Społeczeństwo
Kategoria samobójstwa rozszerzonego pojawiła się w polskim kodeksie karnym niedawno (fot. unsplash.com)
Kategoria samobójstwa rozszerzonego pojawiła się w polskim kodeksie karnym niedawno (fot. unsplash.com)

Zelczyna, Małopolska. Niespełna tysiąc mieszkańców, znikoma przestępczość, kłótnie co najwyżej po pijaku. Dopiero od 2014 roku jest tu kanalizacja. Niecałe 23 kilometry dzielą wieś od Krakowa.

Rodzina S. nieznana lokalnej policji, bez problemów. Przynajmniej na zewnątrz. Pokaźny, nowo pobudowany dom. Jeszcze nie zdążyli go wykończyć. To w nim makabrycznego odkrycia dokonuje około godz. 6 rano mąż i ojciec, 41-latek wracający z nocnej zmiany w pracy. Jego żona, 36-letnia Aldona S., leży na podłodze. Na łóżku obok, w równym rzędzie, trójka ich dzieci. Bez znaku życia.

Mężczyzna wpada w histerię. Oni wszyscy na pierwszy rzut oka wyglądają jakby spali. Podejrzewa zatrucie czadem, próbuje cucić najbliższych. Słowa przybyłych na miejsce śledczych nie mieszczą mu się w głowie. Już na wstępie mówi się bowiem, że Aldona S. najpierw zabiła dzieci, a potem siebie. Potwierdzi to sekcja zwłok, według której 12-letni Kamil i 4-letnia Nadia zmarli na skutek zaciśnięcia się pętli na ich szyi. U ich siostry, 9-letniej Oli, doszło do śmiertelnego w skutkach zadławienia. Najprawdopodobniej Aldona S. udusiła ją gołymi rękoma.

Przed targnięciem się na własne życie samobójca zabija bliskie mu osoby, ponieważ - paradoksalnie - mu na nich zależy (fot. unsplash.com)

Co wydarzyło się w rodzinie S.? Co kierowało matką, która zabija najpierw troje swoich dzieci, a następnie sama odbiera sobie życie? Ktoś we wsi powie, że przecież zawsze była taka pogodna i uśmiechnięta. Ktoś inny doda, że od jakiegoś czasu nie chodziła do pracy. Może jednak coś było nie tak.

Dwa tygodnie wcześniej, szpital w Rawiczu. Z ciężkimi obrażeniami trafia tu 10-letnia dziewczynka. Lekarzom z trudem udaje się ją uratować. Szybko okazuje się, że padła ofiarą własnej matki i starszego brata, którzy zaplanowali samobójstwo rozszerzone całej rodziny. Dziewczynka miała zginąć jako pierwsza. Potem mieli do niej dołączyć brat i 49-letnia matka. Plan samobójstwa nie wypala, sąsiedzi wzywają policję. 10-latka zostaje przewieziona na intensywną terapię, a jej bliscy do aresztu. Lokalny portal Rawicz24 pisze, że za próbą zbrodni kryje się rodzinna tragedia. Że to była kochająca matka. Że do dramatycznego kroku miał ją popchnąć szantaż, któremu od jakiegoś czasu była poddawana przez sąsiadkę. Mieszkająca naprzeciwko kobieta miała żądać od niej dużej kwoty pieniędzy.

"Pod koniec stycznia policjanci z Rawicza zostali poinformowani, że jedna z mieszkanek miasta przez wiele miesięcy szantażowała swoich sąsiadów. Te wymuszenia były na tyle skuteczne, że zostały jej przekazane znaczące sumy pieniędzy" - mówił Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji. Szantażystka groziła, że jeśli nie dostanie pieniędzy, skrzywdzi 10-latkę. "Rodzina była już na tyle zdesperowana, że uznała, iż jedynym wyjściem będzie rozszerzone samobójstwo" - podkreślił Borowiak.

Za usiłowanie zabójstwa zarówno 49-letniej matce, jak i jej dorosłemu synowi grozi dożywocie.

W przypadku samobójstwa rozszerzonego sprawca wierzy, że 'zabierając ze sobą bliskich', uchroni ich przed problemami (fot. unsplash.com)

Dlaczego - zanim odbiorą sobie życie - samobójcy zabijają swoje rodziny? Dr Krzysztof Liedel, dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, podkreśla, że główną i najsilniejszą motywacją sprawcy samobójstwa rozszerzonego jest silna więź emocjonalna, jaka łączy go z ofiarami.

- Przed targnięciem się na własne życie samobójca zabija bliskie mu osoby, ponieważ - paradoksalnie - mu na nich zależy. Jego plan zakłada, że już nikt więcej nie będzie cierpiał. Sprawca wierzy, że "zabierając ze sobą bliskich", uchroni ich przed problemami. Często jednak plan sprawdza się tylko w teorii - dodaje dr Liedel. - Po dokonaniu morderstwa samobójca często nie jest w stanie sam siebie pozbawić życia. Częściowo dlatego, że w trakcie realizacji planu dociera do niego, co zrobił, dopada go zwątpienie, strach i słabość. Wszystko to sprawia, że jako jedyny przeżywa. Często motywacją samobójstwa rozszerzonego bywają różnego rodzaju zaburzenia psychiczne, co sprawia, że nieprzewidywalny bywa tak impuls pobudzający sprawcę do odbierania życia, jak i jego końcowa reakcja.

Zagadka kobiet

Ewelina wybiera listopadowy dzień 2017 roku. 32-latka z Wrocławia około 10.45 bierze na ręce swoje 1,5-miesięczne dziecko i wchodzi na tory pomiędzy Jurczycami i Sadowicami. Prosto pod pociąg Kolei Dolnośląskich relacji Jelenia Góra - Wrocław. Początkowo mówi się o wypadku, szybko jednak okazuje się, że tragedia nie zdarzyła się dlatego, że Ewelina przechodziła przez tory w niedozwolonym miejscu. Bezpieczne przejście, z sygnalizacją świetlną i dźwiękową, jest przecież zaledwie 100 metrów dalej.

Kobieta ginie na miejscu. Noworodek jest reanimowany, ale nie udaje się go odratować. Jurczyce są w żałobie. Niewielka wieś liczy w sumie 146 mieszkańców. Eweliny nie było jeszcze na ich liście, bo mieszkała we Wrocławiu, a dom w Jurczycach odziedziczyła wraz z rodziną w spadku. Przyjeżdżała tu głównie w weekendy. Odpocząć.

W ostatnim czasie kobiety popełniające zbrodnie stają się coraz brutalniejsze (fot. pexels.com)

Ewelina postąpiła tak, jak - zgodnie z wiedzą specjalistów - działa większość kobiet, które dokonują samobójstwa rozszerzonego. Na narzędzie zbrodni wybierają coś, co nie zmusza ich do wykonania tego "ostatecznego ruchu", co zadziała szybko i "bezboleśnie": wodę, gaz, samochód, pociąg. Ale ostatnio zdarzają się częściej przypadki przeczące tej regule. Kobiety stają się brutalne. Żeby zabić swoje dzieci, używają sznura, noża, duszą gołymi rękami. Ani psycholodzy, ani kryminolodzy nie potrafią jednoznacznie określić, dlaczego tak się dzieje, skąd bierz się ta agresja. Do zbadania przybył im pod koniec stycznia kolejny przypadek.

Dolny Śląsk. Mężczyzna właśnie wrócił z pracy. Przez kilka godzin próbuje dostać się do mieszkania przy ul. Cedrowej w Lubinie. Na miejsce wzywa w końcu MOPS i policję. W środku dokonują makabrycznego odkrycia. Nie żyje 13-miesięczna Laura. Jej 12-letnia siostra Emilia jest ciężko ranna. Obie dostały kilkanaście ciosów ostrym narzędziem. Po przewiezieniu do szpitala okazuje się, że 12-latki nie udaje się uratować. Matka, 32-letnia Natalia W., jest ranna, ale żyje.

Od początku wszystko wskazuje na to, że to kobieta próbowała zabić dwoje swoich dzieci, a następnie sama popełnić samobójstwo. W rozmowie z reporterem Radia Wrocław sąsiedzi przyznają, że w noc morderstwa słyszeli w mieszkaniu W. krzyki. To dzieci krzyczały i płakały, matka miała je uspokajać. A potem wszystko ucichło.

Tydzień po zbrodni Natalia W. przyznaje się do morderstwa. Jej zeznania są utajnione. Wiadomo, że przed tragedią dostała skierowanie do poradni psychiatrycznej.

Do samobójstwa rozszerzonego w większości przypadków nie dochodzi bez zapowiedzi (fot. unsplash.com)

Tylko niektórzy zostawiają list

Dr Joanna Stojer-Polańska, kryminalistyk z Uniwersytetu SWPS w Katowicach, podkreśla, że samobójstwo rozszerzone z jednej strony jest trudne do zaklasyfikowania i wymaga wielopłaszczyznowej analizy biegłych. A z drugiej ta tragedia nie dzieje się z dnia na dzień. Przemoc jest bowiem procesem - ta wobec innych, ale również wobec siebie. Do samobójstwa rozszerzonego w większości przypadków nie dochodzi bez zapowiedzi. Poprzedzić je mogą utrata, żałoba, zmiana w zachowaniu po narodzinach dziecka czy przeprowadzka.

- Gdyby prześledzić dokładnie ostatnie miesiące życia każdego ze sprawców, okazałoby się, że coś było nie tak: nagłe odejście z pracy, huśtawka nastrojów, przemoc wobec partnera czy dzieci, a także zwierząt, wycofanie się z życia towarzyskiego - mówi dr Stojer-Polańska. - Dlatego tak ważne jest obserwowanie naszych bliskich. Na zewnątrz wszystko może wydawać się w jak najlepszym porządku, ale w środku taka osoba może być w rozsypce, czego efektem może być targnięcie się na swoje życie i życie osób, z którymi jest emocjonalnie związana.

Samobójstwu rozszerzonemu trudniej zapobiec niż temu "zwykłemu". Zdaniem psychologów ludzie, którzy je planują, rzadziej mówią o swoim samopoczuciu i lękach niż ci, którzy postanawiają "odejść w pojedynkę".

amobójstwu rozszerzonemu trudniej zapobiec niż temu 'zwykłemu' (fot. unsplash.com)

Problemów na pozór nie było w rodzinie W. ze Zgorzelca. On - pracownik kopalni odkrywkowej, ona - zatrudniona w sklepie z nasionami. Takie przykładne małżeństwo. Aż do października 2016 roku, kiedy to w Działoszynie seat toledo Roberta W. wjeżdża w nadjeżdżającego z naprzeciwka tira. Na miejscu giną kierowca, czyli Robert W., oraz trójka jego dzieci w wieku od 6 do 13 lat. Kilkadziesiąt kilometrów dalej, w Zgorzelcu, śledczy znajdują w sypialni zwłoki Agnieszki, żony Roberta i matki dzieci. Kobieta ma zmasakrowaną głowę. Biegli od wypadków samochodowych przeprowadzają ekspertyzę, według której seat prowadzony przez Roberta W. nawet nie hamował, tylko z prędkością ponad 150 km/h wbił się w ciężarówkę. Prawdopodobnie więc mężczyzna najpierw zabił żonę, a następnie popełnił samobójstwo, zabijając jednocześnie 6-letniego Mateusza, 11-letnią Małgosię i 13-letniego Marka. Długo po tragedii w mediach będą wypowiadać się sąsiedzi i znajomi. Jak mantrę będą powtarzać: to była normalna rodzina. Żadnej przemocy, żadnej Niebieskiej Karty, żadnej interwencji policji. Może tylko trochę się kłócili.

Nie do policzenia

Dr Liedel podkreśla, że samobójstwo autoagresyjne przez polski kodeks karny nadal rozpatrywane jest dwutorowo. Jeśli nie zostanie dopełnione, wówczas rozpatrywane jest jak zabójstwo, zgodnie z art. 148 kk. Jeśli sprawca lub ofiary nie przeżyją, wtedy postępowanie jest umarzane. W polskim kodeksie karnym, ani samobójstwo ani próba samobójcza nie są bowiem przestępstwem. Jedynie nakłanianie lub pomoc przy popełnieniu samobójstwa według art. 151 wiąże się z karą - od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. - Niegdyś większość takich przypadków klasyfikowano jako zabójstwo, a późniejsze samobójstwo sprawcy - jako skutek załamania nerwowego. Z czasem pojawiły się jednak nowe sposoby analizowania przestępstw przez biegłych, co sprawiło, że zabójstwa rodzinne czy też zbrodnie kategoryzowane wcześniej jako popełniane np. w afekcie zaczęły tworzyć nową grupę - samobójstwa rozszerzonego. Jeśli chodzi o klasyfikację karną, to jeśli sprawca przeżyje, będzie odpowiadał jak za zabójstwo. A jeżeli próba okazała się skuteczna, wówczas postępowanie kończy się postanowieniem o jego umorzeniu .

W statystykach policyjnych samobójstwa rozszerzonego także nie ma. Jest zawieszone pomiędzy zamachem samobójczym a zabójstwem. Słupki i liczby dotyczą jedynie "tradycyjnych" samobójstw. W 2017 popełniło je 5275 osób, 4524 mężczyzn i 751 kobiet. Ile zabrało ze sobą bliskich, nie wiadomo. Ale jak mówi dr Stojer-Polańska, skala samobójstw rozszerzonych jest coraz większa, ponieważ trzeba do niej zaliczyć także próby ich popełnienia. - Akty przemocy wobec bliskich i kryzys, którego finałem był pojedynczy akt samobójczy sprawcy, też można traktować w kategoriach próby samobójstwa rozszerzonego - dodaje kryminalistyk.

Wśród powodów samobójstw wymienia się choroby psychiczne, przemoc w rodzinie, zawód miłosny i złe warunki ekonomiczne (fot. unsplash.com)

W ubiegłym roku najwięcej samobójców, bo aż 601, pochodziło ze Śląska i miało od 30 do 34 lat. Większość zabija się przez powieszenie, najczęściej w domu. Pozostali rzucają się z wysokości lub pod pojazd. Powody? Są różne. Zazwyczaj choroba psychiczna, ale też przemoc w rodzinie, zawód miłosny oraz złe warunki ekonomiczne.

Jednak aż ponad dwa tysiące osób odebrało życie sobie (a niektórzy także swoim bliskim) z nieznanego powodu. Tak jak 36-letnia Maria. Na pół roku przed odejściem przestała być z dnia na dzień aktywna w mediach społecznościowych. Nikogo to nie zdziwiło. A potem ktoś opublikował na jej tablicy ostatni post. Nekrolog jej i jej dziecka.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem.