Gdyby skupić się wyłącznie na osobach legitymujących się obcym paszportem, które przebywają aktualnie w Polsce, okazałoby się, że najwięcej jest obywateli Ukrainy. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w 2014 roku, kiedy rozpoczął się konflikt zbrojny we wschodniej części tego kraju, polscy pracodawcy wydali 387 tysięcy oświadczeń o chęci powierzenia pracy cudzoziemcowi. Aż 96 proc. tych dokumentów dotyczyło właśnie Ukraińców. W rekordowym 2015 roku liczba wydanych oświadczeń wzrosła ponaddwukrotnie. Przygotowany przez Narodowy Bank Polski raport jasno wskazuje, że dwa lata temu na terenie naszego kraju przebywało około miliona Ukraińców. Choć brakuje na razie precyzyjnych danych, można śmiało zakładać, że dziś pomiędzy Odrą a Bugiem mieszka ich znacznie więcej. Wbrew krzywdzącym stereotypom ze wspomnianych badań wynika, że większość przyjezdnych to osoby z wyższym lub średnim wykształceniem (odpowiednio: 37,7 proc. i 53,94 proc.).
Tak poważna zmiana demograficzna w tak jednolitym narodowościowo i etnicznie kraju jak Polska budzi zaciekawienie lub - jak wskazują protesty środowisk narodowo-radykalnych - oburzenie. Na pewno jest też dobrą okazją, by przestać spoglądać na siebie przez pryzmat wzajemnych uprzedzeń i stereotypów. Jak jest jednak naprawdę? O to spytaliśmy Ukraińców mieszkających i pracujących w Polsce.
Alexandra - 26 lat, księgowa
Wychowałam się w Gródku Podolskim. Moja babcia była Polką i ze względu na pochodzenie uczyłam się w polskojęzycznej szkole. Zanim przeprowadziłam się do waszego kraju na stałe, bywałam tu wielokrotnie. Pamiętam, że wszyscy byli wówczas bardzo uprzejmi i służyli wszelką pomocą. Gdy w 2007 roku wyjechałam na studia do Rzeszowa, nastąpiło zderzenie z rzeczywistością.
Na początku pierwszego roku studiów usłyszałam od jednej z wykładowczyń, że nie zaliczę przedmiotu, który ona wykłada, bo zajmuję miejsce w akademiku i marnuję płacone przez Polaków podatki. Dalej również nie było łatwo: właściciele hostelu, w którym pracowałam, odmawiali mi zapłaty. Gdy zaoponowałam, usłyszałam: Saszka najwyraźniej czegoś nie zrozumiała po polsku . A już od dawna znałam język perfekcyjnie. Ale spotkałam w Polsce także bardzo wiele rozumnych i empatycznych osób, które interesują się ukraińską kulturą.
W Polakach irytuje mnie skłonność do narzekania i niedoceniania tego, co się ma. Dziurawe drogi? Przejedźcie się zatem trasą Lwów - Tarnopol. Komunizm? Jeszcze w 1990 roku moi rodzice musieli mnie chrzcić po kryjomu, nocą, na pewnej zapadłej wsi, podczas gdy wy niemal przez cały okres trwania PRL-u mogliście chodzić swobodnie do kościoła. Korupcja? Gdy chciałam podjąć studia w Kamieńcu Podolskim, kazano mi zapłacić 5 tysięcy dolarów.
Polacy chętnie myślą o sobie jako o ofiarach Hitlera, Stalina czy Bandery. To prawda, nie należy jednak zapominać o własnych winach. Mój mąż pochodzi z regionu Ukrainy znajdującego się przy granicy z Rosją i Białorusią. Tam w dalszym ciągu straszy się dzieci Piłsudskim [chodzi o akcję pacyfikacyjną z 1930 roku przeprowadzoną na rozkaz Piłsudskiego, pełniącego wówczas funkcję premiera polskiego rządu - działania wymierzone w Ukraińską Organizację Wojskową były tak naprawdę skierowane przeciw ludności ukraińskiej zamieszkującej teren II RP - przyp. aut.].
