Społeczeństwo
Matylda Kozakiewicz (fot. materiały prasowe)
Matylda Kozakiewicz (fot. materiały prasowe)

Społeczeństwo stawia dziś matkom spore wymagania.

- Macierzyństwo w Polsce jest swego rodzaju zawodem. Wymaga się od kobiety, żeby była idealną matką Polką, która będzie wychowywać i trzymać w ryzach właściwie całą rodzinę, nie tylko dzieci, ale i męża. W domu powinna pracować na trzy etaty - być nianią, kucharką i sprzątaczką. Z drugiej strony nie uznaje się tego wszystkiego za prawdziwą pracę. Mąż nie płaci żonie za to, co ona każdego dnia robi. A gdy znajomi pytają go: "czym się zajmuje twoja żona?", odpowiada: "siedzi w domu". To sformułowanie samo w sobie jest informacją, że ona w tym domu niewiele robi. Więc bycie matką to taka funkcja, od której społecznie wymaga się bardzo wiele, ale z drugiej strony nie daje się jej żadnych przywilejów.

Daje się za to dobre rady.

- (śmiech ) Przekonanie o tym, że matki trzeba nieustannie pouczać, wynika właśnie z tego zupełnie oderwanego od rzeczywistości ideału. Wiesz, jakie pytanie najczęściej zadają mi ludzie, odkąd zostałam matką? Przypuszczam, że coś w rodzaju: "czy to dziecko nie jest za lekko ubrane?". - Dokładnie! Niemalże każdy napotkany na spacerze z synkiem człowiek pyta mnie: gdzie to dziecko ma czapeczkę? Nawet obcy ludzie zatrzymują się, bo czują wewnętrzny, moralny obowiązek poinformowania mnie o tym, że moje dziecko nie ma czapki, choć na dworze jest 25 stopni. Na kolejnych pozycjach plasują się hasła: nie noś go, bo rozpieścisz albo daj mu się wypłakać . Co gorsza, tymi, którzy matki krytykują, najczęściej są inne matki.

Mamy są w Polsce niemal na każdym kroku narażone na krytykę (fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Dlaczego? - My, kobiety, jesteśmy wychowywane na osoby od wszystkiego, dziewczynki muszą sprzątać, muszą uczyć się gotować, muszą być skromne, grzeczne i uczynne. A chłopcy? Oni muszą wyjść, wyszaleć się, muszą mieć swoją wolną przestrzeń towarzyską. Ich wychowuje się na tych, którzy w przyszłości będą robić karierę, zdobywać świat. A kobieta ma być tą, która się nimi opiekuje. Skutkiem takiego wychowania jest bunt samych kobiet. To chyba dobrze z feministycznego punktu widzenia?

- Nie do końca. Bo ten bunt jest wymierzony w inne kobiety. Jak to? - Kiedy taka matka Polka, dająca z siebie wszystko w domu i w pracy, widzi, że inna kobieta nie idzie tą samą drogą, złości się. Myśli sobie: Jak to? To ja tutaj zapie***lam, robię wszystko dla domu, dla dzieci, dla męża, poświęcam się, a moja koleżanka jak gdyby nigdy nic wieczorem wyszła ze znajomymi na piwo, zostawiając dziecko z jego ojcem! Ja tak nie robię, dlaczego ona tak robi? To jest zła matka . Według wielu polskich matek na pochwałę zasługuje pełne poświęcenie się dla rodziny, a nie zdrowa troska o siebie. Tego poświęcenia więc wymagają od samych siebie i od innych kobiet.

Mnie się wydaje, że to wszystko raczej kwestia kobiecej zawiści. Zazdrości o to, że są matki, które nie żyją tylko życiem swoich dzieci, ale też swoim własnym.

- Trochę tak. To zresztą również złośliwy komentarz kobiety stał się początkiem mojej książkowej "złej matki".

Matylda Kozakiewicz: - Według wielu polskich matek na pochwałę zasługuje pełne poświęcenie się dla rodziny, a nie zdrowa troska o siebie (fot. materiały prasowe)

Opowiesz o tym? - Mam jedno dziecko, synka, którego bardzo chciałam urodzić naturalnie. Ale coś poszło nie tak, lekarze wykonali cesarskie cięcie. Jak tylko w sieci poinformowałam moje czytelniczki, że mój syn jest już na świecie, choć konieczne było cięcie, pojawił się kobiecy głos: co ty wiesz o porodzie, cesarka to nie jest prawdziwy poród . Co miałam w tej sytuacji napisać? Uśmiechnęłam się i napisałam: no dobra, to jestem złą matką . Później powstał hasztag #złamatka, który pojawiał się pod wieloma moimi wpisami.

Na przykład kiedy?

- Wtedy, kiedy łamałam wpajaną matkom w szpitalach zasadę, że dziecko ma mieć na sobie zawsze o jedną warstwę więcej ubrań niż dorosły. Ja moje dziecko po prostu ubierałam tak, żeby było mu ciepło. Dotykając karku, sprawdzałam temperaturę jego ciała, kontrolowałam ją w czasie spaceru. Dzięki temu wiedziałam, czy jest ubrane odpowiednio do pogody, wiedziałam, że nie jest mu ani za zimno, ani gorąco.

Ten hasztag #złamatka tak się ładnie przyjął i tak wiele osób zaczęło go używać, że powstał fanpage Zła Matka , na którym oczywiście można wrzucać zdjęcia dzieci zabieranych na spacery bez czapki (śmiech ). A potem pojawiła się myśl, żeby to wszystko spisać w formie książki. Wracając jednak do kobiecej zawiści - doskonale widać ją też na przykładzie całego zamieszania wokół matek karmiących dzieci piersią w rozmaitych miejscach publicznych. Z tego, co obserwuję w Internecie, głosy oburzenia pochodzą głównie od kobiet. To one piszą komentarze w stylu: wywaliła te mleczne doje , gdzie ona z tym cycem białym na wierzchu , będzie tu facetów kusić, to jest obrzydliwe . Nigdy nie zrozumiem, jak kobieta, zwłaszcza taka, która sama kiedyś karmiła piersią, może pisać czy mówić podobne rzeczy. Tym bardziej że każda matka doskonale wie: karmienie piersią wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, czasami z bólem, ze wstydem.

Akcja ''The Milki Way'' w Radomiu - matki karmiące - promują karmienie piersią, lipiec 2016 r. (fot . Andrzej Michalik / Agencja Gazeta)

Dlaczego łatwiej nam ulegać zawiści, niż po prostu dać sobie przyzwolenie na więcej luzu? Skoro wiemy, jak trudno znaleźć miejsce, w którym można spokojnie nakarmić dziecko piersią, dlaczego nie wesprzemy innych kobiet? Skoro zazdrościmy jakiejś znajomej, że - mimo macierzyństwa - potrafi zadbać o siebie, znaleźć dla siebie czas, dlaczego nie zrobimy tego samego?

- Trzeba byłoby zapytać jakiegoś psychologa o to, dlaczego kobiety - wzorem mężczyzn - nie potrafią działać solidarnie. Ja sama prawdę mówiąc nie wiem, skąd to się bierze, ale chcę z tym walczyć i walczę z tym. Nie tylko ja! Jest w Polsce mnóstwo fajnych, normalnych matek, które wiedzą, z czym wiąże się macierzyństwo, więc innym też dają taryfę ulgową. One jednak na razie są w mniejszości.

No dobrze. A teraz powiedz mi, dlaczego w swojej książce porównujesz matki do psów? - (śmiech ) Chodzi o instynkt! Ludzie są ssakami, tak jak psy, świnie czy szczury. Wszystkie te zwierzęta instynktownie wychowują swoje potomstwo, nikt ich tego nie uczy. Odwołuję się do tego przykładu właśnie po to, żeby pokazać kobietom, że nie potrzebują tych wszystkich poradników o macierzyństwie, rodzicielstwie, dzieciach. Nie potrzebują dobrych rad. Nasza cywilizacja dąży do skatalogowania wszystkich możliwych zjawisk i zachowań, poukładania ich i wyjaśnienia. To sprawia, że kierujemy się wskazówkami z poradników i częściej słuchamy rozmaitych wytycznych niż własnego instynktu. Świetnym przykładem tego, o czym piszę, jest historia mojej mamy. To znaczy? - Moja mama ma dwie córki, mnie i moją starszą o siedem lat siostrę. Każda z nas była wychowywana inaczej. Moją starszą siostrą opiekowano się zgodnie z tym, co zapisano w poradnikach, czyli stosując zasady które wtedy były uznawane za słuszne i najlepsze dla dziecka. Już w szpitalu mamę poinformowano, że dziecko powinno być karmione co trzy godziny w ciągu dnia. Nie wolno było dziecka karmić częściej, nawet jeśli domagało się ono jedzenia, a już na pewno nie wolno było karmić dziecka w nocy. Trzymanie się takich zasad wiązało się z tym, że moja siostra była dzieckiem płaczliwym. Zdarzało się, że płakała całą noc, bo była głodna. W konsekwencji i dziecko, i matka nad ranem byli umęczeni i sfrustrowani.

Matylda Kozakiewicz: - Kobiety są dla siebie nawzajem najgorszym krytykiem w macierzyństwie (fot. materiały prasowe)

Mama nie próbowała się jednak złamać i dziecka nakarmić? - Nie. Wychodziła z założenia, że ona jako świeżo upieczona matka nie może być mądrzejsza od specjalistów z wieloletnim doświadczeniem. Skoro w szpitalu mówią, że tak trzeba, należy się ich słuchać. Skończyło się tak, że moja mama przez pierwszy rok życia mojej siostry bardzo się w tym swoim macierzyństwie męczyła. Dopiero gdy ja się urodziłam, stwierdziła, że będzie słuchać swojego instynktu i nagle okazało się, że to wszystko jest bardzo proste, a dziecko karmione "na żądanie" lepiej śpi. Czyli lekarze mniej wiedzą na temat macierzyństwa niż my same? Tak po prostu? - Czasem tak (śmiech ). Są oczywiście takie sfery, w których warto czerpać z tego, co ustaliła nauka, zwłaszcza jeśli są to ustalenia poparte wiarygodnymi badaniami. Tak jak to jest na przykład w kwestii szczepionek. Badania dowiodły, że jest to najlepszy sposób uodpornienia na choroby i walki z nimi, i nie ma co z tym dyskutować. Ale w kwestiach takich codziennych, naturalnych czynności związanych z opieką czy wychowaniem opieranie się na instynkcie matki często jest dla dziecka najzdrowsze. Trudno jest matkom wyłamać się z tych wszystkich społecznych reguł i odmówić spełniania społecznych oczekiwań?

- To zależy od konkretnej sytuacji. Mi jest łatwiej, bo mam wsparcie mojej mamy, mojego partnera. Wiem, że mogę być taką matką, jaką chcę być. Ale wiem, że są dziewczyny, które funkcjonują w bardzo zamkniętych intelektualnie środowiskach i im jest bardzo ciężko. Bo jak masz się buntować, kiedy wszyscy dookoła - nawet własna matka, siostra czy przyjaciółka - mówią ci, że nie wolno zostawiać dziecka tylko po to, by pójść się rozerwać, że nie wolno odczuwać zmęczenia, że nie powinnaś karmić dziecka w miejscach publicznych? Jeśli otoczenie na każdym kroku daje ci znać, że zachowując się w ten czy inny sposób, robisz krzywdę dziecku, łamiesz się. Nie chcesz przecież, żeby cierpiało, chcesz być dobrą matką.

Książka Matyldy Kozakiewicz 'Zła matka...' ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (fot. materiały prasowe)

Pytanie, czy można być dobrą matką? - Masz rację. To nierealne. W Polsce nigdy nie będziesz dobrą matką. Jeśli będziesz karmić piersią, powiedzą, że jesteś obleśna. Jeśli wybierzesz mleko modyfikowane, to też źle, bo mleko matki jest najzdrowsze. Jeśli będziesz nosić dziecko w chuście, to niedobrze, bo na pewno jesteś ekowariatką, jeśli tego nie robisz, jesteś zimną matką i unikasz bliskości z własnym dzieckiem. Jak przytulasz, to rozpieszczasz, jak nie przytulasz, to nie kochasz I tak dalej... A gdzie w tym sporze o matki rola mężczyzn, ojców, partnerów?

- Mężczyźni zwykle siedzą z boku i odcinają się od tych matczynych potyczek. Jak zresztą mieliby zabierać głos, gdy dla wielu z nich opieka nad niemowlęciem wciąż jest jakąś kompletnie czarną magią?

Matylda Kozakiewicz. Blogerka, której artykuły publikowane na stronie Segritta.pl od ponad dziesięciu lat wzbudzają kontrowersje w sieci i docierają do milionów czytelników. Nie boi się mówić o tabu, żartuje na każdy temat, walczy z mitami macierzyńskimi. Pomoże ci przebrnąć bezboleśnie przez informacyjny chaos wokół macierzyństwa i zdradzi swoje tricki ułatwiające życie z małym dzieckiem.

Małgorzata Gołota. Dziennikarka i redaktorka Weekend Gazeta.pl. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i serwisie naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.