Społeczeństwo
Prostytutki zarabiają od 6 tys. złotych miesięcznie (zdjęcie ilustracyjne) (fot. pexels.com)
Prostytutki zarabiają od 6 tys. złotych miesięcznie (zdjęcie ilustracyjne) (fot. pexels.com)

Kamil Fejfer w swojej książce pt. "Zawód" przytacza historie ludzi, którzy - żeby przetrwać - imają się różnych zajęć. Jedną z bardziej poruszających jest opowieść Anki, która została prostytutką.

Anka mówi, że jest po prostu dziwką. Mogłaby to ładniej ubierać w słowa, opowiadać, że jest seksworkerką, damą do towarzystwa - co jest nawet czasami prawdą, bo zdarza się, że klienci po prostu chcą z kimś pogadać - ale nie chce kryć się sama przed sobą. Nie wiedziała, jak się zabrać do tego od strony zawodowej. Ale wszystko jest w necie, jak mówi Anka: "Dzisiaj dziwki nie stoją na ulicy". Poszukała na forach, na różnych stronkach i znalazła sporo cennych informacji. Wiedziała już, że należy wrzucić ogłoszenie ze zdjęciem bez twarzy, napisać kilka słów o sobie, godziny, w których się pracuje, cenę, telefon. Zaczęli dzwonić od razu. Na początku nie chciała przyjmować klientów w swoim wynajmowanym pokoju. Nie było jej stać na wynajęcie mieszkania. Z pierwszym klientem pojechali więc do niego. Miał normalny samochód, nie był szczególnie zamożny. Trochę starszy, grubszy, brzydki i bardzo miły.

- Bo jak się później okazało, branża, w której robię, jest pierwszą z tych, co pracowałam, i być może jedną z niewielu w ogóle, gdzie klienci są dla ciebie bardzo mili. Są bardzo wdzięczni za twoją pracę, nawet jeśli wykonujesz ją niezbyt dobrze, to nigdy nie mają problemu, żeby ci zapłacić czasem więcej - mówi Anka.

Anka mówi, że klienci są zwykle bardzo mili (zdjęcie ilustracyjne/fot. pexels.com)

Zwyczajny koleś

Klient mieszkał w domu z ciocią czy z babcią, której akurat nie było w mieszkaniu. - Najzwyczajniejszy koleś, jakiego można spotkać na ulicy - opisuje. (...) Spędzili ze sobą około godziny. Anka próbowała na nim różnych rzeczy. Chciała sprawdzić, czy będzie miała blokadę przed kimś, kto jej się zupełnie nie podoba. Sprawdziła to i tamto, wszystko przyszło jej bardzo łatwo. Nie czuła negatywnych, smutnych emocji, nie była zażenowana. Anka nie brzydzi się ludzi. - Jedni są brzydcy, inni grubi, inni starzy, ja też będę stara. Niektórzy dziwnie pachną, ale to wszystko są ludzie (...) - mówi.

To nie był skok na głęboką wodę. - Jest ustalone, że dziewczyna, żeby zacząć się bzykać, powinna kogoś poznać dość dobrze, zacząć z nim chodzić. I jak już ma tego chłopaka, to wtedy może uprawiać seks. I to jest właściwe. Miałam taki związek, który najdelikatniej mówiąc, nie był udany. Później stwierdziłam, że nie chcę być w żadnym związku, bo jestem rozbita psychicznie, ale chcę nadal uprawiać seks, bo to jest przyjemne. I dlaczego mam sobie tego odmawiać?

Seks to dla Anki po prostu przyjemność (zdjęcie ilustracyjne/fot. ViktorHanacek/pexels.com)

Seks to nie jest coś, na co sobie trzeba zasłużyć długimi rozmowami, staraniami, randkami. Seks to jest po prosu przyjemność. Stwierdziłam, że mogę po prostu iść do knajpy, poznać kogoś, przespać się z nim i będzie to przyjemne i jednocześnie nieobciążające psychicznie. Spotykałam się więc z ludźmi, którzy mi się podobali, i z nimi sypiałam. Więc dla mnie to było coś normalnego - uprawianie seksu z kimś przypadkowym, z kimś, kogo nie znam. Można powiedzieć, że jestem trochę puszczalska - mówi. - To było trochę kontinuum. To nie tak, że się rozstałam z chłopakiem i nagle stałam się dziwką. Nie, wcześniej już sypiałam z obcymi facetami, a teraz po prostu zaczęłam brać za to pieniądze - dodaje.

Nie ma poczucia wstydu

- Kompletnie nie mam takiego poczucia jak wstyd. Wstyd w tej branży jest wymysłem społeczeństwa. Ono w pewnym momencie uznało, że uprawianie seksu w życiu z większą liczbą ludzi niż kilku to coś strasznego, że branie pieniędzy za seks to coś strasznego. To społeczeństwo tak stwierdziło. Czy społeczeństwo coś dla mnie zrobiło przez całe moje życie? Społeczeństwo nie zrobiło dla mnie nic. Społeczeństwo to pracodawcy, od których na każdym kroku dostawałam sygnały, że jestem je***ym gównem, bo takich jak ja są tysiące. Bo przecież każdy marzy o tym, żeby siedzieć za 7 złotych za godzinę w knajpie po kilkanaście godzin dziennie, prawda? (...)

Mówi, że w branży trudno jest zarobić mniej niż 6 tysięcy złotych miesięcznie. Zaczęła w 2016 roku na własną rękę. Później kilka tygodni pracowała w burdelu w Łodzi. Nie podobał jej się klimat w agencji w Polsce. Postanowiła spróbować w Wielkiej Brytanii. Tam przez dwa tygodnie była w burdelu. Obsługiwała średnio jedenastu klientów dziennie. To naprawdę dużo. W trakcie pracy poznała sponsora. Mieszkała u niego kilka tygodni. Gotowała, zmywała naczynia, rozmawiali i czasami uprawiali seks. Po ponad dwóch miesiącach wróciła do kraju z pieniędzmi, za które mogła w Polsce żyć prawie rok. - Za te pieniądze po prostu sobie normalnie żyłam. To uczucie, którego wcześniej nie znałam - mogę się spokojnie obudzić o ósmej godzinie, zjeść na śniadanie to, na co mam ochotę, posprzątać, poprać, wyprasować, zjeść obiad, który lubię. Pójść do kina. Uwielbiam chodzić do kina. Mogę pójść do galerii handlowej i popatrzeć na ciuchy oraz kupić sobie ciuchy - opowiada.

Faceci są onieśmieleni

Mówi, że jej branża jest dla niej realną dostępną alternatywą, żeby po prostu normalnie żyć. - Wszyscy są przekonani, że moja praca jest prze***jowa, ale uwierz mi (...) nie ma absolutnie nic lepszego niż to, że nie martwisz się, czy zapłacisz w przyszłym miesiącu za mieszkanie. To powoduje, że czujesz się lekko jak piórko, jesteś radosny i szczęśliwy. Łamiesz sobie nogę na środku chodnika, ale mimo wszystko się cieszysz. Uskrzydla cię to, że jesteś zabezpieczony finansowo. Nie ma nic piękniejszego od bycia zabezpieczonym finansowo - przekonuje.

Na początku obawiała się, że może być niebezpiecznie, ale sama nigdy się nie zetknęła z trudną sytuacją. Najczęściej jest tak, że ludzie, którzy przychodzą do prostytutek, są onieśmieleni. Chcą stworzyć wrażenie, jakby to była randka. Jakby poderwali ładną, młodą dziewczynę. Zachowują się szarmancko i kulturalnie. Zazwyczaj są również hojni, dają bardzo duże napiwki. Jeżeli mają jakieś wymagania, to proszą w grzeczny sposób.

- Klienci uciekają po prostu w inny świat. Oni są na wakacjach. Po to przychodzą do prostytutki. Znika na chwilę cały gnój z ich życia. Płacą po to, żeby być z dziewczyną, która się im podoba, która będzie chciała z nimi uprawiać seks, przytulać się, i jest miło - mówi Anka. - Klienci przychodzą nie tylko po to, żeby uprawiać seks. Serio, faceci nie myślą tylko o ru***niu. Przychodzą, żeby spędzić czas z dziewczyną. Mają w domu kiepską sytuację z żoną, z partnerką. Nie wiedzie im się w robocie. Jest po prostu miło, pogadamy sobie, poprzytulamy się. Na tym to polega. No może z małą różnicą. Młodzi chłopcy. Oni przychodzą po prostu na bzykanie.

Mama Anki nic nie wie. Znajomi mówią, że zazdroszczą jej odwagi (fot. pexels.com)

Sporo znajomych Anki wie o jej pracy. Również współlokatorki. Na początku oczywiście bała się im powiedzieć, ale kiedy już się na to zdecydowała, o dziwo, zazwyczaj wszyscy reagowali pozytywnie. Zwłaszcza kiedy usłyszeli o zarobkach. Sporo osób mówiło, że zazdrości odwagi. Mama nic nie wie. Anka opowiada jej, że ma różne dodatkowe fuchy, robi dużo różnych zleceń i że ma zaoszczędzone pieniądze jeszcze z zagranicy.

Uciec z Polski

Mówi, że mama nie jest głupia. Może się domyślać. Wkrótce chce znowu wyjechać. Jak mówi, może na cztery miesiące, może na cztery lata. Trochę ją drażni ogólny klimat w Polsce.

- Chcę stąd uciekać. Nawet nie dlatego, że mogę tam więcej zarobić, co jest oczywiście prawdą. Ale tutaj też przecież bym świetnie zarabiała. Może się zdziwisz, ale strasznie mnie tutaj męczy rasizm. Serio, niechęć do grup etnicznych, których tutaj nie ma. Wiesz, drażnią mnie ci ludzie, którzy uważają się za niezależnie myślących, a żrą tę całą żałośnie skonstruowaną propagandę. (...)

Czasami myśli o przyszłości. Chce założyć rodzinę. - Mój idealny model to dwa plus dziesięć. Mama, tata i dziesięcioro dzieci, nie kochanków - mówi. Oczekuje konserwatywnego modelu. Matka w domu z dziećmi, ojciec zarabia pieniądze. Chce być szczęśliwa. (...)  Nigdy nie żałowałaś swojej decyzji? - Ani przez chwilkę, przez sekundę. Dopiero jak zaczęłam pracować w zawodzie, przestałam się czuć w Polsce jak szmata.

Kamil Fejfer i okładka jego książki (fot. Tom Bronowski, mat. prasowe)

Książka "Zawód" ukazała się nakładem wydawnictwa "Czerwone i czarne". Skróty i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Kamil Fejfer. Dziennikarz freelancer, analityk rynku pracy i nierówności społecznych. Związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, gdzie współtworzył ekspercki portal rynekpracy.org. Pisał do OKO.press, Krytyki Politycznej, VICE, F5. Twórca facebookowego fanpage'a Magazyn Porażka.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU