Pigułka "po" ma być na receptę.
- To jest kolejna próba zablokowania dostępu do antykoncepcji, w tym przypadku awaryjnej. Nie ma żadnych badań i analiz, które by pokazywały powody przemawiające za takim rozwiązaniem. Jedyne wytłumaczenie, jakie zostaje, to takie, że minister zdrowia próbuje na wszystkie sposoby utrudnić kobietom decydowanie o swojej płodności. Mam nadzieję, że Konstanty Radziwiłł, jako lekarz, ma wiedzę pozwalającą rozróżnić między antykoncepcją awaryjną a środkami poronnymi. Ale w dyskursie przeciwników praw kobiet te środki są ze sobą kompletnie pomieszane. Często aktywiści twierdzą, że tabletki takie, jak EllaOne, powodują aborcję. Obsesja antyaborcyjna zbiera swoje żniwo.
Argumenty resortu zdrowia są takie, że chodzi o względy medyczne i bezpieczeństwo pacjentek.
- Obecny rząd na wszelkie sposoby próbuje zrobić dobrze przeciwnikom praw kobiet". Nie udało im się obostrzyć dostępu do aborcji, więc próbują zlikwidować dostęp do antykoncepcji i właściwie zupełnie uniemożliwić dostęp do aborcji w tych przypadkach, w których jest ona w Polsce legalna. Resort nie przedstawił żadnych dowodów na to, że w chwili obecnej można mówić o zagrożeniu zdrowia pacjentek w efekcie przyjmowania tego typu leków.
Rząd mówi, że wszystkie środki antykoncepcyjne są na receptę i nie powinno być wyjątku i w tej sytuacji. I że recepta ma zapewnić bezpieczeństwo, ponieważ dziś "już bardzo młode osoby mogą bez kontroli lekarskiej kupić i stosować ten środek" .
- Chciałabym mówić o faktach, a nie o przekonaniach pana ministra, który twierdzi, że są złe skutki pigułek "po". Awaryjna antykoncepcja pozwala uniknąć ciąży w sytuacjach kryzysowych. Kiedy zawiedzie prezerwatywa czy inny środek, dostęp do pigułki "po" od razu po kilku godzinach od stosunku, jest absolutnie kluczowy. Wymóg recepty de facto oznaczać będzie, że tego dostępu nie będzie, zwłaszcza dla uboższych osób ze wsi i mniejszych miast.
To znaczy?
- Jeśli ktoś mieszka w Warszawie, to pojedzie, dostanie receptę i kupi pigułkę w aptece. Ale jak ktoś nie ma pieniędzy, mieszka w małym mieście, trzeba dojechać do ginekologa - nie ma żadnych szans skorzystać z antykoncepcji awaryjnej. Pomysł rządu będzie jedną z kwestii, którą kobiety będą musiały się zająć 8 marca, gdy będzie międzynarodowy strajk kobiet.
Jako lekarz nie przepisałbym pacjentce pigułki dzień po - zadeklarował minister zdrowia w rozmowie z Radiem ZET . Nie zrobiłby tego nawet, gdyby pacjentka chciała w ten sposób uchronić się przed ciążą z gwałtu. - To nie jest kwestia tego, czy uważam, czy ten preparat powinien być dostępny, czy nie, natomiast jeśli pan mnie pyta jako lekarza, nie przepisałbym (...) skorzystałbym z czegoś, co nazywa się klauzulą sumienia - dodał Radziwiłł.
Wbrew temu, co twierdził minister Radziwiłł w Faktach po Faktach, główny mechanizm działania pigułek "po" polega na hamowaniu lub opóźnianiu owulacji, a nie na przerywaniu ciąży. W styczniu 2015 r. Komisja Europejska zezwoliła na dopuszczenie do sprzedaży bez recepty w całej UE pigułek ellaOne. W kwietniu 2015 r. weszło w życie zmienione rozporządzenie polskiego ministra zdrowia, na mocy którego antykoncepcja awaryjna zaczęła być dostępna bez recepty dla osób, które ukończyły 15. rok życia. Przyjęty przez rząd projekt przewiduje, że hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego będą wydawane wyłącznie na podstawie recepty wystawionej przez lekarza.