

Kolejny raz ojciec pojawił się na komunii. Ktoś zrobił im wtedy zdjęcie. Małgosia stoi na nim nienaturalnie wyprostowana. Fotograf uchwycił też matkę. Jest nieopodal, spogląda na nich badawczo.

Ostatnie spotkanie? To było tuż przed wyjazdem do Szwecji. Ojciec krzyczał wtedy do mamy przez drzwi: "Wywalę je, daj mi się tylko z nią pożegnać!".

***

Z promu odebrał je łysawy, nie najmłodszy pan. Mama chciała, żeby Małgosia mówiła do niego tato. Potem często podkreślała: zobacz, ile dla ciebie zrobił. Był miły, owszem, starszy od matki jakieś 17 lat. Dużo spał, z trudem wchodził na górę po schodach, miał problemy z sercem. Małgosia nie jest przekonana, czy mama go naprawdę kochała, czy był to sposób, żeby zostać w Szwecji.

Do 20. roku życia nie interesowała się mieszkającymi w Malmö Polakami. Mówiła bez akcentu. W szkole czuła, że jest stąd. Nie wie, dlaczego ta Polska do niej wróciła. W wyszukiwarkę internetową wpisała nazwę Wolin. Najpierw oglądała zdjęcia ulic, patrzyła, co w Polsce jest teraz modne. Ojca znalazła przez przypadek, na YouTube. Na krótkim filmiku z klubu sportowego. Był ubrany w dres, stał ze skakanką w ręku, obok niego, jak mówił napis, córka i syn. Wkurzyła się. Ona tutaj sama, a on sobie stoi z dziećmi i jeszcze mają wspólną pasję. Filmik obejrzała kilkanaście razy. Pokazała go mamie. Ta zapytała ją tylko, czy zamierza szukać ojca. Szybko zaprzeczyła, ale w środku coś ją gryzło. "Dwójka dzieci, a mnie nie chciał? Po co rozgrzebywać przeszłość? Już za późno" - myślała.

Maila na adres klubu sportowego wysłała pół roku później. Na drugi dzień dostała odpowiedź. Teraz mówi: "Babcia ojcu zawsze powtarzała: Gosia kiedyś się odezwie, zobaczysz. I albo da ci w mordę, albo cię przytuli."

Umówili się w Szczecinie, w Wielką Sobotę. Do hotelu przyjechała taksówką prosto z promu. Nie zdążyła nawet wejść do recepcji, podszedł do niej od tyłu. Mówił później, że poznał ją od razu, po kręconych włosach, takich samych jak jego. Krzyknął: "Gosia, ja nie wierzę!". Przytuliła się. Tata pachniał ostrymi, męskimi perfumami, zmieszanymi z zapachem czarnej, skórzanej kurtki. W hotelu zarezerwowali dwa pokoje sąsiadujące przez ścianę. Chcieli być blisko siebie.

Na drugi dzień samochód ojca wjechał na podwórko, które pamiętała z dzieciństwa. Przed domem czekali na nich: nowa rodzina taty, babcia, kuzyni, nawet sąsiedzi. Na stole leżała sterta zdjęć: wakacje, komunie, śluby, dzieci. Wszystkiego musiała nauczyć się od nowa. Tak jakby przez te lata była śpiącą królewną.

Jeszcze ze Szczecina zadzwoniła do mamy. Rozłączyła się, kiedy tylko usłyszała, że Gosia spotkała się z ojcem. Potem przyszedł SMS: "Dla mnie już nie żyjesz".

Wznowienie kontaktu z jednym rodzicem może prowadzić do konfliktu z drugim, z którym do tej pory dziecko miało dobre relacje (fot. Shutterstock)

Małgosia do ojca w linii prostej, przez morze, ma 236 kilometrów. Kawałek, ale prawie codziennie widzą się na Skypie. Od wycieraczki pod domem do mamy dzieli ją może 5 kilometrów. Gosia często zastanawia się: "Co mama robi? Czy tęskni?". Czasem wyśle jej zdjęcia albo filmik z wnuczkami. Przez siedem lat mama tylko raz odpisała: "Po co uczysz dzieci polskiego? Zmarnujesz im życie".

