Społeczeństwo
Czy nauczyliśmy się mówić po to, aby plotkować? (fot. GoToSea / iStockphoto.com)
Czy nauczyliśmy się mówić po to, aby plotkować? (fot. GoToSea / iStockphoto.com)

16 215 - średnio tyle słów wypowiadają dziennie kobiety. Mężczyźni - o 546 mniej. Tak przynajmniej wynika z badań psychologa Matthiasa R. Mehla, opublikowanych w prestiżowym czasopiśmie "Science" w 2007 roku . Dziecko wypowiada swoje pierwsze prawdziwe słowa, gdy ma około półtora roku. Pół roku później zna ich średnio 50, a gdy kończy trzy lata - około tysiąca. Zaczyna łączyć je w kilkuwyrazowe zdania, coraz bieglej posługuje się gramatyką, by w wieku sześciu lat rozumieć około 13 tysięcy słów, a w wieku 18 lat rozróżniać znaczenie około 60 tysięcy. Oznacza to, że od chwili narodzin dziecko uczy się średnio 10 słów dziennie. To naprawdę imponujące osiągnięcie. Imponujące, ale również czaso- i energochłonne, co każe nam zadać pytanie: po co to robimy?

W obrębie królestwa zwierząt nigdy nie powstał inny tak zaawansowany system komunikacji jak mowa ludzka (fot. Rawpixel / iStockphoto.com)

Mowa odróżnia nas od reszty królestwa zwierząt, w obrębie którego nigdy nie powstał inny tak zaawansowany system komunikacji. Pamiętajmy, że ewolucja odrzuca wszystko, co kosztowne, a nieprzynoszące realnych zysków danemu gatunkowi - dlatego język musiał mieć jakiś cel. Czy celem tym było zdobywanie pożywienia? Jedna z teorii głosi wszak, że język pomagał wczesnym myśliwym w skutecznym polowaniu. A może narodził się ze śpiewu lub odgłosów ostrzegających przed niebezpieczeństwem, jak twierdzą niektórzy?

Zdaniem Robina Dunbara, brytyjskiego antropologa i profesora psychologii ewolucyjnej, język powstał, by tworzyć więzi społeczne w powiększających się społecznościach naszych przodków. Choć oczywiście jest wyjątkowo przydatny w opisywaniu otoczenia, dzięki czemu pomaga np. w znalezieniu pokarmu i bezpiecznego schronienia czy w określaniu kolejności działań tak potrzebnej przy polowaniach, to jednak służy nam przede wszystkim do opisu relacji społecznych, czyli do plotkowania.

Słowa, słowa, słowa...

"Język umożliwia nam bycie członkami społeczności oraz wymianę wiedzy i doświadczeń na skalę nieosiągalną dla żadnego innego gatunku. (...) Wiek intensywnych badań poświęconych lingwistyce, psychologii i biologii mowy nauczył nas wiele o języku: jak on powstaje, jaka jest rola gramatyki, jak przyswajają go sobie dzieci. Ale jednocześnie nie wiemy prawie wcale, dlaczego tak się stało, że spośród dziesiątków tysięcy gatunków jedynie my opanowaliśmy niebywałą zdolność mówienia" - można przeczytać w książce Robina Dunbara "Pchły, plotki a ewolucja języka. Dlaczego człowiek zaczął mówić?".

Chociaż wiele gatunków zwierząt porozumiewa się w różny sposób - szczekając, pochrząkując, nawołując czy pogwizdując, to język jako otwarty zbiór znaków zbudowany z fonemów wyewoluował jedynie u ludzi. No właśnie, dlaczego w ogóle mówimy?

Zwolennicy tezy, że język narodził się w czasie polowań, uważają, że jako pierwsi przemówili mężczyźni (fot. CSA Images/ Color Printstock Collection)

Po pierwsze dlatego, że mamy narzędzia niezbędne do artykułowania dźwięków, z których składa się ludzka mowa. Aby mówić, konieczna jest nisko osadzona krtań, która działa jak obszerna puszka rezonansowa w tyle nosa i jamy ustnej, oraz dokładna kontrola strun głosowych działających jak wibratory.

Drugim i chyba najistotniejszym powodem rozwoju mowy była konieczność utrzymywania bliskich stosunków w stadzie. Nasi przodkowie, aby utrzymywać dobre, bliskie związki z innymi jego członkami, iskali się wzajemnie. Na tę czynność przeznaczali maksymalnie 20 procent swojego budżetu czasowego.

Budżety czasowe to naukowe pojęcie służące do określania, ile czasu dany gatunek zwierząt spędza na danych kategoriach czynności niezbędnych do życia. Naczelne, i prawie wszystkie ssaki, wykonują czynności, które można podzielić na: przemieszczanie się, pożywianie (w tym znajdywanie pożywienia, a na dalszym etapie rozwoju człowieka - polowanie czy uprawa), konieczny wypoczynek oraz na czas społeczny, czyli nawiązywanie i pielęgnację więzi, kopulację, opiekę nad dziećmi i potrzebującymi członkami stada.

Zwiększająca się liczebność grup powodowała, że coraz trudniej było obdarzyć niezbędną uwagą wszystkich członków stada. Sesje iskania były więc zarezerwowane jedynie dla najbliższych. A to mogło zaowocować wewnętrznymi starciami, rozpadem sojuszy i w efekcie np. brakiem dostatecznej ochrony przed drapieżnikami. Konieczne było coś, co pozwoli w tym samym czasie okazać zainteresowanie większej grupie współplemieńców - iskanie było czynnością angażującą zaledwie dwie osoby. Mowa świetnie spełniała tę potrzebę.

"Język ma w istocie dwie ważne cechy (...) - przekonuje Dunbar*. - Jedna polega na tym, że możemy rozmawiać z wieloma osobami naraz, zwiększając tym samym częstotliwość wzajemnej interakcji. Jeżeli konwersacja pełni te same funkcje co iskanie, to nowoczesny człowiek może iskać się z wieloma ludźmi jednocześnie. Druga dotyczy tego, że język daje nam możliwość wymiany dokładniejszych informacji w większym kręgu osobników, niż jest to możliwe wśród małp. Jeżeli dla małp główną funkcją iskania jest budowanie zaufania i osobistej wiedzy o tym, kto jest sojusznikiem, to język daje w tym zakresie dodatkową przewagę. Umożliwia każdemu powiedzenie wielu rzeczy o sobie, o swoich upodobaniach, o tym, jakiego rodzaju jest osobą; daje możliwość przekazania na wiele subtelnych sposobów informacji na temat swoich zalet jako sojusznika i przyjaciela".

Język pozwala nam wchodzić w interakcję z wieloma osobami jednocześnie (fot. aelitta / iStockphoto.com)

Czyli rozwój mowy pozwalał nam zareklamować się jako godnych zaufania współpracowników, wiernych kompanów czy partnerów w rodzicielstwie. Ale również pomagał ostrzegać współplemieńców przed potencjalnymi oszustami - o ileż łatwiej dzięki mowie można było wyjaśnić sojusznikowi, że dany osobnik, mimo przechwałek, jest tchórzliwym myśliwym lub nielojalnym partnerem?

Ewa była pierwsza

Skoro język powstał w celu lepszego zintegrowania grupy, to kto pierwszy przemówił? Zwolennicy tezy, że język narodził się wraz z rozwojem polowań, uważają, że byli to mężczyźni, jednak u większości gatunków naczelnych rdzeń społeczności tworzą samice. To one zakładają i podtrzymują trwanie grupy. Samce mają mniejsze poczucie przynależności, wędrują od grupy do grupy, szukając lepszych okazji do parzenia się. Skoro to samice tworzą podwaliny istnienia zorganizowanego społeczeństwa, to należy założyć również, że to od Ewy, a nie od Adama pochodzi język.

"Chris Knight [brytyjski antropolog i autor książek dotyczących genezy języka - przyp. red.] jest gorącym zwolennikiem tezy, że język zaczął się rozwijać, by umożliwić samicom tych wczesnych grup nawiązywanie więzi między sobą w celu zmuszenia samców do inwestowania w nie i w ich potomstwo, głównie dzięki polowaniu. Zgadzałoby się to z faktem, że wśród współczesnych ludzi kobiety są na ogół bardziej werbalne i bieglejsze w dziedzinach społeczno-towarzyskich niż mężczyźni" - przekonuje Robin Dunbar.

Czworo do brydża

Skoro mowa zastąpiła iskanie, ponieważ jednocześnie pozwalała okazać zainteresowanie kilku członkom grupy, to czy jesteśmy w stanie dyskutować równocześnie z dowolną liczbą osób? Okazuje się, że aby konwersacja angażowała wszystkich jej członków, nie może ich być więcej niż czterech. Kiedy zbierze się pięć osób, grupa zaczyna się rozpadać - najpierw dwie osoby zaczynają rozmawiać między sobą, potem tworzy się kolejna, konkurencyjna grupa dyskusyjna. Mimo wszystko język pozwala na ogromny postęp, bo jeden osobnik może jednocześnie podtrzymywać relacje z trzema innymi.

Zdaniem prof. Dunbara określone grupy społeczne najskuteczniej scala... plotkowanie (fot. jameslee1 / iStockphoto.com)

Jaki typ rozmowy tworzy najsilniejsze więzi, najskuteczniej scala grupy społeczne? Zdaniem Dunbara i jego zespołu - plotkowanie. Antropolog rozesłał swoich studentów po wszystkich zakamarkach Anglii i kazał im podsłuchiwać, o czym rozmawiają ludzie. Technika była prosta. "Co 30 sekund zadawaliśmy sobie pytania: O czym on lub ona teraz mówi? - wyjaśnia naukowiec. "Wyniki były stale takie same: około dwóch trzecich czasu rozmowy krążyły wokół tematów towarzyskich. Dotyczyły stosunków osobistych, gustów, sympatii i antypatii, osobistych przeżyć, zachowań innych osób i podobnych spraw. Żaden inny temat nie zajmował 10 proc. czasu rozmowy, a większość zajmowała tylko 2-3 proc., chociaż dotyczyły one rzeczy istotnych: polityki, religii, etyki, kultury, pracy. Nawet sport oraz sprawy związane ze spędzaniem czasu wolnego uzyskały wspólnie zaledwie 10 proc." - można przeczytać w książce badacza.

Wyniki były takie same niezależnie od tego, czy badanie przeprowadzano w kawiarni renomowanego uniwersytetu, wśród kadry zarządzającej wielkich instytucji finansowych, polityków czy w przykościelnej salce do spotkań z wiernymi lub w podmiejskim pubie. Okazało się, że w czasie gdy studenci oksfordzkiego badacza przemierzali Anglię, podobne badania prowadził w Szkocji psycholog Nicholas Emler. On również wyliczył, że 60-70 proc. czasu rozmowy zajmuje tematyka towarzyska, czyli zwykłe plotki. Ale stwierdził także, że powodem plotkowania jest kontrolowanie reputacji, zarówno własnej, jak i cudzej. Plotkując, manipulujemy rozmówcą, ustawiając siebie w lepszym świetle niż potencjalnego konkurenta.

Zarówno badania terenowe studentów Robina Dunbara, jak i te przeprowadzone przez Emlera dotyczyły rozmowy. Czy w takim razie słowo pisane kieruje się innymi proporcjami?

Oksfordzki psycholog ewolucyjny wraz ze studentami przyjrzeli się prasie codziennej, a konkretnie poważnemu londyńskiemu dziennikowi "Times" oraz brukowcowi "The Sun".  "Nie mniej niż 78 proc. z 27 metrów szpalty "The Sun" traktowało o sprawach interpersonalnych, dostarczając czytelnikom możliwości podpatrywania intymnego życia innych ludzi. Pozostało jedynie 22 proc. na komentarze o politycznych i gospodarczych wydarzeniach dnia, wyniki sportowe, atrakcje kulturalne i na wszystko inne. Nawet szacowny "Times", i to w głównej części poświęconej wiadomościom i kulturze, nie przeznaczył więcej niż 57 proc. z 50 metrów szpalty na tekst o charakterze merytorycznym; 43 proc. dotyczyło spraw interpersonalnych - to wywiady i inne artykuły o raczej pikantnym charakterze. W obu gazetach poświęcono praktycznie identyczną przestrzeń na czyste plotki: w jednej 21 metrów, a w drugiej 21,5 metra szpalty" - czytamy w książce.

Zdaniem badaczy na plotki przeznaczamy zwykle aż 60-70 proc. całej rozmowy (fot. SaulHerrera / VasjaKoman / iStockphoto.com)

Afrykańska kolebka wszystkiego

Wiemy już, że język powstał, by cementować relacje interpersonalne, oraz że wiele wskazuje na to, że jako pierwsze mowy używały kobiety. Wiemy też, do czego dziś najchętniej go używamy. Ale gdzie się narodził i czy istniał kiedykolwiek jakiś prajęzyk, z którego powstały wszystkie inne języki świata?

Quentin Atkinson z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Auckland, badający rozprzestrzenianie się kultury, uważa, że język narodził się w Afryce, konkretnie na linii dzielącej Afrykę Południową i Centralną. Przeanalizował próbki fonemów z 504 języków świata i zauważył, że mniejsza grupa ludzka dysponuje mniejszym zasobem fonemów. Jest to tzw. efekt założyciela używany przez genetyków analizujących ludzkie DNA. Mówi on, że genetyczne zróżnicowanie ludzi maleje, gdy niewielka grupa odrywa się od większej populacji i daje początek nowej. W ten sam sposób działa język - im dalej od swojej kolebki, tym liczba jego podstawowych części składowych jest mniejsza.

Według nowozelandzkiego psychologa musiał istnieć również jakiś protojęzyk - pierwotna forma komunikacji językowej wspólna dla całej ludzkości. Mógł być on używany jeszcze 50 tysięcy lat temu .

Wynikiem pracy Atkinsona jest mapa rozprzestrzeniania się języka, z której wynika, że początków języka należy szukać w Afryce. Jest to zgodne z ewolucyjną teorią narodzin homo sapiens na tym kontynencie około 200 tysięcy lat temu. To stamtąd nasi przodkowie przybyli do Europy, a wreszcie zasiedlili pozostałe kontynenty.

Plotkuj dla zdrowia i pieniędzy

Teraz, około 200 tysięcy lat od pojawienia się homo sapiens, a wraz z nim języka, mówi się na świecie blisko 6000 języków i dialektów. Mówi się o wszystkim: polityce, ekonomii, nauce, medycynie, wierze, jak również o samym języku. Ale przede wszystkim mówi się, by nawiązać i utrzymać więzy społeczne. Codzienne małe ploteczki: kto z kim, o czym i dlaczego? - leżą u podstaw najbardziej pierwotnych i najsilniejszych więzi społecznych. Sesje plotkowania, jak niegdyś iskanie u naczelnych, budują przymierza międzyludzkie, pozwalają poczuć się częścią grupy. O tym, jak istotne są nawet w warunkach firmowych, niech zaświadczy przytoczona przez Robina Dunbara historia o pewnym oddziale telewizyjnym zajmującym się programami edukacyjnymi.

Plotkarskie sesje zdarzają się również w warunkach firmowych (fot. kbeis / iStockphoto.com)

Pracownicy oddziału (niemal 150 osób) świetnie radzili sobie z zadaniami, tworzyli nagradzane programy i ogólnie byli chlubą stacji aż do chwili, gdy całą grupę przeniesiono do nowego budynku firmy. Tam ich produktywność gwałtownie spadła, zaczęły się różne niespotykane dotąd problemy. Okazało się, że za tak nagły spadek formy odpowiedzialny był brak pokoju socjalnego, w którym pracownicy mogliby spotykać się na kawie czy w trakcie lunchu. Architekci, chcąc zaoszczędzić oraz uznając, że jedzenie przy biurku zwiększy wydajność pracowników, po prostu nie zaplanowali pokoju socjalnego, który - jak się okazało - był kluczowy dla sprawnego współdziałania grupy. Bo to właśnie tam, w trakcie luźnych konwersacji, rozwiązywano problemy, modyfikowano plany działania, wreszcie tam wpadano na najbardziej kreatywne rozwiązania. Luźna, niewymuszona atmosfera pokoju, możliwość niekontrolowanych rozmów i wyzwolenie się spod presji biurka i komputera były właśnie tym, co pozwalało pobudzać kreatywność pracowników i dawać im poczucie bliskości z zespołem.

Może plotkowanie nie jest wcale takie złe?

*Wszystkie cytaty Robina Dunbara pochodzą z książki "Pchły, plotki a ewolucja języka. Dlaczego człowiek zaczął mówić?", Copernicus Center Press, Kraków 2017

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".