Społeczeństwo
Walentynkowa kolacja z telefonem (fot.: Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl)
Walentynkowa kolacja z telefonem (fot.: Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl)

"Witam, czy twoja umowa kończy się w ciągu najbliższych sześciu miesięcy..." - słyszę nagrany głos po drugiej stronie linii. Chciałbym rzucić teatralnie słuchawką, ale niestety, jedyne, co mogę, to wcisnąć czerwone pole na ekranie smartfona. Coraz bardziej boję się odbierać telefon. Nieznany numer oznacza często groźbę rozmowy o ubezpieczeniach albo wygranym przeze mnie zestawie garnków (do odbioru na drugim końcu kraju).

Dobrze, że nie bał się Thomas A. Watson. "Panie Watson, proszę tu przyjść, chcę pana zobaczyć" - 142 lata temu te pierwsze w historii słowa wypowiedziane przez telefon skierował do niego Alexander Graham Bell.

Teraz nie musimy nikogo wzywać, by go zobaczyć. Możemy nawiązać wideorozmowę, odebrać zdjęcie lub nagrany wcześniej film. Także przez telefon. Nie musimy też nic mówić - wystarczy napisać SMS, meila czy wiadomość przez komunikator. Albo przesłać obrazek, animację czy emotikona (lub emoji). Czy to oznacza, że rozmawiamy coraz mniej?

Koncert zespołu Pidżama Porno we Wrocławiu. Porozmawiać przez telefon się raczej nie da. Robi się zdjęcia i kręci filmiki (fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta)

Rozmowy dla rodziny

- Rozmowa jako taka nie zanika. Dobieramy narzędzie komunikacji do osób, z którymi chcemy się skontaktować - mówi dr Natalia Juchniewicz, socjolożka i filozofka techniki z Instytutu Filozofii UW. Niedawno zakończyła trwające od 2015 roku badanie wśród młodych użytkowników technologii mobilnych. - Mają zasadę, że z najbliższą rodziną czy przyjaciółmi rozmawiają przez telefon. Przede wszystkim dlatego, że to narzędzie do natychmiastowego wyegzekwowania od drugiej osoby jakiejś reakcji - tłumaczy.

Obrazowy przykład podaje socjolożka internetu Maria Cywińska. - Nie wyobrażam sobie, żebym miała wysłać policji SMS w momencie, w którym widzę wypadek - mówi. Rozmowy telefoniczne są, jej zdaniem, pełniejszą formą komunikacji. Ale taka nie zawsze jest potrzebna. - Nie ma mnie w domu i chcę, żeby mój syn wyrzucił śmieci. Wystarczy, że mu to napiszę, nie potrzebuję z nim o tym 10 minut rozmawiać - przytacza kolejny przykład.

- Jeśli w danej chwili musimy się bardzo szybko z kimś skontaktować i chcemy mieć pewność tego kontaktu, wówczas pojawia się telefon - tłumaczy Paweł Wieczorek, medioznawca i specjalista od social mediów z Uniwersytetu SWPS. - To ostateczne narzędzie kontaktu, bo najszybsze.

SMS-y, komunikatory i poczta elektroniczna pozwalają nam wybrać moment, w którym chcemy odpowiedzieć. Chociaż nie zawsze jest tak różowo. Jedna ze znanych mi osób dostała przesłaną SMS-em reprymendę od matki: "dlaczego odpisujesz dopiero po trzech godzinach?".

"Numer telefonu staje się coraz bardziej prywatny" 

- Nie lubię rozmów telefonicznych - wyznaje Cywińska. - Kiedy dzwonię do kogoś na komórkę, mam poczucie, że naruszam prywatność tej osoby - wyjaśnia. - Jak napiszę komuś SMS czy maila, to jest to asynchroniczna forma kontaktu. On odbierze, kiedy będzie chciał i mógł. Nie zmuszam go do natychmiastowej reakcji.

Porozmawiać można i o tym, co się robi przez telefon (fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta)

Zdaniem Cywińskiej różne sposoby komunikacji można porównać do dystansów personalnych - tego, jak blisko drugiej osoby lubimy stać. Inaczej jest więc w przypadku najbliższych, inaczej ze znajomymi albo obcymi. - Jeżeli do kogoś dzwonię, to jakbym wchodziła w jego przestrzeń komfortu. Kiedy mu piszę SMS lub maila, komunikacja nie narusza tej przestrzeni - tłumaczy.

Wyraźniej niż kiedyś wyznaczamy swoje granice. - Numer telefonu staje się coraz bardziej prywatny - zaznacza Juchniewicz. - Zwracamy uwagę na to, kto go ma, od kogo dostał i dlaczego - mówi. - Telefon jest intruzem, bo dzwoni - dodaje filozofka. Najgorzej, jeśli dzwoni nieznany numer. - Jest moment zawahania: kto to, w jakim celu, czy to jest telefon, jaki chciałabym odebrać. To sprawia zaś, że coraz rzadziej dzielimy się swoim numerem z innymi - podkreśla Juchniewicz. - Winni są też telemarketerzy - uważa Wieczorek. - Jeśli nie wiadomo, kto dzwoni, to z ociąganiem sięga się po telefon.