Syn

Piotr jest po czterdziestce. Ma dwójkę małych dzieci i żonę, za którą szaleje. Do tego elastyczne godziny pracy, dzięki czemu śniadania i obiady prawie zawsze jedzą razem. Duży dom na obrzeżach miasta, tuż nad jeziorem. Może nie idealny, bo na razie pełen PRL-owskich sprzętów, których nie lubi, ale z czasem fornir zastąpi sosna, szare ściany pokryje lawendowa farba, dojdą prowansalskie dodatki. W domu zawsze jest kawałek ciasta drożdżowego albo świeżego sernika, na wypadek gdyby pojawili się goście. Tak, czuje się spełniony. Jasne, że czasem pomyśli, jak by to było, gdyby dzieci miały babcię albo dziadka. Ale z ojcem nie zamienił słowa od 26 lat, z matką ostatni raz widział się jakieś cztery lata temu.

***

Piotr w czasach, gdy rozmawiał z ojcem, regularnie chodził do więzienia. Po szkole na obiad i raz w miesiącu do fryzjera. W jego rodzinnym mieście każdy miał coś wspólnego z zakładem karnym. Tata Piotra też tam pracował. Po pracy codziennie jeździł na budowę, żeby nie musieli gnieść się w piątkę w mieszkaniu. Postawił dom, a potem wpadł na pomysł, że kupi działkę po drugiej stronie ulicy i wyremontuje kolejny, z piętrem dla każdego dziecka, nawet zaczął zdzierać tynki. Porzucona ruina nadal tam straszy. W bloku, gdzie mieszkali, bywał rzadko, głównie spał. Chyba że była niedziela, wtedy razem szli do kościoła, później na lody, gofry albo do fotografa zrobić profesjonalne zdjęcia.

Raz w miesiącu ojciec wsiadał w auto i jechał do Domu Książki w pobliskim mieście po nowe numery kursów językowych. Potem pilnował, czy dzieciaki sumiennie wkuwają słówka. Piotr zastanawia się teraz: może tak okazywał, że mu na nas zależało?

Dzieciństwo pod względem ekonomicznym miał niezłe. Na półce stały klocki Lego, gry komputerowe - kolekcja chyba największa w mieście, w garażu niemieckie czekolady z okienkiem. Rzeczy, o których w latach 80. inni tylko marzyli. Większość tego szła na sprzedaż.

Koledzy po lekcjach chodzili kopać piłkę. On od czwartej klasy podstawówki pomagał ojcu na budowie, zajmował się młodszymi siostrami, a gdy tata zaczął wyjeżdżać na Zachód, handlował. Wychowawczyni nieraz krzyczała, że zamiast siedzieć na lekcjach stoi na bazarze z orzeszkami ziemnymi i niemiecką chemią. Czy wtedy przestał być dzieckiem? Nie, raczej wtedy, gdy konflikt między rodzicami naprawdę się zaostrzył.

Matka była piękną kobietą, ojciec stracił dla niej głowę, ale nie pasowali do siebie. Stworzyli dobrze prosperującą rodzinę, w której każdy żył w swoim świecie. Piotr nie pamięta, żeby rozmawiali o czymś innym niż wydatki i dzieci. Tata coraz więcej czasu spędzał poza domem. Wracał późno, zmęczony bezwładnie opadał na wersalkę. Mama miała o to żal. Żeby mu dokuczyć, głośno zmywała naczynia. Ojciec nieraz przeklął, że się tłucze nad głową, albo rzucił pustą butelką na mleko o ścianę.

Dzieci nigdy nie powinny być stroną sporu w konflikcie między rodzicami (fot. Shutterstock)

***

Atmosfera przestała być do zniesienia tuż po przeprowadzce. Sąd nowy dom podzielił na pół. Piotr z siostrami i mamą zamieszkał na górze, ojciec piętro niżej. Pojawiły się zamki w drzwiach, oddzielne lodówki. Tata zrobił sobie nawet mały aneks kuchenny w łazience. Mijali się bez słowa na korytarzu, przez cztery lata. Mama codziennie, jak litanię, recytowała: kochanka z sanatorium, zaburzenia psychiczne, brak zainteresowania dziećmi. Cieszyli się, gdy w Wigilię ojciec siedział sam. Ukradli mu coś złośliwie z piwnicy, założyli sprawę o pobicie, choć nie uderzył siostry. Załatwili lewe papiery, że się leczy.

Ojciec doprowadzał Piotra do szału nie tylko dlatego, że regularnie włamywał się do jego pokoju, czytał listy z korespondencyjnego klubu przyjaciół. Odkąd przestali rozmawiać, budził w nim złość i lęk. Nigdy nie było wiadomo, co wymyśli, czy nie pójdzie znów do wychowawcy, nie naopowiada bzdur.

Piotr miał najwięcej nieobecności w klasie. W czasie lekcji nieraz siedział z matką na rozprawach w sądzie, pomagał jej odpowiadać na pisma sądowe dotyczące ojca albo dorabiał w Amwayu. Wieczorami studiował kodeksy. Myślał, żeby pójść na studia prawnicze i pomagać skrzywdzonym kobietom, ale po technikum był za słaby z historii. Wybrał politechnikę. Studia rzucił po trzech miesiącach, przez ojca. Ten pojawiał się w dziekanacie, groził synowi, że i tak studiów nie skończy. Piotr chciał mieć spokój, postanowił, że ucieknie za granicę.

Plan był prosty, odpocząć od wszystkiego i szybko zarobić na zaoczne prawo. Na Wyspach nie było łatwo. Pracował na czarno, przez pierwsze miesiące uczył się, jak nie dać się oszukać. Anetę poznał w pracy. Ujęła go pragmatyzmem, tym, że była obowiązkowa i oszczędna. On odłożone funty pakował do koperty i wysyłał matce. Nie pasowali do siebie, ale stworzyli dobrze prosperujące gospodarstwo. Pieniądze inwestowali w Polsce: w giełdę, nadmorskie grunty, potem w inne nieruchomości. Na emigracji chodzili w dziurawych butach, jedli chleb o smaku gąbki, ciułali na życie po powrocie. Trochę mu przeszkadzało, że ona nie dba o siebie, ale rozumiał argumenty z zawrotnymi cenami. Mówiła, że po powrocie, specjalnie dla niego, w Tuszynie pod Łodzią kupi przepiękną sukienkę. Nigdy tam nie dojechali.

***

W Polsce nadal oszczędzali. Na kawie z automatu, bo luksus. Na basenie, w końcu od czerwca jezioro było za darmo. Nawet na córce. Mieli kilka nieruchomości, 60 tapczanów na wynajem dla lokatorów, ale córka do komunii spała na materacu, bo nie kupili łóżka. W 2009 roku odczuli skutki międzynarodowego kryzysu. Nieruchomości poleciały na łeb, giełda się posypała, firma, w której pracował Piotr, padła. Cud, że nie dostał zawału. Postanowił, że chce żyć. Ona jeszcze bardziej zaciskała pasa. W marzeniach widział, jak Aneta wypłaca z banku 10 tysięcy i idzie kupić sobie markowe ciuchy, francuskie kosmetyki. Proponował jej nawet, żeby raz zaszalała, ale gdzie tam. Nadal chodziła w starych spodniach, samochód jak dawniej tankowała za 30 złotych, bo na drugi dzień paliwo może być tańsze.

Może to urzekło go w Monice. Wysoka, elegancka, jak tylko dostawała pensję, od razu leciała kupić sobie ciuchy, a potem odłączali jej prąd. Cztery lata krążył między domem a jej mieszkaniem. Pamięta, jak siedział w aucie, z zaciśniętymi na kierownicy rękami. Nie wiedział, co robić. Aneta groziła, że weźmie leki, a Monika chciała skakać z balkonu. Zerwał znajomość. Od Anety też chciał odejść, ale bał się. W kłótni nieraz go szantażowała, że odetnie mu kontakt z córką, wystawiała jego rzeczy za drzwi. W domu zaczął bywać rzadko, pod pretekstem remontów sypiał w nieruchomościach dla lokatorów. Po kolejnej awanturze zabrał walizki. Nie uwierzyła, że odchodzi.

Każde dziecko w inny sposób przeżywa rozstanie rodziców (fot. Shutterstock)

Chciał ułożyć sobie życie, ale w jego wieku? Myślał, że nikogo już nie spotka. Dlatego na jednym z portali randkowych wysłał kilkaset zagajeń. Na kartce zrobił ściągę, żeby się nie pogubić. W ciągu dwóch tygodni spotkał się z 20 kobietami. Jego obecna żona - o wzroście modelki, szarozielonych oczach i długich błyszczących włosach - od początku była numerem jeden.

Piotr siedzi i wylicza: spotkania, rekolekcje w Zakopanem, wspólnota dominikańska, wreszcie Boża moc. To ona, a nie jakiś portal, ich połączyła. On - osoba, która przez rok analizuje kupno głupiej lodówki, postanowił się oświadczyć. Gdy pięć miesięcy później wspomniał Anecie, że kogoś poznał i myśli o ślubie, tylko się śmiała. Dopiero na spotkaniu u szkolnego psychologa oczy zaszkliły jej się na widok obrączki. Już wcześniej robiła sceny, córce mówiła, że ojciec sprowadzał kochanki, ma ją gdzieś i inne głupoty. Ale po tym spotkaniu zniknęła. Z trudem ustalił miejsce zamieszkania. Pojechał. Był przy furtce, gdy córka zobaczyła go w oknie. Widział, jak wybiega z domu i chowa się w krzakach. Potem słyszał, jak kłamie w sądzie, że ojciec ukradł mamie komputer, jak manipuluje faktami. Próbował jej nawet coś tłumaczyć, ale ona unika kontaktu. Teraz Piotr czasem pojawi się w szkole, zamieni kilka słów z wychowawczynią, żeby sprawdzić, czy u córki wszystko dobrze. Może i ona kiedyś zmieni zdanie i będzie chciała porozmawiać.

Zobacz wideo Patrycja jest mistrzynią świata w akrobacji szybowcowej

***

Piotr zerwał kontakt z matką po tym, jak w sądzie poparła Anetę i zaczęła nadmierne ingerować w jego nowy związek.

Ojciec? Piotr dowiedział się od ludzi, że przez lata był obok. Przesiadywał na ławce pod jego domem. Robił mu zdjęcia z ukrycia, kiedy bawił się z córką. Gdy z Anetą zaczęło się sypać, napisał do wnuczki SMS: "Twój tatuś ma urodziny, nie zapomnij o tym. To ważne, żeby rodzice zawsze byli przy Tobie".

Za namową żony wysłał mu kartkę na święta. Rok później drugą i trzecią. W grudniu znowu to zrobi. Nie dostał odpowiedzi.

Wg socjologa Macieja Chodorka, brak ojca bardziej dotyka chłopców (fot. Shutterstock)
Rozmowa z Maciejem Chodorkiem**
Izolując dziecko od ojca, wyrządzamy mu większą krzywdę, niż myślimy.
Emocje, które towarzyszą rozstaniu dorosłych, sprawiają, że w morzu wzajemnych żalów łatwo im zanurzyć dziecko. Wyobrażam sobie scenariusz, w którym ojciec w złości, że nie widzi syna tyle, ile by chciał, zwleka z płaceniem alimentów. Kobieta zacietrzewia się i mówi: jak tak, to nie dostaniesz go wcale. Mężczyzna na to: nie jestem bankomatem. To wystarczy, spirala zaczyna się nakręcać. Najgorsze, co w takiej sytuacji można zrobić, to odciąć dziecku kontakt z jednym z rodziców. To nie pozostanie bez konsekwencji.
Co ma pan na myśli?
W domach, w których o ojcu nie mówi się wcale, albo mówi się tylko źle, dzieci i tak tworzą sobie w głowach jego wyobrażenie. Część z nich na jakimś etapie życia zaczyna poszukiwania, żeby skonfrontować ten obraz z rzeczywistością. Jeśli matka przez lata wpaja córce czy synowi krytyczny wizerunek ojca, w chwili kiedy okazuje się on niezgodny z prawdą, dziecko czuje się oszukane.
Poza tym ograniczenie kontaktu z drugim rodzicem, pokazywanie dziecku pism sądowych to naruszenie jego granic. Dziecko nie może być stroną sporu. Jeżeli traktujemy je jak dorosłego, następuje proces parentyfikacji. Czyli nieświadome wtłoczenie chłopca w rolę partnera, z dziewczynki zrobienie powiernicy czy przyjaciółki. To odbija się na tych dzieciakach w dorosłym życiu.
W jaki sposób?
Każde dziecko dostaje od swoich rodziców pewien bagaż. Carl Gustav Jung powiedział kiedyś: wchodząc w związek, nieświadomie szukamy osób, które pomogą przepracować nam nasze doświadczenia z dzieciństwa. Coś w tym jest. Syn, który wyrósł w antykulcie ojca, znajdzie sobie kobietę, która jak jego matka będzie przekonana, że wszyscy faceci są źli. Z kolei u dziewczynki jednostronny przekaz może owocować problemami z wchodzeniem w relacje z mężczyznami.
A samo doświadczenie braku rodzica?
W przypadku śmierci możliwe jest przeżycie żałoby. Prowadziłem badania nad dziećmi oficerów zabitych w Katyniu. Ich zmarli ojcowie byli otoczeni kultem. Stali się przedmiotem codziennej domowej narracji. Dzięki temu dzieci mogły zbudować sobie ich obraz. Często wyidealizowany, ale pozwalał choć trochę zapełnić lukę po stracie.
Kiedy relacje z jednym z rodziców zostają nagle ucięte w wyniku konfliktu, dzieci nie rozumieją, co się właściwie stało. Nie mogą o tym porozmawiać, bo to temat tabu. W takiej sytuacji za brak kontaktu z nim obwiniają siebie. To skutkuje niskim poczuciem wartości, rodzi trudności w relacjach z rówieśnikami. Takie dzieci nadmiernie zabiegają o akceptację środowiska, wchodzą w rolę kozła ofiarnego, błazna czy negatywnego lidera. Brak ojca bardziej dotyka chłopców. U nich chodzi o stworzenie własnego modelu tożsamości.
Co zrobić, jeśli samo dziecko nie chce kontaktu?
To nie tak. Dziecko kocha mamę, więc powie to, co ona pragnie usłyszeć, na przykład: nie dzwoń do mnie, tato. Jednocześnie w środku będzie przeżywać konflikt lojalności. Ojcowie często tego nie rozumieją. Mają żal, unoszą się honorem, mówią: "Nie chce, to nie. Ma swój rozum". To sytuacja, w której zraniony tata stawia się na poziomie dziesięcio-, dwunastolatka. Jakby nie rozumiał, że ojciec i matka to na tym etapie rozwoju dwie najważniejsze osoby. Kiedy pomiędzy nimi toczy się walka, w świecie wewnętrznym dziecka również trwa spór. Młody człowiek musi znaleźć strategię na przetrwanie. Jeden z moich pacjentów negatywnie wypowiadał się o ojcu - taka była narracja w jego domu - i jednocześnie za nim tęsknił. Konflikt rozładowywał na kolegach w szkole. Miał nawet sprawę w sądzie o pobicie.
Zawsze namawiam ojców, żeby tak łatwo nie rezygnowali. Żeby uzbroili się w cierpliwość, bo za rok, dwa lata, siedem może być inaczej. Warto zostawić otwarte okno dla swojego dziecka.
**Maciej Chodorek. Socjolog i psychoterapeuta. Posiada doświadczenie w terapii dzieci, młodzieży oraz dorosłych, szczególnie ojców. W swojej pracy korzysta z podejścia systemowego oraz analitycznego.

*Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Kaja Poznańska (ur.1983), absolwentka religioznawstwa, historii i Polskiej Szkoły Reportażu, reporterka i copywriterka, publikowała w "Tygodniku Przegląd," "Wysokich Obcasach" , ,,Piśmie" i "Dużym Formacie".