Taras - 52 lata, pracownik naukowy
Jest taki dowcip: pewien prawy człowiek trafił do nieba. Zza bram raju miał naprawdę dobry widok na piekło, poprosił więc Pana Boga o "przepustkę" i udał się na wycieczkę. Bawił się bardzo dobrze, więc jakiś czas po powrocie jeszcze raz zapytał o to samo. I znowu. Wreszcie zdecydował się na przeprowadzkę - czarty momentalnie zniewoliły jego duszę i pobyt w piekle zamienił się w koszmar. Dlaczego? Dlatego że jest różnica między wycieczką turystyczną a imigracją. Właśnie tak - choć mówię to z przymrużeniem oka - było ze mną, gdy za namową znajomych zdecydowałem się podjąć pracę na jednym z tutejszych uniwersytetów.
Porównując oba kraje: w Polsce jest zdecydowanie mniej jawnego, bezpodstawnego chamstwa, które na Ukrainie można napotkać w sklepie, szkole, urzędzie. Co do urzędników - niczego nie da się tu załatwić, wszyscy piją kawę i zachęcają cię, abyś przyszedł za tydzień, miesiąc, rok. Poza tym Polacy nie powiedzą ci wprost niczego nieprzyjemnego, ale na pewno... pomyślą. "Pozory" to jedno z najważniejszych polskich słów.
Na dodatek macie fioła na punkcie hierarchii. Farmaceutki, które od dwudziestu lat pracują razem w jednej aptece, zwracają się do siebie per "pani magister", co jest dość absurdalne. Pewnego dnia znajomy polski profesor przedstawiał mnie swojemu koledze, a ten, wiedząc, że pochodzę z Ukrainy, podał mi od niechcenia dłoń. Gdy usłyszał, że mam tytuł profesorski, jego ręka zrobiła w powietrzu piruet. Polska, z tym całym zamiłowaniem do hierarchii, to takie feudalne Bizancjum.
Kiedy przyjechałem tu pod koniec lat 90., miałem wrażenie, że przyjeżdżam do Europy. Ale rządy PO i PiS-u cofnęły ten kraj w rozwoju. Do tego dodajmy to nacjonalistyczne pospolite ruszenie. Tu się robi Rosja. Mam jednak nadzieję, że poczucie humoru Polaków, którego dowiedliście choćby w czasach PRL-u, znowu zatriumfuje i da się przerwać ten niebezpieczny proces.
Vira - 20 lat, studentka
Przeprowadziłam się do Polski trzy lata temu. Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie uruchomiono akurat studia na kierunku marketing, którymi byłam bardzo zainteresowana. Jeszcze przed wyjazdem zaczęłam uczyć się języka polskiego. Moja nauczycielka sporo opowiadała mi o waszym kraju, dzięki czemu nie byłam specjalnie zaskoczona tym, co zastałam na miejscu.
Może to dziwnie zabrzmi, ale największą niespodzianką było dla mnie to, że w tzw. przestrzeni publicznej można napotkać na rozmaite ułatwienia dla inwalidów w rodzaju wind czy podjazdów. Uderzyło mnie też, że Kraków jest tak bardzo podobny do Lwowa. Były też mniejsze i większe rozczarowania. Nie mogę się na przykład przyzwyczaić do tego, że w święta w Polsce wszystko "zamiera" i trzeba zrobić zakupy na zapas.
Zdarzają się negatywne reakcje związane z moim pochodzeniem. Jeden z profesorów zadeklarował na początku zajęć, że zacznie chyba wykładać po rosyjsku, bo połowa studentów to Ukraińcy. Nie dość, że to nie była prawda, to przecież nie wszyscy Ukraińcy posługują się językiem rosyjskim.
Zaznaczę jednak, że tego typu negatywne podejście cechuje raczej starsze osoby. Młodzi rzadziej posługują się rozmaitymi stereotypami i uproszczeniami. No, może poza tym, że wielu kolegów pytało mnie o wojnę na Ukrainie i o to, czy przed wjazdem do mojego rodzinnego miasta stacjonują żołnierze. Tymczasem pochodzę z zachodniej części kraju, którą na szczęście konflikt zbrojny ominął.
Oksana - 26 lat, tester oprogramowania
Nie ukrywam, że irytuje mnie sposób, w jaki funkcjonuje polska służba zdrowia. Niby płacisz składki na NFZ, ale gdy przychodzi co do czego, musisz czekać w niewiarygodnie długiej kolejce. Decydujesz się więc na wizytę prywatną i... znowu czekasz. Co prawda panie pracujące w rejestracji oraz lekarze są na ogół mili, ale raczej nie potrafią ci pomóc - odwrotnie niż na Ukrainie, gdzie wszyscy wydają się początkowo nieprzychylni, a mimo to robią, co mogą, by rozwiązać twój problem. Zupełnie inaczej sprawa ma się w przypadku komunikacji miejskiej, która jest w Polsce zrobiona "dla ludzi" - kierowcy trzymają się rozkładu jazdy, co na Ukrainie nie jest wcale standardem.
Co do stereotypów na temat Ukraińców, to staram się nie przejmować tym, że wiele osób z góry zakłada, że przyjechałam do waszego kraju, żeby sprzątać. Irytuje mnie jednak, gdy znajduję przykłady tego typu stereotypizacji w mediach - w jednym z wrocławskich dzienników opublikowano tekst na temat Poczty Polskiej i opatrzono go tytułem "Nawet Ukraińcy nie chcą pracować na poczcie" .
W gruncie rzeczy Polacy i Ukraińcy są do siebie bardzo podobni - wszyscy jesteśmy obarczeni wieloletnią historią zaborów i mamy kompleksy z tym związane. Jest jednak pewna fundamentalna różnica: na Ukrainie wszyscy starają się działać "kolektywnie" i nie wychylać poza pewną normę, co moim zdaniem jest swego rodzaju spadkiem po ZSRR. Polacy to indywidualiści. Dobrze było to widać w trakcie studiów: jeżeli wychodziliśmy na jakąś imprezę, to jedynie w kilka osób, w dodatku po jakimś czasie wszyscy i tak rozchodzili się w swoją stronę. Ukraińcy starają się robić wszystko wspólnie, co nie zawsze mi odpowiada.
Oleg - 32 lata, przedsiębiorca
Od dziesięciu lat prowadzę swój własny biznes, który polega na produkcji elementów mocujących i urządzeń elektrycznych. Dwa lata temu stwierdziłem, że już czas na poszerzenie obszaru dystrybucji. Zrobiliśmy badania rynku, z których wynikało, że rozpoczęcie działalności na terenie Polski to bardzo dobry pomysł.
Choć na co dzień krążę między Ukrainą, Niemcami i Polską, postanowiłem przenieść się na stałe do Krakowa. Zaważył fakt, że mojej rodzinie bardzo się u was spodobało - Polacy są zdecydowanie spokojniejsi i bardziej pogodni niż Ukraińcy ze wschodniej części kraju, z której sam pochodzę. U nas daje się wyczuć wszechobecną nerwowość wynikającą z trudnej sytuacji ekonomicznej i trwających działań wojennych.
Są też inne plusy wynikające z prowadzenia biznesu u was. Weźmy choćby rozmaite formalne sprawy i papierkową robotę z tym związaną. Informacje, które widnieją na stronach internetowych rozmaitych instytucji i urzędów, są wiarygodne i dobrze oddają to, w jaki sposób działa dana placówka. Na Ukrainie są to często dwie zupełnie różne rzeczy. Pracuje mi się tu więc dużo wygodniej.
Nie spotkałem się z żadnymi negatywnymi reakcjami dotyczącymi faktu, że pochodzę z Ukrainy. Znajomi rodacy donosili mi o takich sytuacjach, ale ujmę to tak: nie ma dymu bez ognia, najwyraźniej sami sprowokowali konflikt. W moim kraju również nie słyszałem, aby ktokolwiek negatywnie wypowiadał się o Polakach. Raczej uważa się was za ludzi pełnych dumy i honoru. Jest nawet takie powiedzenie: najpierw ginie Polak, a dopiero potem jego duma.
Yulia - 28 lat, fotografka
W 2011 roku uznałam, że czas na wyprowadzkę z Ukrainy. Wyjechałam na krótką wycieczkę do Japonii, gdzie mogłam przemyśleć parę spraw i upewnić się w swojej decyzji. Krótko po powrocie okazało się, że moja prababcia miała polskie pochodzenie, dzięki czemu mogłam starać się o Kartę Polaka. Spakowałam więc dwie walizki i ruszyłam w drogę.
Początki były trudne. Nie chodzi tu tylko o naukę języka, ale i o fakt, że mój dyplom inżyniera uzyskany w Dniepropietrowsku niewiele tutaj znaczył, choćby dlatego, że jesteście bardziej rozwinięci pod względem technologicznym etc. Jednak nieco mnie rozczarowało to, że Polska nie jest "tą zachodnią Europą", o której marzyłam. Co prawda mentalnie jesteście bliżej Zachodu, ale przy bliższym kontakcie - np. przy okazji wynajmu mieszkania - okazało się, że Polacy są często pełni niechęci wobec obcych. Mimo to spodobało mi się tutaj i dziś jestem w podobnym stopniu przywiązana do polskiej i ukraińskiej kultury.
Skończyłam Akademię Sztuk Pięknych i pracuję jako fotograf. Cenię wasze podejście do przestrzeni miejskiej. Wschodnia Ukraina, z której pochodzę, jest silnie obciążona "dziedzictwem" ZSRR - wszystko jest "wspólne", a więc niczyje, ulice są o wiele bardziej zaniedbane niż w Polsce. Komunizm w znacznie mniejszym stopniu odbił się na waszej mentalności. Dało mi to nadzieję, że z biegiem czasu na Ukrainie również się to jakoś "znormalizuje".
Przyzwyczaiłam się już, że Polacy traktują nas podobnie jak Rosjanie - jak nieco biedniejszego i głupszego brata z prowincji. Nie robi też na mnie wrażenia stereotyp, wedle którego większość mieszkających tu Ukrainek to prostytutki, osoby niewykształcone etc. Dzięki temu stałam się dużo twardsza i wytrzymała. Poza tym bardzo przyjemnie jest wyprowadzać ludzi z błędu i obserwować ich reakcje.
Oleksandr - 26 lat
Głównym powodem, aby tu przyjechać, był bardzo niski poziom szkolnictwa wyższego na Ukrainie. Do tego dochodził nierozerwalny związek między edukacją a łapówkarstwem. Aby zaliczyć kolejne lata i dostać dyplom, musisz płacić, nie ma innego wyjścia. Gdy przeprowadziłem się do Krakowa i opowiedziałem o tym swoim nowym znajomym z uczelni, wszyscy otwierali usta ze zdziwienia. Upewniło mnie to jedynie, że podjąłem dobrą decyzję.
Na dodatek, wbrew moim obawom związanym z faktem, że jestem jednym z dwóch obcokrajowców w grupie, Polacy podeszli do mnie bardzo życzliwie i ułatwili aklimatyzację w nowym miejscu. Wiem, że w waszym kraju funkcjonuje podobno przekonanie, że wszyscy Ukraińcy, którzy tu przyjeżdżają, to tania siła robocza, ale nikt nie dał mi tego odczuć. Może wyłączając pana z Urzędu ds. Cudzoziemców, który mruczał coś pod nosem na ten temat, gdy wraz z innymi osobami z Ukrainy stałem w kolejce, aby uregulować sprawy wizowe.
Aktualnie przebywam w Niemczech, gdzie kontynuuję swój doktorat - nie miałem jednak zamiaru "uciekać", do wyjazdu skłoniły mnie po prostu nowe możliwości edukacyjne. Niewykluczone, że wrócę jeszcze do Polski.
Mateusz Witkowski. Ur. 1989. Redaktor naczelny portalu Popmoderna.pl , stały współpracownik Gazeta.pl, Wirtualnej Polski i miesięcznika "Teraz Rock". Doktorant w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ. Interesuje się związkami między literaturą a popkulturą, brytyjską muzyką z lat 80. i 90. oraz włoskim futbolem. Współprowadzi fanpage Niedziele Polskie .