W ogóle stajemy się coraz gorliwszymi strażnikami swej prywatności. - Dyskretnie czatować na Messengerze można nawet w pracy. Odpowiadać na SMS-y - w przestrzeniach, gdzie nie chcielibyśmy, by ktoś podsłuchiwał naszą rozmowę. Zresztą SMS-y pojawiły się właśnie dlatego, że młodzież w Japonii nie chciała, żeby rodzice podsłuchiwali ich rozmowy telefoniczne - mówi Juchniewicz. - Jeszcze kilka lat temu wielkim problemem w komunikacji miejskiej było to, że ludzie nagminnie głośno rozmawiali przez telefon. Teraz wszyscy są w słuchawkach i coś tam sobie stukają. Czasami ma się wrażenie, że poruszamy się w świecie zombie. Oczywiście nie jest tak, że ci ludzie się alienują. Oni wchodzą w różne przestrzenie dyskusji, niedostępne dla postronnych - dodaje.

Stacjonarne telefony na wymarciu

Telefonów stacjonarnych mamy w Polsce coraz mniej. Jak sprawdzili autorzy badania Diagnoza Społeczna , w 2011 r. nie posiadało ich 42 proc. polskich gospodarstw, w 2013 r. - 48 proc., a w 2015 r. już ponad połowa - 56 proc. Można bezpiecznie założyć, że do dziś ta liczba jeszcze wzrosła. Mamy za to coraz więcej komórek - w tym smartfonów. Te ostatnie "w pierwszej połowie 2015 roku posiadało 45 proc. Polaków w wieku 16 i więcej lat, a więc połowa osób, które mają telefon komórkowy (łącznie komórkę ma 90,4 proc.)". I tu zapewne nastąpił do dziś wzrost. Coraz więcej z nas jest też podłączonych do sieci. W 2017 r. dostęp do internetu miało już 81,9 proc. gospodarstw domowych (ta liczba także z roku na rok rośnie).

Coraz więcej smartfonów podłączonych do sieci (fot. Jakub Malik / Agencja Gazeta)

Mniej jednak nie rozmawiamy. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego , spada ilość czasu, jaki poświęcamy na rozmowy przez telefony stacjonarne (w 2007 r. było to 21 miliardów minut, a w 2016 r. prawie trzy razy mniej), ale cały czas wzrasta liczba minut, które wygadujemy przez komórki (w 2007 r. 34 miliardy, w 2016 prawie trzy razy więcej - niemal 97 miliardów). Być może częściej telefonów komórkowych używamy do spraw służbowych, bo - co łatwo zaobserwować - te stacjonarne znikają z firmowych biurek albo stoją na nich nieużywane.

Maleje liczba wysłanych SMS-ów (szczyt ich popularności przypadł na 2012 r. - prawie 63 miliardy, a w 2016 r. Polacy napisali ich 50 miliardów), ale rośnie MMS-ów (ze 159 milionów w 2007 r. do ponad miliarda w 2016 r.).

"Lol" i "iksde" nie zubażają języka

Są wątpliwości, czy to właśnie Bell pierwszy stworzył telefon. Ale to jemu pierwszemu udało się go opatentować. Wiadomo jednak, że wynalazca chciał, by ludzie, odbierając połączenie, mówili "ahoy hoy". Thomas Edison wolał krótsze "hello". I to się przyjęło, również w języku polskim - jako "halo".

Czy i teraz czekają nas zmiany w języku? A może przez te wszystkie emotikony i gify, które sobie wysyłamy, niedługo przestaniemy używać słów? - Nie znam żadnych badań, że nasz język się zubaża - podkreśla Cywińska. - Język to system znaków i używanie symboli, które do niego weszły - szczególnie jeśli chodzi o młodsze pokolenia - niewątpliwie go zmienia. Są pewne symbole, skrótowce, akronimy, które wchodzą do języka mówionego. Ludzie mówią "lol" albo "iksde". To pokazuje, że język jest tworem bardzo elastycznym - dodaje. I powtarza, że nowe technologie wcale nie czynią go uboższym. - Można nawet powiedzieć, że go wzbogacają - o warstwę do tej pory niedostępną. Dotychczas musieliśmy się komunikować przede wszystkim literami, teraz możemy masą innych symboli i środków wyrazu - mówi socjolożka.

Podobnie uważa Wieczorek. - W pisaniu trzeba też wyrazić nastrój, o którym w rozmowie informujemy gestem i tonem - wyjaśnia. Służą temu emotikony, zastępują to, co wyrażamy niewerbalnie. - Dobrze, że nie trzeba pisać "aha, jasne, masz rację, fajnie". Nie używamy słów "mhm, tak" albo "uśmiałem się". Skupiamy się na konkrecie, a otoczkę rozmowy opatrujemy obrazkami.

