Błyszczące szczęściem oczy Silvii mówią wszystko. - Ciao! - uśmiecha się szeroko ze swojego fotela. Szczerzę się też i jak głupi wyciągam rękę na powitanie. Ale Silvia nie może podać mi swojej. Nie w tej chwili.
Do obu ramion dziewczyna ma przymocowane specjalne płozy. Jej fotel, a właściwie solidne, wytrzymałe siedzisko wyposażone w pasy i ciepły pled na nogi - stoi na stoku opierając się na skomplikowanej konstrukcji, zwieńczonej na dole dwiema podłużnymi deskami. Pled na nogi jest potrzebny, bo Silvia nie chodzi. Za to umie jeździć na nartach.
Perfekcyjnie przygotowany śnieg iskrzy we włoskim słońcu. Na niebie ani jednej chmury, lekki mróz. Warunki we włoskiej Folgarii w regionie Alpe Cimbra są idealne do szusowania, więc Luca, trener ze szkoły jazdy na nartach Scuola Passione, wesoło pogania dziewczynę.
- Pogadajmy po jeździe - uśmiecha się znów Silvia. Nie może się doczekać kolejnych szusów i po chwili rusza w dół stoku. Trener jedzie tuż za nią, asystując, gdyby miała kłopot. Ale narciarka sprawnie pokonuje kolejne zakręty. A ja, zafascynowany, robię zdjęcia.
Potem Silvia powie mi, że wcale dotąd dużo nie śmigała po stokach - to był jej pierwszy wypad na narty! Jeździła trzy dni, spróbowała też snowboardu. Idzie jej znakomicie. Nieważne, że jest niepełnosprawna. Tutaj, na stoku, nie jest.
- Nawet, jeśli siedzisz, to jazda na nartach jest fantastyczna i wywołuje wielkie emocje. To było wspaniałe doświadczenie - zachwyca się dziewczyna. To doświadczenie jest możliwe, bo Silvia przemieszcza się na specjalnie przygotowanym sprzęcie, który umożliwia jazdę po nartostradach osobom na co dzień poruszającym się na wózku inwalidzkim. Sprzęt to jednak nie wszystko.
- Żadnych barier. O to tu chodzi. Kiedy zaczynasz myśleć, jak osoba niepełnosprawna ma dostać się na stok, wtedy okazuje się, jak wiele trzeba zmienić - w wyciągach, w urządzeniach, w sprzęcie, w hotelach - tłumaczy mi Ruben, trener i rzecznik Scuola Passione, gdy zjeżdżamy nartostradą do siedziby szkoły.
Jedzie z nami jeszcze drugi trener i jeden z podopiecznych szkoły, potężny mężczyzna, częściowo sparaliżowany po nieudanej operacji. Bez zmian, o których mówi Ruben, nie miałby szans jechać dziś w dół śnieżnobiałego stoku, patrząc na oszałamiające widoki Alpe Cimbra.
- Cierpliwi, przeszkoleni operatorzy wyciągów. Hotele z pokojami i łazienkami przystosowanymi do potrzeb osób niepełnosprawnych. Instruktorzy umiejący uczyć techniki jazdy na sprzęcie dla niepełnosprawnych. Restauracje i schroniska górskie dostosowane do naszych potrzeb. W Folgarii to wszystko jest. To jest prawdziwa walka z wykluczeniem - wylicza emocjonalnie Silvia.
A Ruben opisuje, jak kilka lat temu region Alpe Cimbra zabrał się do wielkich zmian na rzecz niepełnosprawnych przyjezdnych. Włosi zaczęli działać kompleksowo. Efekt? Po sześciu latach wszystkie wyciągi zostały zmodernizowane tak, aby mogły z nich korzystać osoby z niepełnosprawnością ruchową, a w schroniskach znajdujących się przy stokach są na składzie wózki inwalidzkie.
Jeśli niepełnosprawny narciarz chce odpocząć w knajpce przy tradycyjnym narciarskim trunku Bombardino i wygodnie powygrzewać się w słońcu, to może przesiąść się ze sportowego fotela na taki, który umożliwi mu poruszanie się po restauracji.
W szkołach narciarskich trenerzy są specjalnie przeszkoleni do współpracy z osobami niepełnosprawnymi. Sprawnie przesadzają je z wózka na narciarski fotel. Sprawdzają wszystkie linki i zapięcia, owijają nogi pledem, zabezpieczają kursantów przed śniegiem, zimnem i wiatrem. Na koniec kontrolują stan sprzętu i gotowość narciarza i...jazda!
- Nieważne, czy masz niepełnosprawność intelektualną, czy fizyczną, czy jedno i drugie. Możesz jeździć na nartach. Nie jesteśmy skoncentrowani tylko na niepełnosprawnych, nasza szkoła po prostu uczy jeździć wszystkich - mówi Ruben. Ale piękna idea to tylko jedna strona takiego profilu działalności szkoły. Druga jest bardzo wymierna - finansowa.
Szkoła, w której uczy Ruben, to prywatna instytucja, nie dotowana przez państwo czy samorząd. Przystosowany do wymogów osób niepełnosprawnych sprzęt powstaje na zamówienie we Francji.
Sprzęt sporo kosztuje - dlatego Scuola Passione finansuje go z dochodów z lekcji dla pełnosprawnych narciarzy, których jest oczywiście proporcjonalnie więcej. Ale Ruben i jego koledzy starają się integrować obie grupy.
- Kiedy zaczynasz pracę z osobami niepełnosprawnymi, dowiadujesz się, że to - w przypadku Włoch - mniej więcej 8 proc. populacji. Wiele z tych osób, oraz ich rodzin, nie zdaje sobie sprawy, jakie możliwości uprawiania sportu daje osobom niepełnosprawnym nowoczesna technika. W efekcie siedzą w domu. Sport też uprawiają odddzielnie. Pełnosprawni sobie, niepełnosprawni sobie. A my chcemy inaczej. Chcemy, żeby te grupy się przenikały. Pracujemy ze szkołami w dolinie, robimy dni otwarte, w trakcie których uczniowie pełno- i niepełnosprawni jeżdżą razem, pod opieką instruktorów - tłumaczy Ruben.
- Fizyka jazdy na nartach, czy to na dwóch nogach, czy to w specjalnym fotelu - jest ta sama - podkreśla instruktor. Zmienia się tylko technika - i to, które części ciała odpowiadają za ruch i utrzymanie równowagi. A już na pewno taka sama dla wszystkich jest radość, gdy wiatr gwiżdże w uszach, a śnieg skrzypi pod nartami.
Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, publikował w "Dużym Formacie" . Prowadzi bloga Realpolitik , bywa na Twitterze.