Nie piszemy do do nikogo 'uśmiałem się' (fot. pixabay.com)

Kultura googlania

Zmienia się nie tylko to, jak rozmawiamy, ale też to, o czym rozmawiamy. - Kiedyś ludzie wykłócali się o fakty. To zajmowało dużo czasu - mówi prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog i medioznawca z Uniwersytetu SWPS. - Teraz wystarczy coś wygooglać, ustalić, jak jest i przejść do wymiany opinii - przekonuje. Cały czas mamy o czym rozmawiać? - Tak. Ale ludzie nie tłumaczą sobie wielu rzeczy od A do Z, tylko odsyłają do adresu, pod którym można coś znaleźć - podkreśla Krzysztofek.

Pożytkiem z tej zmiany (choć to oczywista konstatacja) jest oszczędność czasu, bo mamy go mało. Żyjemy w świecie wielu deficytów. W tym uwagi. I tu dochodzimy to pytania: czy wolimy pisać ze sobą w aplikacji, bo to nas aż tak nie angażuje? I możemy to robić z wieloma osobami w jednym momencie, zamiast skupiać się na telefonicznej rozmowie z jedną? - Kiedyś musieliśmy wisieć na telefonie przez pół godziny, żeby nam mama wytłumaczyła, jak się robi placki ziemniaczane. Dzisiaj przekaże nam przepis krótką wiadomością - mówi Juchniewicz. - Rozmowa wymaga pewnego skupienia, czasu i zaangażowania rąk i uszu. Nie da się od niej oderwać - mówi. Kontakt przez komunikator pozwala na przerwę. I powrót do niej po minucie, dziesięciu, godzinie czy dobie.

Jednocześnie smartfony podłączone non stop do sieci sprawiły, że jesteśmy bez przerwy na bieżąco - w czym pomagają niezliczone powiadomienia o przychodzących wiadomościach czy nowych komentarzach pod postem na Facebooku. Ale to też się zmienia. - Wśród moich respondentów pojawiły się bardzo młode osoby, które mówiły, że w trakcie spotkania towarzyskiego wyłączają telefon i oczekują tego samego od swoich przyjaciół - opowiada Juchniewicz. - Właśnie dlatego, że ma to być czas dla nas tu i teraz - dodaje. Taka postawa staje się wśród młodych wręcz nowym savoir-vivre'em. - Do niedawna dyskretne zerkanie na telefon było do przyjęcia. Teraz coraz częściej jest irytujące i zwraca się na to uwagę - mówi socjolożka techniki.

Czy to reakcja na nieumiejętność skupienia się, gdy zewsząd ciągle coś walczy o nasze zainteresowanie? - Nie demonizowałbym tego rozproszenia uwagi - mówi Wieczorek. Kiedyś po prostu było mniej bodźców, które nas atakowały. W przerwie w lekturze można było co najwyżej pogapić się w okno albo włączyć radio czy telewizor. - Ale nie jest tak, że teraz nagle jesteśmy ciągle rozproszeni - uważa. Ludzie wciąż potrafią czytać książki i dłuższe teksty (jeśli dotarłeś/dotarłaś do tego miejsca, to najlepszy dowód). A obawy o naszą zdolność skupienia się są stare jak cywilizacja. Już bowiem Sokrates - zauważa brytyjski socjolog Frank Furedi - frasował się, że wynalazek pisma osłabi ludzką pamięć, Seneka ostrzegał zaś, że "nadmiar książek powoduje roztargnienie".

Ciągle jesteśmy na bieżąco. Zewsząd coś walczy o nasze zainteresowanie (fot. pixabay.com)

Tu nie będzie rewolucji

Na koniec wszyscy uspokajają.

Juchniewicz: - Rozmowa telefoniczna nie zniknie. Są różne stopnie zaangażowania, i to nasza decyzja, z kim chcemy je prowadzić.

Krzysztofek: - Mamy niewątpliwie do czynienia z rosnącą wizualizacją wszystkiego, ale słowo żywe nie będzie znikać, bo to podstawa więzi społecznych. Smartfon przy uchu pokazuje, że w dalszym ciągu naturalna potrzeba głosowego kontaktu jest przemożna, żywa i potrzebna.

Wieczorek: - Rozmowa telefoniczna to kontakt, który wciąż będzie obecny. Na pewno nie będzie tu rewolucji.

Cywińska: - Ludzie się komunikowali i będą się komunikowali. To się na pewno nie zmieni. Obawy, że przestaniemy ze sobą rozmawiać przez telefon, socjolożka internetu porównuje do tych, które nachodziły nas przy okazji. upowszechnienia telefonu. - Wtedy wszyscy mówili, że przestaniemy się spotykać - dodaje.

W ramach pisania tekstu przeprowadziłem kilka rozmów telefonicznych. Maile zostały wysłane tylko, by autoryzować wypowiedź. Wymieniono kilka SMS-ów. Komunikatory internetowe nie były wykorzystywane.

Zobacz wideo

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Jacek Stawiany. Dziennikarz. Pisał do "Polityki Warszawskiej", był redaktorem portali Gazeta.pl, Tokfm.pl i Metrowarszawa.pl. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu.